ROZDZIAŁ
1
Cheez
Whiz[1]
Opierałam
się na jednej dłoni i kolanach. Drugie ramię miałam wyprostowane, dłoń opierałam
płasko na moim zagłówku wyściełanym kremową pościelą, Hop klęczał za mną,
pieprząc mnie mocno.
Byłam
blisko. To było dobre, najlepsze.
Najlepsze,
jakie kiedykolwiek miałam.
Potem
zrobił to, o czym wiedziałam, że zrobi - przez cztery noce, bez względu na to,
ile razy to robiliśmy, zawsze kończył to w ten sam sposób.
Wysunął
się, a ja odwróciłam głowę, moje oczy powędrowały do niego i błagałam - „Hop.
Proszę nie. Jestem blisko.”
Opadł
na biodro u mojego boku i przyciągnął mnie do siebie.
Skierował
się do moich poduszek i, Boże, Boże,
wyglądał gorąco, wszystkie te rozczochrane włosy, ten wąs twardziela motocyklisty,
jego niesamowita wspaniałość otoczona bladoróżową poszewką na poduszkę.
„Ujeżdżaj
mnie, lady” - zamruczał, a ja nie kazałam mu dwa razy prosić.
Podniosłam
się, by usiąść na nim okrakiem, owinęłam dłoń wokół jego penisa, wsunęłam
końcówkę do środka i zsunęłam się, aż mnie wypełnił.
Moja
głowa opadła do tyłu. Kochałam to, tęskniłam za tym. Walił we mnie niecałe
dziesięć sekund wcześniej, ale mając go z powrotem, czułam się, jakbym nie miała
go od lat.
Hop
przesunął się, a potem poczułam, jak jego palce wślizgują się w moje włosy, by mógł
objąć ręką tył mojej głowy. Przechylił ją w dół. Otworzyłam oczy i zobaczyłam,
że podniósł się do siadu, więc wpatrywałam się w jego oczy z bliska.
Były
intensywne. Zawsze, kiedy byliśmy tak, były intensywne w sposób, jakiego nigdy
wcześniej nie czułam. Jakby mógł czytać w moich myślach. Zajrzeć do mojej
głowy. Dotknąć mojej duszy spojrzeniem.
„Ruszaj
się, Lanie” - mruknął i znowu nie kazałam mu dwa razy prosić.
Moje
spojrzenie było uwięzione w jego, owinęłam ramiona wokół jego ramion i
poruszyłam się. Jego ramię owinęło się wokół mojej talii, trzymając mnie
blisko, tak że moje ciało ślizgało się na jego, gdy na nim jechałam, jego dłoń
przyłożona do mojej głowy ciągnęła mnie w dół, tak że moje usta musnęły jego.
Przez cały czas jego oczy wpatrywały się we mnie, nie puszczając.
Moje
miękkie oddechy szeptały na jego ustach, gdy to odbudowało się ponownie,
dokładnie wtedy, gdy jego głębokie jęki zabrzmiały na moich ustach.
Byłam
blisko. To było dobre, najlepsze. Najlepsze.
Najlepsze,
jakie kiedykolwiek miałam.
Jego
ramię wokół mojej talii przesunęło się tak, że jego ręka mogła prześlizgnąć się
po moim brzuchu i w dół. Nagle jego kciuk trafił w to miejsce i, Boże, Boże, doskonała celność.
Elliott
nie umiał tego zrobić. Ponieważ byłam sobą i byłam bardziej niż trochę szalona,
zrobiłam wyliczenia i Elliott trafiał w sedno przy pierwszej próbie raz na
cztery razy.
Hop
nigdy nie chybiał.
Zamknęłam
oczy, gdy to przeleciało przeze mnie, moja głowa automatycznie wygięła się do
tyłu tylko po to, by zostać złapaną w uścisku Hop’a, zmuszona do pochylenia się
przodu, z ustami przy ustach tak, że moje jęki rozbrzmiewały w jego ustach.
Poruszałam się, szybciej, szybciej, nawet gdy mną wstrząsało.
Najlepsze,
jakie kiedykolwiek miałam.
Skończyłam
i ruszyłam się dalej, mój rytm się nie załamywał, bo musiałam dać Hop’owi to,
co właśnie dostałam. Potrzebowałam, by to odzyskał. Potrzebowałam tego jak
narkotyku.
Oszołomiona
moim orgazmem patrzyłam, jak jego twarz robi się ciemna, głodna.
Był
blisko.
Potem
wepchnął moją twarz w swoją szyję, gdy wepchnął swoją w moją, jego ramię
zacisnęło się wokół mnie, trzymając mnie na swoim członku, gdy jęknął głęboko,
dźwięk wibrował na mojej skórze.
Absolutnie,
bez porównania, to było najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.
Za
każdym razem.
Cholera.
Kiedy
schodził, rozluźnił rękę wokół mojej talii, ale wciąż trzymał mnie blisko, gdy
jego usta poruszały się na mojej szyi, jego wąsy łaskotały mnie tam, przez co drżałam.
Odwzajemniłam
przysługę, przesuwając ustami po jego szyi, wysuwając język, żebym mogła
dotknąć czubkiem płatka jego ucha.
Kiedy
to zrobiłam, jego ramię wokół mnie zacieśniło się.
Przejechałam
czubkiem języka w dół jego szyi do obojczyka.
Jego
ramię znów się zacisnęło.
Smakował
dobrze. Dobrze pachniał. Oba mężczyzną. Cały mężczyzna. Nie potrafiłam tego
opisać. Nie używał wody kolońskiej, ale jego zapach był ostry. Odurzający.
To
był… on.
Jego
głowa cofnęła się, ręka w moich włosach rozluźniła się i uniosłam głowę.
Jego
oczy przykuły moje.
Boże,
piękno twardziela motocyklisty.
W
każdym fragmencie.
„Zejdź
ze mnie, piękna” - mruknął i nie chciałam, ale skinęłam głową, manewrowałam w
górę, wysuwając go z siebie i zsunęłam się z niego, opadając na bok obok niego.
Wtedy
zrobił coś, o czym starałam się nie myśleć. Coś słodkiego. Coś nie-motocyklisty
(lub nie to, czego oczekiwałabym od motocyklisty). Coś przemyślanego.
Coś
wspaniałego.
Owinął
prześcieradło wokół mojej nagości i szarpnął poduszkę, by wsunąć ją pode mnie,
tuż przed tym, jak pochylił się głęboko i pocałował włosy z boku mojej głowy.
Cholera.
Miałam
z tym trudności. Ciężko było nie pozwolić, aby jego słodkie działania
przeniknęły do mnie i każdej nocy, za każdym razem, gdy robił coś takiego,
robiło się coraz trudniej.
Nie…
nie… nie myśl o tym, Lanie!
Udało
mi się wyrzucić z głowy to, jak się czułam zwinięta wokół poduszki, z nogą oplątaną
w prześcieradła i kołdrę, okraczając je. Zamiast tego patrzyłam, jak idzie do
łazienki, myśląc, że podoba mi się jego wzrost. Elliott nie był ode mnie
wyższy. Górowałam nad nim w szpilkach. Powiedziałam sobie, że nie przeszkadza
mi to, a kiedy był żywy, słodki i zawsze był Elliottem, nie miałam nic
przeciwko.
Ale
posiadanie wysokiego mężczyzny było wspaniałe.
A
wyrzeźbiony tyłek Hop’a sprawiał, że było jeszcze bardziej bajecznie.
Wpadł
do łazienki, zapaliło się światło i zniknął.
Zamknęłam
oczy.
Była
sobotnia noc. Zaczęliśmy to od pieczeni wieprzowej w środę.
Tylko
motocykliści mogli mieć w środę wieczór ognisko z pieczenią wieprzową, ale z
drugiej strony większość z nich miała prace, w których nie miało znaczenia, że
zjawiają się późno i/lub mają kaca, a ich towarzyszki miały pracę w barach lub
klubach ze striptizem; ich zmiany zaczynały się późno, więc miały czas na regenerację
sił.
Jeśli
chodzi o mnie, wróciłam do Denver i zostałam ciepło przywitana (a w niektórych
przypadkach z ulgą) przez wielu starych klientów, więc podjęłam gigantyczną
decyzję, by pracować na swój rachunek. To była praca szefa agencji reklamowej, która
nie sprzyjała uprawianiu seksu przez całą noc i wyciąganiu się do pracy
następnego ranka. A Hop i ja wchodziliśmy na siebie wzajemnie przez całą noc,
od zmroku do świtu, każdej nocy przez cztery noce z rzędu. Byłam wyczerpana.
Mimo
to chciałam, żeby wracał, żebym mogła mieć więcej. Miałam tylko poinformować
go, że musi wykonać całą pracę.
Nie
spierałby się. W przeciwieństwie do Elliotta Hop pozostawał w pełni sił.
Właściwie lubił przejmować kontrolę, dominować, wykonywać ciężką pracę. Jasne,
jeździłam na nim od czasu do czasu, ale nie kładł się i tylko cieszył.
Uczestniczył w pełni, tak jak przed chwilą.
Elliott
mógłby zacząć mi to dawać, ale potem przestawałby, dysząc i chrząkając, i
prosiłby, żebym przejęła kontrolę, a ja zawsze to robiłam. Nie przeszkadzało mi
to. Podobała mi się góra.
Z
drugiej strony byłam zakochana w Elliotcie, a robisz takie rzeczy, kiedy jesteś
zakochana. Spychasz do tyłu głowy małe rzeczy, które ci przeszkadzają. Rzeczy,
które miałaś wcześniej, a za którymi tęskniłaś. Rzeczy takie jak posiadanie
faceta, który był mężczyzną, który pieprzył cię, dopóki nie byłaś obolała, ale
bolało w dobry sposób.
Z
mojego doświadczenia, które nie było rozległe, ale też nie było ograniczone,
mężczyzna, który był wyłącznie mężczyzną, był zazwyczaj totalnym palantem i
dupkiem, i doprowadzał oba te aspekty do skrajności.
Poczułam
obecność Hop’a, otworzyłam oczy i patrzyłam, jak wraca do mojej sypialni.
Widok
z tyłu, wspaniały.
Przód,
Boże… oszałamiający.
Nigdy,
przenigdy w moim życiu mężczyzna, na którego patrzyłam, nie byłby mężczyzną,
którego spodziewałabym się mieć w łóżku.
Ale
on był i był po raz pierwszy w moim życiu w moim łóżku na moich cholernych
warunkach.
Kiedy
poznałam Hop’a lata temu, brałam udział w dramacie, bo właśnie dowiedziałam
się, że mój narzeczony był porąbany.
Mimo to Hopper był typem faceta, którego wygląd, charyzma, wszystko to, co było
nim, a było tego wiele, mógł przebić się przez wszystko. Byłam zaręczona, miałam
wyjść za mąż i w ferworze szalonej sytuacji, która stała się jeszcze bardziej
szalona, więc mój umysł tam nie poszedł, ale przetworzył to wszystko co było
nim. Nie można było tego nie zrobić.
Kiedy
wróciłam z Connecticut, kiedy Elliott odszedł, ale Hop żył, oddychał i był tak
cholernie przystojny, mój umysł tam poszedł.
Znowu
i znowu, i znowu.
Gęste,
czarne, niesforne włosy, które były długie z przodu, często opadały mu na twarz
i były lekko kręcone i falowane, ale zwłaszcza na szyi.
Szare
oczy z liniami promieniującymi na boki, które mówiły nie tylko to, że nie ma
pracy przy biurku, ale też, że żyje swoim życiem, a nie tylko przez nie egzystuje.
Niezależnie od tego, czy te linie pochodziły od mrużenia oczu, śmiechu czy
zmarszczenia brwi, były intrygujące i zwracały uwagę na szarość, która była
czysto szara, nie lekko niebieska, nie od ciemnej do czarnej; po prostu oszałamiająco
szara.
Jego
wąsy, zarost na twarzy, coś, czego nie lubiłam u faceta, były uosobieniem
super-cool motocyklisty. Grube wzdłuż górnej wargi i po bokach, bardziej
krzaczaste po obu stronach podbródka.
W
ogóle nie miał tkanki tłuszczowej; żadnej.
Był wysoki i szczupły.
Jego
mięśnie nie miały masy, ale ich definicja wskazywała bez wątpienia, że w jego postawie
była moc i ta moc nie była bez znaczenia.
Odrobina
czarnych włosów na klatce piersiowej, a nie gruba mata. Krótkie, szorstkie,
rzadkie, ale nie mizerne, ułożone na klatce piersiowej i żebrach włosy, które
na mojej skórze dawały szalenie dobre odczucia.
Najlepszą
częścią, była linia określająca środkowy grzbiet w jego sześciopaku. Tam włosy
stawały się grubsze, ciemniejsze, prowadząc cienką linię od doliny klatki
piersiowej do pępka, a następnie cieńszą, prowadzącą w dół do jednej z
najlepszych części jego ciała.
Kochałam
jego włosy na klatce piersiowej. Kochałam jego wzrost. Kochałam moc kryjącą się
za jego ciałem. I, jeśli mam być szczera, kochałam piękno jego kutasa, idealnie
uformowanego, grubego i długiego, a bardzo pomagało to, że wiedział, co z nim robić.
Odkryłam
też, że uwielbiam jego tatuaże, coś, czego nie lubiłam na innych mężczyznach.
Na plecach miał emblemat Chaosu[2]. Jeszcze
jeden, który mieli wszyscy mężczyźni, a który Hop wpisał atramentem do wewnętrznej
strony jego prawego bicepsa: zestaw łusek, waga, żniwiarka, kosa i słowa „Nigdy
nie zapomnij” na dole. Były też czarne, żółte i czerwone płomienie tańczące od
nadgarstka do łokcia na obu jego przedramionach.
Twardziel.
Gorący.
Fantastyczny.
I
wreszcie, Hop był jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek miałam, który nosił
biżuterię. Nosił jej dużo i, jak z wszystkim innym, dobrze w niej wyglądał. Na
palcach miał grube srebrne pierścienie, czasem dwa lub trzy, czasem pięć lub
sześć. Na nadgarstkach miał skórzane opaski lub srebrne bransoletki. Na szyi
plątaninę łańcuszków z medalionami. Kolczyki sztyfty w obu uszach, na co dzień
takie same: w jednym mały srebrny krzyżyk, w drugim maleńki srebrny profil
czaszki, z ich tyłu zestaw płomieni, w drugim wszystko to oprawione na czarno.
Żaden
mężczyzna nie wyglądał dobrze w biżuterii.
Żaden
mężczyzna oprócz motocyklisty z klubu motocyklowego, który miał wspaniałe włosy
na klatce piersiowej, zero tkanki tłuszczowej i wytatuowane płomienie na
ramionach, nie mógł nosić tej biżuterii.
Mężczyzna
w moim łóżku.
Patrzyłam,
jak podchodzi do łóżka, po czym zatrzymał się, pochylił i złapał swoje dżinsy.
W
tym momencie mój brzuch się zapadł.
Nigdy
nie odchodził. Aż do świtu.
Teraz
wyglądało na to, że przygotowuje się do wyjazdu.
Nie
podniosłam policzka z poduszki, którą tuliłam, kiedy zapytałam - „Co robisz?”
Jego
spojrzenie padło na mnie, nawet gdy podciągał dżinsy.
„Interesy
Chaosu, mała.”
Skierowałam
tylko oczy na zegar na mojej szafce nocnej. Jedenasta trzydzieści sześć.
Było
późno i przydałoby mi się trochę snu.
Nadal
nie chciałam, żeby odszedł.
Cholera.
Nie… nie… nie myśl o tym, Lanie!
Nie
pomyślałam i dlatego nic nie powiedziałam.
Hop
ubrał się, naciągając swoją czarną koszulkę przez głowę, ściągając ją w dół, a
ja z pewną fascynacją obserwowałam, jak przylega do jego torsu, jakby za pomocą
magii uwidaczniając rzeźbę.
Miłe.
Niesamowicie
miłe.
Złapał
buty i skarpetki i usiadł z boku mojego łóżka.
Nie
ruszałam się.
Wciągnął
je, odwrócił się do mnie i pochylił, odgarniając ręką włosy z mojej szyi,
zbliżając twarz. Chciałam zapytać, czy wróci następnej nocy. Może następnego
ranka. Kiedykolwiek. Nie obchodziło mnie kiedy. Chciałam tylko, żeby wiedział,
że będę tam, kiedy się pojawi.
Nie
powiedziałam tego. Nie mogłam tego
powiedzieć. Nie pozwoliłabym sobie tego powiedzieć. Zbyt wiele by to ujawniło.
Dałoby to za dużo. Nie miałam tego w sobie. Nie miałam nic do dania. Cokolwiek miałam
kiedyś do dania, wyciekło z mojego ciała w postaci krwi na podłodze w Kansas
City, podczas gdy moje oczy wpatrywały się w martwe oczy mojego narzeczonego leżącego
po drugiej stronie pokoju.
Więc
tylko podniosłam oczy, żeby na niego spojrzeć.
Jego
dłoń przesunęła się na mój policzek, opuszek kciuka ślizgał się miękko po
skórze tuż pod moim okiem, gdy jego oczy wpatrywały się we mnie, nie tak, jakby
patrzył na nie, ale w nie z wyrazem
twarzy, który mówił całkiem wyraźnie, że podobało mu się to, co zobaczył.
To
była kolejna rzecz, którą często robił, a o której starałam się nie myśleć.
Podobało mi się, że lubił na mnie patrzeć. Podobało mi się, że nie ukrywał, że
podobało mu się to, co widział. Z pewnością nie był pierwszym mężczyzną, który
to zrobił.
Co
mogłam powiedzieć? Nie byłam ślepa. To nie tak, że nie wiedziałam, że Bóg był
wobec mnie hojny. To nie tak, że tego nie doceniałam. Ale z każdym
błogosławieństwem szła też klątwa, a moim przekleństwem było to, że byłam
magnesem na kutasy.
Przystojni
mężczyźni wiedzieli, że są przystojni i z mojego doświadczenia wynikało, że to
nie ominęło ani jednego dobrze wyglądającego faceta. Z mojego doświadczenia
wynikało również, że uważali, że świat powinien rzucać im pod nogi róże tylko
dlatego, że są gorący. Zdecydowanie uważali, że kobiety powinny się im kłaniać
lub łykać ich gówno.
Jeśli
nie byli do końca przystojni, ale nadal inteligentni, pewni siebie,
charyzmatyczni i odnoszący sukcesy, byli nawet gorsi.
Hop
był przystojny, inteligentny, pewny siebie i charyzmatyczny.
Nie
był mężczyzną, który ukrywałby, że podoba mu się to, co widzi.
Mógł
zachować się jak podrywacz. Mógł udawać, że mógłby to przyjąć lub zostawić.
Mógł ukryć swój pociąg do mnie, aby zyskać przewagę. Mógł nawet zacząć kłaść
podwaliny pod zniszczenie mnie, sprawiając, że poczułabym się gorsza niż byłam,
próbując sprawić, bym czuła się szczęśliwa, że mam w łóżku wszystko, co było
nim, a zrobić to, przez rozpoczęcie kampanii, która zwykle była przerażająco udana
i szybka, żebym poczuła się niczym.
On
tego nie zrobił.
Lubił
patrzeć na mnie, szczególnie w moje oczy, jak właśnie wtedy, ale szczególnie,
gdy był we mnie. Nigdy nie dochodziłam bez kontaktu wzrokowego z jego oczami;
Hop robił to w ten sposób. Nigdy nie spotkałam mężczyzny, który patrzyłby mi w
oczy tak intensywnie, tak wytrwale, tak łapczywie, jak Hopper.
Zauważyłam,
że moja ręka unosi się, nawet gdy reszta mnie się nie porusza, obejmując jego
szczękę, moje oczy obserwują, jak mój kciuk przesuwa się po bokach jego wąsów,
przesuwając się po grubości jego wąsów na szczęce, a on mruknął - „Naprawdę to
lubisz, prawda?”
Moje
spojrzenie powędrowało do jego i trzymałam rękę tam, gdzie była.
„Tak.”
To
było mało powiedziane. Dobrze z nimi wyglądał. Czułam je dobrze na mojej
skórze. A jeszcze lepiej między nogami.
Niebo.
„Przed
tobą myślałem o zgoleniu ich. Zapuszczeniu małej bródki.” - uniósł rękę,
dotknął środkowym palcem wgłębienia pod dolną wargą, a ja objęłam jego
pierścionki.
Zwykła
srebrna opaska na kciuku i trzy pierścienie obok siebie, wskazujący, środkowy i
serdeczny, jeden z napisem „Ride”, jeden z napisem „Free”; ostatni powiedział
„Chaos”.
Twardziel,
motocyklista, super-cool.
„Zaczekam,
aż się wypalimy, zanim to zrobię” - zakończył.
Moje
oczy przycięły się do jego.
Zaczekam, aż się wypalimy, zanim to
zrobię.
Jego
ton był lekki, a jego usta, otoczone tym wąsem, z uniesionymi końcami. Drażnił
się.
Nie
podobało mi się to. Drażnienie, mogłabym przyjąć. Przypomnienie, że się
wypalimy, nie mogłam.
Nie
powiedziałam mu tego głównie dlatego, że odmówiłam sobie myślenia o tym.
„Nie,
żebyś tego potrzebował, ale zachęcam cię do wyhodowania małej bródki” -
powiedziałam zamiast tego, po czym wyjaśniłam - „Wraz z wąsami”.
Jego
twarz pochyliła się bliżej, biorąc moją rękę, jego oczy nigdy nie schodziły z moich,
gdy szepnął do moich ust - „Wtedy wyhoduję bródkę”.
Uśmiechnęłam
się przy jego ustach.
„Muszę
iść, Słonko” - ciągnął i była w tym jedna dobra rzecz. Brzmiał, jakby nie
chciał.
„Okej.”
„Okej”
- odpowiedział, ale nie poruszył się, nie puścił moich oczu, nic. Kiedy to trwało
przez jakiś czas, zapytał - „Zapominałaś o czymś?”
„Uh…”
- wymamrotałam.
„Lady,
pocałuj mnie”.
Lady.
Od
jakiegoś czasu byłam w pobliżu Hop’a i wszystkich chłopaków z Chaosu.
Nazywali
kobiety wieloma rzeczami, niektóre z nich dobre, inne niezbyt dobre.
Ani
jeden z nich, ani jeden, nie nazwał żadnej kobiety „lady - panią”.
To
było coś innego, co mi dawał. Coś wspaniałego.
Coś,
czemu nie pozwalałam zadomowić się w mojej duszy, bo inaczej bym się zgubiła,
znowu zgubiła. Nie jakbym przegrała z palantem lub dupkiem, który był
podrywaczem lub musiał mnie ściąć, żeby nie poczuł, że go przyćmiłam.
Zagubienie
się na taki sposób, jaki odkryłam na własnej skórze, było gorsze. Przegrana z
niebezpiecznym mężczyzną, który nie tylko sprawi, że ja będę zraniona, ale
który mógłby zranić mnie jeszcze bardziej, pakując w to siebie.
Tego
też nie powiedziałam. Przechyliłam głowę, podniosłam ją, przycisnęłam usta do
jego, wsunęłam język w jego usta i pocałowałam go. Mocno. Tak mocno, jak tylko
mogłam. Tak mocno, jak wiedziałam jak.
I
zrobiłam to głęboko.
Trwało
to chwilę, a potem trwało jeszcze dłużej, gdy ramiona Hop’a zacisnęły się wokół
mnie. Wyciągnął mnie z łóżka na swoje kolana, wygiął w łuk i pocałował. Głęboko
i długo.
Kiedy
przerwał pocałunek, skręcił mnie z powrotem do łóżka, podciągnął kołdrę pod
moje ramię, owijając je wokół moich pleców (coś jeszcze słodkiego i cudownego,
o czym starałam się zapomnieć w chwili, gdy to zrobił, choć niestety nie do
końca skutecznie) i pochylił się, by pocałować moją skroń.
„Później,
mała” - wymamrotał, po czym podniósł się na nogi.
Ugryzłam
się w język, żeby nie zawołać: „Jutro?”
Wiedziałam,
że brzmiałabym na chętną lub zdesperowaną. Tego też nie miałam zamiaru ujawniać.
Nie
ponownie.
Tej
lekcji też nauczyłam się na własnej skórze.
Po
prostu owinęłam się wokół poduszki i obserwowałam go idącego wokół łóżka, aż
zniknął.
Kiedy
to zrobił, czekałam, aż dowiedziałam się, że jest na dole, zanim sięgnęłam i
zgasiłam światło na nocnym stoliku.
Potem
przerzuciłam nogi przez krawędź łóżka i wyszłam, szarpiąc mocno prześcieradło,
aby uwolnić je z końca łóżka i zabrać je ze sobą. Owinęłam go wokół mojego
ciała, zawijając się mocno i podeszłam do jednego z dwóch szerokich podwójnych
okien, które wychodziły na patio mojego domu. Ostrożnie odsunęłam jedną stronę
rolety w stylu kolonialnym i wyjrzałam.
Na
patio panowała ciemność. Moje zewnętrzne światła nie były włączone, ale
przestrzeń była słabo oświetlona latarniami w tylnej alejce. Widziałam, jak
przechodził. Podobał mi się sposób, w jaki się poruszał po prostu idąc.
Bardziej podobał mi się sposób, w jaki poruszał innymi częściami ciała.
Przeszedł
przez tylną bramę i zniknął z boku mojego garażu.
Zatrzasnęłam
roletę, oparłam o nią czoło i zamknęłam oczy.
„Jedna
noc” - szepnęłam - „Miało być bezpiecznie. Tylko jedna noc.” Wzięłam wdech i
wypuściłam go z - „cholera”.
Wybrałam
Hop’a, ponieważ mnie pociągał. Wybrałam Hop’a, bo był gorący. Wybrałam go
również, bo pomyślałam, że nie powie nie, a także powie tak na brak więzi,
żadnych komplikacji i żadnych splątań. Wszyscy chłopcy byli dobrymi starymi
chłopcami, kilka zasad, a te, które mieli, były niepisane i dotyczyły głównie
tego, jak traktowali swoje motocykle i jak traktowali swoich braci. Pozostałe
uchodziło. Nie. Z tego, co mogłam powiedzieć, wszystko inne uchodziło.
Nie
umknęło mi jednak to, że wśród Chaosu byli ludzie, którzy zakochiwali się mocno
i szybko i nie tylko nie przejmowali się tym, ale także wysiadali. Jednym z
nich był Tack, mąż Ty-Ty. Dog, także brat Chaosu, był kolejnym. Brick kochał
się w każdej kobiecie, z którą był. Po prostu nie wybierał dobrych, więc w
końcu odchodziły, ale robiły to z nim, nie chcąc odpuszczać, nawet jeśli nie
były miłe rzeczy, takie jak kradzież jego pieniędzy lub przejście do jednego z
jego braci.
Więc
kiedy zdecydowałam, że podejdę do jednego z nich, aby dostać to, czego
potrzebowałam, czemu pozwalałam trwać tak długo, że zaczęłam pragnąć,
potrzebowałam kogoś, kto złamie pieczęć, a potem ruszy dalej bez komplikacji.
Wybrałam
kiepsko, bo wybrałam tak cholernie dobrze.
Westchnęłam
i lekko uderzyłam głową w okiennicę.
Czego
potrzebowałam.
Czego
pragnęłam.
Uch!
Otworzyłam
oczy, odsunęłam roletę i spojrzałam na puste patio.
„Jesteś
naprawdę głupia, Lanie Heron” - powiedziałam do okna.
Zrobiłam
to, bo wiedziałam, czego pragnęłam.
Smak.
Tylko
smak.
Mały,
słodki, krótki smak, nawet jeśli był udawany, nawet mleczny i musiałam sobie
wyobrazić, że to gęsty, bogaty, waniliowy shake, mały łyk tego, co Ty-Ty miała
z Tackiem.
Nie
miałam tego z Elliottem. Bez wątpienia go kochałam. Byłam gotowa spędzić z nim
resztę życia. Tęskniłam za nim, mimo że był totalnie porąbany. Podjęłam nawet decyzję o pozostaniu z nim, wiedząc, że
był totalnie porąbany.
Kochałam
go tak bardzo, że wzięłam za niego kule.
Ale
nigdy nie widziałam czegoś takiego, jak miała Tyra z Tackiem.
Nigdy
nie widziałam, żeby kobieta dostawała to od mężczyzny. Nigdy nie widziałam
naturalności, łatwości tego, co oddawała. Nigdy nie widziałam mężczyzny i
kobiety, którzy byliby w stanie być po prostu tym, kim byli, a jednak tak jasno
wyrażali się sobie nawzajem, a każdy, kto to oglądał, doceniał to, co mieli,
bardziej niż cokolwiek innego.
Cokolwiek.
Chciałam
tego posmakować.
„Rany,
miałaś to, Lanie, ty wielka, głupia, szalona, idiotko.” - ciągle się biłam mentalnie, gdy zadzwonił mój telefon.
Moja
głowa obróciła się, żeby na to spojrzeć, a oczy zwęziły się, mimo że moje serce
podskoczyło.
Wiedziałam,
kto to był, bo to się działo cały czas.
Prawie
północ mojego czasu, jej we wczesnych godzinach porannych.
„Zastrzel
mnie, zastrzel, cholera” -
wymamrotałam, podchodząc do telefonu, wiedząc, że nie powinnam go odbierać.
Moja siostra Elissa zawsze mi powtarzała, że nie powinnam tego odbierać. Ona
nie odbierała. Nauczyła się wiele lat temu i przestała to robić, więc teraz
przestała dzwonić do mojej siostry i zamiast tego dzwoniła do mnie.
Wyłącznie.
Bo
ja głupio odbierałam.
Podeszłam
do łóżka, zobaczyłam, że wyświetlacz w moim telefonie mówi mi, że mam rację, a
mimo to - głupia, głupia, głupia - odebrałam.
„Hej,
mamo” - odebrałam.
„Lanie,
dziecino, jak-się-masz?”
Zapaliłam
światło, odwróciłam się, usiadłam na brzegu łóżka, podniosłam stopy do
wyściełanego podnóżka, zgięłam kolana i opuściłam czoło na kolana, bo to
słyszałam.
Przepadła.
Zalała
się.
Dobrze
po trzech kieliszkach - wystarczało jej pięć do ululania się.
Byłam
„kochanie”, gdy była trzeźwa. Kiedy trzymała się w kupie, żeby zachować pozory.
Kiedy poświęciła całą swoją energię na bycie żoną bankiera z Connecticut i schowała
głęboko córkę farmera z Tennessee. Nawet jeśli ta farmerka z Tennessee miała
wystarczającą powierzchnię, by zbudować trzy centra handlowe i była
najbogatszym człowiekiem w najbogatszej rodzinie w mieście, nadal była córką
farmera i według niej to nie wystarczało w Connecticut.
„Dobrze
mamo. Jest późno. Co tam?” - odpowiedziałam.
„Och,
nic. Ciałm tyko pzmawiać z moio mały ciefczynką.”
„Rozmawiasz
z nią, mamo, ale już prawie północ. Jestem naprawdę zmęczona i powinnam się
przespać. Tam jest jeszcze później, więc ty też powinnaś się przespać.”
„Nie
potrzebujesz snu, ale ty potrzebujesz
trochę zabawy, Lanie. Co robisz w domu? Powinnaś być na mieście, malując je na
różowo albo w łóżku, na randce” - powiedziała mi mama, a przez pijacki bełkot słychać
było trochę tego, co uważałam za słodkie, wiejskie pomruki, nad którymi
pracowała przez dziesięciolecia, żeby się ich pozbyć, ale wychodziły z jej głosu.
To
był ciągły refren, nawet kiedy nie była pijana do szaleństwa. Do licha, zaczęła
mnie atakować jakieś pięć dni po tym, jak wyszłam ze szpitala, po tym, jak
wszystko stało się z Elliottem i rosyjską mafią.
Z
drugiej strony nigdy nie lubiła Elliotta - „Może i jest genialny, kochanie, ale
tacy ludzie jak on nigdy nie zajdą zbyt daleko. Kompromis. Moja dziewczyna?
Moja Lanie? Wyglądając jak ty?” - odgarniała mi włosy z ramienia, zanim kończyła
deklarując - „Wychowanie i piękno jak twoje, kochanie, zasługujesz na to, by
być u boku najpotężniejszego!”
Odepchnęłam
to wspomnienie i odpowiedziałam - „Miałam ciężki tydzień w pracy” - to nie było
całkowite kłamstwo - „Więc potrzebuję spokojnego weekendu.” - to też nie było
całkowite kłamstwo.
„Dobra,
cisza jest dobra” - odpowiedziała mama - „Lepsza niż ocieranie się łokciami o
rodzinę Tyry. Co ona myślała, nigdy się nie dowiem. I taka dumna dziewczyna.
Całkowite marnotrawstwo. Jej rodzice muszą być zdruzgotani.”
Wystarczy
powiedzieć, że nie tylko mama - żona bankiera z Connecticut, ale także mama - córka
farmera z Tennessee nie aprobowała Chaos MC.
„To
dobrzy ludzie, mamo” - powiedziałam jej po raz czterysta pięćdziesiąty.
„To
motocykliści, Lanie.”
Wypowiedziała
słowo „motocykliści”, jakby te pięć sylab spontanicznie wypełniało jej usta
kwasem.
„Czy
możemy o tym nie rozmawiać?” - zapytałam z westchnieniem - „Naprawdę, to był
ciężki tydzień i jestem wykończona”.
„Dobra,
o czym chcesz porozmawiać?”
W
ogóle nie chciałam rozmawiać.
Nie
chciałam wielu rzeczy i nie chciałam większości z nich przez cholernie długi
czas.
Nie
chciałam, żeby mój narzeczony nie żył.
Nie
chciałam, żeby mój narzeczony zginął, bo został zastrzelony przez rosyjską
mafię.
Nie
chciałam żyć z wiedzą i poczuciem winy, że jego wybryki z mafią doprowadziły do
uprowadzenia mojej najlepszej przyjaciółki dwa razy, a za drugim dźgnięto ją
nożem. Wielokrotnie.
Nie
chciałam być sam.
Nie
chciałam być tak cholernie samotna.
Nie
chciałam żyć tak, jak żyłam: z koszmarami, strachem, czymś, czego nikt nie
zrozumie, czymś, co musiałam ukrywać, żeby ludzie, na których mi zależało, się
nie martwili.
Nie
chciałam, żeby moja mama się uwaliła… znowu.
Nie
chciałam wiedzieć, że siedziała sama w wielkim domu na całej tej ziemi w tej
ekskluzywnej posiadłości, w której dorastałam, blisko country klubu, gdzie
każdy mieszkaniec był snobem.
Nie
chciałam wiedzieć, że była sama, bo tata albo pracował, albo był w podróży
służbowej.
Nie
chciałam wiedzieć, że to były jego gotowe i często używane wymówki, znane też
jako płytkie kłamstwa, na to, że zostawia mamę samą na noc, weekend, bardzo
długi weekend i to wszystko po to, by móc być ze swoją od trzydziestu-lat-kochanką.
Widziałam
go z nią więcej niż raz. Nie był ostrożny.
Był
arogancki. Utrzymywał udawanie tajemnicy, nawet wiedząc, że to nie była
tajemnica i nie była przez dziesięciolecia. Nawet gdy piła, rzucał mamie
paskudne spojrzenia, mimo że piła, bo miłość jej życia miała dwie miłości i
oczekiwał, że wreszcie ona to powie, chociaż nigdy nie zapytał, czy to robi.
Więc podjęła taką decyzję, ponieważ był miłością jej życia, ale także dlatego,
że bez niego nie byłoby dużego domu w pobliżu country klubu i nie mogłaby być
urżnięta butelkami wina po czterdzieści dolarów i martini z najwyższej półki.
„Mamo,
może zadzwonisz do mnie jutro? Porozmawiamy wtedy. Teraz naprawdę muszę się
trochę przespać.”
Nic
mi to nie dało i wiedziałam, co to znaczy. Nadąsała się. Kiedy byłam dzieckiem,
zastanawiałam się, czy tata nie miałby innej kobiety, gdyby mama nie
zachowywała się jak rozpieszczony bachor. Dopiero później, kiedy dorosłam,
wiedziałam, że nie ma znaczenia, czy się dąsała, czy była zepsuta. Nie robiłeś
tego komuś, kogo kochałeś.
Nigdy.
Elliott
nigdy by mnie nie zdradził. Inni chłopcy zdradzali i to bolało. Nie, to zabijało.
Elliott
tego nie zrobił, nie chciał. Nawet nie spojrzał na inne kobiety, kiedy wychodziliśmy.
Dla
Elliotta byłam tylko ja i gdybym miała go na całe życie, w którym miałam go
mieć, przeżyłabym to życie, wiedząc, bez wątpienia, że zawsze będę tylko ja.
„W
porządku, córeczko” - wybełkotała mama, przywołując moje myśli z powrotem do
niej - „Zadzwonię do ciebie jutro.”
Nie
brzmiała na zawiedzioną, brzmiała na zmiażdżoną. Cierpiała. Była samotna.
Zastanawiała się, tak jak przez dziesięciolecia, gdzie popełniła błąd.
Więc,
oczywiście, miałam poczucie winy niedobrej córki. Powinnam tam być dla niej.
Po
prostu nie mogłam pomóc. Próbowałam. Zawiodłam. Odbieranie tych telefonów.
Prowadzenie delikatnych dyskusji próbujące skłonić ją do mówienia o tym, z
powodu czego tonęła w alkoholu, dyskusje, które zawsze zdecydowanie skręcały w
innym kierunku. Wrażliwe rozmowy o tym, czy może zechcieć trochę odstawić wino,
więcej tych rozmów zdecydowanie przeszła w innym kierunku.
Lata
tego.
Nie
miałam nic do dania.
Mimo
to spróbowałam ponownie - „Będziemy mieć długą pogawędkę, mamo. Obiecuję.”
„Dobrze,
dziecinko” - szepnęła.
„Kocham
cię, mamo, do księżyca i gwiazd, i dalej” - wyszeptałam w odpowiedzi to, co
szeptałam jej odkąd pamiętam, odkąd byłam mała, a ona wtulała mnie w moje
różowe łóżko z moją różową pościelą i różowym, przezroczystym baldachim, moje
wypchane jednorożce dookoła.
„Kocham
cię, Lanie, do księżyca, gwiazd i dalej” - odpowiedziała cicho słowami, których
nauczyła mnie mówić.
„Pa,
mamo.”
„Do
widzenia, córeczko.”
Westchnęłam,
wcisnęłam przycisk wyłączania. Następnie z palcami owiniętymi wokół telefonu, położyłam
czoło na kolanach.
Moje
życie było do luftu.
Każdy
aspekt.
Dlatego
zaczęłam płakać i robiłam to tak, jak robiłam prawie wszystko. Pozwoliłam, się
sobie w tym zatracić i wkrótce się w tym zagubiłam.
Oznaczało
to, że gdy dłoń zacisnęła mi się ciepło i ciasno na karku i usłyszałam, jak Hop
mamrocze - „Jezu, mała, co do cholery?” - podskoczyłam, cicho krzyknęłam i szarpnęłam
głowę do góry.
Kucał
przede mną, wpatrując się we mnie ze swoją zwykłą intensywnością, ale była silniejsza,
dużo większa, a wszystko to dotyczyło troski.
Kiedy
podniosłam głowę, jego ręka się nie poruszyła. Zacisnęła się.
Ciepło.
Ciepło
i słodko.
Nie… nie… nie myśl, Lanie!
Patrzyłam
na niego.
Wtedy
wyrwało mi się - „Co ty tu robisz?”
„Portfel
wypadł mi z dżinsów” - mruknął, jego oczy wpatrywały się we mnie w taki sposób,
że nawet gdybym miała to w sobie, żeby spróbować, czego nie miałam, nie mogłabym
zerwać kontaktu - „Teraz, co do cholery?” - zapytał.
„Co
do cholery, co?” - spytałam, starając się o niewinność.
I
porażka.
Jego
oczy się zwęziły. To było trochę przerażające. Potem zerknął na telefon w mojej
ręce i wrócili do mojego.
„Płaczesz.”
- zwrócił uwagę na oczywiste.
„Uh…
robię to bez powodu. Wiesz, jak Holly Hunter w Broadcast News? Po prostu płaczę, żeby uwolnić, ale w
przeciwieństwie do niej nie robię tego przy biurku w pracy. Robię to w nocy, hmmm…
sama.”
Patrzył
na mnie.
Nie
wierzył mi. To było mądre, ponieważ kłamałam.
„To
tylko uwolnienie” - kłamałam.
„Musisz
owinąć dłoń wokół telefonu, kiedy to robisz?” - na wpół wskazał, że złapał mnie
na kłamstwie.
„Pomyłka”
- skłamałam ponownie, a jego oczy pozostały zmrużone, ale tym razem jego dłoń
zacisnęła się nieco na mojej szyi.
„O
północy” - stwierdził, nie ukrywając, że mi nie uwierzył.
„Ktoś
na przyjęciu” - powiedziałam mu (kłamiąc) - „Poprosili o Cheese Whiz.” - więcej
kłamstw - „To godzina snack’ów” - to właściwie nie było kłamstwo. To była
godzina przekąsek, jeśli robiło się to, co należy
robić w sobotni wieczór, a co było dobrą zabawą. Po prostu nikt przez przypadek
nie zadzwonił do mnie przez pomyłkę, prosząc o przyniesienie Cheese Whiz.
Hop
trzymał mój wzrok.
Starałam
się nie wiercić.
Hop
nadal trzymał mój wzrok.
Nadal
starałam się nie wiercić.
Usta
Hop’a zacisnęły się.
Przeszłam
na próbę nie myślenia, że to było naprawdę seksowne, a potem przerzuciłam się
na staranie się nie myśleć, jakie to dziwne, że myślałam, że wyglądający na
zirytowanego był seksowny.
Zrezygnował
z czekania, aż przyznam się, że nie byłam szczera i zsunął rękę z mojej szyi,
pytając - „Wypuściłaś to, co musiałaś uwolnić o północy, sama w swoim pokoju?”
To
brzmiało szalenie. Głównie dlatego, że takie było.
O
jej. Byłam idiotką.
„Tak.
Wszystko dobrze” - skłamałam ponownie.
Nie
wierzył mi i tego też nie ukrywał.
„Więc
idziesz do łóżka?” - zapytał.
„O,
tak!” - odpowiedziałam fałszywie ćwierkająco i prawie zaklaskałam. Zmarszczył brwi
i znów zacisnął usta.
Tak?
Tak.
Byłam idiotką.
„O,
tak?” - zapytał, a to słowo wychodzące z jego pięknych ust, otoczone jego
ostrym wąsem, sprawiło, że miałam ochotę zacząć chichotać.
To
też sprawiło, że chciałam go pocałować.
I
na koniec, chciałam na niego warknąć, bo naprawdę, czy nie mógł po prostu
odpuścić?
Uznałam,
że mówienie nie idzie mi dobrze, więc przestałam to robić.
Hop
ponownie wytrzymał mój wzrok.
Potem
spojrzał na podłogę, prostując się, by górować nade mną, i mruknął - „Nie wezmę
tego od niej. Skomplikowane.”
Nie
brał tego ode mnie i ja też nie brałam tego od niego.
Czy
wspomniałam, że moje życie było do luftu?
Wstrzymałam
oddech i odchyliłam głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć.
Wciąż
wpatrywał się we mnie, zanim kilka razy potrząsnął głową, a ja patrzyłam, jak
podchodzi do bałaganu moich ubrań, które rzucił na podłogę kilka godzin
wcześniej po tym, jak je ze mnie zdjął. Odepchnął kilka na bok swoim czarnym
butem motocyklowym i wydobył portfel. Pochylił się, złapał go, wsunął do tylnej
kieszeni i wrócił do mnie.
Jego
dłoń ponownie owinęła się wokół mojego karku, a potem jego twarz znalazła się w
mojej.
„Śpij,
lady” - rozkazał, brzmiąc na niezadowolonego, ale mimo to wyszło to z jego ust
łagodnie.
Brzmiało
to ładnie, nawet niezadowolona część.
Cholera.
„Okej”
- odpowiedziałam, ale się nie ruszyłam.
Hop
stał tam z ręką na mojej szyi i też się nie poruszył.
Potem
poprosił - „Na przykład: teraz, Lanie”.
Patrzyłam
na niego przez chwilę, kiwnęłam głową, wysuwając zęby, żeby szczypać nimi dolną
wargę, na co opuścił oczy, żeby popatrzeć, co sprawiło, że znowu chciałam go
pocałować, ale tego nie zrobiłam.
Wyrwałam
się z jego uścisku, wyciągnęłam się, a on narzucił na mnie kołdrę.
Potem,
Boże, Boże, użyłam wszystkiego, co mi zostało, żeby nie myśleć o tym, jak się
czułam, kiedy owinął ją ciasno wokół mnie.
Jak
słodko.
Za
słodko.
Cholera.
Pochylił
się nisko, pocałował bok mojej głowy i powiedział przy moich włosach - „Do
zobaczenia jutro w nocy, mała”.
Jutro
w nocy. Dzięki Bogu.
Starałam
się nie przetwarzać tego, co myślałam, i wymamrotałam - „Okej, Hop”.
Dostałam
kolejny pocałunek i patrzyłam, jak porusza się w stronę światła. Wyłączył je,
pogrążając pokój w ciemności.
Nie
widziałam, nie słyszałam jego butów na dywanie, ale wciąż czułam, jak odchodzi.
Zamknęłam
oczy i wzięłam głęboki oddech.
Otworzyłam
oczy, gdy wypuściłam oddech.
„Skomplikowane”
- moje usta wyszeptały bezgłośnie.
Po
kilku sekundach usłyszałam ryk Harleya.
Słuchałam
i robiłam to uważnie, aż przestałam słyszeć ryk.
Dopiero
wtedy zamknęłam oczy.
Ale
nie spałam.
*****
Hop
„Powtórz”
- uciął Dog, a Hop patrzył, jak przełyka narkoman, którego rękę Dog przycisnął
do ceglanej ściany, a lufę pistoletu do ciała pod brodą.
Wtedy
ćpun wyjąkał - „Ja… ja nie… nigdy więcej nie kupię… na terenie Chaosu.”
„W
tej chwili jestem trochę zdenerwowany” - poinformował ćpuna Dog, wbijając
pistolet głębiej w jego ciało, powodując, że ten pisnął z przerażenia - „Jak
zobaczę, że na Chaosie robisz cokolwiek innego, niż pomaganie starszej pani
przejść przez ulicę, będę nieszczęśliwy. Uwaga, nie chcesz mnie
unieszczęśliwić.”
Narkoman
o ogromnych oczach przełknął ślinę i skinął głową.
Dog
puścił go, mówiąc - „Zejdź mi z oczu”.
Narkoman
wystartował.
Hop
spojrzał na dealera, którego przycisnął twarzą do ściany, przyciskając
przedramię do jego ramion. Hop go rozbroił i obecnie miał zarówno broń dilera,
jak i własną wepchnięte za pasek dżinsów.
Kolej
Hop’a.
„Opróżnij
kieszenie” - warknął.
„Kurwa,
człowieku” - jęknął diler, a Hop przycisnął go głębiej do ściany, aż jego twarz
zadrapała szorstką cegłę.
„Opróżnij
swoje cholerne kieszenie” - warknął Hop.
Z
trudem dealer włożył ręce do kieszeni, wyciągając małe paczki lodu i rzucając
je na ziemię. Robiąc to, Dog odsunął je na bok czubkiem buta, po czym opuścił obcas,
miażdżąc metamfetaminę w pył, gdy diler jęczał.
Po
tym Dog przeniósł się do ich motocykli, a Hop zbliżył się do dealera.
„Wiesz,
10 kilometrów.” - przypomniał dealerowi - „10 kilometrów wokół Ride jest Chaosu.
Tu się nie sprzedaje. Co do cholery?”
„Benito
zawłaszczył ten kwartał” - powiedział mu dealer.
„Benito
nie może przejąć tego kwartału. On to wie, ty to wiesz. Więc znowu, co do
cholery?” - zapytał Hop.
„Idę
tam, gdzie mówi Benito” - odpowiedział sprzedawca.
Dog
wrócił z butelką wody, wylewając ją na metamfetaminowy pył na chodniku, a
dealer jęknął.
Zmyły
setki, może tysiące dolarów.
Benito
byłby wkurzony i to nie tylko na dealera.
Hop’a
to nie obchodziło.
„Trzymaj
się z dala od tego kwartału. Nie wracasz. Jak Benito odsyła cię z powrotem,
znajdujesz sposób, by mu to wytłumaczyć; jesteś tutaj, jego produkt jest w
kanalizacji. Masz to jedno ostrzeżenie. Chaos nie ma cierpliwości do tego
gówna. Jak mnie zobaczysz, masz przejebane i nie mam na myśli, że wracasz z
pustymi rękami do tego durnia. Chodzi mi o to, że będzie ci trudno gdziekolwiek
iść, bo trudno ci będzie się ruszać. Rozumiesz mnie?” - zapytał Hop.
„Jak
nie pójdę tam, gdzie wysyła mnie Benito, będzie mi trudno cokolwiek zrobić, skoro nie będę oddychał” - odpowiedział dealer.
„Nie
mój problem. Wybrałeś zły zawód, skurwysynu” - zauważył Hop, popychając go
głębiej w ścianę, jego ramię przesunęło się na kark dealera, rozciągając je
nienaturalnie - „Muszę cię teraz tego nauczyć?” - zapytał Hop.
Dealer,
mając nadzieję na litość, postanowił stać się hojny i podzielić się nim -
„Benito chce terytorium Chaosu”.
„No
bez gówna?” - Hop strzelił z powrotem.
„Nie,
mam na myśli, że on naprawdę tego
chce” - wyjaśnił dealer. Dog włączył się do rozmowy - „Myślę, że to rozumiemy,
mając do czynienia z sukinsynami takimi jak ty”.
„Jest
trochę zdeterminowany” - ciągnął dealer.
„Znowu,
człowieku, myślisz, że nie mamy tych pieprzonych informacji?” - spytał Hop,
pchając go mocno na ścianę, zanim obrócił go, a potem wbił z powrotem w ścianę
ręką owiniętą wokół jego szyi - „To, co Benito musi zrozumieć, to to, że Chaos
jest bardziej zdeterminowany. Chcesz być
pomocny, dzielisz się tym z nim i starasz się być przekonujący. Ale nie ma
znaczenia, jeśli nie jesteś. Chętnie włożymy w to pracę, aby go przekonać. To,
co musisz zabrać ze sobą, kiedy pozwolimy ci teraz odejść, to to, że wyśle jak cię
z okopów, zobaczymy, jak twoja głowa wyskakuje, celujemy w ciebie. Jak musimy przekazać mu naszą wiadomość, użyjemy wszelkich
niezbędnych środków, a to oznacza wyeliminowanie każdego żołnierza, którego nam
pośle, dopóki nie odwiedziemy go od tego.”
„Chaos
nie jest gotowy na tę walkę” - odpowiedział dealer, a Hop poruszył się tak, że
był tuż przed jego twarzą.
„Moi
bracia krwawili, żeby zachować ten chodnik, popierdolcu” - wydusił - „Jak masz
krew brata na chodnikach, to nigdy nie znika, nigdy nie pozwalasz, by to wymknęło
się spod kontroli, zachowujesz to, o co walczyłeś i krwawiłeś. Benito musi to zrozumieć.
Jak nie możesz go przekonać, inni dealerzy i dziwki, które mu odsyłamy, nie
mogą, my to zrobimy.”
Dealer
wciągnął powietrze przez nos, spojrzał na Hop’a, zanim jego oczy przesunęły się
na bok i wziął Doga, po czym wrócił do Hop’a. To, co zobaczył na ich twarzach,
musiało go przekonać, bo skinął głową.
„Znowu:
jedno ostrzeżenie. Następnym razem nie odchodzisz” - stwierdził Hop.
Dealer
ponownie skinął głową.
Hop
podciągnął rękę do szczęki dealera, oderwał go od ściany, a następnie uderzył w
nią głową. Dealer krzyknął, zanim Hop puścił i cofnął się.
Dealer
padł na kolana, jedną rękę przyłożył do gardła, drugą przyłożył do tyłu głowy.
Odchylił głowę do tyłu, spojrzał na Hop’a i Doga, wstał i wystartował.
Hop
i jego brat obserwowali, aż dealer zniknął z pola widzenia.
Wtedy
Hop zapytał - „Dzwonisz do Tacka, czy chcesz, żebym to zrobił?”
„Mam
to” - mruknął Dog, wyciągając telefon.
„Bracie”
- zawołał Hop, a Dog przeniósł wzrok z telefonu na Hop’a - „Co noc patrolujemy.
Kiedyś nielicznie i daleko znajdowaliśmy to gówno. To już druga noc w tym
tygodniu.”
„Eskalacja”
- zgodził się Dog.
Hop
odwrócił głowę, żeby spojrzeć w dół chodnika, gdzie zniknął dealer.
Benito
Valenzuela był drobnym graczem wiele lat temu, ale był jednym z tych, o których
Tack słyszał i intuicyjnie miał na oku.
Intuicja
Tacka, jak zwykle, była niezawodna.
Kiedy
sytuacja zmieniła się w podziemiu Denver - wielcy gracze, tacy jak Darius
Tucker, który rezygnował z handlu narkotykami, Marcus Sloan zmniejszał
operacje, rosyjska mafia straciła swojego przywódcę i reorganizowała się między
innymi - Valenzuela dostrzegł swoją szansę i nie tracił czasu. Szybko
zgromadził terytorium, ale musiał to zrobić, negocjując je lub idąc o nie na
wojnę.
Ale
Benito nie zawracał sobie głowy zbliżaniem się do Chaosu po kawałek ich enklawy.
Przez
ponad dekadę było wiadomo, że 10 kilometrów kwadratowych wokół sklepu Ride z
artykułami samochodowymi oraz sklepu z samochodami i motocyklami, którego właścicielem
był Chaos MC, było czyste od narkotyków i dziwek. Bracia walczyli o to, żeby
tak było i co wieczór wychodzili, żeby tak było.
Benito
wiedział, że lepiej nie pytać.
Więc
zamierzał wziąć.
Wszyscy,
którzy próbowali przed Benito, a było ich bardzo niewielu, odeszli z
ostrzeżeniem Chaosu.
Ale
bitwa o uwolnienie Chaosu, wewnątrz i na zewnątrz, ze wszystkiego tego gówna,
którą stoczono tak dawno temu, że nowi gracze, tacy jak Valenzuela, nie
wiedzieli lub nie pamiętali, jak była brutalna. Nie wiedział, jak daleko
posunie się Chaos, by utrzymać ich grządkę w czystości.
Hop
przypomniał sobie, jakie to było brutalne. To wspomnienie zostało wypalone w
jego mózgu i wyryte na skórze, ostatnie, jak każdego brata Chaosu.
Nie
potrzebowali tego gówna.
Dog
zaczął mówić i Hop zwrócił na niego oczy.
Nie
potrzebowali gówna Benito, ale byli w nim po kostki.
I
rosło.
Hop
zwrócił oczy z powrotem na noc, słuchał raportu Doga i zrobił to, myśląc… kurwa.
Po
patrolu chciał iść do Lanie, zdjąć ubranie, położyć się w jej miękkiej
pościeli, zwinąć jej ciepło w swoje i zasnąć, wąchając jej perfumy.
Nie
mógł tego zrobić z różnych powodów.
Zamiast
tego zrobił to, co musiał zrobić. Kiedy Dog zakończył rozmowę z Tackiem,
podeszli do swoich motocykli, zarzucili nogi i wznowili patrol.
A
kiedy skończyli, Hopper wrócił do domu i położył swoje ciało na pustym łóżku.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️. Ta kobieta jest dziwna 🥴
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję.❤ Lanie ma duży bałagan w głowie i jest pełna sprzeczności. Jej decyzję są dla mnie nie zrozumiałe. A tak z ciekawości bo nie pamiętam to czy Hop się rozstał z tą swoją poprzednią starą ?
OdpowiedzUsuńTa. Mitzi czy jakoś tak, zawsze mi się wydawało, że on ma dzieci. Może się mylę. No jest kobita oderwana od rzeczywistości... Pomyśl ona tego swego krasnala popchnęła w to co robił bo nie umiał jej powiedzieć nie. To dla mnie mówi wszystko co trzeba...Z drugiej strony może Hop umie mówić nie🤪
UsuńOboje siebie warci XD
UsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń