poniedziałek, 16 sierpnia 2021

7 - W taki czy inny sposób

 

ROZDZIAŁ 7

W taki czy inny sposób

 

 

Moja komórka na nocnym stoliku zadźwięczała, budząc mnie.

Sennie sięgnęłam, spojrzałam na wyświetlacz, dotknęłam go kciukiem i przyłożyłam do ucha, a uśmiech wykrzywił mi usta.

„Hej” - przywitałam się cicho.

„Jak poszło zeszłej nocy?” - zapytał Hop.

Martwił się o mnie.

Boże, Boże… podobało mi się to.

„Poszło” - odpowiedziałam.

„Moje usta są między twoimi nogami.”

Mrugnęłam na poduszki - „Co?”

„Kurwa, smakujesz jak miód” - warknął.

Moje nogi poruszyły się pod prześcieradłem.

Wiedziałam, co to było. To był doskonały sposób na oderwanie się od złych myśli i chciałam tego.

„Hop...”

„Dotykaj się, lady” - szepnął.

Bez zwłoki wsunęłam rękę w majtki.

Musiałam trochę zahałasować, bo Hop znów warczał mi do ucha - „Mój język jest tam.”

O Boże, to było dobre.

„Nie” - stwierdził - „…ssę”.

O Boże, to było dobre.

„Kochanie” - wydyszałam.

„Cicho, lady, i słuchaj mnie”.

Zrobiłam tak jak powiedział i cudem, bo zwykle, jak to robiłam moje palce nie działały - potrzebowałam zabawki, Hop osiągnął spektakularne rezultaty odwracając moją głowę od rzeczy.

Po wyciszeniu się usłyszałam ciszę.

„Czy chcesz, żebym szła dalej? Dać ci to samo?” - zaoferowałam głosem usatysfakcjonowanym, ochrypłym.

„Nie robię tego, mała.”

Mówił mi to już wcześniej, ale w tych okolicznościach uznałam to za interesujące i zaskakujące.

„Ty nie, uh…?” - urwałam.

„Tak, ale nie z kobietą.”

„Um, tylko zwracam uwagę, kochanie, nie jestem z tobą.”

„Rozmawiasz ze mną przez telefon?”

Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam - „Tak”.

„W takim razie jesteś ze mną” - stwierdził.

Nawet przez telefon byłam z nim.

Miło.

„Dałem ci to, wynagrodzisz mi to w poniedziałek wieczorem” - skończył.

„Mogę to zrobić” - odpowiedziałam.

„Wiem, że potrafisz” - powiedział mi. Słyszałam uśmiech w jego głosie, gdy mówił dalej, gdzie będzie z dziećmi na śniadanie i kiedy - „Myślisz, że możesz tam zabrać swoich rodziców?”

Mieliśmy „wpaść na siebie”, przyjacielskie spotkanie przypadkowo na tej samej górze w tym samym czasie, tak by Hop mógł chronić moje plecy bez wiedzy moich rodziców.

„Zrobię co w mojej mocy.”

„Zrób to, mała. Do zobaczenia za kilka godzin.”

„W porządku i… Hop?”

„Tutaj.”

„Hmmm, dzięki za orgazm.”

Nie ukrywał śmiechu w swoim głosie, gdy odpowiedział - „Wszystko, czego potrzebujesz, lady, jestem przy tobie w taki czy inny sposób.”

Tak, wyglądało na to, że był.

„Dziękuję, Słonko.”

„Później, mała.”

„Pa, Hop.”

Rozłączyliśmy się. Patrzyłam na telefon przez chwilę, zanim odłożyłam go z powrotem na szafkę nocną. Patrzyłam na to, odpoczywając tam, rozciągając się trochę i uśmiechając się dużo więcej.

Potem owinęłam ramiona wokół poduszki, trzymając ją blisko.

Wszystko, czego potrzebujesz, lady, jestem przy tobie w taki czy inny sposób.

Tak.

Wyglądało na to, że był.

Mój uśmiech się poszerzył.

*****

Pani Lanie!

Ten pisk usłyszeliśmy w chwili, gdy weszłam do restauracji za matką, ale przed ojcem, który trzymał drzwi, a wrzasnęła to Molly Kincaid.

Najwyraźniej Hopper nie powiedział swoim dzieciom, że tam będę. Wiedziałam o tym, ponieważ Molly wrzeszczała, a Cody siedział na ławce z boku wejścia do restauracji i patrzył na mnie z pewnym zdziwieniem. Hop stał obok niego, wyglądając jak zwykle niesamowicie w wyblakłych dżinsach i butach. Pod kurtką miał czarną koszulkę termoaktywną, a włosy opadały mu na twarz.

Cały on, tylko on, bez udawania.

Jednak ogolił się, ale zostawił nową kępkę wąsów pod wargą, tak jak zapowiedział.

To był dobry dodatek.

Miałam tylko kilka sekund, żeby to wszystko ogarnąć, ponieważ Molly rzuciła się do mnie z jej typowym dla niej entuzjazmem.

Zatrzymała się w poślizgu, z głową odchyloną do tyłu, z długimi, cudownymi, falującymi, czarnymi włosami rozczochranymi i wolnymi, a jej szare oczy lśniły dziecięcym podnieceniem.

„Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś!” - zawołała, a potem odwróciła się do swojego taty - „Tato, spójrz! Pani Lanie jest tutaj!”

„Widzę” - wymamrotał Hop, podchodząc do nas, i bardzo uderzyło mnie to, że nie mogłam go dotknąć, pocałować, a nawet uśmiechnąć się do niego tak, jak chciałam się uśmiechać.

Zamiast tego spojrzałam mu w oczy i przywitałam się - „Hej, Hop”. Spojrzałam na Molly - „Jak się masz, kochanie?”

„Wspaniale!” - krzyczała.

Uśmiechnęłam się do niej i spojrzałam na Cody’ego - „Hej, Cody.”

„Yo!” - odpowiedział, jak wszystkie mini-twardziele motocykliści.

Uśmiechnęłam się do niego, moje oczy przesunęły się na Hop’a i pomyślałam: do diabła z tym.

Podeszłam do niego, owinęłam dłoń wokół skóry na jego bicepsie i pochyliłam się.

Muskając ustami jego policzek blisko ucha, szybko i nisko, wyszeptałam zupełnie inaczej - „Hej”.

„Hej” - jego szept w odpowiedzi był również szybki, niski i chrapliwy.

Odsunęłam się, złapałam jego wzrok, zobaczyłam, że ma uważne, ciepłe i zadowolone oczy, posłałam mu mały uśmiech, a potem odwróciłam się do moich rodziców.

„Mamo, tato, czy to nie wspaniałe?” - zapytałam, chociaż oni to wszystko już oglądali, zwłaszcza Hop’a. Puste maski na ich twarzach nie do końca ukrywały ich niechęć do naszej obecnej kompanii - „To mój naprawdę dobry przyjaciel, Hopper Kincaid” - wskazałam Hop’a - „I jego dzieci, Molly i Cody.”

Wskazałam na dzieci.

„Hej!” - Molly zaćwierkała, uśmiechając się szeroko do mamy i taty.

„Bardzo mi miło” - odpowiedziała mama i, na jej oficjalne słowa wypowiedziane do jedenastolatki, moja głowa szybko zwróciła się do Hop’a, po czym przewróciłam oczami, zanim odwróciłam się do mamy i taty.

Zrobiłam to, słysząc, jak Cody powtarza - „Yo!”

Usta taty zacisnęły się, zanim zmusił się do uśmiechu do Molly, po czym spojrzał na Hop’a.

Hop wyciągnął rękę - „Panie Heron.”

„Tak” - wymamrotał tata - „Miło cię poznać, hmmm… Hopper.”

Hop mocno ścisnął dłoń taty i puścił - „Hop[1]

„Przepraszam?” - zapytał tata, robiąc krok, którego nie musiał odbierać Hop’owi.

„Hop” - powtórzył Hop - „Przyjaciele nazywają mnie Hop. Lanie jest dobrą przyjaciółką, co oznacza, że jej rodzina to przyjaciele” - uśmiechnął się do taty - „Więc mów do mnie Hop.”

„Racja” - mruknął tata, po czym najwyraźniej wymamrotał - „Hop”.

Hopper zignorował to, pochylił się do mamy i wziął ją za rękę, mówiąc: „Pani Heron.”

„Cóż, umm… oczywiście, uh… miło mi cię poznać” - wyjąkała mama, zakłopotana i również szybko cofnęła się po tym, jak Hop ją uwolnił.

Staliśmy tam wszyscy, a ja czekałam.

To się nie stało.

Co mnie wkurzyło, więc coś z tym zrobiłam.

„Tylko do twojej wiadomości…” - zaczęłam - „Mama i tata nie są panem i panią Heron. To Joellyn i Edward.”

Twarz mamy była tak twarda, że myślałam, że pęknie, kiedy uniosła usta w uśmiechu. Tata uniósł brodę.

Uch.

Moje oczy wróciły do Hop’a i patrzyłam, jak jego powieki miękną, ledwie widoczny ruch, ale wymownie stwierdzał, że jest dobrze; nie obchodziło go, jacy byli moi rodzice i mnie też nie powinno.

Więc postanowiłam tego nie robić.

„Hej!” - wykrzyknęłam, klaszcząc w dłonie - „Wiem!” - spojrzałam na Hop’a - „Wpisałeś już swoje imię?”

„Tak, Lanie” - odparł Hop, drgając wargami.

„Cóż, pójdziemy do stacji hostess i zmienimy” - spojrzałam na mamę i tatę - „Stół dla sześciu osób!”

Twarz taty wyglądała, jakby została wyrzeźbiona w kamieniu, a mama wydała z siebie zduszony dźwięk, ale ja tylko spojrzałam na Molly.

„Chciałabyś?” - zapytałam.

„Tak!” - krzyknęła, skacząc w moim kierunku, chwytając mnie za rękę i ciągnąc do stanowiska hostessy.

Poszłam, ale odwróciłam głowę i zapytałam Cody’ego - „A co z tobą, dzieciaku?”

„Super” - stwierdził nonszalancko.

Rzuciłam mu uśmiech, poszłam do stanowiska hostessy i zmieniłam prośbę Hop’a na stolik dla sześciu. Dostałam złe wieści, że większy stół zajmie dziesięć minut i wróciłam do ekipy. Mama i tata byli wyraźnie nieswoi, ale Hop był tylko Hop’em: gorący i swobodny. Cody wymachiwał nogami, nieświadomy wszystkiego.

„Jesteśmy wpisani” - oznajmiłam - „Ale zajmie to mniej więcej dziesięć minut.”

„Kicha, jestem głodny” - mruknął Cody.

„Przeżyjesz” - zagrzmiał Hop, patrząc na syna i uśmiechając się.

„Zrobię to głodny” - odparł Cody.

„Ale zrobisz to” - odparł Hop.

Uśmiechnęłam się do nich.

„Więc skąd znasz naszą córkę?” - tata zadał pytanie, w zadaniu którego był celowo tępy, ponieważ znał odpowiedź, a oczy Hop’a skierowały się na niego.

„Ona jest Chaosem” - odpowiedział, a ciepło znów ogarnęło moje serce.

„Przepraszam?” - zapytał tata.

„Chaos. Ona jest Chaosem. Jej dziewczyna, Tyra, jest żoną mojego brata” - wyjaśnił Hop - „Znam Tyrę od lat, znam od lat Lanie. Obie są Chaosem.”

„Racja. Oczywiście” - powiedział tata, brzmiąc, jakby uważał, że to w ogóle nie było w porządku - „Słyszałem, że Tyra…” - urwał i zwrócił się do mnie - „…jeszcze nie pytałem. Jak się miewa Tyra i jej chłopcy?”

Celowo nie zapytał o Tacka.

Zignorowałam to - „Ma się wspaniale. Szczęśliwa i wniebowzięta. Tack też ma się dobrze. Chłopcy są dobrymi dziećmi, mimo że to chuligani.”

„To nie są chuligani” - zaprzeczył Cody, a ja spojrzałam na niego - „Oni są świetni.” - spojrzał na mojego tatę.

„Są młodsi ode mnie, ale trzymam się z nimi, ponieważ mają dobre pomysły” - uniósł rękę i stuknął palcami w głowę - „Genialne”

„Genialni we wpadaniu w kłopoty” - wtrąciłam, a Cody spojrzał na mnie.

„Pan Tack nie ma nic przeciwko.”

„Pani Tyra tak” - stwierdził Hop, a jego syn spojrzał na niego.

„Dziewczyny to robią, jak nie lubią sposobu, w jaki zachowują się chłopcy” - odparł Cody.

„Robią to, kiedy chłopcy zachowują się jak idioci” - odparł Hop.

Najwyraźniej Cody nie mógł się z tym kłócić, ponieważ się zamknął.

Zaczęłam się śmiać.

Molly oparła się o mnie i też się roześmiała.

Objęłam ją ramieniem i przyciągnęłam bliżej. Hop skierował wzrok na swoją córkę, a potem na mnie, a ciepło w jego oczach, miękkość wokół ust, sprawiło, że uczucie ciepła wokół mojego serca zwiększyło się.

„Co pani dzisiaj robi, pani Lanie?” - spytała Molly, a ja spojrzałam na nią.

„Jeszcze nie wiem, kochanie. Moi rodzice są tutaj z Connecticut, więc chyba tylko pobędziemy” - odpowiedziałam.

„Nie możesz po prostu pobyć w Vail!” - sprzeciwiła się i spojrzała z taty na mamę - „Powinnaś pobyć z nami. Zaplanowaliśmy wiele zabawnych rzeczy.”

W tym momencie zdecydowałam, że kocham Molly Kincaid.

„Nie sądzę…” - zaczął tato, ale byłam od niego szybsza i skoczyłam na niewinną propozycję Molly.

„Co za fantastyczny pomysł!” - zawołałam i spojrzałam na mamę i tatę - „Czy to nie fantastyczny pomysł?”

„Kochanie, my nawet nie znamy ich planów” - zauważyła mama logicznie, ale z lekką desperacją.

Nie zrobiliśmy tego, ale wiedziałam, że cokolwiek to będzie, będzie o wiele fajniejsze niż wizyta u mamy i taty.

„Dzieci sprawiają, że wszystko jest zabawne” - oświadczyłam.

„Nie mogę się z tym kłócić” - wtrącił Hop, po czym spojrzał między starszymi Heronami - „Będziecie mile widziani, a moje dzieci to pokochają. Nie widzą świata poza waszą córką.”

To było dobrze zagrane, zaproszenie, którego nikt nie mógł grzecznie odrzucić, połączone z komplementem dla córki, który był wyraźnie szczery, co dodatkowo uniemożliwiało odmowę.

To było tak dobrze zagrane, że trzeba było ogromnego wysiłku, żebym nie uśmiechnęła się szeroko do Hop’a albo, powiedzmy, objęła go ramionami i mocno pocałowała. Zamiast tego po prostu złapałam jego wzrok i miałam nadzieję, że przeczytał to, co było w moim.

Zrobił to i wiedziałam o tym, kiedy jego oczy błysnęły i fala dobroci wytrysnęła z niego i uderzyła we mnie.

Uwaga Hop’a spotkała się z milczeniem. Zauważyłam to na fali dobroci i spojrzałam na mamę i tatę.

Mama zebrała się pierwsza, zbyt Południowa, żeby tego nie robić.

„Oczywiście bylibyśmy zachwyceni. Wszyscy przyjaciele Lanie i oczywiście dzieci sprawiają, że wszystko jest zabawne.”

Najwyraźniej postanowiła zignorować wszystkie rzeczy, których nie lubiła w Hop’ie i uśmiechnęła się z prawdziwym ciepłem do jego dzieci.

„Wspaniałe!” - krzyknęła Molly, odskakując od mojego ramienia, ale znowu łapiąc mnie za rękę.

„Do bani, że nie ma śniegu” - oświadczył Cody - „Ale w wiosce jest milion sklepów ze słodyczami, a tata mówi, że możemy je wszystkie obejść.”

Molly puściła moją rękę, by podnieść jej obie w powietrze i krzyknęła - „Cukrowy haj!”

„No właśnie” - wymamrotał Cody, uśmiechając się do siostry.

Uśmiechnęłam się do niego, a potem odwróciłam się i zobaczyłam, że Hop się do mnie uśmiecha.

Wszystko dobrze. Wszystko było dobrze.

Ponieważ Hop to zrobił.

No cóż, Molly, ale Molly należała do Hop’a, więc postanowiłam przypisać to jemu.

„Kincaid? Stół dla sześciu osób?” - wszyscy zwróciliśmy się do hostessy, a ona się uśmiechnęła - „Mieliśmy wolny wcześniej.”

„Cóż, czy to nie jest ogólnie szczęśliwy dzień?” - oświadczyłam, obejmując ramieniem Molly i odwracając nas obie do hostessy.

Nikt nie odpowiedział. Nie obchodziło mnie to.

To był szczęśliwy dzień i trzymałam się tego.

Hostessa zaprowadziła nas do stołu.

Hop sprawnie zaaranżował pozycję siedzenia tak, że siedział obok mnie, co oznaczało, że mógł przycisnąć swoje udo do mojego i kraść dotyk mojej nogi i, pozornie niedbale, ale nic innego, jak zahaczyć ramieniem o oparcie mojego krzesła, kiedy rozmawialiśmy, a nie jedliśmy.

Tata nie przegapił tego i nie był z tego powodu zadowolony, niedbale czy nie.

Mama udawała, że to ignoruje.

Molly i Cody nie dostrzegli w tym żadnego znaczenia.

Ja to kochałam.

*****

„Czy będą w porządku przez piętnaście minut?” - wyszeptałam to do ucha Hop’a.

Był koniec sierpnia. Nie było śniegu, ale złote liście osiki zdawały się błyszczeć w słońcu, a górskie powietrze było rześkie. Upływający czas lata był w górach, co oznaczało, że wielu turystów i weekendowych wycieczkowiczów było dużo, a ktoś zorganizował gry dla dzieci u podnóża stoku.

Dlatego Molly i Cody byli obecnie zaangażowani w wyścig na trzech nogach z grupą innych dzieci. Domyślałam się, że wygrają, ponieważ Hop dał im to, co obiecał, i oboje obecnie wypalali taki wysoki poziom cukru, by zakończyć wszystkie cukrowe haje.

Mama i tata zaszemrali, że potrzebują usiąść przy filiżance kawy, więc znaleźli się w kawiarni przy głównej ulicy Lionshead Village.

To oznaczało, że Hop i ja byliśmy sami.

Odwrócił głowę i spojrzał na mnie z ciepłą ciekawością - „Dobrze się czujesz?”

„Będę” - powiedziałam mu. Przekrzywił głowę pytająco, a ja ruszyłam, odchodząc od stoku na bok budynku, w którym znajdowały się publiczne toalety.

Jedna z nich była pojedyncza dla osób niepełnosprawnych.

Musiałam przyznać, że czułam pewne poczucie winy z powodu zajmowania toalety dla niepełnosprawnych, kiedy do niej podchodziłam, ale kiedy spojrzałam na Hop’a, spodobała mi się ciekawość, którą widziałam w jego rysach.

Ale potrzeba była we mnie.

Wślizgnęłam się do środka, przytrzymując mu otwarte drzwi.

Wsunął się za mną.

Drzwi się zamknęły i zablokowałam je.

„Lady, co do cholery?” - zapytał, a ja zwróciłam się do niego.

Potem podeszłam prosto do niego, przycisnęłam piersi do niego i objęłam jego krocze dłonią.

Jego głowa natychmiast pochyliła się do mojej, jego ręka wbiła się w tył moich włosów i zacisnęła pięść, gdy warknął niezrozumiale w moje usta.

Potem zapytał szorstkim głosem - „Poważnie jesteś z tym w porządku?”

„Absolutnie” - szepnęłam - „Pośpiesz się.”

„Kurwa” - jęknął, pochylił głowę i pocałował mnie, cofając, aż uderzyłam w ścianę.

To było wszystko, czego potrzebowałam. Usta Hop’a. Ciało Hop’a.

Hop.

Byłam gotowa.

Z drugiej strony byłam gotowa, zanim tu weszłam, wiedząc, że Hop mnie śledzi.

Jego ręka została w moich włosach, druga szarpnęła mocno za klamrę mojego paska, rozpinając, potem guzik moich dżinsów, potem zamek błyskawiczny i jego ręka weszła do środka.

Boże, to było dobre.

Jęknęłam w jego usta.

„Zdejmij to” - rozkazał - „Już.”

Nieznane dotąd zakazane podniecenie przenikało przeze mnie, natychmiast ruszyłam, aby zrobić to, co mi kazał. Nie było to łatwe, ponieważ Hop się nie poruszył, jego klatka piersiowa napierała na moją, co przyciskało mnie do ściany. Jego ręka powędrowała do tyłu dżinsów, by wziąć portfel.

Zsunęłam dżinsy najlepiej, jak mogłam, a potem przesunęłam nogi, żeby ściągnąć je przez buty, kopiąc je na bok i powtarzając to z majtkami.

Hop był wolny, twardy i w prezerwatywie, kiedy to zrobiłam i warknął - „Wskakuj”.

Owinęłam ramiona wokół jego ramion i podskoczyłam.

Złapał mnie za tyłek, przycisnął do ściany. Moje nogi ugięły się wokół jego bioder, a on wepchnął się mocno i głęboko.

Wsunęłam twarz w jego szyję, trzymałam się mocno rękami i nogami, i jęknęłam.

„Pieprz mnie, cholernie gorąco” - mruknął w moją szyję, waląc między nogami.

„Mocniej, kochanie” - nalegałam bez tchu.

Pchnął mocniej.

„Wypnij się dla mnie, Lanie” - zagrzmiał w moją szyję, a ja skierowałam w jego stronę biodra. Wjechał głębiej, a mój oddech przyspieszył.

„Kocham to” - wydyszałam.

„Ja też Słonko.”

„Kocham to, Hop” - sapnęłam, nagle blisko i to miało być olbrzymie.

„Trzymaj się, lady.”

Trzymałam się mocniej, niż już trzymałam, a on przesunął rękę z mojego tyłka na tył głowy pół sekundy przed moim dojściem, kiedy mi głowa odskoczyła do tyłu, uderzając jego ręką w ścianę.

„Spójrz na mnie” - rozkazał szorstko.

Drżałam w jego ramionach, trzymając się mocno, nie mogąc zrobić nic poza odczuwaniem piękna odlotu.

Jego dłoń zacisnęła się na moich włosach - „Lanie, kurwa, spójrz na mnie.”

Z wysiłkiem przedarłam się przez mgłę, pochyliłam brodę i spojrzałam na niego. Ciągle walił, zatrzymał się, wbił do korzenia, a ja jęknęłam.

„Cała miękka, w każdym milimetrze. Mam mojego fiuta zakopanego w piękności” - mruknął.

To też kochałam.

Bardzo.

Przyłożyłam usta do jego - „Nie przestawaj mnie pieprzyć, Słonko.”

Zaczął pchać ponownie, mocniej, szybciej, wbijając mnie w ścianę.

„Tak, piękna” - wydyszałam. Jego dłoń wkręciła się w moje włosy, przycisnął moje usta do swoich i jęknął orgazm w moje gardło.

Przyjęłam to. Szczęśliwa.

Schodząc ze szczytowania, zaczął mnie całować, a potem przerwał pocałunek, by przesunąć usta i wąsy w dół mojego policzka do szyi, gdzie jego usta przestały działać.

Przycisnęłam usta do jego szyi, posmakowałam, a następnie przeniosłam je do jego ucha.

Zaciskając mocno oczy, wąchając go, czując, jak mnie obejmuje i wypełnia, wiedziałam, że nadszedł czas.

Dał tak wiele, że nie mogłam się już powstrzymywać przed oddaniem.

„Myślę, że podoba mi się moja tarcza” - wyszeptałam, a jego ciało stwardniało w moich kończynach.

Ale nie skończyłam.

„Dziękuję, Hopperze Kincaid. Walizki. Kanapki. Chińszczyzna. Kraina Boga. Słodkie dzieciaki. Wczoraj nie położyłam się spać pogrążona w emocjonalnym wyczerpaniu. Położyłam się spać, nie mogąc się doczekać spotkania z tobą. To cud, Słonko, i musisz wiedzieć, że doceniam to, że dokonałeś tego cudu.”

Nie ruszał się, nie mówił; jego usta pozostały na mojej szyi, ale nie ślizgały się, nie smakowały, nie lizały. Jego kutas pozostał osadzony, ale jego biodra nawet nie drgnęły.

Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Myślałam, że spodoba mu się to, co powiedziałam, ale jego brak aktywności nie powiedział, że nie, ale też nie powiedział, że tak.

Przesunęłam głowę, próbując się cofnąć, ale jego ręka nacisnęła się do przodu, utrzymując mnie tam, gdzie byłam.

„Hop?” - zawołałam niepewnie.

„Jestem tam” - mruknął w moją szyję.

Tak. O tak.

Był tam.

Westchnęłam, poruszyłam się tak, że mój nos tracił jego płatek ucha i dałam mu więcej.

„O tak. Obecnie na więcej niż jeden sposób.”

Jego głowa cofnęła się, puścił moją i przykuł mój wzrok.

Złapałam oddech na to, co zobaczyłam w jego.

„W takim razie nie dziękuj mi, lady. Dałaś mi to, wszystko było tego warte.” - moje zęby wyszły, żeby musnąć wargę, jego oczy opadły na nie i pozostały tam, kiedy kazał - „Pocałuj mnie mocno, póki wciąż jestem w tobie, a potem musimy wrócić do dzieci.”

„Okej, Słonko” - zgodziłam się, przycisnęłam usta do jego, pocałowałam go mocno, gdy wepchnął mnie w ścianę i przycisnął biodra do moich, co sprawiło, że wydałam miękki jęk w jego język, zanim zakończył pocałunek, załagodził mnie z powrotem, wyślizgnął się ze mnie i postawił mnie na nogi.

Trzymałam się, kiedy moje drżące nogi dochodziły do siebie.

Hop też.

„Stabilna?” - zapytał. Spojrzałam mu w oczy i skinęłam głową.

Byłam.

Stabilna.

Być może.

Wreszcie.

Wzięłam oddech. Pochylił się, żeby pocałować moją skroń, a potem powoli puścił.

Poszłam do majtek i dżinsów.

Hop poszedł do toalety.

Opierałam się o ścianę i z niemałym trudem wciągałam dżinsy przez buty, kiedy Hop przykucnął u moich stóp, wyciągając ręce, żeby mi pomóc.

Naciągnęłam dżinsy z powodzeniem na buty i wyprostowałam się.

On też to zrobił i objął mnie ramieniem w talii, gdy szarpałam je by zapiąć  i zapiąć pasek.

„Um… nie jestem fanką założenia ich z powrotem po tym, jak były na podłodze w publicznej toalecie” - wymamrotałam, lekko kręcąc majtkami w palcach - „A ja nie mam torebki.”

Oczy Hop’a pociemniały, ale nie powiedział ani słowa, chwycił moje majtki i wsunął je do przedniej kieszeni.

Na wiedzę, że moje majtki są w kieszeni dżinsów Hop’a, uda mi zadrżały.

„Tak więc wiesz…” - zaczęłam, czując się nagle zdenerwowana - „…nigdy wcześniej nie uprawiałam seksu w publicznej toalecie.”

„Tak więc wiesz…” - odparł Hop z uśmiechem - „…ja też nie.”

„Uh… okej” - wymamrotałam, z trudem utrzymując jego uśmiechnięte oczy i chcąc spojrzeć na jego ramię. Zamiast tego podniosłam ręce, żeby je tam położyć.

„Seks w kabinie ze zdzirą, tak” - ciągnął, a moja głowa szarpnęła się - „Dwa razy” - kontynuował i poczułam, jak moje usta się rozchylają - „Chociaż pojedyncza toaleta dla niepełnosprawnych to zdecydowanie sposób, w jaki można wybrać się z damą. Nigdy nie zrobiłbym cię w kabinie.”

Drażnił się, więc odprężyłam się.

Nieznacznie.

„Nie sądzę, żebym mogła zrobić to w kabinie” - podzieliłam się.

„Jak powiedziałem, nie zrobiłbym cię w kabinie.”

Moje usta wykrzywiły się - „Dobrze, że się z tym zgadzamy.”

„Tak” - odpowiedział i przechylił głowę na bok, pytając cicho - „Wszystko dobrze?”

Zrobiłam ocenę mentalną.

Byłam.

Szokująco, nie tylko było dobrze. Było bardzo dobrze i to na wiele sposobów.

„Tak” - odpowiedziałam. Nadeszła jego kolej, by jego usta się wykrzywiły, a potem przysunął się do mnie, żeby mnie pocałować.

Kiedy skończył, zaprowadził mnie do drzwi, a ja zapytałam - „Więc to prawda? Dwa razy?”

„Tak to prawda.”

Łał.

„Motocykliści nie mają granic”  - powiedział, odblokowując drzwi, ale ich nie otworzył, więc spojrzałam na niego - „Kurewsko się cieszę, że moja kobieta też tego nie robi, mała. Myślę, że kiedy zacząłem pieprzyć cię przy ścianie około minuty po tym, jak mnie tu wciągnęłaś, doszłaś do wniosku, że pomyślałem, że to było gorące, ale na wypadek, gdybyś to przegapiła… to było gorące.”

Wpatrywałam się w jego oczy.

Hop wpatrywał się w moje, ale nie skończył - „Ciągle stajesz się coraz lepsza.”

On też to robił.

„Cóż, dobrze wiedzieć” - zaczęłam cicho - „…że odwzajemniam przysługę”.

Jego twarz pociemniała, oczy zrobiły mu się gorące i warknął - „Kurwa, nie rób tego gówna”.

„Co za gówno?” - spytałam, zakłopotana jego wyrazem twarzy i tonem.

„Zrobiłem cię przy ścianie w łazience, a jesteś słodka, co sprawia, że chcę tego ponownie.”

„Myślę, że dzieci i moi rodzice będą się zastanawiać, gdzie jesteśmy”

„Dlatego nie możesz robić tego gówna”.

„Dobra, przestanę być słodka.” - poddałam się.

„Będę zobowiązany.”

Uśmiechnęłam się.

Hop spojrzał na moje usta.

Wpadłam na niego.

Hop spojrzał mi w oczy.

„Wyjdziesz pierwsza, lady. Pójdę za kilka chwil.”

Skinęłam głową.

Pochylił głowę i jeszcze raz dotknął moich ust.

Kiedy podniósł głowę, stanęłam na palcach i oddałam to.

Uścisnął mnie.

Potem puścił mnie i wyszłam pierwsza.

Przyszedł za kilka chwil.

Na szczęście, zanim wróciliśmy, dzieciaki brały udział w wyścigu w workach, więc nie miały pojęcia, że odeszliśmy, a moi rodzice dołączyli do nas dopiero piętnaście minut po naszym powrocie.

Jeśli chodzi o mnie, stałam w słońcu Kolorado u podnóża wspaniałej góry w sercu krainy Boga, czując się dobrze. Z poczuciem stabilności. Czując się fantastycznie.

Wreszcie.

*****

„Wychodzę na spacer” - zawołałam od drzwi przestronnego, dobrze wyposażonego „mieszkania” z sześcioma sypialniami, którego właścicielami byli przyjaciele moich rodziców. Obecnie była zajęta przeze mnie, stojącą przy drzwiach w płaszczu, tatę przed telewizorem, a mamę już w łóżku z jej podporą, mimo że była dopiero ósma trzydzieści - „Noc jest wspaniała. Prawdopodobnie trochę to potrwa.”

„Lanie!” - tata odpowiedział i jego głos był bliższy, niż się spodziewałam.

Szedł w moją stronę.

„Później!” - krzyknęłam, wymknęłam się, zamknęłam drzwi i popędziłam w botkach w stronę wioski.

Wyciągnęłam komórkę z kieszeni, znalazłam SMS-a, który przysłał mi Hopper, i przewinęłam go. Potem poszłam zgodnie z jego wskazówkami, wychodząc z eleganckiej dzielnicy, w której mieszkałam z rodzicami, przez wioskę i do gęstszego obszaru atrakcyjnych mieszkań, w których mieszkał Hop i dzieci.

Znalazłam, weszłam po otwartych schodach z boku i zapukałam do drzwi.

Kilka sekund później zostały otwarte.

Molly spojrzała na mnie, po czym odwróciła się i krzyknęła do mieszkania - „Nareszcie! Pani Lanie jest tutaj! Teraz możemy zagrać w Pictionary!”

Wbiegła do mieszkania, zostawiając otwarte drzwi i mnie na zewnątrz.

„Nie gramy w Pictionary!” - usłyszałam krzyk Cody’ego.

„Gramy!” - odkrzyknęła Molly.

„Nie gramy. To gejowskie! - krzyknął Cody.

„Gry nie mogą być gejowskie, chłopcze. Ludzie są gejami, gry nie, i nie mogą być złe” - usłyszałam dudnienie Hop’a, ale zbliżało się to w moją stronę, więc weszłam i zamknęłam drzwi.

„Tata!” - krzyknął Cody.

„Skończ to” - ostrzegł Hop, po czym pojawił się w przedpokoju.

Zdjęłam płaszcz.

Hop, spoglądający do tyłu do mieszkania, odwrócił do mnie głowę.

Moje serce się rozgrzało, a usta uśmiechnęły.

Jego oczy opadły na moje usta, a zęby złapały jego dolną wargę.

Nigdy nie widziałam, żeby to robił. To był dobry wygląd, więc nogi mi zadrżały, ale udało mi się utrzymać w pozycji stojącej, gdy Hop dotarł do mnie.

„Sięgam Pictionary” - krzyknęła Molly, gdy Hop obszedł mnie i wziął mój płaszcz, ale zrobił to blisko.

Jego usta dotarły do mojego ucha - „Chciałbym móc cię pocałować.”

Ja też tego chciałam.

Skręciłam szyję i złapałam jego wzrok.

Na jego spojrzenie moje nogi prawie się ugięły.

„Powinniśmy zagrać w Wii. Mamy Wii, powinniśmy w to zagrać.”

Usłyszałam deklarację Cody'ego.

„Mamy w domu konsolę Wii, Cody” - powiedziała mu Molly.

„Więc?” - zapytał Cody.

„Chociaż to gówno zabija nastrój” - mruknął Hop, a ja uśmiechnęłam się, wchodząc do ich mieszkania.

Było tu przestronnie, ale ciepło, nie architektonicznie.

„Hej, Cody” - zawołałam.

„Lubisz Wii?” - odpowiedział.

„Zechcesz się przywitać?” - Hop zasugerował za mną w sposób, który nie był całkowicie sugestią.

„Yo, pani Lanie” - wymamrotał Cody, mądrze przyjmując słabo zawoalowane zamówienie ojca.

Uśmiechnęłam się do niego.

Molly zmaterializowała się u mojego boku - „Lubisz Pictionary?”

Spojrzałam na nią - „Tak, ale nie możemy grać.”

Jej twarz posmutniała - „Dlaczego nie?”

„Ponieważ granie chłopców przeciwko dziewczynom jest moralnym imperatywem, bo my skopiemy im tyłki. Jestem kreatywna, zarabiam tak na życie. To oznacza, że nigdy nie przegrywam w Pictionary” - oznajmiłam.

„Tata i ja was zabijemy” - oświadczył Cody.

Spojrzałam na niego i rzuciłam wyzwanie - „Niemożliwe.”

Rzucił się na oparcie kanapy, uciekając, krzycząc - „Przyniosę Pictionary!”

Moja praca była skończona, więc przeniosłam się na kanapę i usiadłam.

Już to było lepsze niż telewizja z tatą.

„Dobra robota, lady.”

To wyszeptał mi do ucha Hop. Odwróciłam się.

Był za kanapą, ale pochylał się do mnie. Złapałam jego uśmiech i oddałam go.

Wyprostował się i odszedł, podczas gdy Cody wrócił z grą i ukląkł przy stoliku do kawy.

Molly przyszła, by pomóc mu to rozłożyć.

Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam go, a potem poczułam zimno na ramieniu. Spojrzałam w dół, zobaczyłam wciśniętą tam butelkę piwa i podniosłam rękę, żeby ją wziąć, a jednocześnie odchyliłam głowę do tyłu, by uśmiechnąć się do Hop’a z wdzięcznością.

Uśmiechnął się, akceptując.

Zdecydowanie lepiej niż telewizja z tatą.

Kartki i ołówki zostały wydane, minutnik przygotowany, usadowiliśmy się i zagrałam w Pictionary z niezłym motocyklistą Hopperem Kincaidem i jego dwójką dzieci.

Najlepsze.

Najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.

I, nawiasem mówiąc, Molly i ja skopałyśmy im tyłki.

Trzy razy.

*****

Hop i ja staliśmy przed drzwiami jego mieszkania, całując się, ja miałam na sobie płaszcz, on tylko termiczny henley.

Trwało to chwilę i nie przerywałam, mając nadzieję, że Hop znał ćwiczenia, szykowania się jego dzieci do spania i wiedział, ile czasu mamy, by cieszyć się tym, co robiliśmy.

Nie przerywałam również dlatego, że nigdy tak się nie całowaliśmy, by nie prowadziło to donikąd, jak tylko do dobrego smaku i dotyku naszych ciał ściskanych na zimnie.

To było wspaniałe.

W końcu i niestety zerwał połączenie naszych ust, ale nie uścisku.

„Muszę się upewnić, że w porządku u dzieci” - mruknął.

„Tak” - mruknęłam w odpowiedzi.

„Muszę też dać ci powiedzieć, że zanim tu przyszłaś, dostałem telefon od starego kumpla. Będzie blisko. W Denver po raz pierwszy od jakiegoś czasu. Nie chcę tego przegapić. Kiedyś byliśmy blisko. Dobrze będzie go zobaczyć, ale mój jedyny termin to poniedziałek wieczorem.”

To było rozczarowanie, ale mimo to powiedziałam - „Okej”.

„Chcę, żebyś pojechała ze mną.”

Patrzyłam w jego oczy w zewnętrznych światłach.

Podjęłam decyzję. To nie było świadome tylko intuicyjne.

Idąc instynktem, dając się prowadzić sercu, szłam do przodu nie myśląc o konsekwencjach.

Wpuściłam Hop’a.

Tego dnia zjadłam śniadanie, spędziłam dzień i grałam w Pictionary z jego dziećmi.

Czy byłam gotowa na spotkanie ze starym kumplem?

„Chciałabym to zrobić” - stwierdziłam, zanim mój mózg zdążył dogonić i zrobić coś innego niż iść z instynktem i dając się prowadzić sercu.

„Dobrze” - odpowiedział z uśmiechem, po czym jego ramiona zacisnęły się, a jego uśmiech zniknął - „Zamelduj się rano. Chcę wiedzieć czy wszystko w porządku.”

Przez długi czas bałam się, dokąd zaprowadzą mnie instynkt i serce, nie słuchałam ich od lat. Dobrze było wiedzieć, znając Hop’a, że znów mogę im zaufać.

„Zadzwonię.”

„Zrób to” - mruknął.

Uśmiechnęłam się.

Dotknął ustami moich.

Kiedy podniósł głowę, wyszeptałam - „Lepiej pozwolę ci odejść”

„Nigdy tego nie rób”

Jego słowa przepłynęły przeze mnie w sposób, w jaki nie mogłam się powstrzymać od przyciśnięcia się, przekrzywienia głowy i przyciśnięcia twarzy do jego szyi.

„Czy jesteś prawdziwy?” - zapytałam jego skórę.

„Mała, stoisz w moich ramionach” - odpowiedział.

„Proszę, bądź prawdziwy” - szepnęłam.

„Poczuj to” - uścisnął mnie - „Jestem prawdziwy, Lanie.”

Wzięłam wdech, a potem cofnęłam się i spojrzałam na niego.

„Okej, w takim razie nie pozwolę ci odejść, ale powiem dobranoc.”

„To przyjmę” - odpowiedział, wykrzywiając usta.

Podeszłam, żeby dotknąć ich moimi ustami. Pozwolił mi, a potem przesunął się, by pocałować mnie w czoło.

Puścił mnie i ruszyłam na schody. Z ręką na poręczy spojrzałam na Hop’a, który stał w drzwiach.

Hop obserwował mnie i moje kłopoty, uśmiechnął się do mnie i uniósł podbródek.

Odwzajemniłam uśmiech i podniosłam rękę, by machnąć.

Jego uśmiech się powiększył.

Pozwoliłam, by jego uśmiech mnie karmił, gdy zeskoczyłam z ostatnich kilku schodków i skierowałam się do wioski.

Było późno i miałam nadzieję, że wystarczająco późno by moja mama zemdlała i żeby dołączył do niej mój tata.

Poczułam się winna, że zostawiłam ich, by zagrać w Pictionary z Hop’em i jego dziećmi. Ale mama spała pijana na noc, a tata nie był błyskotliwym rozmówcą, wolał gapić się na telewizor i pozwolić, by ekran wyciszył poczucie winy, jakie powinien czuć z powodu tego, co jego oszustwa i nielojalność ujawniły na górze w jego łóżku.

Nie potrzebował mnie do tego.

Wślizgnęłam się do drzwi do naszego mieszkania, cicho je zamykając, czując, że dom odpoczywa i pozwalając, by napięcie, które narosło podczas mojego spaceru, opadało, sądząc, że dobrze wszystko zaplanowałam. Mogłabym po prostu położyć się do łóżka, nie mogąc się doczekać, kiedy jutro zamelduję się u Hop’a i znieść najlepszą część wizyty rodziców. I koniec.

Z ręką na poręczy i stopą uniesioną, by wejść po schodach do mojego pokoju, znieruchomiałam, gdy dobiegł mnie głos taty.

„Wiem, kim on jest dla ciebie”.

Odwróciłam się u podnóża schodów i zobaczyłam go stojącego z palcami zaciśniętymi wokół szlifowanego kryształowej szklanki szkockiej. Rzadko pił. Pozwalał mamie pić. Jego uzależnienie polegało na zdradzie i chętnie sobie na to pozwalał.

„Hej, tato” - powiedziałam cicho, a mój umysł wirował, szukając właściwego sposobu na rozegranie tego.

„Myślisz, że jesteście sprytni, ale nie ukryliście tego. Może twoja matka to przegapiła, a jego dzieci są za małe, żeby to zrozumieć, ale ja nie przegapiłem” - oświadczył tata, a ja spojrzałam na niego.

Był zły.

Ale ja miałam trzydzieści dziewięć lat i nie potrzebowałam aprobaty ojca, jeśli chodzi o to, z kim spędzam czas.

Wyprostowałam więc ramiona i oświadczyłam - „Hop i ja znamy się od dawna. Niedawno zaczęliśmy się spotkać. Jego dzieci jeszcze nie wiedzą.”

Potrząsnął głową i zrobił dwa kroki w moją stronę, zanim zatrzymał się i zapytał - „Lanie? Na serio?"

„Poważnie co?” - zapytałam z powrotem.

„Poważnie, nie nauczyłaś się tego, czego nie można było przegapić, kiedy twój ostatni wybór sprawił, że trafiłaś do intensywną terapię na sześć dni?”

To był zaciekły cios, który miał wylądować i odnieść wspaniały sukces.

„Tata…”

„A ten, ten… ten… mężczyzna jest gorszy. O wiele. Mój Boże, kiedy on ostatnio ścinał włosy?”

„Nie jestem pewna, czy to, że Hop obcina włosy, czy nie, jest miarą mężczyzny, tato” - odpowiedziałam.

„Bardzo się mylisz, Lanie, i wytknę ci to jeszcze raz, nie po raz pierwszy” - odciął się tato.

Cios drugi. Bezpośrednie uderzenie.

„Nie znasz go” - odpowiedziałam.

„Nie muszę go znać. Jedno spojrzenie na niego i wiem, jakim jest człowiekiem.”

Boże, nienawidziłam tego od nikogo, a zwłaszcza od mojego ojca.

„Przepraszam, ale jeśli nie masz jasnowidzenia, coś takiego jest niemożliwe” - odgryzłam się.

„Nie potrzebuję jasnowidzenia, skoro mam wiek i mądrość, Elaine Heron. Pierwsze z nich podkrada się do ciebie i nie zdajesz sobie z tego sprawy, że twoje życie marnieje, a drugie wydaje się ci umykać.”

„Znam Hoppera od ośmiu lat, a ty znasz go niecały dzień i myślisz, że możesz stać tam i mówić mi, że znasz go lepiej niż ja?” - zapytałam.

„Możemy zacząć od tego. Co to za imię Hopper dla mężczyzny?”

Musiałam przyznać, że w przeciwieństwie do wszystkich innych facetów Chaosu Hop nie miał pseudonimu, których bracia prawie wyłącznie używali i zawsze mnie to ciekawiło. Jednym z wielu nieistotnych (ale uznałam za fascynujące) faktów, które dowiedziałam się o Hop’ie, zanim z nim byłam, było to, że naprawdę nazywał się Hopper Kincaid. Widząc, że miał już pasujące imię, chłopcy nie zadawali sobie trudu, by nadać mu kolejne.

I polubiłam to.

Ale zastanawiałam się nad tym.

„Nie wiem” - odpowiedziałam tacie - „Imię, które nadali mu rodzice?”

„To śmieszne” - wycedził.

„Podoba mi się jego imię” - odpowiedziałam ostro - „Lubię w nim prawie wszystko.”

Tata zrobił jeszcze dwa kroki w moją stronę, znów się zatrzymał i syknął - „Lanie, obudź się. Zrób to teraz, zanim zmarnujesz swoje życie. Nie masz dzieci, żadnego przyzwoitego mężczyzny do opieki nad tobą, żadnej przyszłości. Zanim zostaniesz wciągnięta do innego świata, który w żaden sposób nie jest dla ciebie dobry, przez słabego człowieka, który wybiera łatwą ścieżkę życia, a ty zapłacisz za jego wybory.”

Jego słowa, każde z nich…

Nie.

Każda sylaba uderzała we mnie, cudem łamiąc coś, co trzymałam razem.

A kiedy się zepsuło, nie było sposobu, aby powstrzymać to, co trzymałam na dystans.

Więc pozwoliłam temu się rozerwać.

„Czy Papaw poświęcił trochę czasu, zanim umarł, by ostrzec mamę przed tym właśnie” - ucięłam, a tata szarpnął głową - „Dałeś jej dzieci, ale zabrałeś wszystko inne, będąc słabym człowiekiem, który wybrał swoje egoistyczne potrzeby zamiast rodziny. Nie możesz stać i mówić, że Hop nie jest przyzwoity, jednocześnie zatapiając się w błocie, w które wszedłeś cholernie sam. Wszystko to, podczas gdy mama pada na górze, zatracając się w butelce, bo nie może pogodzić się z faktem, że trzy dekady temu straciła męża. Ale ona nie miała odwagi zerwać więzów i odejść, więc każdego dnia on torturuje ją swoim egoizmem.”

Jego twarz zmieniła się w kamień, zanim podjął próbę zrobienia czegoś, czego nie mógł zrobić. Czyli ukryć z powrotem jego odkryte mistyfikacje.

„Nie wiem, o czym mówisz”

„Tak, wiesz” - pochyliłam się w jego stronę - „Do kurwy nędzy wiesz.”

„Pamiętaj, z kim rozmawiasz i kim jesteś, Elaine. Ten język…”

„Idź się pieprzyć, tato” - warknęłam, a jego głowa znów szarpnęła.

„Nie mogę uwierzyć, że odważasz się…”

Zrobiłam krok w jego stronę i syknęłam - „Uwierz w to!”

Odchyliłam się i wyciągnęłam obie ręce - „Czy wiesz, że kiedy do niej idziesz, pieprzysz się nie tylko z mamą. Pieprzysz Lis i mnie. Za każdym razem. Za każdym razem, gdy do niej idziesz, mówiąc prosto z mostu, nie dbasz ani trochę…” - pochyliłam się do niego ponownie - „…ani gówno o żadną z nas.”

„To, to tutaj, to efekt spędzania czasu z twoją przyjaciółką Tyrą i takimi ludźmi, jakimi są jej mąż i twój przyjaciel Hopper.”

„Tak” - zgodziłam się, kiwając głową - „Tak tato. To właśnie tutaj jest efektem przebywania wśród ludzi lojalnych, przyzwoitych i uczciwych. To właśnie tutaj jest efektem przebywania wśród ludzi, którzy nie pozwalają innym ludziom sobie mieszać w głowach lub ich robić w bambuko. To właśnie tutaj jest efekt tego. A za około pięć sekund będzie inny efekt. Efektem będzie to, że wejdę po schodach i spakuję walizkę. Efektem będzie to, że stąd wyjdę. Efektem będzie, że jutro będziesz musiał wytłumaczyć mamie, dokąd poszłam. A potem będzie taki skutek tego, że to ja wyjaśnię mamie i porozmawiam z nią, jeśli nie zadzwoni do mnie pijana w dupę, ale już nigdy nie odezwę się do ciebie.”

„Jak zagrasz w tę grę, tak jak twoja siostra, zostaniesz odcięta” - ostrzegł.

„Nowina, tato. Tak jak Elissa pragnęłam ojca, który byłby lojalny i wierny mojej matce, a jeśli nie taki, to żeby mógł przynajmniej pozwolić jej odejść, aby mogła znaleźć szczęście w sobie lub w kimś innym. Pieniądze, samochody i domy, nic z tym się nie może równać, więc nie możesz kupić mojej miłości i lojalności i nie możesz mnie skrzywdzić, zabierając rzeczy, których nigdy nie chciałam.”

„Teraz tak mówisz, ale…”

„Oszczędź sobie” - odgryzłam się, podnosząc rękę, a jednocześnie odwracając się i wchodząc na schody.

„Lanie, jak wyjdziesz, zrobisz to, to twoja matka będzie zdruzgotana” - zawołał do moich pleców. Miałam jeszcze cztery stopnie na górę, kiedy odwróciłam się do niego.

„Masz rację. Będzie. I to jest do bani. Ale wiesz co? Żyła zdruzgotana naprawdę długo. Zna zasady.”

Po tym odwróciłam się ponownie i weszłam po schodach.

Wyszarpnęłam walizkę, jednocześnie naciskając przyciski na telefonie.

„Lady” - powitał Hop po jednym dzwonku.

„Ja… uh, Hop…” - urwałam głównie dlatego, że moje gardło się zamknęło i nie mogłam wydusić słów z ust.

Usłyszał to, wyczuł przez Magię Hop’a lub jedno i drugie. Wiedziałam o tym, kiedy rozkazał cicho - „Mów do mnie.”

Zmusiłam się do przełknięcia i rzuciłam walizkę na łóżko. „Miałam, hmmm… jakaś nieprzyjemną sytuację… kiedy wróciłam. Właściwie powiedziałbym, że to było bardziej jak… ekstremalnie nieprzyjemną.”

Nie zapytał. Nie zawahał się.

Uciął tylko - „Spakuj się. Napisz swój adres. Będę tam tak szybko, jak będę mógł.”

Zamarłam i mocno zamknęłam oczy.

„Lanie? Słyszysz mnie?” - zawołał Hop.

„Tak” - wyszeptałam.

Jego głos był łagodny, kiedy odpowiedział - „Spakuj się, mała.”

„Okej.”

„Najpierw do mnie napisz. Chcę czekać przy drzwiach, kiedy skończysz.”

„Okej.”

„Do zobaczenia wkrótce.”

„Okej.”

„Pa, lady.”

„Pa, Hop”.

Rozłączyliśmy się i ruszyłam, przelatując przez pokój, pakując się w pośpiechu.

Już prawie skończyłam, kiedy tata pojawił się w moich drzwiach.

„Nie mów ani słowa” - ostrzegłam, nie patrząc na niego.

Nie posłuchał mojego ostrzeżenia.

„Proszę zrozum. Zacząłem to na dole, bo się o ciebie martwię, Lanie. Twoja matka i ja martwimy się. Bardzo się martwimy i to od lat. Byłaś sam przez długi czas i, taka piękna dziewczyna jak ty, dziewczyna z twoim sercem… Słonko, to po prostu nie jest naturalne.”

Nie odpowiedziałam, po prostu pakowałam się dalej.

„Kocham ją” - wyszeptał i ból przeszył mnie.

„Ani słowa, tato.”

„Kocham je obie.”

O Boże!

Zatrzymałam się i odwróciłam do niego - „Ani słowa, tato.”

„Czy możesz sobie to wyobrazić, żyć latami, kochać dwie kobiety, wiedząc, co robisz im obu?”

„Nie, nie mogę i nie chcę, a ponadto, co jest z tobą nie tak, że w ogóle mnie o to pytasz? Jestem twoją córką.”

Skrzywił się.

Wróciłam do pakowania.

„Ciebie też kocham, Lanie” - powiedział cicho, gdy zapinałam walizkę.

Zerwałam go z łóżka, podeszłam do niego i zatrzymałam się.

„Więc udowodnij to. Wybierz jedną lub drugą. Jeśli to mama, znajdź jej pomoc. Ale zrób coś, tato, bo w taki czy inny sposób skończy się to tragedią. Miałeś dobrą passę, ale straciłeś przez to jedną córkę, a teraz tracisz kolejną. Dwie tragedie. Nie zabiegaj o więcej.”

Z tymi słowami przepchnęłam się obok niego, ciągnąc ze sobą walizkę. Zeszłam po schodach (ważyła pół tony) złapałam torebkę ze stolika przy frontowych drzwiach i wyszłam przez nie.

Wskocz do swojego błyszczącego, czarnego Dodge’a RAM z podwójną kabiną, który pracował na jałowym biegu przed mieszkaniem moich rodziców.

Pochylił się i pchnął drzwi w chwili, gdy mnie zobaczył, więc zapaliło się wewnętrzne światło.

Nie udało mi się wrzucić walizki na łóżko ciężarówki, bo była zbyt ciężka. Przy drugim podnoszeniu została złapany w ręce Hop’a, wyrwana z moich i przerzucona, jakby ważył tyle, co poduszka. Bez wahania odwróciłam się do drzwi samochodu i kolejnym szarpnięciem wciągnęłam się na siedzenie pasażera.

Kilka sekund później Hop wciągnął się na miejsce kierowcy.

„Mała…”

„Jedź” - szepnęłam do pasa, który owinęłam wokół siebie.

„Lanie…”

Odwróciłam się do niego i krzyknęłam - „Jedź, jedź, jedź!”

Z oczami przyklejonymi do mnie wrzucił bieg. Patrzył na drogę tylko wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy.

„Porozmawiasz ze mną?” - zapytał.

„Nie.”

„Nie podobało mi się zostawianie dzieci, mała. Muszę cię tam zabrać.”

„Okej.”

„Śpisz ze mną. Wstaniemy wcześnie.”

„Okej.”

„Lanie…”

„Proszę” - szepnęłam i zamilkłam.

„Masz znękane oczy, Słonko. To więcej niż to, że twoja mama jest alkoholiczką, a twoja rodzina żyje w zaprzeczeniu, a to już jest wystarczająco cholernie złe.”

„Tak.”

Więcej ciszy, gdy czekał, aż się podzielę.

Nie zrobiłam tego.

Hop nie naciskał. Zaparkował, podszedł do mnie, wyciągnął walizkę z tyłu i złapał mnie za rękę. Jego mieszkanie było ciche, kiedy weszliśmy. Nie było mnie długo, ale najwyraźniej jego dzieci rozbiły się po aktywnym dniu.

I najwyraźniej Hop odczytał mój nastrój, ponieważ zabrał mnie i moją walizkę prosto do swojego pokoju i rozkazał - „Przyszykuj się do łóżka. Pozamykam i sprawdzę. Wrócę.”

Kiwnęłam głową, zrobiłam jak kazał i szłam z głównej łazienki do jego pokoju, podczas gdy on ściągał swoją koszulkę.

Poszłam bezpośrednio do łóżka. Hop poszedł do łazienki i spotkał się ze mną w łóżku po zgaszeniu światła.

Obrócił mnie w swoje ramiona.

Zagrzebałam się tam.

„Dzięki Bogu, że tu przyjechałeś. Dzięki Bogu. Dzięki Bogu. Dzięki Bogu.” - zaśpiewałam cicho w jego klatkę piersiową.

Odgarnął moje włosy i poczułam jego usta na czubku głowy, gdzie szepnął - „Lanie, mów do mnie.”

Potrząsnęłam głową.

„Później?” - zapytał.

„Później” - odpowiedziałam, z ulgą, że nie musiałam się w to zagłębiać. Nie miałam tego w sobie.

„Obiecujesz?” - zapytał.

„Obiecuję” - odpowiedziałam.

Jego ręce opuściły moje włosy i zamknął ramiona wokół mnie. Pozwoliłam, by jego ciepło i siła przeniknęły do mnie, czując, że napięcie i ból są przytłumione. Nie zniknęły, ale na razie uznałbym to za tępe.

„To jego.” - Hop powiedział to w ciemność.

„Co?” - zapytałam.

„Wiedziałem, jak tylko zobaczyłem aroganckiego, nabijającego się skurwiela.”

Uniosłam głowę i spojrzałam na niego w ciemności - „Co, Słonko?”

„Ten potwór w tobie. Mógł po drodze żywić się innym gównem, wzmocnić się i przejąć kontrolę, ale to twój ojciec zasiadł nasiona, z którego to wyrosło.”

Opuściłam twarz na jego klatkę piersiową. To był mój sposób na udzielenie odpowiedzi twierdzącej.

Przyłożył rękę do tyłu mojej głowy.

„Wystarczająco. Skończyłem. Śpisz” - rozkazał.

„Okej.”

Jego ręka przeczesała moje włosy.

Przyłożyłam policzek do jego klatki piersiowej i trzymałam się jego ciepłego, silnego ciała.

Jego palce przeczesywały moje włosy.

Moje ciało wtopiło się w jego, moje oczy opadły, byłam bliska snu, kiedy szepnęłam - „Proszę, bądź prawdziwy”.

Jego dłoń w moich włosach znieruchomiała, owinęła się wokół mojej głowy, a Hop odszepnął - „Lady, jestem tak prawdziwy, jak to tylko możliwe”.

Zakopałam się bliżej i zasnęłam z nadzieją, że mówi prawdę.

Nie.


 



[1] Hop - po polsku znaczy skok

9 komentarzy:

  1. Kochanie, w kawałku w którym wychodzi bohaterka do mieszkania Hopa, masz przypadek autokorekty. Zamiast Lanie, masz Łanie. Dziękuję ❤️ za kolejny rozdział ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak czułąm że rodzice coś odstawią :(
    Ważne że na miejscu był Hop by ją złapać.
    Dziękuję i czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuje za rozdział. Jestem ciekawa co się wytwinie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję, czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń