wtorek, 10 sierpnia 2021

1 - Cheez Whiz

 

ROZDZIAŁ 1

Cheez Whiz[1]

 

 

Opierałam się na jednej dłoni i kolanach. Drugie ramię miałam wyprostowane, dłoń opierałam płasko na moim zagłówku wyściełanym kremową pościelą, Hop klęczał za mną, pieprząc mnie mocno.

Byłam blisko. To było dobre, najlepsze.

Najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.

Potem zrobił to, o czym wiedziałam, że zrobi - przez cztery noce, bez względu na to, ile razy to robiliśmy, zawsze kończył to w ten sam sposób.

Wysunął się, a ja odwróciłam głowę, moje oczy powędrowały do niego i błagałam - „Hop. Proszę nie. Jestem blisko.”

Opadł na biodro u mojego boku i przyciągnął mnie do siebie.

Skierował się do moich poduszek i, Boże, Boże, wyglądał gorąco, wszystkie te rozczochrane włosy, ten wąs twardziela motocyklisty, jego niesamowita wspaniałość otoczona bladoróżową poszewką na poduszkę.

„Ujeżdżaj mnie, lady” - zamruczał, a ja nie kazałam mu dwa razy prosić.

Podniosłam się, by usiąść na nim okrakiem, owinęłam dłoń wokół jego penisa, wsunęłam końcówkę do środka i zsunęłam się, aż mnie wypełnił.

Moja głowa opadła do tyłu. Kochałam to, tęskniłam za tym. Walił we mnie niecałe dziesięć sekund wcześniej, ale mając go z powrotem, czułam się, jakbym nie miała go od lat.

Hop przesunął się, a potem poczułam, jak jego palce wślizgują się w moje włosy, by mógł objąć ręką tył mojej głowy. Przechylił ją w dół. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że podniósł się do siadu, więc wpatrywałam się w jego oczy z bliska.

Były intensywne. Zawsze, kiedy byliśmy tak, były intensywne w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie czułam. Jakby mógł czytać w moich myślach. Zajrzeć do mojej głowy. Dotknąć mojej duszy spojrzeniem.

„Ruszaj się, Lanie” - mruknął i znowu nie kazałam mu dwa razy prosić.

Moje spojrzenie było uwięzione w jego, owinęłam ramiona wokół jego ramion i poruszyłam się. Jego ramię owinęło się wokół mojej talii, trzymając mnie blisko, tak że moje ciało ślizgało się na jego, gdy na nim jechałam, jego dłoń przyłożona do mojej głowy ciągnęła mnie w dół, tak że moje usta musnęły jego. Przez cały czas jego oczy wpatrywały się we mnie, nie puszczając.

Moje miękkie oddechy szeptały na jego ustach, gdy to odbudowało się ponownie, dokładnie wtedy, gdy jego głębokie jęki zabrzmiały na moich ustach.

Byłam blisko. To było dobre, najlepsze. Najlepsze.

Najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.

Jego ramię wokół mojej talii przesunęło się tak, że jego ręka mogła prześlizgnąć się po moim brzuchu i w dół. Nagle jego kciuk trafił w to miejsce i, Boże, Boże, doskonała celność.

Elliott nie umiał tego zrobić. Ponieważ byłam sobą i byłam bardziej niż trochę szalona, zrobiłam wyliczenia i Elliott trafiał w sedno przy pierwszej próbie raz na cztery razy.

Hop nigdy nie chybiał.

Zamknęłam oczy, gdy to przeleciało przeze mnie, moja głowa automatycznie wygięła się do tyłu tylko po to, by zostać złapaną w uścisku Hop’a, zmuszona do pochylenia się przodu, z ustami przy ustach tak, że moje jęki rozbrzmiewały w jego ustach. Poruszałam się, szybciej, szybciej, nawet gdy mną wstrząsało.

Najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.

Skończyłam i ruszyłam się dalej, mój rytm się nie załamywał, bo musiałam dać Hop’owi to, co właśnie dostałam. Potrzebowałam, by to odzyskał. Potrzebowałam tego jak narkotyku.

Oszołomiona moim orgazmem patrzyłam, jak jego twarz robi się ciemna, głodna.

Był blisko.

Potem wepchnął moją twarz w swoją szyję, gdy wepchnął swoją w moją, jego ramię zacisnęło się wokół mnie, trzymając mnie na swoim członku, gdy jęknął głęboko, dźwięk wibrował na mojej skórze.

Absolutnie, bez porównania, to było najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.

Za każdym razem.

Cholera.

Kiedy schodził, rozluźnił rękę wokół mojej talii, ale wciąż trzymał mnie blisko, gdy jego usta poruszały się na mojej szyi, jego wąsy łaskotały mnie tam, przez co drżałam.

Odwzajemniłam przysługę, przesuwając ustami po jego szyi, wysuwając język, żebym mogła dotknąć czubkiem płatka jego ucha.

Kiedy to zrobiłam, jego ramię wokół mnie zacieśniło się.

Przejechałam czubkiem języka w dół jego szyi do obojczyka.

Jego ramię znów się zacisnęło.

Smakował dobrze. Dobrze pachniał. Oba mężczyzną. Cały mężczyzna. Nie potrafiłam tego opisać. Nie używał wody kolońskiej, ale jego zapach był ostry. Odurzający.

To był… on.

Jego głowa cofnęła się, ręka w moich włosach rozluźniła się i uniosłam głowę.

Jego oczy przykuły moje.

Boże, piękno twardziela motocyklisty.

W każdym fragmencie.

„Zejdź ze mnie, piękna” - mruknął i nie chciałam, ale skinęłam głową, manewrowałam w górę, wysuwając go z siebie i zsunęłam się z niego, opadając na bok obok niego.

Wtedy zrobił coś, o czym starałam się nie myśleć. Coś słodkiego. Coś nie-motocyklisty (lub nie to, czego oczekiwałabym od motocyklisty). Coś przemyślanego.

Coś wspaniałego.

Owinął prześcieradło wokół mojej nagości i szarpnął poduszkę, by wsunąć ją pode mnie, tuż przed tym, jak pochylił się głęboko i pocałował włosy z boku mojej głowy.

Cholera.

Miałam z tym trudności. Ciężko było nie pozwolić, aby jego słodkie działania przeniknęły do mnie i każdej nocy, za każdym razem, gdy robił coś takiego, robiło się coraz trudniej.

Nie… nie… nie myśl o tym, Lanie!

Udało mi się wyrzucić z głowy to, jak się czułam zwinięta wokół poduszki, z nogą oplątaną w prześcieradła i kołdrę, okraczając je. Zamiast tego patrzyłam, jak idzie do łazienki, myśląc, że podoba mi się jego wzrost. Elliott nie był ode mnie wyższy. Górowałam nad nim w szpilkach. Powiedziałam sobie, że nie przeszkadza mi to, a kiedy był żywy, słodki i zawsze był Elliottem, nie miałam nic przeciwko.

Ale posiadanie wysokiego mężczyzny było wspaniałe.

A wyrzeźbiony tyłek Hop’a sprawiał, że było jeszcze bardziej bajecznie.

Wpadł do łazienki, zapaliło się światło i zniknął.

Zamknęłam oczy.

Była sobotnia noc. Zaczęliśmy to od pieczeni wieprzowej w środę.

Tylko motocykliści mogli mieć w środę wieczór ognisko z pieczenią wieprzową, ale z drugiej strony większość z nich miała prace, w których nie miało znaczenia, że zjawiają się późno i/lub mają kaca, a ich towarzyszki miały pracę w barach lub klubach ze striptizem; ich zmiany zaczynały się późno, więc miały czas na regenerację sił.

Jeśli chodzi o mnie, wróciłam do Denver i zostałam ciepło przywitana (a w niektórych przypadkach z ulgą) przez wielu starych klientów, więc podjęłam gigantyczną decyzję, by pracować na swój rachunek. To była praca szefa agencji reklamowej, która nie sprzyjała uprawianiu seksu przez całą noc i wyciąganiu się do pracy następnego ranka. A Hop i ja wchodziliśmy na siebie wzajemnie przez całą noc, od zmroku do świtu, każdej nocy przez cztery noce z rzędu. Byłam wyczerpana.

Mimo to chciałam, żeby wracał, żebym mogła mieć więcej. Miałam tylko poinformować go, że musi wykonać całą pracę.

Nie spierałby się. W przeciwieństwie do Elliotta Hop pozostawał w pełni sił. Właściwie lubił przejmować kontrolę, dominować, wykonywać ciężką pracę. Jasne, jeździłam na nim od czasu do czasu, ale nie kładł się i tylko cieszył. Uczestniczył w pełni, tak jak przed chwilą.

Elliott mógłby zacząć mi to dawać, ale potem przestawałby, dysząc i chrząkając, i prosiłby, żebym przejęła kontrolę, a ja zawsze to robiłam. Nie przeszkadzało mi to. Podobała mi się góra.

Z drugiej strony byłam zakochana w Elliotcie, a robisz takie rzeczy, kiedy jesteś zakochana. Spychasz do tyłu głowy małe rzeczy, które ci przeszkadzają. Rzeczy, które miałaś wcześniej, a za którymi tęskniłaś. Rzeczy takie jak posiadanie faceta, który był mężczyzną, który pieprzył cię, dopóki nie byłaś obolała, ale bolało w dobry sposób.

Z mojego doświadczenia, które nie było rozległe, ale też nie było ograniczone, mężczyzna, który był wyłącznie mężczyzną, był zazwyczaj totalnym palantem i dupkiem, i doprowadzał oba te aspekty do skrajności.

Poczułam obecność Hop’a, otworzyłam oczy i patrzyłam, jak wraca do mojej sypialni.

Widok z tyłu, wspaniały.

Przód, Boże… oszałamiający.

Nigdy, przenigdy w moim życiu mężczyzna, na którego patrzyłam, nie byłby mężczyzną, którego spodziewałabym się mieć w łóżku.

Ale on był i był po raz pierwszy w moim życiu w moim łóżku na moich cholernych warunkach.

Kiedy poznałam Hop’a lata temu, brałam udział w dramacie, bo właśnie dowiedziałam się, że mój narzeczony był porąbany. Mimo to Hopper był typem faceta, którego wygląd, charyzma, wszystko to, co było nim, a było tego wiele, mógł przebić się przez wszystko. Byłam zaręczona, miałam wyjść za mąż i w ferworze szalonej sytuacji, która stała się jeszcze bardziej szalona, więc mój umysł tam nie poszedł, ale przetworzył to wszystko co było nim. Nie można było tego nie zrobić.

Kiedy wróciłam z Connecticut, kiedy Elliott odszedł, ale Hop żył, oddychał i był tak cholernie przystojny, mój umysł tam poszedł.

Znowu i znowu, i znowu.

Gęste, czarne, niesforne włosy, które były długie z przodu, często opadały mu na twarz i były lekko kręcone i falowane, ale zwłaszcza na szyi.

Szare oczy z liniami promieniującymi na boki, które mówiły nie tylko to, że nie ma pracy przy biurku, ale też, że żyje swoim życiem, a nie tylko przez nie egzystuje. Niezależnie od tego, czy te linie pochodziły od mrużenia oczu, śmiechu czy zmarszczenia brwi, były intrygujące i zwracały uwagę na szarość, która była czysto szara, nie lekko niebieska, nie od ciemnej do czarnej; po prostu oszałamiająco szara.

Jego wąsy, zarost na twarzy, coś, czego nie lubiłam u faceta, były uosobieniem super-cool motocyklisty. Grube wzdłuż górnej wargi i po bokach, bardziej krzaczaste po obu stronach podbródka.

W ogóle nie miał tkanki tłuszczowej; żadnej. Był wysoki i szczupły.

Jego mięśnie nie miały masy, ale ich definicja wskazywała bez wątpienia, że w jego postawie była moc i ta moc nie była bez znaczenia.

Odrobina czarnych włosów na klatce piersiowej, a nie gruba mata. Krótkie, szorstkie, rzadkie, ale nie mizerne, ułożone na klatce piersiowej i żebrach włosy, które na mojej skórze dawały szalenie dobre odczucia.

Najlepszą częścią, była linia określająca środkowy grzbiet w jego sześciopaku. Tam włosy stawały się grubsze, ciemniejsze, prowadząc cienką linię od doliny klatki piersiowej do pępka, a następnie cieńszą, prowadzącą w dół do jednej z najlepszych części jego ciała.

Kochałam jego włosy na klatce piersiowej. Kochałam jego wzrost. Kochałam moc kryjącą się za jego ciałem. I, jeśli mam być szczera, kochałam piękno jego kutasa, idealnie uformowanego, grubego i długiego, a bardzo pomagało to, że wiedział, co z nim robić.

Odkryłam też, że uwielbiam jego tatuaże, coś, czego nie lubiłam na innych mężczyznach. Na plecach miał emblemat Chaosu[2]. Jeszcze jeden, który mieli wszyscy mężczyźni, a który Hop wpisał atramentem do wewnętrznej strony jego prawego bicepsa: zestaw łusek, waga, żniwiarka, kosa i słowa „Nigdy nie zapomnij” na dole. Były też czarne, żółte i czerwone płomienie tańczące od nadgarstka do łokcia na obu jego przedramionach.

Twardziel.

Gorący.

Fantastyczny.

I wreszcie, Hop był jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek miałam, który nosił biżuterię. Nosił jej dużo i, jak z wszystkim innym, dobrze w niej wyglądał. Na palcach miał grube srebrne pierścienie, czasem dwa lub trzy, czasem pięć lub sześć. Na nadgarstkach miał skórzane opaski lub srebrne bransoletki. Na szyi plątaninę łańcuszków z medalionami. Kolczyki sztyfty w obu uszach, na co dzień takie same: w jednym mały srebrny krzyżyk, w drugim maleńki srebrny profil czaszki, z ich tyłu zestaw płomieni, w drugim wszystko to oprawione na czarno.

Żaden mężczyzna nie wyglądał dobrze w biżuterii.

Żaden mężczyzna oprócz motocyklisty z klubu motocyklowego, który miał wspaniałe włosy na klatce piersiowej, zero tkanki tłuszczowej i wytatuowane płomienie na ramionach, nie mógł nosić tej biżuterii.

Mężczyzna w moim łóżku.

Patrzyłam, jak podchodzi do łóżka, po czym zatrzymał się, pochylił i złapał swoje dżinsy.

W tym momencie mój brzuch się zapadł.

Nigdy nie odchodził. Aż do świtu.

Teraz wyglądało na to, że przygotowuje się do wyjazdu.

Nie podniosłam policzka z poduszki, którą tuliłam, kiedy zapytałam - „Co robisz?”

Jego spojrzenie padło na mnie, nawet gdy podciągał dżinsy.

„Interesy Chaosu, mała.”

Skierowałam tylko oczy na zegar na mojej szafce nocnej. Jedenasta trzydzieści sześć.

Było późno i przydałoby mi się trochę snu.

Nadal nie chciałam, żeby odszedł.

Cholera.

Nie… nie… nie myśl o tym, Lanie!

Nie pomyślałam i dlatego nic nie powiedziałam.

Hop ubrał się, naciągając swoją czarną koszulkę przez głowę, ściągając ją w dół, a ja z pewną fascynacją obserwowałam, jak przylega do jego torsu, jakby za pomocą magii uwidaczniając rzeźbę.

Miłe.

Niesamowicie miłe.

Złapał buty i skarpetki i usiadł z boku mojego łóżka.

Nie ruszałam się.

Wciągnął je, odwrócił się do mnie i pochylił, odgarniając ręką włosy z mojej szyi, zbliżając twarz. Chciałam zapytać, czy wróci następnej nocy. Może następnego ranka. Kiedykolwiek. Nie obchodziło mnie kiedy. Chciałam tylko, żeby wiedział, że będę tam, kiedy się pojawi.

Nie powiedziałam tego. Nie mogłam tego powiedzieć. Nie pozwoliłabym sobie tego powiedzieć. Zbyt wiele by to ujawniło. Dałoby to za dużo. Nie miałam tego w sobie. Nie miałam nic do dania. Cokolwiek miałam kiedyś do dania, wyciekło z mojego ciała w postaci krwi na podłodze w Kansas City, podczas gdy moje oczy wpatrywały się w martwe oczy mojego narzeczonego leżącego po drugiej stronie pokoju.

Więc tylko podniosłam oczy, żeby na niego spojrzeć.

Jego dłoń przesunęła się na mój policzek, opuszek kciuka ślizgał się miękko po skórze tuż pod moim okiem, gdy jego oczy wpatrywały się we mnie, nie tak, jakby patrzył na nie, ale w nie z wyrazem twarzy, który mówił całkiem wyraźnie, że podobało mu się to, co zobaczył.

To była kolejna rzecz, którą często robił, a o której starałam się nie myśleć. Podobało mi się, że lubił na mnie patrzeć. Podobało mi się, że nie ukrywał, że podobało mu się to, co widział. Z pewnością nie był pierwszym mężczyzną, który to zrobił.

Co mogłam powiedzieć? Nie byłam ślepa. To nie tak, że nie wiedziałam, że Bóg był wobec mnie hojny. To nie tak, że tego nie doceniałam. Ale z każdym błogosławieństwem szła też klątwa, a moim przekleństwem było to, że byłam magnesem na kutasy.

Przystojni mężczyźni wiedzieli, że są przystojni i z mojego doświadczenia wynikało, że to nie ominęło ani jednego dobrze wyglądającego faceta. Z mojego doświadczenia wynikało również, że uważali, że świat powinien rzucać im pod nogi róże tylko dlatego, że są gorący. Zdecydowanie uważali, że kobiety powinny się im kłaniać lub łykać ich gówno.

Jeśli nie byli do końca przystojni, ale nadal inteligentni, pewni siebie, charyzmatyczni i odnoszący sukcesy, byli nawet gorsi.

Hop był przystojny, inteligentny, pewny siebie i charyzmatyczny.

Nie był mężczyzną, który ukrywałby, że podoba mu się to, co widzi.

Mógł zachować się jak podrywacz. Mógł udawać, że mógłby to przyjąć lub zostawić. Mógł ukryć swój pociąg do mnie, aby zyskać przewagę. Mógł nawet zacząć kłaść podwaliny pod zniszczenie mnie, sprawiając, że poczułabym się gorsza niż byłam, próbując sprawić, bym czuła się szczęśliwa, że mam w łóżku wszystko, co było nim, a zrobić to, przez rozpoczęcie kampanii, która zwykle była przerażająco udana i szybka, żebym poczuła się niczym.

On tego nie zrobił.

Lubił patrzeć na mnie, szczególnie w moje oczy, jak właśnie wtedy, ale szczególnie, gdy był we mnie. Nigdy nie dochodziłam bez kontaktu wzrokowego z jego oczami; Hop robił to w ten sposób. Nigdy nie spotkałam mężczyzny, który patrzyłby mi w oczy tak intensywnie, tak wytrwale, tak łapczywie, jak Hopper.

Zauważyłam, że moja ręka unosi się, nawet gdy reszta mnie się nie porusza, obejmując jego szczękę, moje oczy obserwują, jak mój kciuk przesuwa się po bokach jego wąsów, przesuwając się po grubości jego wąsów na szczęce, a on mruknął - „Naprawdę to lubisz, prawda?”

Moje spojrzenie powędrowało do jego i trzymałam rękę tam, gdzie była.

„Tak.”

To było mało powiedziane. Dobrze z nimi wyglądał. Czułam je dobrze na mojej skórze. A jeszcze lepiej między nogami.

Niebo.

„Przed tobą myślałem o zgoleniu ich. Zapuszczeniu małej bródki.” - uniósł rękę, dotknął środkowym palcem wgłębienia pod dolną wargą, a ja objęłam jego pierścionki.

Zwykła srebrna opaska na kciuku i trzy pierścienie obok siebie, wskazujący, środkowy i serdeczny, jeden z napisem „Ride”, jeden z napisem „Free”; ostatni powiedział „Chaos”.

Twardziel, motocyklista, super-cool.

„Zaczekam, aż się wypalimy, zanim to zrobię” - zakończył.

Moje oczy przycięły się do jego.

Zaczekam, aż się wypalimy, zanim to zrobię.

Jego ton był lekki, a jego usta, otoczone tym wąsem, z uniesionymi końcami. Drażnił się.

Nie podobało mi się to. Drażnienie, mogłabym przyjąć. Przypomnienie, że się wypalimy, nie mogłam.

Nie powiedziałam mu tego głównie dlatego, że odmówiłam sobie myślenia o tym.

„Nie, żebyś tego potrzebował, ale zachęcam cię do wyhodowania małej bródki” - powiedziałam zamiast tego, po czym wyjaśniłam - „Wraz z wąsami”.

Jego twarz pochyliła się bliżej, biorąc moją rękę, jego oczy nigdy nie schodziły z moich, gdy szepnął do moich ust - „Wtedy wyhoduję bródkę”.

Uśmiechnęłam się przy jego ustach.

„Muszę iść, Słonko” - ciągnął i była w tym jedna dobra rzecz. Brzmiał, jakby nie chciał.

„Okej.”

„Okej” - odpowiedział, ale nie poruszył się, nie puścił moich oczu, nic. Kiedy to trwało przez jakiś czas, zapytał - „Zapominałaś o czymś?”

„Uh…” - wymamrotałam.

„Lady, pocałuj mnie”.

Lady.

Od jakiegoś czasu byłam w pobliżu Hop’a i wszystkich chłopaków z Chaosu.

Nazywali kobiety wieloma rzeczami, niektóre z nich dobre, inne niezbyt dobre.

Ani jeden z nich, ani jeden, nie nazwał żadnej kobiety „lady - panią”.

To było coś innego, co mi dawał. Coś wspaniałego.

Coś, czemu nie pozwalałam zadomowić się w mojej duszy, bo inaczej bym się zgubiła, znowu zgubiła. Nie jakbym przegrała z palantem lub dupkiem, który był podrywaczem lub musiał mnie ściąć, żeby nie poczuł, że go przyćmiłam.

Zagubienie się na taki sposób, jaki odkryłam na własnej skórze, było gorsze. Przegrana z niebezpiecznym mężczyzną, który nie tylko sprawi, że ja będę zraniona, ale który mógłby zranić mnie jeszcze bardziej, pakując w to siebie.

Tego też nie powiedziałam. Przechyliłam głowę, podniosłam ją, przycisnęłam usta do jego, wsunęłam język w jego usta i pocałowałam go. Mocno. Tak mocno, jak tylko mogłam. Tak mocno, jak wiedziałam jak.

I zrobiłam to głęboko.

Trwało to chwilę, a potem trwało jeszcze dłużej, gdy ramiona Hop’a zacisnęły się wokół mnie. Wyciągnął mnie z łóżka na swoje kolana, wygiął w łuk i pocałował. Głęboko i długo.

Kiedy przerwał pocałunek, skręcił mnie z powrotem do łóżka, podciągnął kołdrę pod moje ramię, owijając je wokół moich pleców (coś jeszcze słodkiego i cudownego, o czym starałam się zapomnieć w chwili, gdy to zrobił, choć niestety nie do końca skutecznie) i pochylił się, by pocałować moją skroń.

„Później, mała” - wymamrotał, po czym podniósł się na nogi.

Ugryzłam się w język, żeby nie zawołać: „Jutro?”

Wiedziałam, że brzmiałabym na chętną lub zdesperowaną. Tego też nie miałam zamiaru ujawniać.

Nie ponownie.

Tej lekcji też nauczyłam się na własnej skórze.

Po prostu owinęłam się wokół poduszki i obserwowałam go idącego wokół łóżka, aż zniknął.

Kiedy to zrobił, czekałam, aż dowiedziałam się, że jest na dole, zanim sięgnęłam i zgasiłam światło na nocnym stoliku.

Potem przerzuciłam nogi przez krawędź łóżka i wyszłam, szarpiąc mocno prześcieradło, aby uwolnić je z końca łóżka i zabrać je ze sobą. Owinęłam go wokół mojego ciała, zawijając się mocno i podeszłam do jednego z dwóch szerokich podwójnych okien, które wychodziły na patio mojego domu. Ostrożnie odsunęłam jedną stronę rolety w stylu kolonialnym i wyjrzałam.

Na patio panowała ciemność. Moje zewnętrzne światła nie były włączone, ale przestrzeń była słabo oświetlona latarniami w tylnej alejce. Widziałam, jak przechodził. Podobał mi się sposób, w jaki się poruszał po prostu idąc. Bardziej podobał mi się sposób, w jaki poruszał innymi częściami ciała.

Przeszedł przez tylną bramę i zniknął z boku mojego garażu.

Zatrzasnęłam roletę, oparłam o nią czoło i zamknęłam oczy.

„Jedna noc” - szepnęłam - „Miało być bezpiecznie. Tylko jedna noc.” Wzięłam wdech i wypuściłam go z - „cholera”.

Wybrałam Hop’a, ponieważ mnie pociągał. Wybrałam Hop’a, bo był gorący. Wybrałam go również, bo pomyślałam, że nie powie nie, a także powie tak na brak więzi, żadnych komplikacji i żadnych splątań. Wszyscy chłopcy byli dobrymi starymi chłopcami, kilka zasad, a te, które mieli, były niepisane i dotyczyły głównie tego, jak traktowali swoje motocykle i jak traktowali swoich braci. Pozostałe uchodziło. Nie. Z tego, co mogłam powiedzieć, wszystko inne uchodziło.

Nie umknęło mi jednak to, że wśród Chaosu byli ludzie, którzy zakochiwali się mocno i szybko i nie tylko nie przejmowali się tym, ale także wysiadali. Jednym z nich był Tack, mąż Ty-Ty. Dog, także brat Chaosu, był kolejnym. Brick kochał się w każdej kobiecie, z którą był. Po prostu nie wybierał dobrych, więc w końcu odchodziły, ale robiły to z nim, nie chcąc odpuszczać, nawet jeśli nie były miłe rzeczy, takie jak kradzież jego pieniędzy lub przejście do jednego z jego braci.

Więc kiedy zdecydowałam, że podejdę do jednego z nich, aby dostać to, czego potrzebowałam, czemu pozwalałam trwać tak długo, że zaczęłam pragnąć, potrzebowałam kogoś, kto złamie pieczęć, a potem ruszy dalej bez komplikacji.

Wybrałam kiepsko, bo wybrałam tak cholernie dobrze.

Westchnęłam i lekko uderzyłam głową w okiennicę.

Czego potrzebowałam.

Czego pragnęłam.

Uch!

Otworzyłam oczy, odsunęłam roletę i spojrzałam na puste patio.

„Jesteś naprawdę głupia, Lanie Heron” - powiedziałam do okna.

Zrobiłam to, bo wiedziałam, czego pragnęłam.

Smak.

Tylko smak.

Mały, słodki, krótki smak, nawet jeśli był udawany, nawet mleczny i musiałam sobie wyobrazić, że to gęsty, bogaty, waniliowy shake, mały łyk tego, co Ty-Ty miała z Tackiem.

Nie miałam tego z Elliottem. Bez wątpienia go kochałam. Byłam gotowa spędzić z nim resztę życia. Tęskniłam za nim, mimo że był totalnie porąbany. Podjęłam nawet decyzję o pozostaniu z nim, wiedząc, że był totalnie porąbany.

Kochałam go tak bardzo, że wzięłam za niego kule.

Ale nigdy nie widziałam czegoś takiego, jak miała Tyra z Tackiem.

Nigdy nie widziałam, żeby kobieta dostawała to od mężczyzny. Nigdy nie widziałam naturalności, łatwości tego, co oddawała. Nigdy nie widziałam mężczyzny i kobiety, którzy byliby w stanie być po prostu tym, kim byli, a jednak tak jasno wyrażali się sobie nawzajem, a każdy, kto to oglądał, doceniał to, co mieli, bardziej niż cokolwiek innego.

Cokolwiek.

Chciałam tego posmakować.

„Rany, miałaś to, Lanie, ty wielka, głupia, szalona, idiotko.” - ciągle się biłam mentalnie, gdy zadzwonił mój telefon.

Moja głowa obróciła się, żeby na to spojrzeć, a oczy zwęziły się, mimo że moje serce podskoczyło.

Wiedziałam, kto to był, bo to się działo cały czas.

Prawie północ mojego czasu, jej we wczesnych godzinach porannych.

„Zastrzel mnie, zastrzel, cholera” - wymamrotałam, podchodząc do telefonu, wiedząc, że nie powinnam go odbierać. Moja siostra Elissa zawsze mi powtarzała, że nie powinnam tego odbierać. Ona nie odbierała. Nauczyła się wiele lat temu i przestała to robić, więc teraz przestała dzwonić do mojej siostry i zamiast tego dzwoniła do mnie.

Wyłącznie.

Bo ja głupio odbierałam.

Podeszłam do łóżka, zobaczyłam, że wyświetlacz w moim telefonie mówi mi, że mam rację, a mimo to - głupia, głupia, głupia - odebrałam.

„Hej, mamo” - odebrałam.

„Lanie, dziecino, jak-się-masz?”

Zapaliłam światło, odwróciłam się, usiadłam na brzegu łóżka, podniosłam stopy do wyściełanego podnóżka, zgięłam kolana i opuściłam czoło na kolana, bo to słyszałam.

Przepadła.

Zalała się.

Dobrze po trzech kieliszkach - wystarczało jej pięć do ululania się.

Byłam „kochanie”, gdy była trzeźwa. Kiedy trzymała się w kupie, żeby zachować pozory. Kiedy poświęciła całą swoją energię na bycie żoną bankiera z Connecticut i schowała głęboko córkę farmera z Tennessee. Nawet jeśli ta farmerka z Tennessee miała wystarczającą powierzchnię, by zbudować trzy centra handlowe i była najbogatszym człowiekiem w najbogatszej rodzinie w mieście, nadal była córką farmera i według niej to nie wystarczało w Connecticut.

„Dobrze mamo. Jest późno. Co tam?” - odpowiedziałam.

„Och, nic. Ciałm tyko pzmawiać z moio mały ciefczynką.”

„Rozmawiasz z nią, mamo, ale już prawie północ. Jestem naprawdę zmęczona i powinnam się przespać. Tam jest jeszcze później, więc ty też powinnaś się przespać.”

„Nie potrzebujesz snu, ale ty potrzebujesz trochę zabawy, Lanie. Co robisz w domu? Powinnaś być na mieście, malując je na różowo albo w łóżku, na randce” - powiedziała mi mama, a przez pijacki bełkot słychać było trochę tego, co uważałam za słodkie, wiejskie pomruki, nad którymi pracowała przez dziesięciolecia, żeby się ich pozbyć, ale wychodziły z jej głosu.

To był ciągły refren, nawet kiedy nie była pijana do szaleństwa. Do licha, zaczęła mnie atakować jakieś pięć dni po tym, jak wyszłam ze szpitala, po tym, jak wszystko stało się z Elliottem i rosyjską mafią.

Z drugiej strony nigdy nie lubiła Elliotta - „Może i jest genialny, kochanie, ale tacy ludzie jak on nigdy nie zajdą zbyt daleko. Kompromis. Moja dziewczyna? Moja Lanie? Wyglądając jak ty?” - odgarniała mi włosy z ramienia, zanim kończyła deklarując - „Wychowanie i piękno jak twoje, kochanie, zasługujesz na to, by być u boku najpotężniejszego!”

Odepchnęłam to wspomnienie i odpowiedziałam - „Miałam ciężki tydzień w pracy” - to nie było całkowite kłamstwo - „Więc potrzebuję spokojnego weekendu.” - to też nie było całkowite kłamstwo.

„Dobra, cisza jest dobra” - odpowiedziała mama - „Lepsza niż ocieranie się łokciami o rodzinę Tyry. Co ona myślała, nigdy się nie dowiem. I taka dumna dziewczyna. Całkowite marnotrawstwo. Jej rodzice muszą być zdruzgotani.”

Wystarczy powiedzieć, że nie tylko mama - żona bankiera z Connecticut, ale także mama - córka farmera z Tennessee nie aprobowała Chaos MC.

„To dobrzy ludzie, mamo” - powiedziałam jej po raz czterysta pięćdziesiąty.

„To motocykliści, Lanie.”

Wypowiedziała słowo „motocykliści”, jakby te pięć sylab spontanicznie wypełniało jej usta kwasem.

„Czy możemy o tym nie rozmawiać?” - zapytałam z westchnieniem - „Naprawdę, to był ciężki tydzień i jestem wykończona”.

„Dobra, o czym chcesz porozmawiać?”

W ogóle nie chciałam rozmawiać.

Nie chciałam wielu rzeczy i nie chciałam większości z nich przez cholernie długi czas.

Nie chciałam, żeby mój narzeczony nie żył.

Nie chciałam, żeby mój narzeczony zginął, bo został zastrzelony przez rosyjską mafię.

Nie chciałam żyć z wiedzą i poczuciem winy, że jego wybryki z mafią doprowadziły do uprowadzenia mojej najlepszej przyjaciółki dwa razy, a za drugim dźgnięto ją nożem. Wielokrotnie.

Nie chciałam być sam.

Nie chciałam być tak cholernie samotna.

Nie chciałam żyć tak, jak żyłam: z koszmarami, strachem, czymś, czego nikt nie zrozumie, czymś, co musiałam ukrywać, żeby ludzie, na których mi zależało, się nie martwili.

Nie chciałam, żeby moja mama się uwaliła… znowu.

Nie chciałam wiedzieć, że siedziała sama w wielkim domu na całej tej ziemi w tej ekskluzywnej posiadłości, w której dorastałam, blisko country klubu, gdzie każdy mieszkaniec był snobem.

Nie chciałam wiedzieć, że była sama, bo tata albo pracował, albo był w podróży służbowej.

Nie chciałam wiedzieć, że to były jego gotowe i często używane wymówki, znane też jako płytkie kłamstwa, na to, że zostawia mamę samą na noc, weekend, bardzo długi weekend i to wszystko po to, by móc być ze swoją od trzydziestu-lat-kochanką.

Widziałam go z nią więcej niż raz. Nie był ostrożny.

Był arogancki. Utrzymywał udawanie tajemnicy, nawet wiedząc, że to nie była tajemnica i nie była przez dziesięciolecia. Nawet gdy piła, rzucał mamie paskudne spojrzenia, mimo że piła, bo miłość jej życia miała dwie miłości i oczekiwał, że wreszcie ona to powie, chociaż nigdy nie zapytał, czy to robi. Więc podjęła taką decyzję, ponieważ był miłością jej życia, ale także dlatego, że bez niego nie byłoby dużego domu w pobliżu country klubu i nie mogłaby być urżnięta butelkami wina po czterdzieści dolarów i martini z najwyższej półki.

„Mamo, może zadzwonisz do mnie jutro? Porozmawiamy wtedy. Teraz naprawdę muszę się trochę przespać.”

Nic mi to nie dało i wiedziałam, co to znaczy. Nadąsała się. Kiedy byłam dzieckiem, zastanawiałam się, czy tata nie miałby innej kobiety, gdyby mama nie zachowywała się jak rozpieszczony bachor. Dopiero później, kiedy dorosłam, wiedziałam, że nie ma znaczenia, czy się dąsała, czy była zepsuta. Nie robiłeś tego komuś, kogo kochałeś.

Nigdy.

Elliott nigdy by mnie nie zdradził. Inni chłopcy zdradzali i to bolało. Nie, to zabijało.

Elliott tego nie zrobił, nie chciał. Nawet nie spojrzał na inne kobiety, kiedy wychodziliśmy.

Dla Elliotta byłam tylko ja i gdybym miała go na całe życie, w którym miałam go mieć, przeżyłabym to życie, wiedząc, bez wątpienia, że zawsze będę tylko ja.

„W porządku, córeczko” - wybełkotała mama, przywołując moje myśli z powrotem do niej - „Zadzwonię do ciebie jutro.”

Nie brzmiała na zawiedzioną, brzmiała na zmiażdżoną. Cierpiała. Była samotna. Zastanawiała się, tak jak przez dziesięciolecia, gdzie popełniła błąd.

Więc, oczywiście, miałam poczucie winy niedobrej córki. Powinnam tam być dla niej.

Po prostu nie mogłam pomóc. Próbowałam. Zawiodłam. Odbieranie tych telefonów. Prowadzenie delikatnych dyskusji próbujące skłonić ją do mówienia o tym, z powodu czego tonęła w alkoholu, dyskusje, które zawsze zdecydowanie skręcały w innym kierunku. Wrażliwe rozmowy o tym, czy może zechcieć trochę odstawić wino, więcej tych rozmów zdecydowanie przeszła w innym kierunku.

Lata tego.

Nie miałam nic do dania.

Mimo to spróbowałam ponownie - „Będziemy mieć długą pogawędkę, mamo. Obiecuję.”

„Dobrze, dziecinko” - szepnęła.

„Kocham cię, mamo, do księżyca i gwiazd, i dalej” - wyszeptałam w odpowiedzi to, co szeptałam jej odkąd pamiętam, odkąd byłam mała, a ona wtulała mnie w moje różowe łóżko z moją różową pościelą i różowym, przezroczystym baldachim, moje wypchane jednorożce dookoła.

„Kocham cię, Lanie, do księżyca, gwiazd i dalej” - odpowiedziała cicho słowami, których nauczyła mnie mówić.

„Pa, mamo.”

„Do widzenia, córeczko.”

Westchnęłam, wcisnęłam przycisk wyłączania. Następnie z palcami owiniętymi wokół telefonu, położyłam czoło na kolanach.

Moje życie było do luftu.

Każdy aspekt.

Dlatego zaczęłam płakać i robiłam to tak, jak robiłam prawie wszystko. Pozwoliłam, się sobie w tym zatracić i wkrótce się w tym zagubiłam.

Oznaczało to, że gdy dłoń zacisnęła mi się ciepło i ciasno na karku i usłyszałam, jak Hop mamrocze - „Jezu, mała, co do cholery?” - podskoczyłam, cicho krzyknęłam i szarpnęłam głowę do góry.

Kucał przede mną, wpatrując się we mnie ze swoją zwykłą intensywnością, ale była silniejsza, dużo większa, a wszystko to dotyczyło troski.

Kiedy podniosłam głowę, jego ręka się nie poruszyła. Zacisnęła się.

Ciepło.

Ciepło i słodko.

Nie… nie… nie myśl, Lanie!

Patrzyłam na niego.

Wtedy wyrwało mi się - „Co ty tu robisz?”

„Portfel wypadł mi z dżinsów” - mruknął, jego oczy wpatrywały się we mnie w taki sposób, że nawet gdybym miała to w sobie, żeby spróbować, czego nie miałam, nie mogłabym zerwać kontaktu - „Teraz, co do cholery?” - zapytał.

„Co do cholery, co?” - spytałam, starając się o niewinność.

I porażka.

Jego oczy się zwęziły. To było trochę przerażające. Potem zerknął na telefon w mojej ręce i wrócili do mojego.

„Płaczesz.” - zwrócił uwagę na oczywiste.

„Uh… robię to bez powodu. Wiesz, jak Holly Hunter w Broadcast News? Po prostu płaczę, żeby uwolnić, ale w przeciwieństwie do niej nie robię tego przy biurku w pracy. Robię to w nocy, hmmm… sama.”

Patrzył na mnie.

Nie wierzył mi. To było mądre, ponieważ kłamałam.

„To tylko uwolnienie” - kłamałam.

„Musisz owinąć dłoń wokół telefonu, kiedy to robisz?” - na wpół wskazał, że złapał mnie na kłamstwie.

„Pomyłka” - skłamałam ponownie, a jego oczy pozostały zmrużone, ale tym razem jego dłoń zacisnęła się nieco na mojej szyi.

„O północy” - stwierdził, nie ukrywając, że mi nie uwierzył.

„Ktoś na przyjęciu” - powiedziałam mu (kłamiąc) - „Poprosili o Cheese Whiz.” - więcej kłamstw - „To godzina snack’ów” - to właściwie nie było kłamstwo. To była godzina przekąsek, jeśli robiło się to, co należy robić w sobotni wieczór, a co było dobrą zabawą. Po prostu nikt przez przypadek nie zadzwonił do mnie przez pomyłkę, prosząc o przyniesienie Cheese Whiz.

Hop trzymał mój wzrok.

Starałam się nie wiercić.

Hop nadal trzymał mój wzrok.

Nadal starałam się nie wiercić.

Usta Hop’a zacisnęły się.

Przeszłam na próbę nie myślenia, że to było naprawdę seksowne, a potem przerzuciłam się na staranie się nie myśleć, jakie to dziwne, że myślałam, że wyglądający na zirytowanego był seksowny.

Zrezygnował z czekania, aż przyznam się, że nie byłam szczera i zsunął rękę z mojej szyi, pytając - „Wypuściłaś to, co musiałaś uwolnić o północy, sama w swoim pokoju?”

To brzmiało szalenie. Głównie dlatego, że takie było.

O jej. Byłam idiotką.

„Tak. Wszystko dobrze” - skłamałam ponownie.

Nie wierzył mi i tego też nie ukrywał.

„Więc idziesz do łóżka?” - zapytał.

„O, tak!” - odpowiedziałam fałszywie ćwierkająco i prawie zaklaskałam. Zmarszczył brwi i znów zacisnął usta.

Tak?

Tak. Byłam idiotką.

„O, tak?” - zapytał, a to słowo wychodzące z jego pięknych ust, otoczone jego ostrym wąsem, sprawiło, że miałam ochotę zacząć chichotać.

To też sprawiło, że chciałam go pocałować.

I na koniec, chciałam na niego warknąć, bo naprawdę, czy nie mógł po prostu odpuścić?

Uznałam, że mówienie nie idzie mi dobrze, więc przestałam to robić.

Hop ponownie wytrzymał mój wzrok.

Potem spojrzał na podłogę, prostując się, by górować nade mną, i mruknął - „Nie wezmę tego od niej. Skomplikowane.”

Nie brał tego ode mnie i ja też nie brałam tego od niego.

Czy wspomniałam, że moje życie było do luftu?

Wstrzymałam oddech i odchyliłam głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć.

Wciąż wpatrywał się we mnie, zanim kilka razy potrząsnął głową, a ja patrzyłam, jak podchodzi do bałaganu moich ubrań, które rzucił na podłogę kilka godzin wcześniej po tym, jak je ze mnie zdjął. Odepchnął kilka na bok swoim czarnym butem motocyklowym i wydobył portfel. Pochylił się, złapał go, wsunął do tylnej kieszeni i wrócił do mnie.

Jego dłoń ponownie owinęła się wokół mojego karku, a potem jego twarz znalazła się w mojej.

„Śpij, lady” - rozkazał, brzmiąc na niezadowolonego, ale mimo to wyszło to z jego ust łagodnie.

Brzmiało to ładnie, nawet niezadowolona część.

Cholera.

„Okej” - odpowiedziałam, ale się nie ruszyłam.

Hop stał tam z ręką na mojej szyi i też się nie poruszył.

Potem poprosił - „Na przykład: teraz, Lanie”.

Patrzyłam na niego przez chwilę, kiwnęłam głową, wysuwając zęby, żeby szczypać nimi dolną wargę, na co opuścił oczy, żeby popatrzeć, co sprawiło, że znowu chciałam go pocałować, ale tego nie zrobiłam.

Wyrwałam się z jego uścisku, wyciągnęłam się, a on narzucił na mnie kołdrę.

Potem, Boże, Boże, użyłam wszystkiego, co mi zostało, żeby nie myśleć o tym, jak się czułam, kiedy owinął ją ciasno wokół mnie.

Jak słodko.

Za słodko.

Cholera.

Pochylił się nisko, pocałował bok mojej głowy i powiedział przy moich włosach - „Do zobaczenia jutro w nocy, mała”.

Jutro w nocy. Dzięki Bogu.

Starałam się nie przetwarzać tego, co myślałam, i wymamrotałam - „Okej, Hop”.

Dostałam kolejny pocałunek i patrzyłam, jak porusza się w stronę światła. Wyłączył je, pogrążając pokój w ciemności.

Nie widziałam, nie słyszałam jego butów na dywanie, ale wciąż czułam, jak odchodzi.

Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.

Otworzyłam oczy, gdy wypuściłam oddech.

„Skomplikowane” - moje usta wyszeptały bezgłośnie.

Po kilku sekundach usłyszałam ryk Harleya.

Słuchałam i robiłam to uważnie, aż przestałam słyszeć ryk.

Dopiero wtedy zamknęłam oczy.

Ale nie spałam.

*****

Hop

„Powtórz” - uciął Dog, a Hop patrzył, jak przełyka narkoman, którego rękę Dog przycisnął do ceglanej ściany, a lufę pistoletu do ciała pod brodą.

Wtedy ćpun wyjąkał - „Ja… ja nie… nigdy więcej nie kupię… na terenie Chaosu.”

„W tej chwili jestem trochę zdenerwowany” - poinformował ćpuna Dog, wbijając pistolet głębiej w jego ciało, powodując, że ten pisnął z przerażenia - „Jak zobaczę, że na Chaosie robisz cokolwiek innego, niż pomaganie starszej pani przejść przez ulicę, będę nieszczęśliwy. Uwaga, nie chcesz mnie unieszczęśliwić.”

Narkoman o ogromnych oczach przełknął ślinę i skinął głową.

Dog puścił go, mówiąc - „Zejdź mi z oczu”.

Narkoman wystartował.

Hop spojrzał na dealera, którego przycisnął twarzą do ściany, przyciskając przedramię do jego ramion. Hop go rozbroił i obecnie miał zarówno broń dilera, jak i własną wepchnięte za pasek dżinsów.

Kolej Hop’a.

„Opróżnij kieszenie” - warknął.

„Kurwa, człowieku” - jęknął diler, a Hop przycisnął go głębiej do ściany, aż jego twarz zadrapała szorstką cegłę.

„Opróżnij swoje cholerne kieszenie” - warknął Hop.

Z trudem dealer włożył ręce do kieszeni, wyciągając małe paczki lodu i rzucając je na ziemię. Robiąc to, Dog odsunął je na bok czubkiem buta, po czym opuścił obcas, miażdżąc metamfetaminę w pył, gdy diler jęczał.

Po tym Dog przeniósł się do ich motocykli, a Hop zbliżył się do dealera.

„Wiesz, 10 kilometrów.” - przypomniał dealerowi - „10 kilometrów wokół Ride jest Chaosu. Tu się nie sprzedaje. Co do cholery?”

„Benito zawłaszczył ten kwartał” - powiedział mu dealer.

„Benito nie może przejąć tego kwartału. On to wie, ty to wiesz. Więc znowu, co do cholery?” - zapytał Hop.

„Idę tam, gdzie mówi Benito” - odpowiedział sprzedawca.

Dog wrócił z butelką wody, wylewając ją na metamfetaminowy pył na chodniku, a dealer jęknął.

Zmyły setki, może tysiące dolarów.

Benito byłby wkurzony i to nie tylko na dealera.

Hop’a to nie obchodziło.

„Trzymaj się z dala od tego kwartału. Nie wracasz. Jak Benito odsyła cię z powrotem, znajdujesz sposób, by mu to wytłumaczyć; jesteś tutaj, jego produkt jest w kanalizacji. Masz to jedno ostrzeżenie. Chaos nie ma cierpliwości do tego gówna. Jak mnie zobaczysz, masz przejebane i nie mam na myśli, że wracasz z pustymi rękami do tego durnia. Chodzi mi o to, że będzie ci trudno gdziekolwiek iść, bo trudno ci będzie się ruszać. Rozumiesz mnie?” - zapytał Hop.

„Jak nie pójdę tam, gdzie wysyła mnie Benito, będzie mi trudno cokolwiek zrobić, skoro nie będę oddychał” - odpowiedział dealer.

„Nie mój problem. Wybrałeś zły zawód, skurwysynu” - zauważył Hop, popychając go głębiej w ścianę, jego ramię przesunęło się na kark dealera, rozciągając je nienaturalnie - „Muszę cię teraz tego nauczyć?” - zapytał Hop.

Dealer, mając nadzieję na litość, postanowił stać się hojny i podzielić się nim - „Benito chce terytorium Chaosu”.

„No bez gówna?” - Hop strzelił z powrotem.

„Nie, mam na myśli, że on naprawdę tego chce” - wyjaśnił dealer. Dog włączył się do rozmowy - „Myślę, że to rozumiemy, mając do czynienia z sukinsynami takimi jak ty”.

„Jest trochę zdeterminowany” - ciągnął dealer.

„Znowu, człowieku, myślisz, że nie mamy tych pieprzonych informacji?” - spytał Hop, pchając go mocno na ścianę, zanim obrócił go, a potem wbił z powrotem w ścianę ręką owiniętą wokół jego szyi - „To, co Benito musi zrozumieć, to to, że Chaos jest bardziej zdeterminowany. Chcesz być pomocny, dzielisz się tym z nim i starasz się być przekonujący. Ale nie ma znaczenia, jeśli nie jesteś. Chętnie włożymy w to pracę, aby go przekonać. To, co musisz zabrać ze sobą, kiedy pozwolimy ci teraz odejść, to to, że wyśle jak cię z okopów, zobaczymy, jak twoja głowa wyskakuje, celujemy w ciebie. Jak musimy przekazać mu naszą wiadomość, użyjemy wszelkich niezbędnych środków, a to oznacza wyeliminowanie każdego żołnierza, którego nam pośle, dopóki nie odwiedziemy go od tego.”

„Chaos nie jest gotowy na tę walkę” - odpowiedział dealer, a Hop poruszył się tak, że był tuż przed jego twarzą.

„Moi bracia krwawili, żeby zachować ten chodnik, popierdolcu” - wydusił - „Jak masz krew brata na chodnikach, to nigdy nie znika, nigdy nie pozwalasz, by to wymknęło się spod kontroli, zachowujesz to, o co walczyłeś i krwawiłeś. Benito musi to zrozumieć. Jak nie możesz go przekonać, inni dealerzy i dziwki, które mu odsyłamy, nie mogą, my to zrobimy.”

Dealer wciągnął powietrze przez nos, spojrzał na Hop’a, zanim jego oczy przesunęły się na bok i wziął Doga, po czym wrócił do Hop’a. To, co zobaczył na ich twarzach, musiało go przekonać, bo skinął głową.

„Znowu: jedno ostrzeżenie. Następnym razem nie odchodzisz” - stwierdził Hop.

Dealer ponownie skinął głową.

Hop podciągnął rękę do szczęki dealera, oderwał go od ściany, a następnie uderzył w nią głową. Dealer krzyknął, zanim Hop puścił i cofnął się.

Dealer padł na kolana, jedną rękę przyłożył do gardła, drugą przyłożył do tyłu głowy. Odchylił głowę do tyłu, spojrzał na Hop’a i Doga, wstał i wystartował.

Hop i jego brat obserwowali, aż dealer zniknął z pola widzenia.

Wtedy Hop zapytał - „Dzwonisz do Tacka, czy chcesz, żebym to zrobił?”

„Mam to” - mruknął Dog, wyciągając telefon.

„Bracie” - zawołał Hop, a Dog przeniósł wzrok z telefonu na Hop’a - „Co noc patrolujemy. Kiedyś nielicznie i daleko znajdowaliśmy to gówno. To już druga noc w tym tygodniu.”

„Eskalacja” - zgodził się Dog.

Hop odwrócił głowę, żeby spojrzeć w dół chodnika, gdzie zniknął dealer.

Benito Valenzuela był drobnym graczem wiele lat temu, ale był jednym z tych, o których Tack słyszał i intuicyjnie miał na oku.

Intuicja Tacka, jak zwykle, była niezawodna.

Kiedy sytuacja zmieniła się w podziemiu Denver - wielcy gracze, tacy jak Darius Tucker, który rezygnował z handlu narkotykami, Marcus Sloan zmniejszał operacje, rosyjska mafia straciła swojego przywódcę i reorganizowała się między innymi - Valenzuela dostrzegł swoją szansę i nie tracił czasu. Szybko zgromadził terytorium, ale musiał to zrobić, negocjując je lub idąc o nie na wojnę.

Ale Benito nie zawracał sobie głowy zbliżaniem się do Chaosu po kawałek ich enklawy.

Przez ponad dekadę było wiadomo, że 10 kilometrów kwadratowych wokół sklepu Ride z artykułami samochodowymi oraz sklepu z samochodami i motocyklami, którego właścicielem był Chaos MC, było czyste od narkotyków i dziwek. Bracia walczyli o to, żeby tak było i co wieczór wychodzili, żeby tak było.

Benito wiedział, że lepiej nie pytać.

Więc zamierzał wziąć.

Wszyscy, którzy próbowali przed Benito, a było ich bardzo niewielu, odeszli z ostrzeżeniem Chaosu.

Ale bitwa o uwolnienie Chaosu, wewnątrz i na zewnątrz, ze wszystkiego tego gówna, którą stoczono tak dawno temu, że nowi gracze, tacy jak Valenzuela, nie wiedzieli lub nie pamiętali, jak była brutalna. Nie wiedział, jak daleko posunie się Chaos, by utrzymać ich grządkę w czystości.

Hop przypomniał sobie, jakie to było brutalne. To wspomnienie zostało wypalone w jego mózgu i wyryte na skórze, ostatnie, jak każdego brata Chaosu.

Nie potrzebowali tego gówna.

Dog zaczął mówić i Hop zwrócił na niego oczy.

Nie potrzebowali gówna Benito, ale byli w nim po kostki.

I rosło.

Hop zwrócił oczy z powrotem na noc, słuchał raportu Doga i zrobił to, myśląc… kurwa.

Po patrolu chciał iść do Lanie, zdjąć ubranie, położyć się w jej miękkiej pościeli, zwinąć jej ciepło w swoje i zasnąć, wąchając jej perfumy.

Nie mógł tego zrobić z różnych powodów.

Zamiast tego zrobił to, co musiał zrobić. Kiedy Dog zakończył rozmowę z Tackiem, podeszli do swoich motocykli, zarzucili nogi i wznowili patrol.

A kiedy skończyli, Hopper wrócił do domu i położył swoje ciało na pustym łóżku.

 


 



[1] Cheez Whiz to marka przetworzonego sosu serowego lub pasty do smarowania, która wcześniej była sprzedawana przez Kraft Foods

[2] skrzydła

9 komentarzy:

  1. Dziękuję ❤️. Ta kobieta jest dziwna 🥴

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję.❤ Lanie ma duży bałagan w głowie i jest pełna sprzeczności. Jej decyzję są dla mnie nie zrozumiałe. A tak z ciekawości bo nie pamiętam to czy Hop się rozstał z tą swoją poprzednią starą ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta. Mitzi czy jakoś tak, zawsze mi się wydawało, że on ma dzieci. Może się mylę. No jest kobita oderwana od rzeczywistości... Pomyśl ona tego swego krasnala popchnęła w to co robił bo nie umiał jej powiedzieć nie. To dla mnie mówi wszystko co trzeba...Z drugiej strony może Hop umie mówić nie🤪

      Usuń
  3. Dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń