EPILOG
Gofry
Hop
Tydzień później…
Zadzwonił
telefon i Hop otworzył oczy, czując ciężar żony przyciśnięty do jego boku, ich splątane
nogi i jej policzek na jego klatce piersiowej.
Poruszyła
się sennie, gdy wyciągnął rękę do stolika nocnego, by chwycić telefon, widząc na
budziku, że był wczesny poranek. Prawie noc. Spojrzał na swój wyświetlacz i
zobaczył, że dzwoni Tack. Poprzedniego wieczoru zjedli z nim i Cherry kolację,
podczas której podzielili się dobrymi wieściami.
Wszystkimi.
Tack i Tyra byli z tego powodu szczęśliwi, Tyra w siódmym niebie. Tak bardzo,
że Hop nie wiedział, czy była szczęśliwsza z powodu dziecka niż małżeństwa.
To
nie miało znaczenia.
Jego
kobieta rozpromieniła się podczas kolacji, pokazując pierścionek, dotykając
dłonią brzucha, a Hop znowu nie wiedział, czy Lanie jest szczęśliwsza z powodu
ich dziecka, czy małżeństwa.
Wszystko
to miało znaczenie.
W
rodzinie wszystko było dobrze.
Ale
telefon w środku nocy nigdy nie był dobrą wiadomością.
Przenigdy.
Przyłożył
telefon do ucha i wymamrotał - „Jestem.”
„Zebranie,
bracie” - odparł Tack - „Benito.”
Kurwa,
pomyślał
„Będę
tam za piętnaście minut” - powiedział.
„Później.”
„Później.”
Rzucił
telefon na szafkę nocną, gdy poczuł, jak Lanie się przeciąga, wciskając w
niego.
„Wszystko
w porządku?” - mruknęła sennym i słodkim głosem.
„Tak”
- skłamał.
Jego
kobieta czuła się dobrze na wszelkie możliwe sposoby. Psychoterapeuta z terapii
krótkoterminowej zasugerował terapię długoterminową i Lanie znalazła kogoś, z
kim lubiła pracować. Likwidowali kolejne problemy, skoro jego kobieta… nie,
jego żona… wychodziła poza ciężkie
gówno i dostała narzędzia do radzenia sobie z tym, jak jej myśli i wspomnienia
przekręcały się w jej głowie i torturowały ją.
Nadal
rzucała dramaty, ale nie były one osadzone w dysfunkcji.
Wracała
do domu z pracy i narzekała na gówno, które można było naprawić, a więc w
większości było nieważne, ale ważne było dla niej, żeby zrzuciła je z piersi.
Przezabawnie
zgubiła opanowanie, gdy w coś wpadła i spaliła swoją pierwszą próbę zrobienia
tortu urodzinowego Cody’ego.
I
zrzędziła, gdy on tłumił śmiech z wybryków jej matki i ojca; popraw to, jej
trzeźwej, poważnie wkurzonej matki i jej kutasa ojca. Lanie i Lis były Drużyną
Joellyn przez cały czas, gdy Joellyn wykonywała manewry, by zabrać mężowi
wszystko co mogła. Edward cofnął się, mówiąc, że chce ją odzyskać, a żadna z
Kobiet Heron nie potrafiła powiedzieć, czy to mówił tak, bo wiedział, że straci
ogromną część swojej fortuny, czy, bo ponownie zakochał się w kobiecie, którą poślubił,
bo była teraz trzeźwa. Żadnej z nich też to nie obchodziło. To była totalna
ofensywa Kobiet Heron, żeby ten śmieć zapłacił.
Hop
to uwielbiał i, nawet jeśli zrzędziła, wiedział, że Lanie też. Miała jednego
rodzica z powrotem, a na własnej skórze przekonała się, jak cenne jest życie.
Nie marnowała tego na niepotrzebną urazę.
Ale
interes z Benito Valenzuelą to było coś innego.
Nie
pozwoliłby jej się martwić. Nie pozwoliłby jej myśleć o Benito, gdyby mógł to
kontrolować.
Więc
zamierzał to kontrolować. Nawet gdyby musiał kłamać.
Ale
się tym martwił. Jedyną rzeczą, która mogła skłonić ją do cofnięcia się w
postępach terapii, było to, gdyby dowiedziała się, jak źle było i jak mogło być
coraz gorzej.
„Muszę
coś zrobić dla Chaosu” - powiedział, przewracając ją na plecy i pochylając się,
by pocałować ją w gardło, ale przygotowując się na jej reakcję.
„Okej,
Słonko.”
Okej?
Uniósł
głowę i spojrzał na jej zacienioną twarz.
Odwróciła
się na bok, podwinęła nogi, ale wyciągnęła szyję, by musnąć ustami jego
obojczyk.
Potem
ułożyła się z powrotem.
Patrzył
na nią.
Kurwa.
Ufała mu.
Kurwa.
Nie miała nic przeciwko wypuszczaniu go w środku nocy w nieznanych sprawach dla
Chaosu.
Hop
się uspokoił, pochylił się i ponownie pocałował ją w szyję, gładząc ją po
biodrze, a potem włożył rękę pod koszulę nocną na jej brzuch - „Opiekuj się
Ellie, kiedy mnie nie będzie.”
„Cieszę
się, że mogę zaopiekować się Butchem, kiedy ciebie nie będzie” - wymamrotała
sennie, a on poczuł, jak jego usta się wykrzywiają.
Chciał
mieć córkę, która wyglądałaby jak jego żona. Jego żona poinformowała go, że
chce syna, który wyglądałby jak jej mąż.
Bóg
o tym decyduje, ale fajnie było kłócić się o coś, co oznaczało wszystko,
wiedząc, że żadne z nich tak naprawdę nie dbało o to, w którą stronę to się potoczy.
Ale
„Butch” było nowe.
„Butch?”
- zapytał.
„Ty-Ty
wzięła wszystkie urocze imiona dla motocyklistów. Nazywam go Butch, dopóki nie
wymyślę czegoś innego.”
Kurwa
tak, była śpiąca i żartowała.
Ufała
mu.
Hop
zdusił śmiech i powiedział - „Ellie jest dziewczyną, Lanie.”
„Butch
to chłopiec, Hopper.”
„Zobaczymy”
- mruknął, pochylając się, by dać żonie kolejnego lekkiego buziaka.
„Tak.
Zobaczymy” - odpowiedziała, wtulając się głębiej w łóżko, a on wytoczył się.
Hop
ubrał się i wrócił i zastał swoją kobietę śpiącą.
Wyciągnął
rękę, naciągnął kołdrę wysoko i opatulił ją. Potem chwycił telefon, zszedł na
dół do zamkniętej szafki, wziął nóż, podszedł do sejfu i wydobył pistolet.
Potem
wyszedł do swojego garażu i wskoczył na motor.
*****
„Nie strzelać! Chaos, nie strzelać!” - Tack
ryknął, a Hop, przykucnięty za szpitalnym łóżkiem na cholernym jebanym planie
filmowym porno ze wszystkich pieprzonych miejsc, rękami z podniesionymi i
opartymi na łóżku szpitalnym, z pistoletem wycelowanym w jednego z ludzi
Benito, pozostał nieruchomo, ale trzymał palec na spuście.
Oderwał
wzrok od swojego celu, by spojrzeć na Tacka, który zacisnął usta. Jego wzrok
był skierowany na Shy’a, któremu krew spływała po szyi, bo właśnie został trafiony
przez kulę rykoszetową z pistoletu jednego z facetów Benito.
Tack
spojrzał na Benito, a Hop patrzył na swój cel, gdy usłyszał, jak Tack warczy -
„Jezu Chryste, jaja ze mnie robisz?”
Byli
tam, by uratować najlepszą przyjaciółkę Tabby, Natalie. Tabby była blisko z
Natalie od lat. Hop ją znał.
Dziewczyna
bywała w Chaosie i widział ją w pobliżu. Była problematyczną osobą w ten smutny
sposób, który rozpoznawałeś, patrząc jej w oczy, bo wybrała życiową ścieżkę, by
uśmierzyć ból, z którym nie miała odwagi się zmierzyć.
Zostali
poinformowani, zanim poszli ją wyciągnąć z debiutu filmowego, że nabrała nawyku
uśmierzania bólu.
Potem
zagłębiła się w Benito, a on odbierał ją na wymianę. Innymi słowy, miała bardzo
aktywną rolę w jego najnowszym filmie
porno.
Nie
miała na to wielkiej ochoty, więc zadzwoniła do Tabby po ratunek od Chaosu. Shy
poszedł w to dla swojej kobiety i chłopcy wkroczyli.
Strategicznie
to nie było dobre. Benito naciskał, Chaos naciskał. Do tej pory udało im się
utrzymać Benito, jego dealerów i dziwki z dala od terytorium Chaosu, ale to
była ciągła walka. Mimo to działania wojenne nie uległy eskalacji.
Ale
dla Tab, dla Shy’a, dla rodziny, każdy mężczyzna się tam stawił.
Tack
i Klub przerwali kręcenie porno w środku nocy, domagając się aktorki, która
miała zadebiutować i wypadu pieprzonej Elviry
- która nie miała absolutnie żadnego pieprzonego interesu, by być tam pod
przykrywką dla jakiegoś gówna, nad którym pracował Hawk Delgado - nie działali
na dużą skalę z Benito. Sprawy się rozgrzały. Tack odesłał Elvirę dla jej
ochrony, a także rekrutów Chaosu, ponieważ nie potrzebowali tego doświadczenia.
Jeszcze nie.
Potem
zrobiło się goręcej i jeden z ludzi Benito popełnił falstart.
Dosłownie.
„Tack…”
- zaczął Benito.
„Twój
pieprzony facet strzelał” - uciął Hop.
„Strzał
ostrzegawczy, on się zbliżał” - odparł Benito, kiwając głową w stronę Shy’a -
„To był rykoszet. Nie chciał zrobić nic złego.”
„Mam
to w dupie. Mój brat krwawi, a twój
człowiek strzelał” - warknął Tack - „I choć raz w życiu, widząc, że starcie
się z tyloma uzbrojonymi mężczyznami, zwróć uwagę. Podchodził do mnie.”
„Przypomnę,
że nie zostałeś zaproszony na tę imprezę” - odparł Benito.
„A
ja powtórzę to, co powiedziałem pięć pieprzonych razy. Chaos pokryje jej dług.
Jest rodziną. Umówiliśmy się dawno temu, stary, rodzina jest niedostępna” -
odparł Tack.
„Nie,
kiedy są mi winni dużo pieniędzy” - odciął się Benito.
„Jezu,
czy ty słuchasz? Chaos pokrywa jej dług” - odparł Tack.
„Wolę
moją metodę płatności” - odparł Benito.
„To
się nie stanie. Nakłonić jednego z twoich innych ćpunów do zjedzenia cipki, aby
się zemścić. Ta dziewczyna należy do Chaosu” - warknął Tack.
Benito
pochylił się w stronę Tacka, jego twarz wykrzywiła się ze złości - „Ona nie
jest rodziną. Ona nie jest krwią ani starszą panią. Jak zgłaszasz roszczenia do
cipki z kaprysu, możesz żądać dowolnego pieprzonego ciała. Kiedy będziesz to
robił, żadnych zasad i wszystko dozwolone.”
Cały
pokój, już napięty, naelektryzował się. Wszyscy wiedzieli, co to znaczy.
Gdyby
doszło do wojny, Benito zagrałby brudno i nie byliby to tylko bracia w okopach.
Hop
wyszedł z kucania i podszedł prosto do Benito. Ten koncentrował się na Tacku,
więc zbyt późno zareagował na zbliżające się zagrożenie.
Hop
go rozbroił i zacisnął dłoń jego na gardle, odpychając go z szybkością i siłą,
więc kiedy uderzył o szpitalne łóżko, upadł na plecy. Hop wciąż go ściskał, gdy
przykładał pistolet do skroni Benito i niewyraźnie słuchał szamotaniny manewrów
otaczających go mężczyzn, którzy stali się podenerwowani po bezpośrednim ataku
na Benito.
„Te
zasady nigdy się nie zmieniają” - oświadczył Hop - „Twoje starcie jest z
Chaosem, skurwysynu. Jak któryś członek naszej rodziny nawet zadrży, bo poczuje,
że jesteś blisko, ty zjesz moją kulę.”
Benito
spojrzał mu w oczy, ale zawołał - „Tack, odwołaj swojego psa.”
„Powiedz,
że mnie zrozumiałeś” - warknął Hop.
„Popełniasz
błąd” - syknął Benito.
„Powiedz.
Że. Mnie. Zrozumiałeś.” - wycedził Hop.
Poczuł
obecność i wiedział, że to Tack, zanim Tack się odezwał.
„Sugeruję,
żebyś powiedział, że go rozumiesz, człowieku, bo jak wciągniesz rodzinę w to gówno,
które mieszasz, przysięgam na jebanego Boga, że nie zjesz kuli Hop’a, bo to
byłoby zbyt szybkie. Obedrę cię żywcem ze skóry, Benito. Nie pomyl się.
Krzywdzisz któregokolwiek członka mojej rodziny, mam na myśli cały Chaos, a
kropla po kropli będziesz krwawić i krzyczeć.”
Oczy
Benito były skierowane ponad ramieniem Hop’a na Tacka. Wydał niski dźwięk w
gardle, zanim spojrzał na Hop’a i warknął - „Rozumiem.”
Hop
natychmiast go puścił i zrobił dwa kroki dalej.
Benito
wygramolił się z łóżka i spojrzał na Hop’a - „Właśnie wypowiedziałeś wojnę.”
„Skurwysynu.
Poważnie?” - zapytał Hop - „Mój brat krwawi. Nie podpisaliśmy tego, ale jak przelewasz
krew Chaosu, nie wychodzisz z tego gówna bez szwanku. Pięć minut temu już mieliśmy
wojnę.”
„Dziesięć
kilometrów kwadratowych” - wtrącił Tack i Benito spojrzał na niego.
„Nie
rozumiem cię. Możesz mieć całe Denver - to jest do bani, ale możesz je mieć - bez
sprzeczki z Chaosem. Musisz tylko trzymać się z daleka od tych dziesięciu
kilometrów kwadratowych. Co jest z tobą nie tak?”
„Nie
możesz zawłaszczać tego, co nie jest twoje” - odparł Benito.
„Twoja
załoga pracuje w Denver od siedmiu lat, skurwysynu. Chaos zawłaszczył to
terytorium pieprzone dekady temu. Jak to nie jest nasze?”
„Nic
nie jest twoje, czego nie możesz ochronić” - odparł Benito, a Tack pokręcił
głową.
„Człowieku,
zaufaj mi, wiedza o Chaosie jest rozwodniona. Rozumiem, trzymasz to gówno w
górze, myślisz, że nie jesteśmy zagrożeniem, ale posłuchaj mnie, nie chcesz iść
z nami na wojnę” - poradził Tack.
„Miękki”
- wyszeptał Benito, a jego oczy zabłysły w dziwny sposób, którego Hop nie lubił
- „Wszyscy wiedzą, że, jak wyszliście z handlu, wszyscy zmiękliście.”
„Widzę,
że tego nie rozumiesz, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie wysiadasz tylko na
górze banknotów dwudziestodolarowych, ale człowiek chroniący swój dom nigdy nie
staje się miękki.”
„Zobaczymy”
- odparł Benito.
„Nie,
my zobaczymy” - odpalił Tack - „Jak ty i twoi chłopcy to zrobicie, będziesz pod
ziemią, więc nie zobaczysz gówna.”
Benito
uśmiechnął się.
Tack
spojrzał na Hop’a i potrząsnął głową.
Następnie
ruszył do wyjścia, rozkazując - „Chaos, dosiadaj.”
Bracia
wyprowadzili się.
Tack
złapał Shy’a i Hop’a w drodze na motory - „Spotykamy się. Wcześnie. Wzywam chłopców.”
Hop
uniósł brodę. Wiedział, co miał na myśli Tack. Nie marnował czasu na wzywanie
posiłków i miał na myśli Hawka Delgado, Brocka Lucasa i Mitcha Lawsona.
Komandosi
i gliniarze.
Benito
powinien był posłuchać.
Po
latach pod przykrywką dla DEA Brock Lucas znał wnętrzności Denver jak własną
kieszeń. Żyjąc z brudem, aby przetrwać, nauczył się obejmować dzikość w środku.
Mógł być żonaty z ładną piekareczką, która robiła niewiarygodnie dobre babeczki
i wychowywali dwóch chłopców, ale nadal był dobry w kontaktowaniu się ze swoją
dziką stroną.
Mitch
Lawson bez wątpienia udowodnił, że bez względu na to, jak czystym był gliną, chronił
plecy Chaosu. Był ostrożny, ale daleki od głupoty i chętny do pójścia na daleko,
przez co był godnym sojusznikiem i zaskakująco przerażającym przeciwnikiem.
I
było to dyskusyjne, ale Hawk Delgado mógł być funkcjonującym wariatem. Ale
wykonywał swoją robotę, bez względu na to, jak paskudna mogła być ta praca. Nie
miał nic przeciwko bałaganowi podczas robienia tego i miał za plecami armię
komandosów. Dobrze im zapłacił, ale zasłużył sobie na ich lojalność w inny
sposób i każdy z nich oddałby życie za swojego przywódcę.
Oczy
Tacka zatrzymały się na Shy’u - „Ty i ja teraz do Baldy’ego.”
Shy
skinął głową.
Baldy
był motocyklistą i lekarzem. Byłby w klubie, gdyby miał czas. Widząc, jak brał
gotówkę za swoje usługi, a podbrzusze Denver potrzebowało lekarza częściej niż
od czasu do czasu, nie miał czasu.
Shy
uścisnął dłoń Hop’owi, po czym skierował się do swojego motocykla.
Hop
dopadł Tack’a.
„Kiedy
dotknie rodziny, bracie, nie będziesz miał szansy, żeby go oskórować” -
ostrzegł Hop - „Lanie nigdy więcej nie poczuje strachu. Nie takiego.”
„Myślę,
że dostał tę wiadomość” - odparł Tack.
„Mam
nadzieję, że tak, Tack. Przysięgam na Chrystusa, jak on nie...”
Tack
uniósł dłoń i zacisnął palce na ramieniu Hop’a - „Spokojnie. Cierpliwości.
Natalie nie była Chaosem, dopóki jej nie zdobyliśmy, więc nie ma nic złego w
byciu wkurzonym. Zapłacimy pieniądze, na których mu zależy, cofnie się, a kiedy
uderzy, nie będzie zabiegał o Armagedon. Jest chciwy, ale nie jest głupi.”
Hop
spojrzał w oczy brata. Potem zrobił to, co zawsze robił i nigdy się nie
pomylił. Zaufał przyjacielowi, skinął głową i wsiadł na motor.
Zanim
wjechał na swój podjazd, dostał wiadomość ze szczegółami spotkania.
Kiedy
wsunął się z powrotem do łóżka z żoną, nadal nie była przytomna. Zwinął się w
nią, przyciągając ją do siebie, kładąc rękę na jej, wciąż płaskim, brzuchu i
wciągnął głęboki wdech.
Czując
perfumy Lanie, rozluźnił się, kiedy to odpuścił.
Trzy
godziny później obudził się, odtoczył ostrożnie od wciąż śpiącej kobiety, ubrał
się i wyszedł.
*****
„Lanie”
- mruknął Hop, używając jej imienia, by powiedzieć braciom, że czas wrócić do
swoich kobiet.
Tack
odwrócił się i skinął głową Hop’owi.
„Racja”
- powiedział - „Później, bracia. Uważajcie; jest wcześnie, nie ruszy się tak
szybko, ale uważajcie na plecy.”
Hop
skinął głową. Shy też.
Wskoczyli
na motory i odjechali. Właśnie spotkali się „chłopcy”: Tack i jego dwóch
poruczników, Hop i Shy, a także Hawk Delgado, Mitch Lawson i Brock Lucas. Wojna
została wypowiedziana. Wezwano posiłki.
Wszyscy
się zaangażowali.
Spotkanie
było napięte.
Teraz
czekali.
Gdy
odjeżdżali, Hop krzyknął - „Yo!” i Shy odwrócił głowę, by spojrzeć na swojego
brata.
Hop
odwrócił głowę na bok. Obaj podjechali do pobocza, zatrzymali się, postawili
nogi, a Hop spojrzał przez budynki, w stronę skąd przybyli.
Tack
stał nieruchomo.
Był
zmartwiony.
Hop
zamknął oczy.
Kiedy
je otworzył, Hop spojrzał na Shy’a i zobaczył, że Shy spogląda na Tacka.
Wtedy
Shy spojrzał na niego - „Przypuszczam, że cztery godziny temu, w skali od
jednego do dziesięciu, jak okropne jest to gówno, powiedziałbym, że jedenaście.
Teraz chyba dwadzieścia trzy.”
„Może
być dwadzieścia pięć” - poprawił Hop.
Usta
Shy’a wykrzywiły się.
To
był jego brat, Shy Cage. Nigdy nie był na wojnie, ale nadal nie okazywał
strachu.
Hop
spojrzał z powrotem na Tacka i zobaczył, że siada na swoim motorze.
„Przygotuj
się, bracie” - poradził Hop, a potem powiedział - „Jedźmy.”
Shy
uniósł podbródek, dodali gazu i pojechali.
*****
„Jezu,
co to jest?” - zapytał Hop, wchodząc do kuchni, by zobaczyć swoją kobietę w
nieprawdo-kurwa-podobnie niesamowitych dzianinowych spodniach do jogi, które
były luźne we właściwych miejscach, ale przyczepiały się do lepszych miejsc, i swobodnej
bluzce, która po prostu przylegała do właściwych miejsc, innymi słowy do całego
jej tułowia. Jej włosy były w nieładzie na czubku głowy. Nie miała makijażu.
I
szczerze mówiąc, nigdy nie wyglądała tak pięknie.
Jego
dzieci były z nią w kuchni i wyglądało na to, że wybuchła bomba z ciasta
naleśnikowego.
Nie
trzeba dodawać, że jego dzieci bez mrugnięcia okiem przyjęły wiadomość, że ich
ojciec ma nową żonę i nową siostrę w drodze. Hop nie był zaskoczony. To było
dobre, a dzieciaki wsysały zarówno dobre, jak i złe, więc nie miały problemu z
zaaklimatyzowaniem się w tym.
Szczególnie
Molly. Cody, dzięki Chrystusowi, przyszedł na ten świat osłonięty niewidzialną
stalą. Niewiele na niego wpływało. Ale Molly miała na myśli swojego tatę, odkąd
potrafiła formułować spójną myśl. Molly nie była blisko z matką, od początku
była małą córeczką tatusia. Nie była na tyle dorosła, żeby to przetworzyć, ale
to nie znaczyło, że pragnęła swojego starego mężczyzny samego i żegnającego się
ze skrawkami dobroci, jaką mogło mu dać życie. Wydawało się, że odprężyła się,
kiedy dowiedziała się, że Lanie jest prawnie związana z ojcem, a przychodzi to
z dzieckiem. Z drugiej strony jego dziewczyna rozluźniła się, odkąd Lanie się pojawiła.
Tak,
dzieciaki całkowicie wchłonęły dobro.
„Uczymy
Cody’ego robić gofry, tato!” - Molly krzyknęła z podniecenia.
„Nie
wiem dlaczego” - stwierdził Cody, ale zrobił to ze swojej pozycji obsługującej
gofrownicę - „Jak będę miał kobietę, to ona wszystko będzie gotowała.”
Hop
spojrzał na syna, po czym spojrzał na żonę, by zobaczyć, że jej ciało trzęsie
się od cichego śmiechu.
Musiał
powstrzymać się od gapienia się, bo cała jego popieprzona noc rozpłynęła się,
gdy zobaczył, jak jego kobieta się śmieje.
Ufała
mu. Całkowicie mu ufała.
Opuścił
ich łóżko w środku nocy, żeby załatwić sprawy Chaosu. Wróciła spać i nadal
spała, obudziła się sama i oto była, robiąc gofry z jego dziećmi i śmiejąc się.
Nie
niespokojna. Nie przestraszona. Nie nakręcona.
Roześmiana.
Zrobił
to. Wyciągnął ją z cienia i wprowadził do światła rodziny.
I
pławiła się w tym.
Pozwolił,
by to uczucie przeszło przez niego i odwrócił się z powrotem do syna.
„Planujesz
wkrótce się wyprowadzić i żyć na kocią łapę, chłopcze?” - zapytał Hop.
„Wkrótce
jak skończę szkołę średnią, więc nie muszę nigdy prać, sprzątać ani gotować” -
odpowiedział Cody.
Hop
powstrzymał śmiech.
Lanie
nie zawracała sobie głowy. Zachichotała głośno, więc Hop odwrócił głowę, by
zobaczyć, jak jej piękna twarz promienieje szczęściem i robił to, dopóki nie
był pewien, że zaraz oślepnie.
„Jesteś
głupi” - oświadczyła Molly, a Hop oderwał wzrok od Lanie, by spojrzeć na córkę
- „Wszyscy wiedzą, że kobiety nie zajmują się już gotowaniem i sprzątaniem.”
„Lanie
robi to dla taty” - odpalił Cody - „I
pracuje. I ma super brykę.” - Cody
spojrzał na swojego ojca - „Dostanę Lanie, tyle że…” - wykrzywił usta, zmrużył
oczy na Lanie, po czym spojrzał na swojego staruszka - „…blondynkę” -
dokończył, po czym zastanowił się nad swoim wnioskiem i powiedział do Lanie -
„Nie chcę być niegrzeczny. Ty też masz ładne włosy.”
Lanie
otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale śmiała się zbyt mocno, żeby to
wydobyć.
„Niech
ktoś mnie zabije. Mój syn już zamawia sobie kobietę” - mruknął Hop, a Cody
spojrzał na niego.
„Kiedy
miałeś swoją pierwszą dziewczynę?” - zapytał.
Hop
nie zamierzał na to odpowiedzieć. Zamiast tego skupił się na punkcie, którego
jego syn nie wspomniał.
„Masz
dziewczynę?”
„O
rany” - wymamrotała Lanie.
„No
pewnie, tato!” - Molly to zdradziła - „Ma trzy.”
„O
rany” - powtórzyła Lanie, ale tym razem te dwa słowa zadrżały z rozbawienia.
„Trzy?”
- zapytał Hop, unosząc brwi.
Cody
podniósł pokrywę gofrownicy, aby sprawdzić postępy przez cały czas mówienia - „Skoro
już zdecydowałem się na wczesne wspólne życie, myślę, że muszę teraz zdobyć
moje doświadczenie.”
Tym
razem Hop stłumił przekleństwo.
Molly
krzyknęła - „Obrzydliwe!”
Lanie
wciąż się śmiała.
„Synu,
spójrz na mnie” - zawołał Hop, a Cody uznał, że gofr jeszcze nie gotowy, więc
założył z powrotem pokrywę i spojrzał na tatę - „Jesteś zbyt młody, abym się
tym dzielił, ale widząc, jak wychodzisz przed szereg, muszę to rozłożyć. Jak chcesz
Lanie, musisz mieć je pojedynczo. Nigdy, słyszysz mnie, chłopcze, nigdy nie kręć
dziewczyną. Jak ją oszukasz, będziesz żył ze świadomością zrobienia tego
dziewczynie, która na to nie zasługiwała, ale też odpowiesz przede mną.
Słyszysz mnie?”
Cody
z powagą skinął głową - „Słyszę cię, tato”.
Hop
poczuł coś w otoczeniu. Spojrzał na swoją żonę i zobaczył, że już się nie
śmieje. Jej twarz była łagodna, oczy ciepłe, a on poczuł to ciepło głęboko,
prosto do duszy.
Odwzajemnił
spojrzenie, po czym skierował swój wzrok z powrotem na syna.
„Więcej
porad” - zaczął - „Możesz zdobyć swoje doświadczenie za około siedem lat. Teraz
skoncentruj się na kopaniu piłki lub czymś takim.”
„Już
jestem mistrzem w kopaniu piłki” - chwalił się Cody - „Nie potrzebuję w tym
żadnych ćwiczeń.”
„Racja,
nieważne” - odpowiedział Hop - „Myślę, że mnie rozumiesz”.
Cody
przyjrzał mu się, zanim się poddał, mamrocząc - „Rozumiem cię.”
„Dobrze”
- stwierdził Hop - „Teraz nakarm mnie. Jestem głodny.”
Cody
uśmiechnął się.
Lanie
dała mu kubek kawy i pocałowała go w szczękę, po czym skupiła się z powrotem na
pilnowaniu gofrów.
Potem
wszyscy usiedli przy kuchennym stole; Hopper Kincaid na czele, a jego rodzina
wokół, rozmawiając, śmiejąc się, chichocząc, wcinając gofry.
To
nie były urodziny. To nie było święto.
To
wciąż było jak świętowanie.
I
chociaż zaczęło się gówno, to był najlepszy dzień w jego życiu.
Jak
każdy dzień po tym, kiedy zdobył miłość Elaine Heron Kincaid.
Ale
szczególnie dzień siedem miesięcy później, kiedy żona dała mu drugiego syna.
Nasha
Kane’a Kincaida.
następna częśc z serii Chaos na:
https://monique-romans-34.blogspot.com/
i
https://www.wattpad.com/story/376056399-rough-ride-pl
(„Lady
Luck”)
"Pani Szczęście"
Kirsten Ashley
Seria
Colorado Mountains cz.3 na:
https://monique-romans-13.blogspot.com/
jeśli lubisz moje tłumaczenia, dowolne dotacje na:
https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL
Wiecie, łezka mi się zakręciła w oku. Monika jesteś wielka 😘❤️ dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘😘 jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń