ROZDZIAŁ
15
Wejdź
do środka
Następnego dnia…
„Hop,
proszę, zadzwoń do mnie. Byłam idiotką. Nie powinnam była robić tego, co zrobiłam.
Obiecuję, że zajmę się moim dramatem. Obiecuję, Hopper. Przysięgam.” - wzięłam głęboki oddech - „Musimy to omówić, Słonko.
Proszę, zadzwoń do mnie” - błagałam do telefonu.
Dodałam
tę wiadomość w nocy, ale to była moja trzecia wiadomość głosowa tego dnia.
W
pracy położyłam telefon na biurku, zignorowałam ostrożne wibracje pochodzące od
personelu w moim biurze, o których wiedziałam, że są spowodowane przeze mnie i
próbowałam zająć się pracą.
Ale
nie mogłam przestać myśleć o Hop’ie. Co zrobiłam, co powiedział, jak to naprawić.
Nie trzeba dodawać, że nic nie zrobiłam.
Kilka
godzin później zadzwoniłam do niego i zostawiłam kolejną wiadomość głosową.
Kilka
godzin później, przed pójściem spać, zadzwoniłam do niego ponownie, ale
ponieważ nie odbierał, odłożyłam słuchawkę.
Jutro.
Spróbuję
ponownie jutro.
Położyłam
się do łóżka.
Nie
spałam.
*****
Trzy dni później…
Wiem, że jesteś zły, kochanie, ale
PROSZĘ, zadzwoń do mnie. Muszę przeprosić cię twarzą w twarz.
To
był drugi tekst tego dnia. Była dziewiąta rano.
Będzie
jeszcze pięć, zanim położę głowę na poduszce, żeby nie zmrużyć oka.
*****
Dwa dni później…
Siedziałam
popijając piwo w Kompleksie. Brick był ze mną, kręcąc gówno.
Wiedziałam,
że wiedział lub podejrzewał. Jak wszyscy bracia. Wiedziałam, że wiedzieli, że
wisiałam tam z nadzieją, że zobaczę Hop’a.
To
było trochę zawstydzające.
Nie
obchodziło mnie to.
Hop
miał swoje dzieci, więc wieczorem była marna szansa, żeby się pokazał, ale
byłam skłonna to wziąć. Byłam gotowa zrobić wszystko.
„Muszę
do klopa” - mruknął Brick. Posłałam mu uśmiech, o którym wiedziałam, że nie
wyglądał na prawdziwy, po słodkim uśmiechu, który odwzajemnił i ściśnięciu
mojego kolana, zanim odszedł do łazienki.
Poczułam
ciepłą i silną dłoń na karku, i obróciłam się, by zobaczyć stojącego blisko
Wielkiego Petey’a.
„Jak
się masz, kochanie?” - zapytał cicho.
Tak.
Wszyscy wiedzieli.
Patrzyłam
na Wielkiego Petey’a myśląc, że nie mam nic do stracenia.
Nic.
„Wiesz,
gdzie jest Hop?” - zapytałam, a jego twarz zrobiła się łagodna.
„Nie,
kochana Lanie. Przykro mi, że nie wiem” - odpowiedział.
„Widziałeś
go?” - zapytałam.
„Widziałem
go w pobliżu. Od jakiegoś czasu nie rozmawiałem z nim.”
„Czy
u niego wszystko w porządku?” - kontynuowałam, potrzebując czegoś,
czegokolwiek, nawet świadomości, że Hop był w złym humorze.
„Nie
wiem, kochanie.”
Zacisnęłam
usta, zanim się przełamałam.
„Jeśli
go zobaczysz, możesz poprosić, żeby do mnie zadzwonił? To ważne. Naprawdę bardzo ważne” - podkreśliłam.
Jego
ręka wciąż na mojej szyi ścisnęła mnie uspokajająco, co mnie nie uspokoiło -
„Zrobi się.”
„Dzięki”
- wyszeptałam, a potem powiedziałam - „Czy możesz powiedzieć Brick’owi, że
muszę iść? Zapomniałam, jest coś, co muszę kupić w drogerii.”
„Nie
ma problemu.”
Uśmiechnęłam
się kolejnym słabym uśmiechem. Wielki Petey puścił moją szyję i odleciałam.
Kilka
godzin później, leżąc w łóżku, zadzwoniłam do Hop’a.
„Martwisz
mnie, kochanie” - powiedziałam do telefonu, mój głos brzmiał dziwnie, był ochrypły.
Przerażony.
„Zadzwoń
do mnie” - skończyłam i odłożyłam słuchawkę.
Znowu
nie spałam.
Następnego
dnia Hopper nie zadzwonił.
*****
Cztery dni później…
Siedziałam
w moim samochodzie przy krawężniku przed domem Hop’a przez bardzo długi czas,
zanim podjechał na swoim motocyklu. Był poniedziałek, po odejściu jego dzieci.
Ponadto
nadszedł czas, by wiedzieć.
Nie
zwrócił ani jednej wiadomości, którą zostawiłam, a zostawiłam wiele. Nie
odesłał ani jednego SMS-a, a ich też wysłałam wiele. A wieczorami nie pojawiał
się w Kompleksie. Wiedziałam, bo chodziłam tam co wieczór i piłam drinka na
wypadek, gdybym na niego wpadła.
Więc,
kiedy Hop pokazał się w Kompleksie dzień wcześniej, wszedł, zauważył mnie,
skręcił w miejscu i wyszedł, chociaż zrobiłam z siebie głupca, biegnąc za nim,
wołając jego imię, nie patrzył na mnie, kiedy przerzucił nogę przez motocykl,
zaryczał i odjechał.
Potem
musiałam wiedzieć.
I
kiedy obserwowałam zbliżający się pojedynczy reflektor, obserwowałam Hop’a
wjeżdżającego na swój frontowy podjazd, obserwowałam, jak wyłącza motor,
podchodzi do swoich drzwi wejściowych, a potem przechodzi przez nie, wszystko
bez patrzenia w moją stronę, wiedziałam.
Skończył
ze mną i nie było odwrotu.
Więc
musiał wiedzieć.
Wzięłam
głęboki oddech, otworzyłam drzwi, podeszłam do jego domu i nacisnęłam dzwonek.
Brak
odpowiedzi.
Znowu
nacisnęłam dzwonek i zapukałam.
Kazał
mi czekać.
Walczyłam
ze łzami.
W
końcu otworzył drzwi i z butelką piwa w ręku warknął do mnie, zanim mogłam
zacząć - „To się nie stanie”.
„Miałam
jedenaście lat. Byłam w mieście z moją klasą na wycieczce terenowej, byliśmy
tam, aby zobaczyć przedstawienie na Broadwayu, kiedy go zobaczyłam” - zaczęłam.
Jego
brwi ściągnęły się, ale powiedział - „Lanie, cokolwiek masz…”
„Mojego
tatę w restauracji całującego szyję kobiety, która nie była moją matką.”
Zamknął
usta.
Spojrzałam
mu w oczy i dałam mu to, tak jak ćwiczyłam przez dwie godziny, które siedziałam
przed jego domem.
„Widział
mnie przez okno. Po prostu stałam tam, gapiąc się na niego. Nie rozumiałam.
Byłam za młoda. Ale z pewnością szybko dorosłam, stojąc na chodniku i wpatrując
się w ojca z inną kobietą.”
„Lanie…”
„Nasza
nauczycielka wykrzyczała moje imię, ponieważ się nie ruszałam. Dlatego odwrócił
głowę i wyjrzał przez okno. Musiał usłyszeć, jak wykrzykiwała moje imię.”
„Lanie…
„Kupiłeś
to, weź to” - wyszeptałam, a jego podbródek cofnął się, zanim jego twarz złagodniała.
Nie
byłam odporna na piękno tego spojrzenia. Zabrało mi to dużo, ale nie dałam mu
ani jednej wskazówki, że nie jestem odporna.
„On
się nie poruszył. Tata nie poruszył się. Nie wstał z miejsca i nie przyszedł do
mnie. Nawet nie wymówił mojego imienia. Po prostu siedział blisko niej,
trzymając jej rękę na stole, wpatrując się we mnie, dopóki nauczycielka mnie
nie odciągnęła. Tata nigdy o tym nie wspominał. Ani słowa. Nigdy się nie
tłumaczył. Nigdy nawet nie kłamał, żeby to ulepszyć. Ale, jak sądzę, po tym, co
wydarzyło się później, zdecydował, że skoro szydło wyszło z worka, nie musi
zawracać sobie głowy udawaniem. Ukrywaniem. Więc nie robił tego.”
„Wejdź
do środka, lady” - zaprosił delikatnie Hop.
Lady.
Wypatroszona.
Ponownie.
Tak
jak to robił mi po każdej wiadomości przez telefon, na którą nie odpowiadał, po
każdym SMS-ie, na który nie odpowiedział, oddalając się ode mnie poprzedniej
nocy, gdy biegłam za nim, wołając jego imię.
Wypatroszona,
aż byłam pusta.
Ponownie.
„Jestem
tutaj okej.”
Szczęka
Hop’a zacisnęła się, ale nic więcej nie powiedział.
A
ja to zrobiłam.
„Nie
wiem, czy się tam przeprowadziła, czy on ją tam przeniósł, czy co, ale nie
prowadzili już swojego romansu bezpiecznie ukrytego w mieście. Nie był w tym
nachalny, ale nie poświęcał zbyt wiele wysiłku na utrzymanie tego w ukryciu. Ludzie
widzieli, jak chodzi z nią na późne filmy. Ja widziałam, jak jedli razem kolację
w mieście. Widziałam ich razem na zakupach. Moja siostra, Lis, też ich
widziała.” - zatrzymałam się - „Ja też ich widziałam.”
„Jest
zimno, mała. Wejdź do środka” - nalegał Hop, ale się nie ruszyłam.
„Dlatego
moja mama jest alkoholiczką. To uzależnienie, słabość; to nie wszystko jego
wina, ale wiem, że tak się zaczęło. Patrząc wstecz, wydaje mi się, że
wiedziała, że na nią wchodzi, jeszcze zanim przeniósł swoją kochankę do naszego
miasta. Gdyby nie zauważyła ich razem przez te wszystkie lata, byłby to cud.
Ale ludzie rozmawiają. Usłyszała szepty. Złapała spojrzenia. Jej przyjaciele
znaleźli czas, żeby jej o tym powiedzieć. Ja wiedziałam. Słyszałam szepty,
łapałam spojrzenia, ale byłam za młoda, żeby utopić w butelce ból, który czułam
mieszkając w domu, w którym miłość była kłamstwem.”
„Lanie,
Słonko, proszę, wejdź do środka.”
„Dlatego
go wybrałam.”
Hop
zamknął oczy, otworzył je i zobaczyłam w nich niepokój, gdy mruknął - „Mała…”
„Nie
zrozum mnie źle.” - przerwałam mu - „Kochałam Elliotta, naprawdę kochałam. Nie postawiałabym
się przed kulami dla faceta, z którym tylko czułam się bezpieczna, wiedząc, że
nigdy mnie nie zdradzi. Ale zastanawiając się nad tym przez lata, chociaż mogę przez
to brzmieć jak dziwka, dałam mu szansę, bo nie był w mojej lidze. Dałam mu
szansę, bo wiedziałam, że będzie czcił ziemię, po której chodziłam i nigdy nie
będzie traktował mnie jak śmiecia. Przez długi czas faceci traktowali mnie jak
śmiecia, mój ojciec był pierwszym z nich, więc nie umknęło mi to, że posiadanie
mężczyzny, który jest mi oddany, jest dobrą rzeczą. Więc połączyłam swoją
gwiazdę do jego. Na początku sprawił, że było warto i to nie dlatego, że
traktował mnie jak złoto, ale po prostu dlatego, że był dobrym człowiekiem,
który mnie kochał. Wiesz, jak było na końcu.”
„Jak
nie wejdziesz do środka, Lanie, wniosę cię.”
„Jak
dotkniesz mnie Hop, już nigdy mnie nie zobaczysz.”
Jego
ciało stało się wyraźnie twarde, nawet gdy się wzdrygnął.
„Miałeś
rację…” - kontynuowałam - „…usłyszałam, jak Tyra mówiła o tobie i zrobiłam to,
co zawsze robię. Wpadłam w furię. Nie miałam pojęcia o Cody’m. Wiedziałam, że
twoje zerwanie z Mitzi było złe, ale tego rodzaju zło nigdy nie przyszło mi do
głowy. Ale wiesz, że taka jestem. Wiesz, że wysadzam rzeczy nieproporcjonalnie.
Nie wiedziałeś, że, nawet gdybym się myliła, myślenie choćby przez sekundę, że
zdradziłeś swoją kobietę, uderzyłoby mnie gdzieś głęboko, gdzieś, gdzie byłam
ranna i krwawiąca, odkąd skończyłam jedenaście lat. Złościłeś się na mnie, że
nie dałam ci szansy na wyjaśnienie. Ale ty też nie dałeś mi tego strzału, Hop.”
„Zrobiłaś
to, lady, teraz wejdź do środka, żebyśmy mogli dokończyć to gówno tam, gdzie
jest ciepło.”
„To
się nie stanie” - oświadczyłam, a jego głowa drgnęła.
„Co?”
„Jestem
kim jestem i nie mogę być dla ciebie kimś innym. Przez ponad tydzień dzwoniłam,
pisałam i siedziałam w Kompleksie, podczas gdy twoi bracia wiedzieli, że na
ciebie czekałam, upokarzałam się siedząc tam, mając nadzieję, że będę miała
szansę, aby wszystko z tobą naprawić. Starali się być mili, to jest ich sposób.
Ale ty nie dałeś mi tej szansy, wszyscy o tym wiedzieli i ja też to wiedziałam.
Nie oddzwoniłeś. Nie odesłałeś SMS-a. Odszedłeś ode mnie dwa razy i właśnie
teraz mnie zobaczyłeś, i wszedłeś do swojego domu, nie patrząc na mnie. Nie
potrzebujesz mojego dramatu w swoim życiu, Hop? Cóż, ja nie potrzebuję w swoim
życiu mężczyzny, który tak łatwo może mnie odciąć od swojego.”
„Nie
wiedziałaś o Cody’m, mała, ja nie wiedziałem o twoim tacie.”
„Nie
zapytałeś.”
„Przypomnę
ci, ty też nie.”
„Och,
nie musisz mi przypominać, Hopper. Pamiętam. Boże, pamiętam.” - powiedziałam
mu, słowa brzmiały w końcu zdławione, więc przełknęłam ślinę, gdy Hop przesunął
się w moją stronę, ale zrobiłam krok w tył, więc się zatrzymał.
„To
nie działa” - oświadczyłam.
„Tak,
działa” - zaprzeczył mi.
„Nie”
- potrząsnęłam głową - „Nie. Cały czas walczymy.”
„Cały
czas też się pieprzymy.”
Miał
rację, ale nie wystarczającą.
„Nie
działamy razem” - stwierdziłam.
„Mała,
z dobrem, które mamy, jak możesz tak mówić?” - zapytał.
„Miałam
półtora tygodnia, żeby się o tym dowiedzieć, Hop” - odpowiedziałam - „Odciąłeś mnie.”
„Ty
spieprzyłaś, a ja spieprzyłem, mała. Poznajemy się. To się wydarzy i, tylko pomyśl,
nawet gdy będziemy mieli czas i doświadczenie, to nadal będzie się działo.”
„Odciąłeś
mnie.”
„Spieprzyłem”.
Pochyliłam
się i syknęłam - „Odciąłeś mnie” - a
on zamrugał, słysząc nagłą szorstkość mojego tonu - „Czy masz jakieś wyobrażenie,
pierdoloną wskazówkę, jak bardzo cierpiałam?
Półtora tygodnia, wiedząc, że tak cię zraniłam, wiedząc, że zmusiłam cię do
ponownego przeżycia tego, wiedząc, że zrobiłam źle, dzwoniąc do ciebie,
wysyłając SMS-y, błagając cię, żebyś
pozwolił mi z sobą porozmawiać, przepraszając, a ty nic mi nie dałeś?”
Wyszedł
na ganek, a ja cofnęłam się o kolejny krok.
„Lanie,
chodź tutaj” - ponaglił.
„Nie”
- cofnęłam się o kolejny krok.
„Cholera,
Lanie, spadniesz z pieprzonego stopnia” - warknął, więc zeszłam z dwóch stopni
i stanęłam na jego chodniku - „Jezu, lady, po prostu wejdź do pieprzonego domu.”
„Chciałam
jednej nocy” - przypomniałam mu.
„Lanie,
mała…”
„Tylko
to. Jedna noc. Ale ty się wcisnąłeś, wpuściłam cię i teraz sobie przypomniałam,
Hop. Pamiętam, przed czym przez siedem lat się broniłam.”
Zszedł.
Cofnęłam się.
„Jak
masz coś, masz coś do stracenia” - ciągnęłam, powoli się wycofując - „Kiedy nic
nie masz, nie masz nic do stracenia. Nie chciałam żadnej części tego, ale
sprawiłeś, że zechciałam, a potem dałeś mi coś i zabrałeś mi to, i
przypomniałeś mi, jak bardzo to boli, jak zabija
mieć coś do stracenia.”
„Proszę,
Słonko, wejdź do środka.”
„Skończone.”
„Weź
głęboki oddech, uspokój dramat, pomyśl chwilę, a potem wejdź do środka.”
Zatrzymałam
się jak wryta, on też się zatrzymał i przyszpiliłam go wzrokiem.
„To
nie jest dramat, Hop. Zwróć uwagę. Nie paplam. Nie drzemię. Dużo się nad tym
zastanawiałam. Dzięki tobie miałam sporo czasu, żeby się nad tym zastanowić. I stało
się. Nie potrzebuję tego bólu. Od dwudziestu ośmiu lat żyję z tego rodzaju
bólem, obserwując, jak moja matka go znosi, i skończyłam z tym.”
Jego
twarz stwardniała.
„Nie
robię ci tego, co twój ojciec skurwysyn robi twojej matce” - warknął.
„To
nie to samo, ale wciąż złamane serce” - odpowiedziałam i równie szybko, jak się
pojawiła, twardość zniknęła z jego rysów.
„Nie
rób tego, Lanie.”
„To
już zostało zrobione. Stało się, kiedy zsiadłeś z motoru, wszedłeś do domu i
złamałeś mi serce. Tak jak mój ojciec. Nawet nie miałeś w sobie tego, żeby
zrobić to z bliska i osobiście.”
Chwycił
mnie za ramię, ale gwałtownym skrętem odsunęłam się i zrobiłam dwa kroki do
tyłu.
„Dobrze,
że ochroniłeś swoje dzieci przed tym, kim moglibyśmy być, Hop. Będę za nimi
tęsknić, ale oni nie będą tęsknić za mną.”
„Jezu,
kurwa, mała, błagam, wejdź do środka.”
„Żegnaj,
Hop.”
„Mała…”
Odwróciłam
się i pobiegłam.
Odwrócił
się i wbiegł do swojego domu.
Nie
miał kluczyków.
To
było dobre.
To
oznaczało, że miałam przewagę i, kiedy trafiłam na parking przed motelem, Hop
nie miał pojęcia, gdzie jestem.
Dopiero
kiedy siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na łachmaniarskiej narzucie,
pozwoliłam sobie wybuchnąć płaczem.
*****
Dwa dni później…
Usiadłam
na kanapie, skręcona w stronę Tyry po mojej lewej stronie, tak jak ona unosząc
zgiętą nogę, by położyć ją na kanapie i napiłam się wina.
Odkąd
dałam jej kieliszek, zanim usiadłam, wypiła już łyk, więc kiedy odjęłam
kieliszek z ust, była gotowa do rozpoczęcia.
„Nie
winię cię.”
Zamknęłam
oczy.
„Lanie,
kochanie, spójrz na mnie.”
Otworzyłam
oczy.
Pochyliła
się do mnie i owinęła palcami moje udo - „Nie winię cię za to, że zostałam
dźgnięta.”
„Wiem”
- wyszeptałam coś, o czym wiedziałam, ale zaprzeczałam z szalonych powodów aż do
tego momentu, kiedy nie pozwalałam sobie zrozumieć. Zrozumiały strach po tym,
co się stało, doprowadził do irracjonalnego poczucia winy, a nie miałam żadnych
wskazówek, co powinnam czuć. Po prostu się nim żywiłam, a co więcej, pozwoliłam
mojemu potworowi żywić się nim w próżnej i szalonej próbie uchronienia się
przed ponownym zranieniem.
„Mam
nadzieję” - powiedziała mi - „Skoro ci powiedziałam, że tego nie robiłam.”
Wzięłam
oddech, a potem zwierzyłam się - „Słyszę to w kółko w mojej głowie”.
Jej
głowa przechyliła się na bok i przysunęła się bliżej - „Słyszysz co w swojej
głowie?”
„Naszą
rozmowę. Kiedy mówiłaś mi, żebym skończyła z Elliottem. Doradzałaś mi, że on
powodujący nasze porwanie był betonową ścianą, na którą nie da się wspiąć,
jeśli chodzi o miłość. Ja mówiłam ci…”
„Przestań”
- przerwała, ściskając moje udo.
„Myślę
to wszystko, kochanie. Myślę, że dlatego nie mogłam sobie wybaczyć, chociaż ty
i Tack nigdy mnie nie obwinialiście. Myślę, że to dlatego, że odtwarzam tę
rozmowę w kółko w mojej głowie i przypomina mi, że było coś, co było do wybaczenia”
- przyznałam.
„Kochanie,
nie porwałaś mnie i nie dźgnęłaś, i musisz znaleźć jakiś sposób, żeby to
wyjaśnić. Nie wiem, jak powstrzymać cię od odgrywania tej rozmowy w swojej
głowie” - stwierdziła - „Po prostu wiem, Lanie, że musimy znaleźć na to sposób.”
Wypiłam
łyk wina. To był mój sposób na bycie niezobowiązującą. Nie mogłam jej
powiedzieć, że możemy to zrobić, ponieważ nie mogłam tego zrobić przez siedem
lat. Dzięki tej rozmowie zrobiłam duży krok. Kto wie, ile czasu zajmie mi
dotarcie do następnego.
Dzień
po zerwaniu z Hop’em zadzwoniłam do niej i powiedziałam, że jestem na to gotowa.
Nic dziwnego, że kazała mi powiedzieć, kiedy i gdzie, a ona tam będzie.
Dałam
jej te informacje, a ostatniej nocy, znów śpiąc w domu, czekałam, aż Hop się
pokaże lub zadzwoni.
Nie
zrobił tego.
To
był koniec.
To
zabijało, ale przeżyłam gorsze rzeczy (jak sobie mówiłam), więc teraz nadszedł
czas, aby ruszyć z życiem. Zrobić to. Samotnie walczyć z potworem bez Hop’a za
plecami.
I
mając nadzieję, że wygram.
„Myślę,
że to wszystko może mieć związek z… no cóż, zranieniem cię, poczuciem winy z
tego powodu, odkąd kazałaś mi rzucić Eli, ale przede wszystkim z tym wszystkim…”
- machnęłam ręką, rozlewając wino. Trzymałam je niebezpiecznie, więc
wyprostowałam i skończyłam - „…w Kansas City.”
„Czy
uważasz, że musisz porozmawiać z profesjonalistą?” - zapytała.
Przyłożyłam
wino do ust, mrucząc „Może”, zanim się napiłam.
Jej
następne pytanie padło z wahaniem - „Chcesz porozmawiać o Kansas City?”
Nie
chciałam.
Mimo
to spojrzałam jej prosto w oczy i oświadczyłam - „Użył mnie jako tarczy”.
„Wiem”
- powiedziała tak cicho, że ledwo mogłam ją usłyszeć.
„Wiesz
i wiedziałaś” - stwierdziłam, a jej głowa lekko drgnęła ze zdezorientowania.
„Wiem
i wiedziałam?”
„Wiesz,
co się stało i wiedziałaś, że to się stanie. Przed tym próbowałaś mnie ostrzec.”
Potrząsnęła
głową - „Nie wiedziałam, że mafia cię znajdzie w…”
„Nie
o to mi chodzi” - przerwałam jej - „Wiedziałaś, że w tej sytuacji lub w
jakiejkolwiek sytuacji życiowej w ogóle, Elliott angażujący się w mafię, było dla
ciebie jasne, że nie będzie mnie chronił.”
Westchnęła,
zanim przysunęła się bliżej, wzięła kolejny łyk wina i spojrzała mi w oczy.
„Tak
wiedziałam. Jest kilka typów facetów, a Elliott był jednym z takich, którzy po
prostu nie są zbudowani w ten sposób. Na szczęście Mafia zwykle nie wkracza w
czyjeś życie, więc nie są poddawani tej próbie. Nie wiedziałam wtedy, czy, gdyby
sprowadzało się to do latających kul, użyłby ciebie, żebyś go przed nimi
ochroniła. Po prostu wiedziałam, że podjął złą decyzję, jak zainwestować
pieniądze. Potem, kiedy stracił pieniądze, podjął złą decyzję, jak je odzyskać,
i po prostu wtedy poszło źle. Więc tak, wiedziałam. Ale ja go nie kochałam,
Lanie. Tack jest dokładnym przeciwieństwem tego. Walczyłby, zabijałby i
umierał, zanim pozwoliłby, żeby coś mi się stało, ale to nie znaczy, że czasami
nie jest wrzodem na mojej dupie. Jest. Elliott sprawił, że było to warte dla
ciebie na swój sposób. Tack sprawia w jego sposób, że warto. Po prostu tak
jest.”
Nie
mogłam się z tym kłócić, więc nic nie powiedziałam.
Wypiła
kolejny łyk wina, zanim skończyła.
„Łatwiej
jest to wyraźnie zobaczyć, gdy nie ma emocji, a pamiętaj, Lanie, że ty na
początku nie chciałaś dla mnie Tacka. Nienawidziłaś go, chciałaś, żebym odeszła.
Prawie każda dobra dziewczyna w tamtym czasie, zanim ujawnił, jakim naprawdę
jest człowiekiem, powiedziałaby to samo, ponieważ zależałoby jej na przyjaciółce,
a nie na facecie. Widząc rzeczy z zewnątrz, nie z zabarwiącymi wszystko
emocjami. Czasami mają rację, jakbym ja miała z Elliottem. A czasami się mylą,
jakbyś ty miała z Tackiem. Ale żadna z nas nie miała wszystkich informacji. Po
prostu zrozumiałaś to wszystko, kiedy było za późno.”
To
była najprawdziwsza prawda.
Wypiłam
łyk wina, postawiłam kieliszek na stoliku do kawy, położyłam ręce na kolanach i
spojrzałam na nią.
„Śnię
o Kansas City.”
Smutek
oblał jej twarz i wyszeptała - „Och, Lanie”.
„Widzę,
że jego oczy są otwarte i wpatrują się we mnie. Wygląda na zaskoczonego. Nie
tylko we śnie. Kiedy się to stało. Był martwy, ale nadal wyglądał na
zaskoczonego.”
Złapała
mnie za rękę i ścisnęła.
„Myślę,
że był zaskoczony, że go nie uratowałam.”
Patrzyłam,
jak łzy zaczynają migotać w jej oczach.
„Chciałam
mężczyzny, który by mnie uratował.” -
wyznałam.
„Może,
jeśli się rozejrzysz, znajdziesz tego mężczyznę” - zasugerowała.
To
się nie stanie.
„Myślę,
że muszę dać temu więcej czasu” - uchyliłam się.
„Lanie,
kochanie, chcę być wrażliwa, ale nie sądzisz, że siedem…?” - przestała mówić i
odwróciła głowę w chwili, gdy moje oczy skierowały się na przesuwane szklane
drzwi, ponieważ obie usłyszałyśmy ryk Harleya na tyłach mojego domu.
Całe
moje ciało się napięło.
„Tack
wie, że mam samochód i nie musi przyjeżdżać po mnie. Boże, myślisz, że coś jest
nie tak z chłopcami?” – spytała, odstawiając kieliszek na bok, szybko wstając z
kanapy i pospiesznie podchodząc do drzwi.
Była
za drzwiami i na dziedzińcu, kiedy usłyszałam odjeżdżającego Harleya.
Zamknęłam
oczy.
To
nie był Hop.
„Jakie
to było dziwne?” - spytała Tyra, wracając do domu, a ja spojrzałam na nią.
„Dziwne
kochanie.” - zgodziłam się.
Wróciła
do mnie i usiadła - „Mogłabym przysiąc, że ten motor podjechał prosto do
twojego garażu, ale zniknął, zanim dotarłam do tylnej bramy.”
„Może
złe wskazówki nawigacji satelitarnej” - mruknęłam.
Złapała
wino. Poszłam w jej ślady.
Znowu
wzięła łyk zanim ja to zrobiłam, dzięki czemu mogła mi powiedzieć - „Mitch i
Brock mają faceta, którego chcą, żebyś poznała.”
„Ty-Ty…”
Potrząsnęła
głową - „Wiem, że Tack rozmawiał o nim z tobą, zamierzał zadzwonić w tej
sprawie do Mitcha, ale może sprawy z Tabby zepchnęły go z właściwej drogi. Zadzwonię
do Mary, żeby wszystko wróciło do normy.”
„To
naprawdę za wcześnie” - powiedziałam jej.
„Jak
poczekasz dłużej, kochanie, będzie za późno” - odpowiedziała słodkim, ale
stanowczym głosem.
Zamknęłam
usta, bo się nie myliła. Ale też myliła się, a ja nie potrafiłam wyjaśnić jak.
„Racja.
Chcę, żebyś zrobiła dla mnie dwie rzeczy” - zaczęła, a kiedy skinęłam głową,
kontynuowała - „Po pierwsze, pomyśl o pójściu na terapię. Nawet jeśli byłaby to
porada krótkoterminowa, pozbądź się tych snów. Porozmawiaj z kimś o Kansas
City. Spróbuj to odpuścić.”
Mogłabym
to zrobić.
I
powinnam to zrobić.
Nadszedł
czas.
„Dobrze”
- zgodziłam się, po czym wzięłam łyk wina.
„Po
drugie, idź na tę randkę z kumplem Mitcha” - stwierdziła, a ja prawie
zakrztusiłam się winem.
„Ty-Ty!”
- zawołałam, kiedy mi przeszło.
„Nie
jutro, nie w przyszłym tygodniu, po prostu pozwól Mitch’owi podać mu twój
numer. Porozmawiaj z nim przez telefon. Poznaj go trochę. Potem…” - uśmiechnęła
się - „…może tydzień później po prostu spotkaj się na kawę. Brak parcia. Tylko
kawa.”
Patrzyłam
na nią przez chwilę, zanim zasugerowałam - „Co powiesz na to? Zagarniesz Elvirę
i może Gwen i wyruszysz na misję rozpoznawczą. Znajdź tego faceta, podążaj za
nim, zdobądź zdjęcia, przejrzyj jego śmieci, takie rzeczy. A za mniej więcej
miesiąc zgłoś się do mnie, a wtedy podejmę decyzję.”
„Nie
przechodzę przez śmieci” - odpowiedziała.
„Niech
Elvira to zrobi”.
„Lanie,
znasz Elvirę? Nigdy nie widziałam tej
kobiety w dżinsach. Nie będzie chciała nosić jednej ze swoich bajecznych sukienek,
szpilek i grzebać w śmieciach. Do diabła, ona po prostu nie przejdzie przez
śmieci jakiegoś faceta.”
„Może
Gwen to zrobi” - próbowałam dalej.
Uniosła
brwi - „No dobrze, znasz Gwen?”
To
była prawda. Gwen też by tego nie zrobiła.
„Może
uda nam się namówić Gwen, żeby Hawk…”
Ty-Ty
wtrąciła się - „Niech Mitch poda mu twój numer.”
Zignorowałam
ją - „A może mógłbym po prostu pójść i porozmawiać z Hawkiem, a Gwen nie będzie
musiała…”
„Lanie!”
- wykrzyknęła ze śmiechem - „To po prostu daj facetowi swój numer. Jeśli nie polubisz
brzmienia jego głosu lub jest okropnym rozmówcą, nie musisz nawet pić kawy. Ale
niech Mitch poda mu twój numer.”
Myślała,
że świrowałam głównie dlatego, że to robiłam, ale to był mój sposób.
Nie
wiedziała też o Hop’ie. Dowie się. Po prostu pomyślałam, że powiem jej to
później, kiedy już usuniemy trudne rzeczy, które obecnie przetwarzałyśmy.
To
wszystko oznaczało, że nie miałam wyboru.
„W
porządku, powiedz Mitch’owi, żeby dał temu facetowi mój numer.”
Uśmiechnęła
się szeroko.
Wciągnęłam
więcej wina.
„Tak
się cieszę, że to zrobiłyśmy.”
Przestałam
siorbać wino słysząc ton jej głosu. Nie było w nim śmiechu. Był pochmurny.
„Ty-Ty,
kochanie” - powiedziałam cicho.
„Już
nie płaczesz” - powiedziała, a ja zamrugałam.
„Co?”
„Kiedyś
płakałaś o byle co. Już nie płaczesz.”
Przełknęłam,
zanim podzieliłam się - „Walczę z tym. Ja… nie chcę już być tą kobietą.”
„Nie
ma nic złego w tej kobiecie, kochanie.”
„Płacz
jest słabością” - oświadczyłam.
„Płacz
to uwolnienie i jeśli pozwolisz sobie poczuć uczucia, które twój umysł
podpowiada ci, a nie z nimi walczyć, może mogłabyś pozwolić niektórym z tych
rzeczy odejść.”
Ten
pomysł miał sens, więc uśmiechnęłam się do niej.
„Tak
bardzo martwiłam się o moją dziewczynę” - przyznała i poczułam, że poczucie
winy znów mnie uderzyło, jak poruszająca się ceglana ściana poruszająca się z
prędkością dźwięku.
„Jestem
okropną przyjaciółką” - oznajmiłam.
„Jesteś
kobietą, która poszła na wygnanie ze swoim narzeczonym, patrzyła, jak umiera, i
została postrzelona w tym wszystkim. To wielkie gówno, z którym trzeba sobie
poradzić. Zbyt długo to trwało. Ja jestem
okropną przyjaciółką.”
„Nie
wiedziałaś, co robić” - broniłam jej - „Tack powiedział mi, że byłaś rozdarta i
nie chciałeś mnie zdenerwować.”
„Cóż,
to prawda” - zgodziła się.
„Więc
powinnam była zauważyć, że się martwisz, przyjść do ciebie wcześniej i to
zakończyć” - stwierdziłam, a ona się uśmiechnęła.
„Myślę,
że mogłybyśmy porozmawiać o tym, kto był gorszą przyjaciółką, dopóki nie
będziemy stare i siwe” - powiedziała.
„Może,
ale sugeruję, żebyśmy tego nie robiły, bo nie sądzę, żeby ta butelka wina
wytrzymała tak długo” - odpowiedziałam.
Wydała
z siebie odgłos krztuszenia się, po czym wybuchnęła śmiechem.
Złapałam
ją za rękę, mocno ścisnęłam i uśmiechnęłam się.
Kiedy
przestała się śmiać, popijałyśmy więcej wina, potem ściskałam jej rękę, aż na
mnie spojrzała.
„Będę
okej” - podzieliłam się i, co dziwne, te słowa ujawniły prawdę.
Miałam
to na myśli.
Będę.
I
wiedziałam o tym, ponieważ podczas rozmowy mój potwór się nie pojawił.
Ani
razu.
Nie
oszukiwałam się, że to koniec. Po prostu pierwszy krok był łatwy, więc może
kolejne nie będą już takie trudne.
Przyznanie,
że Hop miał rację, było słodko-gorzkie. Rozmawiałyśmy i Ty-Ty poczuła się
lepiej.
Ja
też.
„Wiem”
- odpowiedziała.
Uwierzyła
we mnie.
Tak,
może kolejne kroki nie byłyby takie trudne.
„Przeważnie
wszystko będzie dobrze, bo mam ciebie” - szepnęłam.
Zacisnęła
usta.
Rzuciłam
się w jej stronę i przytuliłam ją.
Ty-Ty,
moja najlepsza przyjaciółka, przytuliła mnie z powrotem.
*****
Tyry
nie było od pięciu minut, kiedy usłyszałam ryk Harleya ciągnący się w moim
tylnym zaułku.
Stałam
przy zlewie, wypłukiwałam kieliszki i znieruchomiałam. Moje oczy powoli
przesunęły się na tylne drzwi, kiedy ten głos zatrzymał się na moim tylnym
podjeździe.
O
Boże.
Czy
to Hop przybył wcześniej? Czy zobaczył samochód Tyry na moim podjeździe i
odjechał?
Odpowiedź
na te pytania stała się jasna, gdy zobaczyłam, jak przechodzi przez bramę na moje
patio.
O
Boże!
Cholera.
Patrzyłam
na niego, patrzącego na mnie i idącego przez patio.
Dobrze.
Było w porządku. Zamknęłam drzwi. Zawsze zamykałam drzwi. Zignorowałabym go,
dokończyłabym płukanie kieliszków, zgasiłabym światło, weszłabym na górę i
rozpadłabym się tam, gdzie nie mógłby mnie widzieć.
Zakręciłam
wodę, odstawiłam kieliszek i zrobiłam to wszystko z oczami skierowanymi na Hop’a,
który podszedł prosto do szklanych drzwi, ale nie zapukał. Nie dzwonił.
Przykucnął, wyciągając coś z tylnej kieszeni dżinsów. Potem pracował przy
zamku.
Otworzyłam
usta.
Usłyszałam
kliknięcie zamka.
Oddech
uwiązł mi w gardle.
Łał.
Wybrał
mój zamek.
Wyprostował
się i wszedł, zamykając za sobą drzwi.
Stałam
wpatrując się w niego, nieruchomo jak posąg.
Zrobił
trzy kroki, zatrzymał się i zapytał - „Rozmawiałaś z Tyrą?”
„Tak”
- odpowiedziałam.
„Nie,
mała, rozmawiałaś z Tyrą?”
„Tak”
- wyszeptałam.
„Dobrze”
- odszepnął i, Boże, ten szept był pełen dumy i ulgi.
Zabijało.
Wyprostowałam
ramiona - „Hop...”
„Teraz
my musimy porozmawiać” - oświadczył.
Potrząsnęłam
głową - „To się nie stanie.”
„Lanie,
dałem ci trochę czasu. Teraz musimy rozwiązać to gówno.”
Och.
Nie pokazał się wczoraj wieczorem, bo dawał mi czas.
To
było ładne.
I
wyjątkowo niefortunne, bo było już za późno.
„Nie
ma nic do rozwiązywania. To koniec” - ogłosiłam.
„Mała”
- pochylił się do mnie - „…nie koniec.”
„Hopper”
- pochyliłam się w jego stronę - „koniec.”
Odchylił
się i przyjrzał mi.
Potem
powiedział - „Wiesz, że z tym, co mamy, warto przejść przez to.”
„Wiem,
co mamy i nie jest to warte tej pracy” - odparłam, a jego ciało drgnęło.
„Powtórz”
Wyciągnęłam
rękę - „Wiem, jak to jest, Hopper. Miałam to wcześniej. Zakochuję się w
facecie, a on mówi rzeczy, których we mnie nie lubi, aby były jasne, a ja wysilam
się, by przestać robić takie rzeczy i już nie jestem sobą.”
„Zakochałaś
się we mnie?”
Zacisnęłam
usta.
Twarz
Hop’a złagodniała i zrobił kolejny krok w moją stronę.
„Na
razie zostawmy to i zacznijmy od drugiego. Jak myślisz, czego w tobie nie
lubię?”
„Dramat”
- odpowiedziałam.
Uśmiechnął
się - „Mała, podoba mi się ten dramat”.
„Rzucasz
mi to w twarz przez cały czas, kiedy walczymy.”
„I,
lady, kocham to, jak się kłócimy, bo kocham to, jak się godzimy i nie oszukuj
mnie, ty też to kochasz.”
Nie
mylił się co do tego.
„W
każdym razie nigdy nie powiedziałem, że mi się to nie podoba” - ciągnął.
„Zawsze
o tym mówisz.”
„To
nie znaczy, że mi się to nie podoba.”
„Cóż,
dam ci pewien wgląd. Wgląd, bo zauważę, że już coś o tym wiesz, sądząc z twojej
przemowy o tym, jak rzeczy wsiąkają w kobiety, wypalając ranę, która nigdy się
nie goi. Jeśli o czymś wspominasz, będzie to w mojej głowie, a ponieważ…” -
próbowałam znaleźć właściwe słowo, które nie ujawniałoby zbyt wiele - „…zależało
mi na tobie, pracowałam nad sobą, próbując to złagodzić. Chętnie robiąc
wszystko, żeby się upewnić, że cię nie odstraszę, co skłoniłoby cię do
zrobienia tego, co mój tata robi mojej mamie.”
„Nie
jestem twoim tatą” - odpowiedział natychmiast.
„To
też nie ma znaczenia, Hopper. Chodzi o to, kim jestem, jak pracuję, co robię” -
podzieliłam się.
„To,
co twój tata robi twojej mamie, nie leży na twojej mamie. To jest na twoim
tacie. Jest kutasem, bo robi to swojej rodzinie, a większym, bo robi to od
dziesięcioleci” - kontynuował Hop, jakbym się nie odzywała.
„To
prawda. Ale nie o to chodzi.”
„Tak,
kurewsko, o to. Myślisz, że musisz się wyciszyć, żeby nie doprowadzić swojego
mężczyzny do cipki innej kobiety. To gówno jest walnięte, Lanie.”
„Cóż,
do takiego właśnie myślenia zostałam uwarunkowana.”
„Więc
przestań o tym myśleć.”
„To
nie jest takie proste.”
„W
takim razie pozwól, że pomogę ci to rozpracować.”
„Boże!”
- zawołałam, unosząc obie ręce. Próbowałam, naprawdę próbowałam stłumić dramat,
ale on się nie zamykał! - „Hopper, to nie działa!”
„Lanie,
to totalna pieprzona bzdura i dobrze o tym wiesz.”
„Jak,
jeśli spojrzysz wstecz od początku do końca, ten bałagan był dla nas dobry?
Walka. Dramat. Ja cię odpycham, ty odpychasz. Odcinasz mnie, a potem myślisz,
że możesz po prostu powiedzieć, że spieprzyłeś i wszystko będzie dobrze. To
szaleństwo.”
„To
cholerny związek, Lanie.”
„Cóż,
to boli” - syknęłam - „I nie spędziłam
siedmiu pieprzonych lat chroniąc się przed tym bólem tylko po to, byś wepchnął
mi go do gardła!” - skończyłam na krzyku.
„Jezu,
lady, naprawdę zamierzasz tam stać i mówić mi, że nie pamiętasz całego dobrego,
które mieliśmy, a było tam dużo dobrego, Lanie, tak dobrego, że było najlepsze
i to całkowicie przeważyło złe w czasie i znaczeniu, a wyrzucisz nas tylko
dlatego, że się boisz?”
„Tak,
naprawdę zamierzam tu stać i ci to powiedzieć, Hop” - odpaliłam.
„Więc
jest to dla ciebie okej, że zabierając to sobie, zabierasz to mnie.”
Oddech
wyparł mi z płuc ze świszczącym wydechem i gapiłam się.
Hop
kontynuował.
„Na
drodze cipka groupie. Cipka biker baby. Jebana Mitzi. Miałem wiele, a niektóre
kobiety były dobre. Wspaniałe kobiety. Słodkie kobiety. Doskonały seks. Ale
nigdy, nie przez czterdzieści pieprzonych lat życia, nie miałem kobiety, do
której czułem to, co do ciebie. Mówisz mi, że ci na mnie zależy, a jednak oboje spierdolimy to i skrzywdzimy się nawzajem, jak nie podejmiesz wysiłku potrzebnego
do wybaczenia i powrotu na właściwe tory? Robiąc to, odbierając jedyną szansę w
ciągu czterdziestu pieprzonych lat, jaką kiedykolwiek miałem na bycie naprawdę
szczęśliwym?”
Nic
nie powiedziałam, bo nie pomyślałam o tym w ten sposób, a myślenie o tym w ten
sposób sprawiło, że ból, który czułam przez prawie dwa tygodnie, był nie do
zniesienia.
Tak
nie do zniesienia, że to cud, że stałam.
Niestety
zbyt długo walczyłam z bólem. To dało Hopperowi czas na wyciąganie wniosków.
A
Hop, będąc Hop’em, właśnie to zrobił.
„Nie
pieprzyłem się z tobą. Nie wykorzystałem cię do ochrony przed kulami. Nie
doprowadziłem cię do złamanego serca. Nie zrobiłem nic z tego gówna, Lanie, a
ty każesz mi zapłacić za wszystkie twoje…”
- wycelował we mnie palcem - „…błędy. Chcesz stać z wyspą między nami, nie
dotykać mnie przez tygodnie, nie rozmawiać ze mną przez kilka dni i skończyć, mała?
Masz to. Skończyliśmy.”
Moje
ciało przesunęło się na bok, przygotowując się do pójścia za nim, moje usta
otworzyły się, by zawołać jego imię, ale zatrzymał się w otwartych, rozsuwanych
szklanych drzwiach, odwrócił się do mnie i zadał swój ostatni cios.
„Wiesz,
to przypomina mi to mamę i mojego staruszka. Całe te bzdury, kłócenie się o
pieprzone nic, dwoje ludzi tak cholernie przerażonych miłością, którą czują do
siebie nawzajem, że woleliby się odepchnąć niż zaryzykować, czując pełnię tego
uczucia.” - A gdyby tego było mało, przyszedł czas na coup de grâce. - „Więc
myślę, że to oznacza, że nie
nauczyłem się, kurwa, po Mitzi.”
Czy
Hop właśnie powiedział, że mnie kocha?
„Kochasz
mnie?” - westchnęłam.
„Nigdy
się nie dowiesz” - odparł, odwrócił się, zasunął drzwi i odszedł.
Dramat, serio oboje są całym królestwem dramatu. Jak to mówią miłość czasem to nie wszystko. Do związku trzeba dwojga... Chętnych i otwartych. Oni na razie to konserwy. Dziękuję 😘 ❤️
OdpowiedzUsuńNo to mamy dramat :(
OdpowiedzUsuńMam nadzieje że to rozpracują bo cos czuje że jak by poszła na randke z policjantem to zostanie wyniesiona na ramieniu przez Hopa hahahha
CZekam na kolejny rozdział.
O to by było coś ☺️😁
UsuńPięknie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńNo cóż. Pięknie pokazane czym kończy nie słuchanie się drugiej strony.
OdpowiedzUsuń