piątek, 13 sierpnia 2021

4 - Daj mi szansę

 

ROZDZIAŁ 4

Daj mi szansę

 

 

Łóżko poruszyło się.

A dokładniej: Hop poruszył się w łóżku i obudziłam się.

Mając zamknięte oczy, zauważyłam, że spaliśmy na łyżeczki. Czułam klatkę piersiową Hop’a na plecach; jego ręka była ciężka na mojej talii i miał jedno kolano wepchnięte w obie zgięte nogi.

Wszystko to było miłe, ale jego kolano było najprzyjemniejsze. Było wepchnięty między moje nogi, więc jego udo spoczywało ciepłe i twarde, przy moim cieple.

Moją pierwszą myślą było otarcie się o jego udo.

Moją drugą myślą było to, że zapomniałam, jak cudownie było obudzić się obok ciepłego ciała przytulającego mnie.

Moja trzecia, znacznie rozsądniejsza myśl dotyczyła tego, jak do diabła mam się stamtąd wydostać.

Ta myśl wyleciała z mojej głowy, kiedy znów się przesunął, i poczułam jego usta na moim ramieniu, gdzie mnie pocałował, a potem poczułam, jak jego ciało delikatnie się odsuwa.

Delikatnie i ostrożnie, poruszając się powoli, jego ręka dotknęła skóry na moim biodrze, odsłoniętej przez podwiniętą koszulkę.

Poza tym było jasne, że myślał, że śpię i robił wszystko, co mógł, żeby mnie nie obudzić.

To było niestety to, z czego zdałam sobie sprawę, czym był Hop. Kładł mnie do łóżka. Całował moje włosy, czoło, skroń lub ramię, miękko i słodko za każdym razem, gdy mnie opuszczał. I poruszał się ostrożnie, żeby mnie nie obudzić.

Co gorsza, najwyraźniej myślał, że śpię.

Jednak zanim mnie opuścił, pocałował mnie.

Ten gest nie liczył się nawet jako próba zdobycia dodatkowych punktów, bo myślał, że śpię, a nadal to robił.

Nie chciałam więcej potwierdzać wiedzy, której starałam się nie przetwarzać i żałowałam, że ją mam.

Więc wepchnęłam to w tył głowy.

Potem, gdy leżałam sama w jego łóżku, udając sen, powróciły do mnie wydarzenia poprzedniego wieczoru. To zmusiło mnie do niemałego sennego wysiłku, aby nie przetwarzać faktu, że poprzedniego wieczoru dowiedziałam się, że twardziel motocyklista troszczy się o mnie i dzięki temu miał na mnie oko, uratował mnie przed zgwałceniem, zatroszczył się o mnie, czemu odmówiłam uznania, a potem dał mi cztery orgazmy, zanim pozwolił mi zasnąć w swojej koszulce.

Wymagało to wiele wysiłku, co bez kawy było prawie niemożliwe. Dlatego usłyszałam spuszczanie wody, zanim zdałam sobie sprawę, że powinnam była skorzystać z okazji, kiedy Hop był w łazience, żeby się ubrać i wydostać się stamtąd w cholerę.

To była teraz kwestia sporna, ponieważ poczułam jego obecność w pokoju tuż przed tym, jak usłyszałam pukanie do drzwi.

Napięłam się.

Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział, że tam jestem.

Kochałam Ty-Ty. Była moją rodziną przez długi czas – prawdziwą rodziną, prawdziwą rodziną, taką, jaką wybierasz, a nie taką, jaką los wybiera dla ciebie. Tack i chłopcy powitali mnie, kiedy powitali Tyrę. Poszli na wszystko, żeby chronić Elliotta i mnie, zwłaszcza Tack. Kiedy wróciłam do Denver, złożył mnie w ramiona Chaosu. Dorastając blisko country klubu z ojcem bankierem i zamożną matką księżniczką z Południa, nie spodziewałam się, że będę czuła się dobrze w łonie tej konkretnej rodziny. Ale jeśli Chaos cię adoptował, tak jak oni to zrobili, nie można było nie czuć się komfortowo.

Więc nie chciałam, żeby ktoś dowiedział się, że Hop i ja się złączyliśmy. Nawet jeśli to się skończyło (coś, co powiedziałabym mu ponownie, kiedy byśmy rozmawialiśmy), to nie była niczyja sprawa. Miałam agencję do prowadzenia. Miałam pracowników i klientów, którzy na mnie polegali. Przydarzyło mi się coś, czego nie do końca rozumiałam i nie miałam siły by znaleźć sposób na zrozumienie. Nie musiałam zajmować się jakąkolwiek reakcją, jaką miałby ktokolwiek, zwłaszcza Tyra i Tack, gdyby dowiedzieli się o mnie i Hop’ie.

Nie, nie mogłam sobie poradzić.

Więc nie chciałam być w sytuacji, w której musiałabym.

„Bracie…” - usłyszałam, jak Hop wita się cicho z kimkolwiek - „…to nie jest dobry czas. Porozmawiamy później.”

Z porozumiewawczym uśmiechem w jego głosie usłyszałam odpowiedź - „Masz tam cipę?”

Ten głos, który znałam. High, jeden z braci. Lubiłam High’a, nawet jeśli był mniej przystępny i pogodny niż niektórzy inni faceci. Zawsze był dla mnie miły.

Ale na jego słowa moje ciało napięło się. „Cipa” było jednym z niezbyt miłych słów, które faceci używali w odniesieniu do kobiet, tak niemiłym, że nienawidziłabym tego, jak każda kobieta.

„Lubisz swój nos taki, jaki jest?” - Hop warknął, a moje oczy otworzyły się, żeby mogły mrugnąć.

Mówił cicho, myśląc, że śpię.

Teraz był wyraźnie wkurzony w taki sposób, że było jasne, że nie obchodzi go, czy mnie obudzi.

„Powtórz?” - zapytał High. W jego tonie już nie było uśmiechu. Wydawał się być zaskoczony.

Nie, w szoku.

„Jak lubisz swój nos taki jaki jest, bracie, zamknij swoje pieprzone usta” - ostrzegł Hop.

Spotkało się to z milczeniem.

Hop przerwał ciszę - „To, że nie odchodzisz, mówi mi, że masz coś do powiedzenia. Powiedz to. Mam gówno do zrobienia.”

„Tug i Roscoe byli wczoraj na patrolu” - oświadczył High. Patrol?

„I?” - podpowiedział Hop.

„Trzy z nich na rogu Broadwayu i Missisipi.”

Wpatrywałam się w poduszkę niespokojnie i z pewnym zmieszaniem, ponieważ nie wiedziałam, co oznaczają te słowa, ale poczułam wrogą falę przetaczającą się przez pokój.

„Benito umieścił trzy suki na czteropasmowej drodze prowadzącej do serca miasta?” - zapytał Hop, jego głos ociekał niedowierzaniem, które było mniejszym niedowierzaniem, a większą nadzieją, że High powie mu, że żartował.

„Kutas ma jaja” - odpowiedział High, co uznałam za potwierdzenie.

„Chryste” - mruknął Hop.

„Tug mówi, że ich wyparli, ale te suki wiedzą, że nie stłuczemy ich, więc nie czują z naszej strony niebezpieczeństwa. Oznacza to, że się nas nie boją. Boją się Benito. A wiesz, że to oznacza, że Benito jak wyśle ich na róg Chaosu, wrócą” - stwierdził High - „Tack jest na górze, schodzi w dół. Kiedy Roscoe zgłosił się do niego, Tack zadzwonił do mnie. Ty i ja jesteśmy dziś wpisani na patrol. Jak znajdziemy cipę, potrzebuje nas, abyśmy wydali mocniejsze oświadczenie niż mogą zrobić Tug i Roscoe.”

O jej.

Co to oznaczało?

„Porozmawiaj z Dogiem lub Brick’iem. Mam coś na dzisiaj” - powiedział Hop i zamknęłam oczy.

„Tack  chce ciebie. Masz sposób na cipy” - odpowiedział High i wcale mi się to nie podobało, więc mocniej zamknęłam oczy.

„Porozmawiaj z Dogiem lub Brick’iem, High. Mam coś na dzisiaj” - powtórzył Hop niskim i niecierpliwym głosem.

Spotkało się to z kolejną długą ciszą. Następnie - „Porozmawiam z Dogiem lub Brick’iem”.

„Zobowiązany” - mruknął Hop i usłyszałam kliknięcie drzwi.

Chwilę później łóżko poruszyło się, gdy Hop wrócił do niego.

Jego ciało przesunęło się obok mojego, wyginając się, jego ręka znalazła zwinięty koniec koszulki i przesunęła się w górę mojej skóry, w kierunku mojej piersi.

Moje ciało napięło się.

Jego palce zacisnęły się wokół mojej piersi - ciepłe, zaborcze.

Słodkie.

Zacisnęłam usta.

Poczułam, że znowu się przesuwa, zanim poczułam jego wąs przy uchu.

„Mała, wiem, że nie śpisz”

Nic nie powiedziałam i dalej udawałam sen.

Hop przycisnął się bliżej - „Lady, śpisz luźno, a jesteś spięta. Wiem, że nie śpisz.”

Nie otwierałam oczu, ale zapytałam - „Kim jest Benito?”

Jego palce wokół mojej piersi zacisnęły się mocniej, zanim rozluźniły się, a jego ręka przesunęła się do mojej klatki piersiowej. Jego ciało odsunęło się od mojego i znalazłam się na plecach, ponieważ jego ręka na mojej klatce piersiowej tam mnie nacisnęła.

Potem jego ręka wysunęła się z koszulki, gdy przewrócił się na mnie. Otworzyłam oczy w chwili, gdy jego palce wsunęły się w bok moich włosów, a jego kciuk pogładził mi skroń.

Rano wyglądał dobrze, jego zarost wokół wąsów był gęsty i ciemny, a oczy wciąż nosiły ślady snu.

Nie wspominając o tym, że czułam miło kciuk w mojej skroni.

Uch!

„Po pierwsze…” - zaczął cicho - „…dzień dobry.”

„Dzień dobry” - odpowiedziałam, po czym zapytałam ponownie - „Kim jest Benito?”

Uśmiechnął się, zanim jego głowa pochyliła się bliżej, a jego usta musnęły moje.

To też było miłe.

Z drugiej strony zawsze było.

Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy, gdy mruknął - „Ona zaczyna od razu, nawet nie czekając na kawę.”

„Kim jest Benito?” - powtórzyłam.

Studiował mnie.

Potem powiedział - „Chcesz tego, mała, masz to.”

Jego ręka przesunęła się, by objąć moją szczękę i czekałam, ale nie długo.

„W zależności od brata, ich starsze panie mogą wiedzieć lub nie. Jeśli tak, to nie mówią. Ani innym braciom, ani sobie nawzajem. Jeśli chodzi o ciebie, to, co usłyszałaś, było niefortunne. Otworzyłem drzwi, żeby pozbyć się tego, kto za nimi stoi, i zrobiłem to nago, więc nie mogłem wejść do holu. To gówno się nie powtórzy. Poza tym, co słyszałaś, nie będziesz wiedziała.”

Nie było to wiele zdań, ale i tak było sporo do omówienia.

„Nie jestem twoją starszą panią” - oświadczyłem.

Uśmiechnął się i zapytał - „Nie jesteś?”

„Nie” - stwierdziłem stanowczo.

„W mojej koszulce, w moim łóżku, po nocy, w której mój zapas prezerwatyw zmniejszył się o trzy, lady, śmiem wątpić” - odpowiedział.

„Więc to jest to, czego potrzeba? Koszulka i seks?” - zapytałam, unosząc brwi.

„Nie” - odpowiedział, jego głos stał się głębszy, a jego kciuk gładził słodko po mojej szczęce - „Teraz Słonko, skoro nadszedł czas, abyś mnie poznała, więc poznasz mnie.”

O jej.

Zanim zdążyłam zaprotestować, szedł dalej.

„Mam zasady dla kobiet, które zabieram do łóżka. Nie śpię. Nigdy nie obudziłem się z kobietą. To wysyła złą wiadomość. Naprawdę nie daję jebanej koszulki. Suki roszczą sobie koszulki. Nie muszę ubierać połowy Denver.”

„Czy tyle…” - zawahałam się, zanim powiedziałam z naciskiem - „…suk miałeś? Połowa Denver?”

„Obchodzi cię to?” - odpalił natychmiast.

„Nie” - skłamałam.

„Kłamczucha” - wezwał mnie do tego.

Zamknęłam usta.

Uśmiechnął się delikatnie, ale otworzył swoje - „Ty, mała, możesz mieć moją koszulkę.”

Przewróciłam oczami.

Kiedy spojrzałam na niego, nie uśmiechał się. Szczerzył się.

„W twoim przypadku chodzi o oczy sypialni. Jebane świetne włosy. Długie nogi. Ciasna, słodka cipka, która jest tak cholernie mokra, przysięgam na Chrystusa, za każdym razem, gdy ją mam, nie wiem, czy mam w niej chować twarz, czy kutasa. Twoje perfumy na moich prześcieradłach. Sposób, w jaki na mnie patrzysz, kiedy kładę cię do łóżka, jakbym dawał ci diamenty, coś cennego, coś, co chcesz zachować, coś, czego chcesz na zawsze. Kobieta taka jak ty może dostać diamenty, po prostu kiwając palcem, więc kobieta taka jak ty nie powinna uważać, że mężczyzna tulący cię do łóżka jest czymś cennym. Ale ty tak uważasz. Chodzi też o to, że mówisz mi, że nie zabierzesz tam ze mną, ale jak całuję cię, rozpalasz się. Niektórzy mężczyźni lubią grę. Inni lubią wyzwania”. - jego uśmiech się poszerzył - „Znalazłaś mężczyznę, który lubi wyzwania.”

Świetnie – mruknęłam, a jego uśmiech nie zachwiał się.

On też nie skończył.

„Chodzi też o to, że mówisz mi, że za mną tęsknisz i, lady…” - powiedział szybko, kiedy otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć - „…nie zaprzeczaj. Powiedziałaś to. Tak myślałaś. Dowiesz się, że nie możesz mnie oszukać, ale powiem tylko, że na wypadek, żeby to zapadło wcześniej, nie możesz mnie oszukać. To wszystko może nie wystarczyć innemu bratu, ale, mała…” - lekko wzruszył ramionami - „…mi to wystarczy.”

„To szaleństwo” - powiedziałam mu.

„Lanie, jestem członkiem klubu motocyklowego. Jestem przyzwyczajony do ludzi z tamtego świata, którzy myślą, że mam nierówno pod sufitem. Nie przejmuję się też, że myślą w ten sposób.”

Dał mi to, moje otwarcie, więc wskoczyłam na niego - „Więc masz w dupie, że ja tak myślę?”

Znowu się uśmiechnął - „Szczerze mówiąc? Teraz nie. Nie myślisz trzeźwo, więc myślisz w ten sposób z tak pomieszaną głową, jak masz?” - potrząsnął głową - „Gówno mnie obchodzi, że tak myślisz”.

„Moja głowa nie jest pomieszana” - oznajmiłam, a jego uśmiech stał się większy i tak blisko, rano, bardziej seksowny.

Uch!

„Mała”

To wszystko, co powiedział.

Czas by iść naprzód.

„W moim rozumieniu starsze panie odgrywają nieco wyższą rolę w waszym świecie. Nie tak wysoko, ponieważ twoja struktura obejmuje bractwo na górze, motory pod tym, życie i jazdę na wolności oraz, być może, starsze panie, jeśli ktoś miał szczęście, pod tym” - stwierdziłam - „Kobiety w twoim świecie muszą pracować na to stanowisko, czego nie ja robiłam ani nie zamierzam robić. Ty i ja jesteśmy kumplami do pieprzenia. Albo byliśmy.”

Uniósł brwi - „Byliśmy?”

„To się kończy dziś rano” - oświadczyłam, na co natychmiast odrzucił swoją przystojną głowę o zarośniętych szczękach i wybuchnął śmiechem tak mocno, że wstrząsnął mną i łóżkiem.

„Czy uważasz, że jest coś zabawnego?” - zapytałam zirytowana jego śmiechem.

Również poprzez swój śmiech skupił się na mnie i przemówił.

„Tak Słonko. Wskazówką jest to, że się śmieję.”

Spojrzałam gniewnie i stwierdziłam, że skończyłam z naszą rozmową. Dlatego podniosłam ręce do jego ramion i popchnęłam.

Nie dało to żadnego efektu poza tym, że opuścił głowę, ukrył twarz w mojej szyi i dalej się tam śmiał.

Wpatrywałam się w sufit, starając się nie myśleć o tym, jakie to miłe uczucie.

Jego wesołość zmieniła się w chichot, więc zdecydowałam, że czas znów się odezwać.

„Zejdź ze mnie, Hopper. Jadę taksówką do samochodu i jadę do domu.”

Podniósł głowę, uśmiechnął się do mnie, a potem potrząsnął głową - „Nie, nie jedziesz. Porozmawiamy, wszystko wyjaśnimy, potem się popieprzymy, a potem zabieram cię na śniadanie.”

„To mogą być twoje plany na dzisiejszy poranek, ale nie są moje.”

„Są twoje.”

Nic nie powiedziałam, głównie dlatego, że to, że cokolwiek mówiłam, a Hop się nie zgadzał, było zarówno frustrujące, jak i irytujące i nie zrobiłam tego ponownie.

Problem polegał na tym, że nie mogłam mu się sprzeciwić, nie mogłam zrobić tego, co chciałam, ponieważ nie mogłam też go od siebie odsunąć.

„Hopper, złaź” - rozkazałam.

„Nie.”

„Złaź”

„Mała, nie.”

Znowu tam byliśmy, tam i z powrotem.

Frustrujące i denerwujące.

Pchnęłam go mocno w ramiona i warknęłam - „Złaź!

Przycisnął się do mnie, jego twarz zbliżyła się, a ja znieruchomiałam, bo nagle wyglądał poważnie.

„Jesteś Cherry, więc zostałaś wpuszczona, mała, ale nie myśl przez jedną pieprzoną sekundę, że obserwowanie Klubu pozwala ci dowiedzieć się, co dzieje się w głowie brata, w jego domu lub w jego łóżku. Któregokolwiek z nas” - zaczął.

Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że wstrzymałam oddech.

„To powiedziawszy” - ciągnął - „to gówno, które wyrzuciłaś na temat tego, co rozumiesz o kobiecie brata, jest bardziej dowodem na to, że twoja głowa jest kompletnie popieprzona, ponieważ część z tego jest wybiórcza, a reszta jest pokręcona i wiesz o tym.”

Nienawidziłam tego przyznać, ale miał rację.

Następnie przeforsował swój punkt widzenia.

„Nie możesz leżeć pode mną po oglądaniu Tacka z Cherry przez osiem cholernych lat i mówić mi, że jego bracia, jego motor i życie na wolności znaczy dla niego więcej niż żona i, dodam, jego pieprzone dzieci. To, wiesz całkowicie, jesteś tego świadkiem, czujesz to. To twoja dziewczyna. Wiesz, co ona ma. Widziałem, jak śmiejesz się z Sheilą, która jest słodka jak cukier, ale to nie znaczy, że wzięłaby gówno od każdego mężczyzny. Ona przyjmuje to dobrze od Doga, wiesz o tym, więc wiesz, że te bzdury, które wyszły z twoich ust, nie pasują również do Doga. Widziałem też, że siedzisz blisko Brick’a, widzisz go, gdy jedna z jego suczek go kaleczy, więc wiesz, że ma gówniany gust, ale kiedy je wpuszcza, otwiera się, żeby mogły kopać głęboko.”

To wszystko też było prawdziwe.

Bardzo prawdziwe.

Hop kontynuował - „Inne kluby mogą dotyczyć braci, motocykli, hulanek. Kiedy popatrzysz na naszego lidera, wiesz dokładnie, o co chodzi w tym Klubie. Więc nie kłam i nie mów mi, że wiesz inaczej.”

Oczywiście trafił w sedno i niestety miał rację, ja się myliłam, bardzo się myliłam, a co gorsza, strasznie się z tym czułam.

Tak straszne, że nie mogłam tego wytrzymać. Było sprawiedliwe przyznać, że się myliłam.

„Nie powinnam była tego mówić.”

„Nie, nie powinnaś” - odpowiedział.

„Cóż, przepraszam, że to powiedziałam, bo masz rację. Wiem, że to nieprawda” - powiedziałam - „Nie z Chaosem.”

„Chciałem pozwolić temu kłamać, widząc, że twoja głowa jest popieprzona, ale ciągle ze mną walczysz, musiałem to podkreślić” - odpowiedział Hop.

Dobra, zaczynałam czuć się mniej okropnie i bardziej zirytowana.

„Chciałabym poprosić, żebyś przestał mi mówić, że moja głowa jest popieprzona.”

„Pozwól, że pomogę ci to naprostować, a przestanę ci to mówić” - odparł.

Zacisnęłam zęby.

Potem uwolniłam je, by powiedzieć - „Hop, ciągle ci mówię, że to się nie stanie.”

„I Lanie, wskazówka, nie pozwolę, żeby to się nie stało.”

Moje serce zaczęło mocno bić i zatoczyłam pełne koło.

„Kim jest Benito?” - zapytałam.

„Mówiłem ci, że wiesz tyle, ile chcesz wiedzieć o Benito.”

„Kim jest Benito?” - powtórzyłem.

„Mała…”

„Kim jest Benito?”

„Lanie…”

„Kim jest Benito?”

Jego brwi złączyły się - „Cholera, lady…”

Nagle głośno i przeraźliwie wrzasnęłam mu w twarz - „Kim jest Benito?

Hop był idealnie nieruchomy na mnie, ale jego oczy stały się skupione, czujne, zaniepokojone, gdy jego palce zacisnęły się na mojej szczęce.

„Kim jest Benito, Hop?” - zapytałam.

„Mała, proszę, oddychaj głęboko, uspokój się i bądźmy cicho przez kilka sekund. Uspokoisz się, przyniosę kawę i porozmawiamy.”

„Odpowiedz na moje pytanie” - zażądałam.

„Lanie…”

„Boże!” - krzyknęłam. Nie mogąc go zrzucić, przyciągnęłam się, wypchnęłam i, cudem cudów, uwolniłam, więc gramoliłam się po łóżku.

Hop sięgnął po mnie, ale zatrzymał się, kiedy to zrobiłam, na kolanach w jego łóżku metr od niego. Bez wahania moje ręce powędrowały do jego koszulki i szarpnęły. Odrzuciłam ja na bok, więc w swoim łóżku widział mnie w niczym prócz w pary malusieńkich, czarnych koronkowych majtek.

Nie zawahałam się wyciągnąć ręki i chwycić go za nadgarstek, przyciągając go do siebie i rozpłaszczając jego dłoń na bliźnie pod moją piersią.

Pochyliłam się i przypomniałam mu - „Miałam mężczyznę, Hop, który robił niebezpieczne rzeczy i mi nie powiedział.”

W jego rysach pojawiło się zrozumienie. Przysunął się, podnosząc się na kolana, a jego oczy utkwiły we mnie. Były zbolałe, zmartwione, zaniepokojone i zauważyłam to, gdy szepnął - „Lady”.

Szarpnęłam jego dłonią do okaleczonej skóry na brzuchu.

„Chcesz zgadnąć, jak dużą fanką jestem tego, by pozwolić jakiemukolwiek mężczyźnie być w moim życiu, a potem znowu chcesz zgadnąć, jak dużą fanką jestem tego, że wpuszczę mężczyznę, który żyje niebezpiecznie?” - potrząsnęłam głową i nie dałam mu szansy na rozmowę - „Nie kłopocz się. Powiem ci.” - przycisnęłam jego dłoń do mojego ciała - „To się nie stanie.”

Przysunął się bliżej, jego wolna ręka przesunęła się do mojego biodra i dookoła. Poczułam ciepło jego ciała, gdy delikatnie przyciągnął moją klatkę piersiową do swojej, a jego podbródek opadł, by utrzymać moje oczy.

„Nie żyję niebezpiecznie, Lanie” - powiedział cicho.

„Kim jest Benito?” - powtórzyłam jeszcze raz.

Zamknął usta i zacisnął szczękę.

Zamknęłam oczy i odwróciłam głowę.

Wyciągnął rękę z mojego uścisku i uniósł ją, by owinąć się wokół mojej szczęki, zmuszając mnie do stawienia mu czoła, aby znów mógł uchwycić moje oczy.

Kiedy wykonał to zadanie, powiedział cicho - „Nigdy nie pozwoliłbym, żeby coś cię skrzywdziło.”

Moja odpowiedź nie była cicha - „Nie wierzę ci.”

„Daj mi szansę, żebym ci to udowodnił” - poprosił.

„Nie” - odpowiedziałam. Jego ręka ześlizgnęła się z mojej szczęki, w górę i w tył, więc jego palce przesunęły się w moich włosach, nawet gdy jego twarz zanurzyła się bardzo blisko, jego oczy przeskanowały moje rysy, zanim przylgnęły do moich.

„Lanie, mała, widzę to, czego ty nie możesz. To gówno pożera cię żywcem.”

„Dobrze. Przynajmniej to gówno to towarzystwo” - warknęłam i patrzyłam, jak się krzywi.

Otrzeźwiał i stwierdził - „Musisz się tego pozbyć. Wpuść mnie. Pozwól, że pomogę ci się go pozbyć.”

„Nie ma mowy.”

Jego ręka wsunęła się z powrotem w moje włosy, delikatnie zaciskając pięść i wiedziałam, co to znaczy.

Nie pozwolił mi się ruszyć. Nie zamierzał uwolnić moich oczu.

Zrozumiałam dlaczego, kiedy przyznał - „Wczoraj wieczorem mnie nie słyszałaś”.

To wyszło znikąd, zaskoczyło mnie, więc zapytałam - „Co?”

„Znam tę historię. Kurwa, mała, wszyscy znają.”

„O czym mówisz?”

„Postawiłaś się przed nim. Facet, który wywiercił w tobie dziury, którego znaleźli gliniarze, myślał, że może złagodzić swój wyrok, mówiąc, że nie byłaś celem. Nie poszedł tam, żeby cię skrzywdzić. Nie chciał cię tknąć. Na pewno nie wpompować w ciebie pocisków. Mówił, że po pierwsze rzuciłaś się przed Belovę, a po drugie, Belova użył cię jako tarczy.”

Na jego słowa szarpnęłam się gwałtownie w jego ramionach.

To sprawiło, że upadłam na plecy z nim na sobie, jego ręka wciąż w moich włosach, jego oczy wciąż mnie więziły.

„Nie, żeby to gówno kiedykolwiek znowu się rozpadło, ale szczęście się psuje. Jeśli tak, nie ma mowy, mała. Nie ma mowy, żebyś była moją tarczą.”

„Zejdź ze mnie” - syknęłam.

„W żadnym wypadku nie pozwoliłbym ci się narazić na kulę dla mnie.”

„Złaź!” - warknęłam.

„Nie ma mowy, żebym pozwolił ci postawić się na drodze czegokolwiek dla mnie.”

Złaź!

Nie zszedł.

Mówił dalej.

„To jest punkt, który staram się poruszyć. Jeśli gówno wiesz, gówno czujesz. Oddychaj spokojnie, jeśli zaryzykujesz ze mną. Co robię, robię. To, co robi klub, on robi. Nauczysz się ufać mi, braciom, Tackowi. Nie użyję cię jako tarczy. Ja jestem cholerną tarczą i nie mówię o kulach, bo takie gówno nie dotyka naszych starszych pań. Nigdy. Mówię o dupkach z monster truckami. Mówię o klubowych sprawach, życiu, każdej sekundzie życia, każdym oddechu, który bierzesz. Kiedy dasz mi szansę, twoim największym zmartwieniem będzie polanie się 7Up.”

„Nie możesz tego obiecać” - powiedziałam mu.

„Tak, mogę” - powiedział mi.

„Myślisz, że Tack obiecał to Tyrze, zanim ją zabrali i pocięli, aż się prawie wykrwawiła na śmierć?”

Jego twarz stała się łagodna, a jego głos był ostrożny, ale czuły, kiedy odparł - „Myślę, że nie chcesz tam iść, ponieważ to nie Tack naraził Tyrę.”

Nadeszła moja kolej, by zacisnąć szczękę i nie mogąc odwrócić głowy, mocno zacisnęłam oczy.

Miał rację, to Elliott to zrobił, a przez Elliotta ja.

„Lady, spójrz na mnie” - rozkazał delikatnie Hop.

Otworzyłam oczy.

„Daj mi szansę” - szepnął.

„Nie” - odszepnęłam.

„Daj mi szansę” - powtórzył.

„Nie” - powtórzyłam też.

„Mała” - jego usta opadły na moje, ale jego oczy nie pozwoliły mi odejść - „Chryste, błagam cię, wpuść mnie. Pozwól mi sobie pomóc. Wpuść mnie, żebym mógł rozwiązać to gówno, które nakręciłaś w sobie.”

Spojrzałam mu w oczy.

Potem wcisnęłam głowę w poduszki. Odebrał moją wiadomość, odsunął usta od moich, a ja ogłosiłam - „Stanęłam przed tymi kulami”.

Poczułam, jak jego ciało drży, a potem znieruchomiał.

Nie skończyłam.

„On mi pozwolił” - podzieliłam się.

Zamknął oczy i mruknął - „Pieprz mnie, Lanie”.

„Spójrz na mnie, Hopper.”

Otworzył oczy i Boże, Boże, były tak intensywne, że aż cud, że nie wypaliły we mnie dwóch dziur.

„Nie dam ci szansy” - oświadczyłam - „Nikomu nie dam szansy.”

Jego oczy zaczęły płonąć w inny sposób.

„Gdyby żył, to bym go, kurwa, zabił.” - uciął.

„W takim razie dobrze, że nie żyje. A teraz zejdź ze mnie” - odpowiedziałam.

„Siedem lat, Lanie, trzymałaś tego potwora w środku i, powtarzam, zjada cię żywcem.”

„Znam tego potwora, Hop, rozumiem go” - trochę skłamałam. Znałam go wcześniej. Odkąd zaproponowałam się Hop’owi przy pieczeni wieprzowej, zachowywał się nieprzewidywalnie - „To świat na zewnątrz jest tym, którego nie rozumiem” - dokończyłam i to była szczera prawda.

„W takim razie wejdź w Chaos, Lanie. Nasz świat jest prosty. Nie masz nic do zrozumienia poza rodziną.”

Boże! Na wszystko miał odpowiedź.

„Proszę posłuchaj mnie. To się nie wydarzy” - podkreśliłam.

Zamilkł.

Ja też.

Zakończył milczenie.

„Przekonam cię” - oznajmił.

„Nie, nie zrobisz tego” - zaprzeczyłam.

„Jak mnie nie wpuścisz, włamię się, wślizgnę, zrobię napad” - obiecał.

„Nie wejdziesz” - zaprzeczyłam.

Znowu się zamknął i spojrzał na mnie.

Po długich chwilach obserwowałam, jak nagle, dziwnie i przede wszystkim przerażająco, zobaczył we mnie coś, co rozjaśniło jego twarz.

Nie sądziłam, że to dobrze.

Dowiedziałam się, że mam rację.

„Zdradzę ci sekret, mała, i pomyśl o tym” - powiedział mi.

Nie zamierzałam o niczym myśleć.

„Hop… zejdź… ze mnie…” - warknęłam.

Jego ciało przycisnęło się do mojego, żeby mógł podnieść ręce i objąć moją twarz.

Już jestem w środku. Muszę tylko poczekać, aż ty zdasz sobie z tego sprawę.”

To niestety było przerażające stwierdzenie, bo niestety podejrzewałam, że się nie mylił. Pogłębiając moje nieszczęście, wyczytał to w mojej twarzy, co oznaczało, że wiedział lub nauczył się mnie czytać.

To nie było dobre.

W ogóle.

Ukrywając swój dyskomfort, poradziłam - „Nie ciesz się tak szybko.”

Opuścił głowę, dotknął ustami moich, a potem uniósł się, przesuwając się, by umieścić przedramiona w łóżku po moich bokach - „Chcesz, żebym zabrał cię z powrotem do twojego samochodu?”

„Nigdy w życiu” - odpowiedziałam.

Jego usta drgnęły.

Potem zapytał - „Chcesz, żebym poprosił jednego z chłopców, żeby to zrobił?”

„Absolutnie nie” - odpowiedziałam.

Jego usta wykrzywiły się.

„Chcesz się pieprzyć naprawdę szybko przed wyjazdem?”

Nie chciałam „naprawdę szybko się pieprzyć”. Właściwie chciałam się pieprzyć bardzo wolno.

Nie powiedziałam mu tego.

Zażądałem - „Zejdź ze mnie”.

Zjechał ze mnie.

Starałam się nie czuć rozczarowania i potoczyłam się w drugą stronę.

Gdy pospiesznie się ubierałam, poinformowałam go - „Kradnę twoją koszulkę, ponieważ zepsułeś mi bluzkę”.

„Kupię ci nową” - powiedział z łóżka.

„Nie kłopocz się” - mruknęłam, po czym poczułam, że ważne jest, aby to zauważyć - „I nie kradnę twojej koszulki, bo jest twoja.”

Nadeszła jego kolej, by mamrotać, a kiedy to zrobił, wymamrotał - „Racja.”

„Nie dlatego” - oświadczyłam, zapinając spódnicę.

„Wierzę ci, lady” - stwierdził, jakby absolutnie nie wierzył.

Postanowiłam to odpuścić i wydostać się stamtąd.

Trzymając sandały w dłoni, podeszłam do jego dżinsów na podłodze i wyjęłam telefon, zanim przeniosłam się do torebki w jego fotelu. Chwyciłam ją i boso podeszłam do drzwi.

Zrobiłam to z zamiarem odejścia, nie patrząc na niego.

Tak jak on, kiedy mnie zostawiał, nie patrzył na mnie.

Tak byłam skupiona, że nie pomyślałam, kiedy zawołał moje imię, kiedy byłam przy drzwiach, i spojrzałam na niego.

Leżał nagi na łóżku, na łokciu, z głową w dłoni, patrząc na mnie, wyglądał tak niesamowicie, że absolutnie nie miałam pojęcia, jakim cudem nie odrzuciłam swoich rzeczy na bok, nie przebiegłam przez pokój, nie zrobiłam skoku, by dołączyć do niego.

„Do zobaczenia dziś wieczorem” - stwierdził. Moja głowa drgnęła, ponieważ byłam skupiona na swoich myślach, więc jego słowa były zaskoczeniem.

„Co?” - zapytałam.

„Do zobaczenia dziś wieczorem” - powtórzył.

W końcu udało mi się ogarnąć i dlatego mogłam skłamać - „Jestem wieczorem dziś zajęta.”

Nic nie powiedział.

„Więc cię nie zobaczę” - kontynuowałam.

„Zobaczysz mnie” - oświadczył, a moje oczy zwęziły się na niego.

„Hop…”

„Tack schodzi z góry, lady. Chcesz odejść, zanim on tu dotrze, albo wszyscy chłopcy w pobliżu wstaną, lepiej się pospiesz” - poradził.

Cholera!

„Uważaj na High’a” - ciągnął Hop - „Jest ciekawski, więc będzie się czaił.”

Podwójnie cholera!

„Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym zabrał cię do twojego samochodu? -zapytał.

„Nie chcę niczego od ciebie” - odpowiedziałam.

Uśmiechnął się.

Spojrzałam.

Trwało to przez jakiś czas, zanim zapytał - „Kochanie, jak niczego ode mnie nie chcesz, dlaczego stoisz w moim pokoju i patrzysz na mnie?”

Uch!

„Nie patrzę, tylko wpatruję się” - sprzeciwiłam się.

„To, co robisz, to czepianie się kłótni, która dawno się skończyła, bo nie chcesz mnie zostawić” - odpalił.

Boże.

Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie, otworzyłam drzwi i wystrzeliłam przez nie.

Nie zatrzasnęłam ich.

Szłam tak cicho, jak tylko mogłam, przez Kompleks, dzwoniąc po taksówkę i zmierzając do drzwi. Następnie jak najszybciej przeszłam przez dziedziniec Ride, zamawiając taksówkę. Na koniec usiadłam na ławce na przystanku autobusowym przecznicę dalej, żeby poczekać na taksówkę, i czekając, włożyłam sandały moje, na teraz brudne, stopy.

A zrobiłam to wszystko nie myśląc, że nie mogę się doczekać zobaczenia Hop’a tej nocy.

Nie, nie myślałam o tym.

Zdecydowanie o tym nie myślałam.

Absolutnie nie.

Chociaż tak było.

Cholera.


 

9 komentarzy:

  1. Jezu 😐 ustała przed tym dupkiem robiąc za tarczę i on jej pozwolił 😢 żałosny nędzny łysy gnom 👿 Hop błaga 🥺 pytanie czy ona jest tego warta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda kobieta jest tego warta ....ciekawie czy wystarczy mu cierpliwości

      Usuń
    2. Kobieta, która zasłania mężczyznę swoim ciałem jest tego warta. Wiesz, że jeśli ją zdobędziesz, jej lojalność, yo do śmierci.

      Usuń
  2. Dziękuję słoneczko ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za kolejny rozdział. NO i tradycyjnie dalej buduje mór wiedząc że i tak przegra walkę. Ma on rację że na nia naciska bo jak nie będzie to ta ucieknie.
    Wie że go chce ale uparta jest jak osioł.
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń