sobota, 28 sierpnia 2021

15 - Wejdź do środka

 

ROZDZIAŁ 15

Wejdź do środka

 

 

 

Następnego dnia…

„Hop, proszę, zadzwoń do mnie. Byłam idiotką. Nie powinnam była robić tego, co zrobiłam. Obiecuję, że zajmę się moim dramatem. Obiecuję, Hopper. Przysięgam.” - wzięłam głęboki oddech - „Musimy to omówić, Słonko. Proszę, zadzwoń do mnie” - błagałam do telefonu.

Dodałam tę wiadomość w nocy, ale to była moja trzecia wiadomość głosowa tego dnia.

W pracy położyłam telefon na biurku, zignorowałam ostrożne wibracje pochodzące od personelu w moim biurze, o których wiedziałam, że są spowodowane przeze mnie i próbowałam zająć się pracą.

Ale nie mogłam przestać myśleć o Hop’ie. Co zrobiłam, co powiedział, jak to naprawić. Nie trzeba dodawać, że nic nie zrobiłam.

Kilka godzin później zadzwoniłam do niego i zostawiłam kolejną wiadomość głosową.

Kilka godzin później, przed pójściem spać, zadzwoniłam do niego ponownie, ale ponieważ nie odbierał, odłożyłam słuchawkę.

Jutro.

Spróbuję ponownie jutro.

Położyłam się do łóżka.

Nie spałam.

*****

Trzy dni później…

Wiem, że jesteś zły, kochanie, ale PROSZĘ, zadzwoń do mnie. Muszę przeprosić cię twarzą w twarz.

To był drugi tekst tego dnia. Była dziewiąta rano.

Będzie jeszcze pięć, zanim położę głowę na poduszce, żeby nie zmrużyć oka.

*****

Dwa dni później…

Siedziałam popijając piwo w Kompleksie. Brick był ze mną, kręcąc gówno.

Wiedziałam, że wiedział lub podejrzewał. Jak wszyscy bracia. Wiedziałam, że wiedzieli, że wisiałam tam z nadzieją, że zobaczę Hop’a.

To było trochę zawstydzające.

Nie obchodziło mnie to.

Hop miał swoje dzieci, więc wieczorem była marna szansa, żeby się pokazał, ale byłam skłonna to wziąć. Byłam gotowa zrobić wszystko.

„Muszę do klopa” - mruknął Brick. Posłałam mu uśmiech, o którym wiedziałam, że nie wyglądał na prawdziwy, po słodkim uśmiechu, który odwzajemnił i ściśnięciu mojego kolana, zanim odszedł do łazienki.

Poczułam ciepłą i silną dłoń na karku, i obróciłam się, by zobaczyć stojącego blisko Wielkiego Petey’a.

„Jak się masz, kochanie?” - zapytał cicho.

Tak. Wszyscy wiedzieli.

Patrzyłam na Wielkiego Petey’a myśląc, że nie mam nic do stracenia.

Nic.

„Wiesz, gdzie jest Hop?” - zapytałam, a jego twarz zrobiła się łagodna.

„Nie, kochana Lanie. Przykro mi, że nie wiem” - odpowiedział.

„Widziałeś go?” - zapytałam.

„Widziałem go w pobliżu. Od jakiegoś czasu nie rozmawiałem z nim.”

„Czy u niego wszystko w porządku?” - kontynuowałam, potrzebując czegoś, czegokolwiek, nawet świadomości, że Hop był w złym humorze.

„Nie wiem, kochanie.”

Zacisnęłam usta, zanim się przełamałam.

„Jeśli go zobaczysz, możesz poprosić, żeby do mnie zadzwonił? To ważne. Naprawdę bardzo ważne” - podkreśliłam.

Jego ręka wciąż na mojej szyi ścisnęła mnie uspokajająco, co mnie nie uspokoiło - „Zrobi się.”

„Dzięki” - wyszeptałam, a potem powiedziałam - „Czy możesz powiedzieć Brick’owi, że muszę iść? Zapomniałam, jest coś, co muszę kupić w drogerii.”

„Nie ma problemu.”

Uśmiechnęłam się kolejnym słabym uśmiechem. Wielki Petey puścił moją szyję i odleciałam.

Kilka godzin później, leżąc w łóżku, zadzwoniłam do Hop’a.

„Martwisz mnie, kochanie” - powiedziałam do telefonu, mój głos brzmiał dziwnie, był ochrypły.

Przerażony.

„Zadzwoń do mnie” - skończyłam i odłożyłam słuchawkę.

Znowu nie spałam.

Następnego dnia Hopper nie zadzwonił.

*****

Cztery dni później…

Siedziałam w moim samochodzie przy krawężniku przed domem Hop’a przez bardzo długi czas, zanim podjechał na swoim motocyklu. Był poniedziałek, po odejściu jego dzieci.

Ponadto nadszedł czas, by wiedzieć.

Nie zwrócił ani jednej wiadomości, którą zostawiłam, a zostawiłam wiele. Nie odesłał ani jednego SMS-a, a ich też wysłałam wiele. A wieczorami nie pojawiał się w Kompleksie. Wiedziałam, bo chodziłam tam co wieczór i piłam drinka na wypadek, gdybym na niego wpadła.

Więc, kiedy Hop pokazał się w Kompleksie dzień wcześniej, wszedł, zauważył mnie, skręcił w miejscu i wyszedł, chociaż zrobiłam z siebie głupca, biegnąc za nim, wołając jego imię, nie patrzył na mnie, kiedy przerzucił nogę przez motocykl, zaryczał i odjechał.

Potem musiałam wiedzieć.

I kiedy obserwowałam zbliżający się pojedynczy reflektor, obserwowałam Hop’a wjeżdżającego na swój frontowy podjazd, obserwowałam, jak wyłącza motor, podchodzi do swoich drzwi wejściowych, a potem przechodzi przez nie, wszystko bez patrzenia w moją stronę, wiedziałam.

Skończył ze mną i nie było odwrotu.

Więc musiał wiedzieć.

Wzięłam głęboki oddech, otworzyłam drzwi, podeszłam do jego domu i nacisnęłam dzwonek.

Brak odpowiedzi.

Znowu nacisnęłam dzwonek i zapukałam.

Kazał mi czekać.

Walczyłam ze łzami.

W końcu otworzył drzwi i z butelką piwa w ręku warknął do mnie, zanim mogłam zacząć - „To się nie stanie”.

„Miałam jedenaście lat. Byłam w mieście z moją klasą na wycieczce terenowej, byliśmy tam, aby zobaczyć przedstawienie na Broadwayu, kiedy go zobaczyłam” - zaczęłam.

Jego brwi ściągnęły się, ale powiedział - „Lanie, cokolwiek masz…”

„Mojego tatę w restauracji całującego szyję kobiety, która nie była moją matką.”

Zamknął usta.

Spojrzałam mu w oczy i dałam mu to, tak jak ćwiczyłam przez dwie godziny, które siedziałam przed jego domem.

„Widział mnie przez okno. Po prostu stałam tam, gapiąc się na niego. Nie rozumiałam. Byłam za młoda. Ale z pewnością szybko dorosłam, stojąc na chodniku i wpatrując się w ojca z inną kobietą.”

„Lanie…”

„Nasza nauczycielka wykrzyczała moje imię, ponieważ się nie ruszałam. Dlatego odwrócił głowę i wyjrzał przez okno. Musiał usłyszeć, jak wykrzykiwała moje imię.”

„Lanie…

„Kupiłeś to, weź to” - wyszeptałam, a jego podbródek cofnął się, zanim jego twarz złagodniała.

Nie byłam odporna na piękno tego spojrzenia. Zabrało mi to dużo, ale nie dałam mu ani jednej wskazówki, że nie jestem odporna.

„On się nie poruszył. Tata nie poruszył się. Nie wstał z miejsca i nie przyszedł do mnie. Nawet nie wymówił mojego imienia. Po prostu siedział blisko niej, trzymając jej rękę na stole, wpatrując się we mnie, dopóki nauczycielka mnie nie odciągnęła. Tata nigdy o tym nie wspominał. Ani słowa. Nigdy się nie tłumaczył. Nigdy nawet nie kłamał, żeby to ulepszyć. Ale, jak sądzę, po tym, co wydarzyło się później, zdecydował, że skoro szydło wyszło z worka, nie musi zawracać sobie głowy udawaniem. Ukrywaniem. Więc nie robił tego.”

„Wejdź do środka, lady” - zaprosił delikatnie Hop.

Lady.

Wypatroszona.

Ponownie.

Tak jak to robił mi po każdej wiadomości przez telefon, na którą nie odpowiadał, po każdym SMS-ie, na który nie odpowiedział, oddalając się ode mnie poprzedniej nocy, gdy biegłam za nim, wołając jego imię.

Wypatroszona, aż byłam pusta.

Ponownie.

„Jestem tutaj okej.”

Szczęka Hop’a zacisnęła się, ale nic więcej nie powiedział.

A ja to zrobiłam.

„Nie wiem, czy się tam przeprowadziła, czy on ją tam przeniósł, czy co, ale nie prowadzili już swojego romansu bezpiecznie ukrytego w mieście. Nie był w tym nachalny, ale nie poświęcał zbyt wiele wysiłku na utrzymanie tego w ukryciu. Ludzie widzieli, jak chodzi z nią na późne filmy. Ja widziałam, jak jedli razem kolację w mieście. Widziałam ich razem na zakupach. Moja siostra, Lis, też ich widziała.” - zatrzymałam się - „Ja też ich widziałam.”

„Jest zimno, mała. Wejdź do środka” - nalegał Hop, ale się nie ruszyłam.

„Dlatego moja mama jest alkoholiczką. To uzależnienie, słabość; to nie wszystko jego wina, ale wiem, że tak się zaczęło. Patrząc wstecz, wydaje mi się, że wiedziała, że na nią wchodzi, jeszcze zanim przeniósł swoją kochankę do naszego miasta. Gdyby nie zauważyła ich razem przez te wszystkie lata, byłby to cud. Ale ludzie rozmawiają. Usłyszała szepty. Złapała spojrzenia. Jej przyjaciele znaleźli czas, żeby jej o tym powiedzieć. Ja wiedziałam. Słyszałam szepty, łapałam spojrzenia, ale byłam za młoda, żeby utopić w butelce ból, który czułam mieszkając w domu, w którym miłość była kłamstwem.”

„Lanie, Słonko, proszę, wejdź do środka.”

„Dlatego go wybrałam.”

Hop zamknął oczy, otworzył je i zobaczyłam w nich niepokój, gdy mruknął - „Mała…”

„Nie zrozum mnie źle.” - przerwałam mu - „Kochałam Elliotta, naprawdę kochałam. Nie postawiałabym się przed kulami dla faceta, z którym tylko czułam się bezpieczna, wiedząc, że nigdy mnie nie zdradzi. Ale zastanawiając się nad tym przez lata, chociaż mogę przez to brzmieć jak dziwka, dałam mu szansę, bo nie był w mojej lidze. Dałam mu szansę, bo wiedziałam, że będzie czcił ziemię, po której chodziłam i nigdy nie będzie traktował mnie jak śmiecia. Przez długi czas faceci traktowali mnie jak śmiecia, mój ojciec był pierwszym z nich, więc nie umknęło mi to, że posiadanie mężczyzny, który jest mi oddany, jest dobrą rzeczą. Więc połączyłam swoją gwiazdę do jego. Na początku sprawił, że było warto i to nie dlatego, że traktował mnie jak złoto, ale po prostu dlatego, że był dobrym człowiekiem, który mnie kochał. Wiesz, jak było na końcu.”

„Jak nie wejdziesz do środka, Lanie, wniosę cię.”

„Jak dotkniesz mnie Hop, już nigdy mnie nie zobaczysz.”

Jego ciało stało się wyraźnie twarde, nawet gdy się wzdrygnął.

„Miałeś rację…” - kontynuowałam - „…usłyszałam, jak Tyra mówiła o tobie i zrobiłam to, co zawsze robię. Wpadłam w furię. Nie miałam pojęcia o Cody’m. Wiedziałam, że twoje zerwanie z Mitzi było złe, ale tego rodzaju zło nigdy nie przyszło mi do głowy. Ale wiesz, że taka jestem. Wiesz, że wysadzam rzeczy nieproporcjonalnie. Nie wiedziałeś, że, nawet gdybym się myliła, myślenie choćby przez sekundę, że zdradziłeś swoją kobietę, uderzyłoby mnie gdzieś głęboko, gdzieś, gdzie byłam ranna i krwawiąca, odkąd skończyłam jedenaście lat. Złościłeś się na mnie, że nie dałam ci szansy na wyjaśnienie. Ale ty też nie dałeś mi tego strzału, Hop.”

„Zrobiłaś to, lady, teraz wejdź do środka, żebyśmy mogli dokończyć to gówno tam, gdzie jest ciepło.”

„To się nie stanie” - oświadczyłam, a jego głowa drgnęła.

„Co?”

„Jestem kim jestem i nie mogę być dla ciebie kimś innym. Przez ponad tydzień dzwoniłam, pisałam i siedziałam w Kompleksie, podczas gdy twoi bracia wiedzieli, że na ciebie czekałam, upokarzałam się siedząc tam, mając nadzieję, że będę miała szansę, aby wszystko z tobą naprawić. Starali się być mili, to jest ich sposób. Ale ty nie dałeś mi tej szansy, wszyscy o tym wiedzieli i ja też to wiedziałam. Nie oddzwoniłeś. Nie odesłałeś SMS-a. Odszedłeś ode mnie dwa razy i właśnie teraz mnie zobaczyłeś, i wszedłeś do swojego domu, nie patrząc na mnie. Nie potrzebujesz mojego dramatu w swoim życiu, Hop? Cóż, ja nie potrzebuję w swoim życiu mężczyzny, który tak łatwo może mnie odciąć od swojego.”

„Nie wiedziałaś o Cody’m, mała, ja nie wiedziałem o twoim tacie.”

„Nie zapytałeś.”

„Przypomnę ci, ty też nie.”

„Och, nie musisz mi przypominać, Hopper. Pamiętam. Boże, pamiętam.” - powiedziałam mu, słowa brzmiały w końcu zdławione, więc przełknęłam ślinę, gdy Hop przesunął się w moją stronę, ale zrobiłam krok w tył, więc się zatrzymał.

„To nie działa” - oświadczyłam.

„Tak, działa” - zaprzeczył mi.

„Nie” - potrząsnęłam głową - „Nie. Cały czas walczymy.”

„Cały czas też się pieprzymy.”

Miał rację, ale nie wystarczającą.

„Nie działamy razem” - stwierdziłam.

„Mała, z dobrem, które mamy, jak możesz tak mówić?” - zapytał.

„Miałam półtora tygodnia, żeby się o tym dowiedzieć, Hop” - odpowiedziałam - „Odciąłeś mnie.”

„Ty spieprzyłaś, a ja spieprzyłem, mała. Poznajemy się. To się wydarzy i, tylko pomyśl, nawet gdy będziemy mieli czas i doświadczenie, to nadal będzie się działo.”

„Odciąłeś mnie.”

„Spieprzyłem”.

Pochyliłam się i syknęłam - „Odciąłeś mnie” - a on zamrugał, słysząc nagłą szorstkość mojego tonu - „Czy masz jakieś wyobrażenie, pierdoloną wskazówkę, jak bardzo cierpiałam? Półtora tygodnia, wiedząc, że tak cię zraniłam, wiedząc, że zmusiłam cię do ponownego przeżycia tego, wiedząc, że zrobiłam źle, dzwoniąc do ciebie, wysyłając SMS-y, błagając cię, żebyś pozwolił mi z sobą porozmawiać, przepraszając, a ty nic mi nie dałeś?”

Wyszedł na ganek, a ja cofnęłam się o kolejny krok.

„Lanie, chodź tutaj” - ponaglił.

„Nie” - cofnęłam się o kolejny krok.

„Cholera, Lanie, spadniesz z pieprzonego stopnia” - warknął, więc zeszłam z dwóch stopni i stanęłam na jego chodniku - „Jezu, lady, po prostu wejdź do pieprzonego domu.”

„Chciałam jednej nocy” - przypomniałam mu.

„Lanie, mała…”

„Tylko to. Jedna noc. Ale ty się wcisnąłeś, wpuściłam cię i teraz sobie przypomniałam, Hop. Pamiętam, przed czym przez siedem lat się broniłam.”

Zszedł. Cofnęłam się.

„Jak masz coś, masz coś do stracenia” - ciągnęłam, powoli się wycofując - „Kiedy nic nie masz, nie masz nic do stracenia. Nie chciałam żadnej części tego, ale sprawiłeś, że zechciałam, a potem dałeś mi coś i zabrałeś mi to, i przypomniałeś mi, jak bardzo to boli, jak zabija mieć coś do stracenia.”

„Proszę, Słonko, wejdź do środka.”

„Skończone.”

„Weź głęboki oddech, uspokój dramat, pomyśl chwilę, a potem wejdź do środka.”

Zatrzymałam się jak wryta, on też się zatrzymał i przyszpiliłam go wzrokiem.

„To nie jest dramat, Hop. Zwróć uwagę. Nie paplam. Nie drzemię. Dużo się nad tym zastanawiałam. Dzięki tobie miałam sporo czasu, żeby się nad tym zastanowić. I stało się. Nie potrzebuję tego bólu. Od dwudziestu ośmiu lat żyję z tego rodzaju bólem, obserwując, jak moja matka go znosi, i skończyłam z tym.”

Jego twarz stwardniała.

„Nie robię ci tego, co twój ojciec skurwysyn robi twojej matce” - warknął.

„To nie to samo, ale wciąż złamane serce” - odpowiedziałam i równie szybko, jak się pojawiła, twardość zniknęła z jego rysów.

„Nie rób tego, Lanie.”

„To już zostało zrobione. Stało się, kiedy zsiadłeś z motoru, wszedłeś do domu i złamałeś mi serce. Tak jak mój ojciec. Nawet nie miałeś w sobie tego, żeby zrobić to z bliska i osobiście.”

Chwycił mnie za ramię, ale gwałtownym skrętem odsunęłam się i zrobiłam dwa kroki do tyłu.

„Dobrze, że ochroniłeś swoje dzieci przed tym, kim moglibyśmy być, Hop. Będę za nimi tęsknić, ale oni nie będą tęsknić za mną.”

„Jezu, kurwa, mała, błagam, wejdź do środka.”

„Żegnaj, Hop.”

„Mała…”

Odwróciłam się i pobiegłam.

Odwrócił się i wbiegł do swojego domu.

Nie miał kluczyków.

To było dobre.

To oznaczało, że miałam przewagę i, kiedy trafiłam na parking przed motelem, Hop nie miał pojęcia, gdzie jestem.

Dopiero kiedy siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na łachmaniarskiej narzucie, pozwoliłam sobie wybuchnąć płaczem.

*****

Dwa dni później…

Usiadłam na kanapie, skręcona w stronę Tyry po mojej lewej stronie, tak jak ona unosząc zgiętą nogę, by położyć ją na kanapie i napiłam się wina.

Odkąd dałam jej kieliszek, zanim usiadłam, wypiła już łyk, więc kiedy odjęłam kieliszek z ust, była gotowa do rozpoczęcia.

„Nie winię cię.”

Zamknęłam oczy.

„Lanie, kochanie, spójrz na mnie.”

Otworzyłam oczy.

Pochyliła się do mnie i owinęła palcami moje udo - „Nie winię cię za to, że zostałam dźgnięta.”

„Wiem” - wyszeptałam coś, o czym wiedziałam, ale zaprzeczałam z szalonych powodów aż do tego momentu, kiedy nie pozwalałam sobie zrozumieć. Zrozumiały strach po tym, co się stało, doprowadził do irracjonalnego poczucia winy, a nie miałam żadnych wskazówek, co powinnam czuć. Po prostu się nim żywiłam, a co więcej, pozwoliłam mojemu potworowi żywić się nim w próżnej i szalonej próbie uchronienia się przed ponownym zranieniem.

„Mam nadzieję” - powiedziała mi - „Skoro ci powiedziałam, że tego nie robiłam.”

Wzięłam oddech, a potem zwierzyłam się - „Słyszę to w kółko w mojej głowie”.

Jej głowa przechyliła się na bok i przysunęła się bliżej - „Słyszysz co w swojej głowie?”

„Naszą rozmowę. Kiedy mówiłaś mi, żebym skończyła z Elliottem. Doradzałaś mi, że on powodujący nasze porwanie był betonową ścianą, na którą nie da się wspiąć, jeśli chodzi o miłość. Ja mówiłam ci…”

„Przestań” - przerwała, ściskając moje udo.

„Myślę to wszystko, kochanie. Myślę, że dlatego nie mogłam sobie wybaczyć, chociaż ty i Tack nigdy mnie nie obwinialiście. Myślę, że to dlatego, że odtwarzam tę rozmowę w kółko w mojej głowie i przypomina mi, że było coś, co było do wybaczenia” - przyznałam.

„Kochanie, nie porwałaś mnie i nie dźgnęłaś, i musisz znaleźć jakiś sposób, żeby to wyjaśnić. Nie wiem, jak powstrzymać cię od odgrywania tej rozmowy w swojej głowie” - stwierdziła - „Po prostu wiem, Lanie, że musimy znaleźć na to sposób.”

Wypiłam łyk wina. To był mój sposób na bycie niezobowiązującą. Nie mogłam jej powiedzieć, że możemy to zrobić, ponieważ nie mogłam tego zrobić przez siedem lat. Dzięki tej rozmowie zrobiłam duży krok. Kto wie, ile czasu zajmie mi dotarcie do następnego.

Dzień po zerwaniu z Hop’em zadzwoniłam do niej i powiedziałam, że jestem na to gotowa. Nic dziwnego, że kazała mi powiedzieć, kiedy i gdzie, a ona tam będzie.

Dałam jej te informacje, a ostatniej nocy, znów śpiąc w domu, czekałam, aż Hop się pokaże lub zadzwoni.

Nie zrobił tego.

To był koniec.

To zabijało, ale przeżyłam gorsze rzeczy (jak sobie mówiłam), więc teraz nadszedł czas, aby ruszyć z życiem. Zrobić to. Samotnie walczyć z potworem bez Hop’a za plecami.

I mając nadzieję, że wygram.

„Myślę, że to wszystko może mieć związek z… no cóż, zranieniem cię, poczuciem winy z tego powodu, odkąd kazałaś mi rzucić Eli, ale przede wszystkim z tym wszystkim…” - machnęłam ręką, rozlewając wino. Trzymałam je niebezpiecznie, więc wyprostowałam i skończyłam - „…w Kansas City.”

„Czy uważasz, że musisz porozmawiać z profesjonalistą?” - zapytała.

Przyłożyłam wino do ust, mrucząc „Może”, zanim się napiłam.

Jej następne pytanie padło z wahaniem - „Chcesz porozmawiać o Kansas City?”

Nie chciałam.

Mimo to spojrzałam jej prosto w oczy i oświadczyłam - „Użył mnie jako tarczy”.

„Wiem” - powiedziała tak cicho, że ledwo mogłam ją usłyszeć.

„Wiesz i wiedziałaś” - stwierdziłam, a jej głowa lekko drgnęła ze zdezorientowania.

„Wiem i wiedziałam?”

„Wiesz, co się stało i wiedziałaś, że to się stanie. Przed tym próbowałaś mnie ostrzec.”

Potrząsnęła głową - „Nie wiedziałam, że mafia cię znajdzie w…”

„Nie o to mi chodzi” - przerwałam jej - „Wiedziałaś, że w tej sytuacji lub w jakiejkolwiek sytuacji życiowej w ogóle, Elliott angażujący się w mafię, było dla ciebie jasne, że nie będzie mnie chronił.”

Westchnęła, zanim przysunęła się bliżej, wzięła kolejny łyk wina i spojrzała mi w oczy.

„Tak wiedziałam. Jest kilka typów facetów, a Elliott był jednym z takich, którzy po prostu nie są zbudowani w ten sposób. Na szczęście Mafia zwykle nie wkracza w czyjeś życie, więc nie są poddawani tej próbie. Nie wiedziałam wtedy, czy, gdyby sprowadzało się to do latających kul, użyłby ciebie, żebyś go przed nimi ochroniła. Po prostu wiedziałam, że podjął złą decyzję, jak zainwestować pieniądze. Potem, kiedy stracił pieniądze, podjął złą decyzję, jak je odzyskać, i po prostu wtedy poszło źle. Więc tak, wiedziałam. Ale ja go nie kochałam, Lanie. Tack jest dokładnym przeciwieństwem tego. Walczyłby, zabijałby i umierał, zanim pozwoliłby, żeby coś mi się stało, ale to nie znaczy, że czasami nie jest wrzodem na mojej dupie. Jest. Elliott sprawił, że było to warte dla ciebie na swój sposób. Tack sprawia w jego sposób, że warto. Po prostu tak jest.”

Nie mogłam się z tym kłócić, więc nic nie powiedziałam.

Wypiła kolejny łyk wina, zanim skończyła.

„Łatwiej jest to wyraźnie zobaczyć, gdy nie ma emocji, a pamiętaj, Lanie, że ty na początku nie chciałaś dla mnie Tacka. Nienawidziłaś go, chciałaś, żebym odeszła. Prawie każda dobra dziewczyna w tamtym czasie, zanim ujawnił, jakim naprawdę jest człowiekiem, powiedziałaby to samo, ponieważ zależałoby jej na przyjaciółce, a nie na facecie. Widząc rzeczy z zewnątrz, nie z zabarwiącymi wszystko emocjami. Czasami mają rację, jakbym ja miała z Elliottem. A czasami się mylą, jakbyś ty miała z Tackiem. Ale żadna z nas nie miała wszystkich informacji. Po prostu zrozumiałaś to wszystko, kiedy było za późno.”

To była najprawdziwsza prawda.

Wypiłam łyk wina, postawiłam kieliszek na stoliku do kawy, położyłam ręce na kolanach i spojrzałam na nią.

„Śnię o Kansas City.”

Smutek oblał jej twarz i wyszeptała - „Och, Lanie”.

„Widzę, że jego oczy są otwarte i wpatrują się we mnie. Wygląda na zaskoczonego. Nie tylko we śnie. Kiedy się to stało. Był martwy, ale nadal wyglądał na zaskoczonego.”

Złapała mnie za rękę i ścisnęła.

„Myślę, że był zaskoczony, że go nie uratowałam.”

Patrzyłam, jak łzy zaczynają migotać w jej oczach.

„Chciałam mężczyzny, który by mnie uratował.” - wyznałam.

„Może, jeśli się rozejrzysz, znajdziesz tego mężczyznę” - zasugerowała.

To się nie stanie.

„Myślę, że muszę dać temu więcej czasu” - uchyliłam się.

„Lanie, kochanie, chcę być wrażliwa, ale nie sądzisz, że siedem…?” - przestała mówić i odwróciła głowę w chwili, gdy moje oczy skierowały się na przesuwane szklane drzwi, ponieważ obie usłyszałyśmy ryk Harleya na tyłach mojego domu.

Całe moje ciało się napięło.

„Tack wie, że mam samochód i nie musi przyjeżdżać po mnie. Boże, myślisz, że coś jest nie tak z chłopcami?” – spytała, odstawiając kieliszek na bok, szybko wstając z kanapy i pospiesznie podchodząc do drzwi.

Była za drzwiami i na dziedzińcu, kiedy usłyszałam odjeżdżającego Harleya.

Zamknęłam oczy.

To nie był Hop.

„Jakie to było dziwne?” - spytała Tyra, wracając do domu, a ja spojrzałam na nią.

„Dziwne kochanie.” - zgodziłam się.

Wróciła do mnie i usiadła - „Mogłabym przysiąc, że ten motor podjechał prosto do twojego garażu, ale zniknął, zanim dotarłam do tylnej bramy.”

„Może złe wskazówki nawigacji satelitarnej” - mruknęłam.

Złapała wino. Poszłam w jej ślady.

Znowu wzięła łyk zanim ja to zrobiłam, dzięki czemu mogła mi powiedzieć - „Mitch i Brock mają faceta, którego chcą, żebyś poznała.”

„Ty-Ty…”

Potrząsnęła głową - „Wiem, że Tack rozmawiał o nim z tobą, zamierzał zadzwonić w tej sprawie do Mitcha, ale może sprawy z Tabby zepchnęły go z właściwej drogi. Zadzwonię do Mary, żeby wszystko wróciło do normy.”

„To naprawdę za wcześnie” - powiedziałam jej.

„Jak poczekasz dłużej, kochanie, będzie za późno” - odpowiedziała słodkim, ale stanowczym głosem.

Zamknęłam usta, bo się nie myliła. Ale też myliła się, a ja nie potrafiłam wyjaśnić jak.

„Racja. Chcę, żebyś zrobiła dla mnie dwie rzeczy” - zaczęła, a kiedy skinęłam głową, kontynuowała - „Po pierwsze, pomyśl o pójściu na terapię. Nawet jeśli byłaby to porada krótkoterminowa, pozbądź się tych snów. Porozmawiaj z kimś o Kansas City. Spróbuj to odpuścić.”

Mogłabym to zrobić.

I powinnam to zrobić.

Nadszedł czas.

„Dobrze” - zgodziłam się, po czym wzięłam łyk wina.

„Po drugie, idź na tę randkę z kumplem Mitcha” - stwierdziła, a ja prawie zakrztusiłam się winem.

„Ty-Ty!” - zawołałam, kiedy mi przeszło.

„Nie jutro, nie w przyszłym tygodniu, po prostu pozwól Mitch’owi podać mu twój numer. Porozmawiaj z nim przez telefon. Poznaj go trochę. Potem…” - uśmiechnęła się - „…może tydzień później po prostu spotkaj się na kawę. Brak parcia. Tylko kawa.”

Patrzyłam na nią przez chwilę, zanim zasugerowałam - „Co powiesz na to? Zagarniesz Elvirę i może Gwen i wyruszysz na misję rozpoznawczą. Znajdź tego faceta, podążaj za nim, zdobądź zdjęcia, przejrzyj jego śmieci, takie rzeczy. A za mniej więcej miesiąc zgłoś się do mnie, a wtedy podejmę decyzję.”

„Nie przechodzę przez śmieci” - odpowiedziała.

„Niech Elvira to zrobi”.

„Lanie, znasz Elvirę? Nigdy nie widziałam tej kobiety w dżinsach. Nie będzie chciała nosić jednej ze swoich bajecznych sukienek, szpilek i grzebać w śmieciach. Do diabła, ona po prostu nie przejdzie przez śmieci jakiegoś faceta.”

„Może Gwen to zrobi” - próbowałam dalej.

Uniosła brwi - „No dobrze, znasz Gwen?”

To była prawda. Gwen też by tego nie zrobiła.

„Może uda nam się namówić Gwen, żeby Hawk…”

Ty-Ty wtrąciła się - „Niech Mitch poda mu twój numer.”

Zignorowałam ją - „A może mógłbym po prostu pójść i porozmawiać z Hawkiem, a Gwen nie będzie musiała…”

„Lanie!” - wykrzyknęła ze śmiechem - „To po prostu daj facetowi swój numer. Jeśli nie polubisz brzmienia jego głosu lub jest okropnym rozmówcą, nie musisz nawet pić kawy. Ale niech Mitch poda mu twój numer.”

Myślała, że świrowałam głównie dlatego, że to robiłam, ale to był mój sposób.

Nie wiedziała też o Hop’ie. Dowie się. Po prostu pomyślałam, że powiem jej to później, kiedy już usuniemy trudne rzeczy, które obecnie przetwarzałyśmy.

To wszystko oznaczało, że nie miałam wyboru.

„W porządku, powiedz Mitch’owi, żeby dał temu facetowi mój numer.”

Uśmiechnęła się szeroko.

Wciągnęłam więcej wina.

„Tak się cieszę, że to zrobiłyśmy.”

Przestałam siorbać wino słysząc ton jej głosu. Nie było w nim śmiechu. Był pochmurny.

„Ty-Ty, kochanie” - powiedziałam cicho.

„Już nie płaczesz” - powiedziała, a ja zamrugałam.

„Co?”

„Kiedyś płakałaś o byle co. Już nie płaczesz.”

Przełknęłam, zanim podzieliłam się - „Walczę z tym. Ja… nie chcę już być tą kobietą.”

„Nie ma nic złego w tej kobiecie, kochanie.”

„Płacz jest słabością” - oświadczyłam.

„Płacz to uwolnienie i jeśli pozwolisz sobie poczuć uczucia, które twój umysł podpowiada ci, a nie z nimi walczyć, może mogłabyś pozwolić niektórym z tych rzeczy odejść.”

Ten pomysł miał sens, więc uśmiechnęłam się do niej.

„Tak bardzo martwiłam się o moją dziewczynę” - przyznała i poczułam, że poczucie winy znów mnie uderzyło, jak poruszająca się ceglana ściana poruszająca się z prędkością dźwięku.

„Jestem okropną przyjaciółką” - oznajmiłam.

„Jesteś kobietą, która poszła na wygnanie ze swoim narzeczonym, patrzyła, jak umiera, i została postrzelona w tym wszystkim. To wielkie gówno, z którym trzeba sobie poradzić. Zbyt długo to trwało. Ja jestem okropną przyjaciółką.”

„Nie wiedziałaś, co robić” - broniłam jej - „Tack powiedział mi, że byłaś rozdarta i nie chciałeś mnie zdenerwować.”

„Cóż, to prawda” - zgodziła się.

„Więc powinnam była zauważyć, że się martwisz, przyjść do ciebie wcześniej i to zakończyć” - stwierdziłam, a ona się uśmiechnęła.

„Myślę, że mogłybyśmy porozmawiać o tym, kto był gorszą przyjaciółką, dopóki nie będziemy stare i siwe” - powiedziała.

„Może, ale sugeruję, żebyśmy tego nie robiły, bo nie sądzę, żeby ta butelka wina wytrzymała tak długo” - odpowiedziałam.

Wydała z siebie odgłos krztuszenia się, po czym wybuchnęła śmiechem.

Złapałam ją za rękę, mocno ścisnęłam i uśmiechnęłam się.

Kiedy przestała się śmiać, popijałyśmy więcej wina, potem ściskałam jej rękę, aż na mnie spojrzała.

„Będę okej” - podzieliłam się i, co dziwne, te słowa ujawniły prawdę.

Miałam to na myśli.

Będę.

I wiedziałam o tym, ponieważ podczas rozmowy mój potwór się nie pojawił.

Ani razu.

Nie oszukiwałam się, że to koniec. Po prostu pierwszy krok był łatwy, więc może kolejne nie będą już takie trudne.

Przyznanie, że Hop miał rację, było słodko-gorzkie. Rozmawiałyśmy i Ty-Ty poczuła się lepiej.

Ja też.

„Wiem” - odpowiedziała.

Uwierzyła we mnie.

Tak, może kolejne kroki nie byłyby takie trudne.

„Przeważnie wszystko będzie dobrze, bo mam ciebie” - szepnęłam.

Zacisnęła usta.

Rzuciłam się w jej stronę i przytuliłam ją.

Ty-Ty, moja najlepsza przyjaciółka, przytuliła mnie z powrotem.

*****

Tyry nie było od pięciu minut, kiedy usłyszałam ryk Harleya ciągnący się w moim tylnym zaułku.

Stałam przy zlewie, wypłukiwałam kieliszki i znieruchomiałam. Moje oczy powoli przesunęły się na tylne drzwi, kiedy ten głos zatrzymał się na moim tylnym podjeździe.

O Boże.

Czy to Hop przybył wcześniej? Czy zobaczył samochód Tyry na moim podjeździe i odjechał?

Odpowiedź na te pytania stała się jasna, gdy zobaczyłam, jak przechodzi przez bramę na moje patio.

O Boże!

Cholera.

Patrzyłam na niego, patrzącego na mnie i idącego przez patio.

Dobrze. Było w porządku. Zamknęłam drzwi. Zawsze zamykałam drzwi. Zignorowałabym go, dokończyłabym płukanie kieliszków, zgasiłabym światło, weszłabym na górę i rozpadłabym się tam, gdzie nie mógłby mnie widzieć.

Zakręciłam wodę, odstawiłam kieliszek i zrobiłam to wszystko z oczami skierowanymi na Hop’a, który podszedł prosto do szklanych drzwi, ale nie zapukał. Nie dzwonił. Przykucnął, wyciągając coś z tylnej kieszeni dżinsów. Potem pracował przy zamku.

Otworzyłam usta.

Usłyszałam kliknięcie zamka.

Oddech uwiązł mi w gardle.

Łał.

Wybrał mój zamek.

Wyprostował się i wszedł, zamykając za sobą drzwi.

Stałam wpatrując się w niego, nieruchomo jak posąg.

Zrobił trzy kroki, zatrzymał się i zapytał - „Rozmawiałaś z Tyrą?”

„Tak” - odpowiedziałam.

„Nie, mała, rozmawiałaś z Tyrą?”

„Tak” - wyszeptałam.

„Dobrze” - odszepnął i, Boże, ten szept był pełen dumy i ulgi.

Zabijało.

Wyprostowałam ramiona - „Hop...”

„Teraz my musimy porozmawiać” - oświadczył.

Potrząsnęłam głową - „To się nie stanie.”

„Lanie, dałem ci trochę czasu. Teraz musimy rozwiązać to gówno.”

Och. Nie pokazał się wczoraj wieczorem, bo dawał mi czas.

To było ładne.

I wyjątkowo niefortunne, bo było już za późno.

„Nie ma nic do rozwiązywania. To koniec” - ogłosiłam.

„Mała” - pochylił się do mnie - „…nie koniec.”

„Hopper” - pochyliłam się w jego stronę - „koniec.”

Odchylił się i przyjrzał mi.

Potem powiedział - „Wiesz, że z tym, co mamy, warto przejść przez to.”

„Wiem, co mamy i nie jest to warte tej pracy” - odparłam, a jego ciało drgnęło.

„Powtórz”

Wyciągnęłam rękę - „Wiem, jak to jest, Hopper. Miałam to wcześniej. Zakochuję się w facecie, a on mówi rzeczy, których we mnie nie lubi, aby były jasne, a ja wysilam się, by przestać robić takie rzeczy i już nie jestem sobą.”

„Zakochałaś się we mnie?”

Zacisnęłam usta.

Twarz Hop’a złagodniała i zrobił kolejny krok w moją stronę.

„Na razie zostawmy to i zacznijmy od drugiego. Jak myślisz, czego w tobie nie lubię?”

„Dramat” - odpowiedziałam.

Uśmiechnął się - „Mała, podoba mi się ten dramat”.

„Rzucasz mi to w twarz przez cały czas, kiedy walczymy.”

„I, lady, kocham to, jak się kłócimy, bo kocham to, jak się godzimy i nie oszukuj mnie, ty też to kochasz.”

Nie mylił się co do tego.

„W każdym razie nigdy nie powiedziałem, że mi się to nie podoba” - ciągnął.

„Zawsze o tym mówisz.”

„To nie znaczy, że mi się to nie podoba.”

„Cóż, dam ci pewien wgląd. Wgląd, bo zauważę, że już coś o tym wiesz, sądząc z twojej przemowy o tym, jak rzeczy wsiąkają w kobiety, wypalając ranę, która nigdy się nie goi. Jeśli o czymś wspominasz, będzie to w mojej głowie, a ponieważ…” - próbowałam znaleźć właściwe słowo, które nie ujawniałoby zbyt wiele - „…zależało mi na tobie, pracowałam nad sobą, próbując to złagodzić. Chętnie robiąc wszystko, żeby się upewnić, że cię nie odstraszę, co skłoniłoby cię do zrobienia tego, co mój tata robi mojej mamie.”

„Nie jestem twoim tatą” - odpowiedział natychmiast.

„To też nie ma znaczenia, Hopper. Chodzi o to, kim jestem, jak pracuję, co robię” - podzieliłam się.

„To, co twój tata robi twojej mamie, nie leży na twojej mamie. To jest na twoim tacie. Jest kutasem, bo robi to swojej rodzinie, a większym, bo robi to od dziesięcioleci” - kontynuował Hop, jakbym się nie odzywała.

„To prawda. Ale nie o to chodzi.”

„Tak, kurewsko, o to. Myślisz, że musisz się wyciszyć, żeby nie doprowadzić swojego mężczyzny do cipki innej kobiety. To gówno jest walnięte, Lanie.”

„Cóż, do takiego właśnie myślenia zostałam uwarunkowana.”

„Więc przestań o tym myśleć.”

„To nie jest takie proste.”

„W takim razie pozwól, że pomogę ci to rozpracować.”

„Boże!” - zawołałam, unosząc obie ręce. Próbowałam, naprawdę próbowałam stłumić dramat, ale on się nie zamykał! - „Hopper, to nie działa!”

„Lanie, to totalna pieprzona bzdura i dobrze o tym wiesz.”

„Jak, jeśli spojrzysz wstecz od początku do końca, ten bałagan był dla nas dobry? Walka. Dramat. Ja cię odpycham, ty odpychasz. Odcinasz mnie, a potem myślisz, że możesz po prostu powiedzieć, że spieprzyłeś i wszystko będzie dobrze. To szaleństwo.”

„To cholerny związek, Lanie.”

„Cóż, to boli” - syknęłam - „I nie spędziłam siedmiu pieprzonych lat chroniąc się przed tym bólem tylko po to, byś wepchnął mi go do gardła!” - skończyłam na krzyku.

„Jezu, lady, naprawdę zamierzasz tam stać i mówić mi, że nie pamiętasz całego dobrego, które mieliśmy, a było tam dużo dobrego, Lanie, tak dobrego, że było najlepsze i to całkowicie przeważyło złe w czasie i znaczeniu, a wyrzucisz nas tylko dlatego, że się boisz?”

„Tak, naprawdę zamierzam tu stać i ci to powiedzieć, Hop” - odpaliłam.

„Więc jest to dla ciebie okej, że zabierając to sobie, zabierasz to mnie.”

Oddech wyparł mi z płuc ze świszczącym wydechem i gapiłam się.

Hop kontynuował.

„Na drodze cipka groupie. Cipka biker baby. Jebana Mitzi. Miałem wiele, a niektóre kobiety były dobre. Wspaniałe kobiety. Słodkie kobiety. Doskonały seks. Ale nigdy, nie przez czterdzieści pieprzonych lat życia, nie miałem kobiety, do której czułem to, co do ciebie. Mówisz mi, że ci na mnie zależy, a jednak oboje spierdolimy to i skrzywdzimy się nawzajem, jak nie podejmiesz wysiłku potrzebnego do wybaczenia i powrotu na właściwe tory? Robiąc to, odbierając jedyną szansę w ciągu czterdziestu pieprzonych lat, jaką kiedykolwiek miałem na bycie naprawdę szczęśliwym?”

Nic nie powiedziałam, bo nie pomyślałam o tym w ten sposób, a myślenie o tym w ten sposób sprawiło, że ból, który czułam przez prawie dwa tygodnie, był nie do zniesienia.

Tak nie do zniesienia, że to cud, że stałam.

Niestety zbyt długo walczyłam z bólem. To dało Hopperowi czas na wyciąganie wniosków.

A Hop, będąc Hop’em, właśnie to zrobił.

„Nie pieprzyłem się z tobą. Nie wykorzystałem cię do ochrony przed kulami. Nie doprowadziłem cię do złamanego serca. Nie zrobiłem nic z tego gówna, Lanie, a ty każesz mi zapłacić za wszystkie twoje…” - wycelował we mnie palcem - „…błędy. Chcesz stać z wyspą między nami, nie dotykać mnie przez tygodnie, nie rozmawiać ze mną przez kilka dni i skończyć, mała? Masz to. Skończyliśmy.”

Moje ciało przesunęło się na bok, przygotowując się do pójścia za nim, moje usta otworzyły się, by zawołać jego imię, ale zatrzymał się w otwartych, rozsuwanych szklanych drzwiach, odwrócił się do mnie i zadał swój ostatni cios.

„Wiesz, to przypomina mi to mamę i mojego staruszka. Całe te bzdury, kłócenie się o pieprzone nic, dwoje ludzi tak cholernie przerażonych miłością, którą czują do siebie nawzajem, że woleliby się odepchnąć niż zaryzykować, czując pełnię tego uczucia.” - A gdyby tego było mało, przyszedł czas na coup de grâce. - „Więc myślę, że to oznacza, że nie nauczyłem się, kurwa, po Mitzi.”

Czy Hop właśnie powiedział, że mnie kocha?

„Kochasz mnie?” - westchnęłam.

„Nigdy się nie dowiesz” - odparł, odwrócił się, zasunął drzwi i odszedł.


 

6 komentarzy:

  1. Dramat, serio oboje są całym królestwem dramatu. Jak to mówią miłość czasem to nie wszystko. Do związku trzeba dwojga... Chętnych i otwartych. Oni na razie to konserwy. Dziękuję 😘 ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. No to mamy dramat :(
    Mam nadzieje że to rozpracują bo cos czuje że jak by poszła na randke z policjantem to zostanie wyniesiona na ramieniu przez Hopa hahahha
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż. Pięknie pokazane czym kończy nie słuchanie się drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń