ROZDZIAŁ
7
W
taki czy inny sposób
Moja
komórka na nocnym stoliku zadźwięczała, budząc mnie.
Sennie
sięgnęłam, spojrzałam na wyświetlacz, dotknęłam go kciukiem i przyłożyłam do
ucha, a uśmiech wykrzywił mi usta.
„Hej”
- przywitałam się cicho.
„Jak
poszło zeszłej nocy?” - zapytał Hop.
Martwił
się o mnie.
Boże,
Boże… podobało mi się to.
„Poszło”
- odpowiedziałam.
„Moje
usta są między twoimi nogami.”
Mrugnęłam
na poduszki - „Co?”
„Kurwa,
smakujesz jak miód” - warknął.
Moje
nogi poruszyły się pod prześcieradłem.
Wiedziałam,
co to było. To był doskonały sposób na oderwanie się od złych myśli i chciałam
tego.
„Hop...”
„Dotykaj
się, lady” - szepnął.
Bez
zwłoki wsunęłam rękę w majtki.
Musiałam
trochę zahałasować, bo Hop znów warczał mi do ucha - „Mój język jest tam.”
O
Boże, to było dobre.
„Nie”
- stwierdził - „…ssę”.
O
Boże, to było dobre.
„Kochanie”
- wydyszałam.
„Cicho,
lady, i słuchaj mnie”.
Zrobiłam
tak jak powiedział i cudem, bo zwykle, jak to robiłam moje palce nie działały -
potrzebowałam zabawki, Hop osiągnął spektakularne rezultaty odwracając moją głowę
od rzeczy.
Po
wyciszeniu się usłyszałam ciszę.
„Czy
chcesz, żebym szła dalej? Dać ci to samo?” - zaoferowałam głosem
usatysfakcjonowanym, ochrypłym.
„Nie
robię tego, mała.”
Mówił
mi to już wcześniej, ale w tych okolicznościach uznałam to za interesujące i
zaskakujące.
„Ty
nie, uh…?” - urwałam.
„Tak,
ale nie z kobietą.”
„Um,
tylko zwracam uwagę, kochanie, nie jestem z tobą.”
„Rozmawiasz
ze mną przez telefon?”
Uśmiechnęłam
się i odpowiedziałam - „Tak”.
„W
takim razie jesteś ze mną” - stwierdził.
Nawet
przez telefon byłam z nim.
Miło.
„Dałem
ci to, wynagrodzisz mi to w poniedziałek wieczorem” - skończył.
„Mogę
to zrobić” - odpowiedziałam.
„Wiem,
że potrafisz” - powiedział mi. Słyszałam uśmiech w jego głosie, gdy mówił
dalej, gdzie będzie z dziećmi na śniadanie i kiedy - „Myślisz, że możesz tam
zabrać swoich rodziców?”
Mieliśmy
„wpaść na siebie”, przyjacielskie spotkanie przypadkowo na tej samej górze w
tym samym czasie, tak by Hop mógł chronić moje plecy bez wiedzy moich rodziców.
„Zrobię
co w mojej mocy.”
„Zrób
to, mała. Do zobaczenia za kilka godzin.”
„W
porządku i… Hop?”
„Tutaj.”
„Hmmm,
dzięki za orgazm.”
Nie
ukrywał śmiechu w swoim głosie, gdy odpowiedział - „Wszystko, czego
potrzebujesz, lady, jestem przy tobie w taki czy inny sposób.”
Tak,
wyglądało na to, że był.
„Dziękuję,
Słonko.”
„Później,
mała.”
„Pa,
Hop.”
Rozłączyliśmy
się. Patrzyłam na telefon przez chwilę, zanim odłożyłam go z powrotem na szafkę
nocną. Patrzyłam na to, odpoczywając tam, rozciągając się trochę i uśmiechając
się dużo więcej.
Potem
owinęłam ramiona wokół poduszki, trzymając ją blisko.
Wszystko, czego potrzebujesz, lady,
jestem przy tobie w taki czy inny sposób.
Tak.
Wyglądało
na to, że był.
Mój
uśmiech się poszerzył.
*****
„Pani Lanie!”
Ten
pisk usłyszeliśmy w chwili, gdy weszłam do restauracji za matką, ale przed ojcem,
który trzymał drzwi, a wrzasnęła to Molly Kincaid.
Najwyraźniej
Hopper nie powiedział swoim dzieciom, że tam będę. Wiedziałam o tym, ponieważ
Molly wrzeszczała, a Cody siedział na ławce z boku wejścia do restauracji i
patrzył na mnie z pewnym zdziwieniem. Hop stał obok niego, wyglądając jak
zwykle niesamowicie w wyblakłych dżinsach i butach. Pod kurtką miał czarną
koszulkę termoaktywną, a włosy opadały mu na twarz.
Cały
on, tylko on, bez udawania.
Jednak
ogolił się, ale zostawił nową kępkę wąsów pod wargą, tak jak zapowiedział.
To
był dobry dodatek.
Miałam
tylko kilka sekund, żeby to wszystko ogarnąć, ponieważ Molly rzuciła się do
mnie z jej typowym dla niej entuzjazmem.
Zatrzymała
się w poślizgu, z głową odchyloną do tyłu, z długimi, cudownymi, falującymi,
czarnymi włosami rozczochranymi i wolnymi, a jej szare oczy lśniły dziecięcym
podnieceniem.
„Nie
mogę uwierzyć, że tu jesteś!” - zawołała, a potem odwróciła się do swojego taty
- „Tato, spójrz! Pani Lanie jest tutaj!”
„Widzę”
- wymamrotał Hop, podchodząc do nas, i bardzo uderzyło mnie to, że nie mogłam
go dotknąć, pocałować, a nawet uśmiechnąć się do niego tak, jak chciałam się
uśmiechać.
Zamiast
tego spojrzałam mu w oczy i przywitałam się - „Hej, Hop”. Spojrzałam na Molly -
„Jak się masz, kochanie?”
„Wspaniale!”
- krzyczała.
Uśmiechnęłam
się do niej i spojrzałam na Cody’ego - „Hej, Cody.”
„Yo!”
- odpowiedział, jak wszystkie mini-twardziele motocykliści.
Uśmiechnęłam
się do niego, moje oczy przesunęły się na Hop’a i pomyślałam: do diabła z tym.
Podeszłam
do niego, owinęłam dłoń wokół skóry na jego bicepsie i pochyliłam się.
Muskając
ustami jego policzek blisko ucha, szybko i nisko, wyszeptałam zupełnie inaczej
- „Hej”.
„Hej”
- jego szept w odpowiedzi był również szybki, niski i chrapliwy.
Odsunęłam
się, złapałam jego wzrok, zobaczyłam, że ma uważne, ciepłe i zadowolone oczy,
posłałam mu mały uśmiech, a potem odwróciłam się do moich rodziców.
„Mamo,
tato, czy to nie wspaniałe?” - zapytałam, chociaż oni to wszystko już oglądali,
zwłaszcza Hop’a. Puste maski na ich twarzach nie do końca ukrywały ich niechęć
do naszej obecnej kompanii - „To mój naprawdę dobry przyjaciel, Hopper Kincaid”
- wskazałam Hop’a - „I jego dzieci, Molly i Cody.”
Wskazałam
na dzieci.
„Hej!”
- Molly zaćwierkała, uśmiechając się szeroko do mamy i taty.
„Bardzo
mi miło” - odpowiedziała mama i, na jej oficjalne słowa wypowiedziane do
jedenastolatki, moja głowa szybko zwróciła się do Hop’a, po czym przewróciłam
oczami, zanim odwróciłam się do mamy i taty.
Zrobiłam
to, słysząc, jak Cody powtarza - „Yo!”
Usta
taty zacisnęły się, zanim zmusił się do uśmiechu do Molly, po czym spojrzał na
Hop’a.
Hop
wyciągnął rękę - „Panie Heron.”
„Tak”
- wymamrotał tata - „Miło cię poznać, hmmm… Hopper.”
Hop
mocno ścisnął dłoń taty i puścił - „Hop[1]”
„Przepraszam?”
- zapytał tata, robiąc krok, którego nie musiał odbierać Hop’owi.
„Hop”
- powtórzył Hop - „Przyjaciele nazywają mnie Hop. Lanie jest dobrą
przyjaciółką, co oznacza, że jej rodzina to przyjaciele” - uśmiechnął się do
taty - „Więc mów do mnie Hop.”
„Racja”
- mruknął tata, po czym najwyraźniej wymamrotał - „Hop”.
Hopper
zignorował to, pochylił się do mamy i wziął ją za rękę, mówiąc: „Pani Heron.”
„Cóż,
umm… oczywiście, uh… miło mi cię poznać” - wyjąkała mama, zakłopotana i również
szybko cofnęła się po tym, jak Hop ją uwolnił.
Staliśmy
tam wszyscy, a ja czekałam.
To
się nie stało.
Co
mnie wkurzyło, więc coś z tym zrobiłam.
„Tylko
do twojej wiadomości…” - zaczęłam - „Mama i tata nie są panem i panią Heron. To
Joellyn i Edward.”
Twarz
mamy była tak twarda, że myślałam, że pęknie, kiedy uniosła usta w uśmiechu.
Tata uniósł brodę.
Uch.
Moje
oczy wróciły do Hop’a i patrzyłam, jak jego powieki miękną, ledwie widoczny
ruch, ale wymownie stwierdzał, że jest dobrze; nie obchodziło go, jacy byli moi
rodzice i mnie też nie powinno.
Więc
postanowiłam tego nie robić.
„Hej!”
- wykrzyknęłam, klaszcząc w dłonie - „Wiem!” - spojrzałam na Hop’a - „Wpisałeś
już swoje imię?”
„Tak,
Lanie” - odparł Hop, drgając wargami.
„Cóż,
pójdziemy do stacji hostess i zmienimy” - spojrzałam na mamę i tatę - „Stół dla
sześciu osób!”
Twarz
taty wyglądała, jakby została wyrzeźbiona w kamieniu, a mama wydała z siebie
zduszony dźwięk, ale ja tylko spojrzałam na Molly.
„Chciałabyś?”
- zapytałam.
„Tak!”
- krzyknęła, skacząc w moim kierunku, chwytając mnie za rękę i ciągnąc do
stanowiska hostessy.
Poszłam,
ale odwróciłam głowę i zapytałam Cody’ego - „A co z tobą, dzieciaku?”
„Super”
- stwierdził nonszalancko.
Rzuciłam
mu uśmiech, poszłam do stanowiska hostessy i zmieniłam prośbę Hop’a na stolik dla
sześciu. Dostałam złe wieści, że większy stół zajmie dziesięć minut i wróciłam
do ekipy. Mama i tata byli wyraźnie nieswoi, ale Hop był tylko Hop’em: gorący i
swobodny. Cody wymachiwał nogami, nieświadomy wszystkiego.
„Jesteśmy
wpisani” - oznajmiłam - „Ale zajmie to mniej więcej dziesięć minut.”
„Kicha,
jestem głodny” - mruknął Cody.
„Przeżyjesz”
- zagrzmiał Hop, patrząc na syna i uśmiechając się.
„Zrobię
to głodny” - odparł Cody.
„Ale
zrobisz to” - odparł Hop.
Uśmiechnęłam
się do nich.
„Więc
skąd znasz naszą córkę?” - tata zadał pytanie, w zadaniu którego był celowo
tępy, ponieważ znał odpowiedź, a oczy Hop’a skierowały się na niego.
„Ona
jest Chaosem” - odpowiedział, a ciepło znów ogarnęło moje serce.
„Przepraszam?”
- zapytał tata.
„Chaos.
Ona jest Chaosem. Jej dziewczyna, Tyra, jest żoną mojego brata” - wyjaśnił Hop -
„Znam Tyrę od lat, znam od lat Lanie. Obie są Chaosem.”
„Racja.
Oczywiście” - powiedział tata, brzmiąc, jakby uważał, że to w ogóle nie było w
porządku - „Słyszałem, że Tyra…” - urwał i zwrócił się do mnie - „…jeszcze nie
pytałem. Jak się miewa Tyra i jej chłopcy?”
Celowo
nie zapytał o Tacka.
Zignorowałam
to - „Ma się wspaniale. Szczęśliwa i wniebowzięta. Tack też ma się dobrze.
Chłopcy są dobrymi dziećmi, mimo że to chuligani.”
„To
nie są chuligani” - zaprzeczył Cody, a ja spojrzałam na niego - „Oni są
świetni.” - spojrzał na mojego tatę.
„Są
młodsi ode mnie, ale trzymam się z nimi, ponieważ mają dobre pomysły” - uniósł
rękę i stuknął palcami w głowę - „Genialne”
„Genialni
we wpadaniu w kłopoty” - wtrąciłam, a Cody spojrzał na mnie.
„Pan
Tack nie ma nic przeciwko.”
„Pani
Tyra tak” - stwierdził Hop, a jego syn spojrzał na niego.
„Dziewczyny
to robią, jak nie lubią sposobu, w jaki zachowują się chłopcy” - odparł Cody.
„Robią
to, kiedy chłopcy zachowują się jak idioci” - odparł Hop.
Najwyraźniej
Cody nie mógł się z tym kłócić, ponieważ się zamknął.
Zaczęłam
się śmiać.
Molly
oparła się o mnie i też się roześmiała.
Objęłam
ją ramieniem i przyciągnęłam bliżej. Hop skierował wzrok na swoją córkę, a
potem na mnie, a ciepło w jego oczach, miękkość wokół ust, sprawiło, że uczucie
ciepła wokół mojego serca zwiększyło się.
„Co
pani dzisiaj robi, pani Lanie?” - spytała Molly, a ja spojrzałam na nią.
„Jeszcze
nie wiem, kochanie. Moi rodzice są tutaj z Connecticut, więc chyba tylko pobędziemy”
- odpowiedziałam.
„Nie
możesz po prostu pobyć w Vail!” - sprzeciwiła się i spojrzała z taty na mamę -
„Powinnaś pobyć z nami. Zaplanowaliśmy wiele zabawnych rzeczy.”
W
tym momencie zdecydowałam, że kocham Molly Kincaid.
„Nie
sądzę…” - zaczął tato, ale byłam od niego szybsza i skoczyłam na niewinną
propozycję Molly.
„Co
za fantastyczny pomysł!” - zawołałam i spojrzałam na mamę i tatę - „Czy to nie
fantastyczny pomysł?”
„Kochanie,
my nawet nie znamy ich planów” - zauważyła mama logicznie, ale z lekką
desperacją.
Nie
zrobiliśmy tego, ale wiedziałam, że cokolwiek to będzie, będzie o wiele
fajniejsze niż wizyta u mamy i taty.
„Dzieci
sprawiają, że wszystko jest zabawne” - oświadczyłam.
„Nie
mogę się z tym kłócić” - wtrącił Hop, po czym spojrzał między starszymi Heronami
- „Będziecie mile widziani, a moje dzieci to pokochają. Nie widzą świata poza waszą
córką.”
To
było dobrze zagrane, zaproszenie, którego nikt nie mógł grzecznie odrzucić,
połączone z komplementem dla córki, który był wyraźnie szczery, co dodatkowo
uniemożliwiało odmowę.
To
było tak dobrze zagrane, że trzeba było ogromnego wysiłku, żebym nie uśmiechnęła
się szeroko do Hop’a albo, powiedzmy, objęła go ramionami i mocno pocałowała.
Zamiast tego po prostu złapałam jego wzrok i miałam nadzieję, że przeczytał to,
co było w moim.
Zrobił
to i wiedziałam o tym, kiedy jego oczy błysnęły i fala dobroci wytrysnęła z
niego i uderzyła we mnie.
Uwaga
Hop’a spotkała się z milczeniem. Zauważyłam to na fali dobroci i spojrzałam na
mamę i tatę.
Mama
zebrała się pierwsza, zbyt Południowa, żeby tego nie robić.
„Oczywiście
bylibyśmy zachwyceni. Wszyscy przyjaciele Lanie i oczywiście dzieci sprawiają,
że wszystko jest zabawne.”
Najwyraźniej
postanowiła zignorować wszystkie rzeczy, których nie lubiła w Hop’ie i
uśmiechnęła się z prawdziwym ciepłem do jego dzieci.
„Wspaniałe!”
- krzyknęła Molly, odskakując od mojego ramienia, ale znowu łapiąc mnie za
rękę.
„Do
bani, że nie ma śniegu” - oświadczył Cody - „Ale w wiosce jest milion sklepów ze słodyczami, a tata
mówi, że możemy je wszystkie obejść.”
Molly
puściła moją rękę, by podnieść jej obie w powietrze i krzyknęła - „Cukrowy haj!”
„No
właśnie” - wymamrotał Cody, uśmiechając się do siostry.
Uśmiechnęłam
się do niego, a potem odwróciłam się i zobaczyłam, że Hop się do mnie uśmiecha.
Wszystko
dobrze. Wszystko było dobrze.
Ponieważ
Hop to zrobił.
No
cóż, Molly, ale Molly należała do Hop’a, więc postanowiłam przypisać to jemu.
„Kincaid?
Stół dla sześciu osób?” - wszyscy zwróciliśmy się do hostessy, a ona się uśmiechnęła
- „Mieliśmy wolny wcześniej.”
„Cóż,
czy to nie jest ogólnie szczęśliwy dzień?” - oświadczyłam, obejmując ramieniem
Molly i odwracając nas obie do hostessy.
Nikt
nie odpowiedział. Nie obchodziło mnie to.
To
był szczęśliwy dzień i trzymałam się
tego.
Hostessa
zaprowadziła nas do stołu.
Hop
sprawnie zaaranżował pozycję siedzenia tak, że siedział obok mnie, co
oznaczało, że mógł przycisnąć swoje udo do mojego i kraść dotyk mojej nogi i,
pozornie niedbale, ale nic innego, jak zahaczyć ramieniem o oparcie mojego
krzesła, kiedy rozmawialiśmy, a nie jedliśmy.
Tata
nie przegapił tego i nie był z tego powodu zadowolony, niedbale czy nie.
Mama
udawała, że to ignoruje.
Molly
i Cody nie dostrzegli w tym żadnego znaczenia.
Ja
to kochałam.
*****
„Czy
będą w porządku przez piętnaście minut?” - wyszeptałam to do ucha Hop’a.
Był
koniec sierpnia. Nie było śniegu, ale złote liście osiki zdawały się błyszczeć
w słońcu, a górskie powietrze było rześkie. Upływający czas lata był w górach,
co oznaczało, że wielu turystów i weekendowych wycieczkowiczów było dużo, a
ktoś zorganizował gry dla dzieci u podnóża stoku.
Dlatego
Molly i Cody byli obecnie zaangażowani w wyścig na trzech nogach z grupą innych
dzieci. Domyślałam się, że wygrają, ponieważ Hop dał im to, co obiecał, i oboje
obecnie wypalali taki wysoki poziom cukru, by zakończyć wszystkie cukrowe haje.
Mama
i tata zaszemrali, że potrzebują usiąść przy filiżance kawy, więc znaleźli się
w kawiarni przy głównej ulicy Lionshead Village.
To
oznaczało, że Hop i ja byliśmy sami.
Odwrócił
głowę i spojrzał na mnie z ciepłą ciekawością - „Dobrze się czujesz?”
„Będę”
- powiedziałam mu. Przekrzywił głowę pytająco, a ja ruszyłam, odchodząc od stoku
na bok budynku, w którym znajdowały się publiczne toalety.
Jedna
z nich była pojedyncza dla osób niepełnosprawnych.
Musiałam
przyznać, że czułam pewne poczucie winy z powodu zajmowania toalety dla
niepełnosprawnych, kiedy do niej podchodziłam, ale kiedy spojrzałam na Hop’a,
spodobała mi się ciekawość, którą widziałam w jego rysach.
Ale
potrzeba była we mnie.
Wślizgnęłam
się do środka, przytrzymując mu otwarte drzwi.
Wsunął
się za mną.
Drzwi
się zamknęły i zablokowałam je.
„Lady,
co do cholery?” - zapytał, a ja zwróciłam się do niego.
Potem
podeszłam prosto do niego, przycisnęłam piersi do niego i objęłam jego krocze
dłonią.
Jego
głowa natychmiast pochyliła się do mojej, jego ręka wbiła się w tył moich
włosów i zacisnęła pięść, gdy warknął niezrozumiale w moje usta.
Potem
zapytał szorstkim głosem - „Poważnie jesteś z tym w porządku?”
„Absolutnie”
- szepnęłam - „Pośpiesz się.”
„Kurwa”
- jęknął, pochylił głowę i pocałował mnie, cofając, aż uderzyłam w ścianę.
To
było wszystko, czego potrzebowałam. Usta Hop’a. Ciało Hop’a.
Hop.
Byłam
gotowa.
Z
drugiej strony byłam gotowa, zanim tu weszłam, wiedząc, że Hop mnie śledzi.
Jego
ręka została w moich włosach, druga szarpnęła mocno za klamrę mojego paska,
rozpinając, potem guzik moich dżinsów, potem zamek błyskawiczny i jego ręka
weszła do środka.
Boże,
to było dobre.
Jęknęłam
w jego usta.
„Zdejmij
to” - rozkazał - „Już.”
Nieznane
dotąd zakazane podniecenie przenikało przeze mnie, natychmiast ruszyłam, aby
zrobić to, co mi kazał. Nie było to łatwe, ponieważ Hop się nie poruszył, jego
klatka piersiowa napierała na moją, co przyciskało mnie do ściany. Jego ręka
powędrowała do tyłu dżinsów, by wziąć portfel.
Zsunęłam
dżinsy najlepiej, jak mogłam, a potem przesunęłam nogi, żeby ściągnąć je przez
buty, kopiąc je na bok i powtarzając to z majtkami.
Hop
był wolny, twardy i w prezerwatywie, kiedy to zrobiłam i warknął - „Wskakuj”.
Owinęłam
ramiona wokół jego ramion i podskoczyłam.
Złapał
mnie za tyłek, przycisnął do ściany. Moje nogi ugięły się wokół jego bioder, a
on wepchnął się mocno i głęboko.
Wsunęłam
twarz w jego szyję, trzymałam się mocno rękami i nogami, i jęknęłam.
„Pieprz
mnie, cholernie gorąco” - mruknął w
moją szyję, waląc między nogami.
„Mocniej,
kochanie” - nalegałam bez tchu.
Pchnął
mocniej.
„Wypnij
się dla mnie, Lanie” - zagrzmiał w moją szyję, a ja skierowałam w jego stronę
biodra. Wjechał głębiej, a mój oddech przyspieszył.
„Kocham
to” - wydyszałam.
„Ja
też Słonko.”
„Kocham
to, Hop” - sapnęłam, nagle blisko i to miało być olbrzymie.
„Trzymaj
się, lady.”
Trzymałam
się mocniej, niż już trzymałam, a on przesunął rękę z mojego tyłka na tył głowy
pół sekundy przed moim dojściem, kiedy mi głowa odskoczyła do tyłu, uderzając jego
ręką w ścianę.
„Spójrz
na mnie” - rozkazał szorstko.
Drżałam
w jego ramionach, trzymając się mocno, nie mogąc zrobić nic poza odczuwaniem
piękna odlotu.
Jego
dłoń zacisnęła się na moich włosach - „Lanie, kurwa, spójrz na mnie.”
Z
wysiłkiem przedarłam się przez mgłę, pochyliłam brodę i spojrzałam na niego. Ciągle
walił, zatrzymał się, wbił do korzenia, a ja jęknęłam.
„Cała
miękka, w każdym milimetrze. Mam mojego fiuta zakopanego w piękności” -
mruknął.
To
też kochałam.
Bardzo.
Przyłożyłam
usta do jego - „Nie przestawaj mnie pieprzyć, Słonko.”
Zaczął
pchać ponownie, mocniej, szybciej, wbijając mnie w ścianę.
„Tak,
piękna” - wydyszałam. Jego dłoń wkręciła się w moje włosy, przycisnął moje usta
do swoich i jęknął orgazm w moje gardło.
Przyjęłam
to. Szczęśliwa.
Schodząc
ze szczytowania, zaczął mnie całować, a potem przerwał pocałunek, by przesunąć
usta i wąsy w dół mojego policzka do szyi, gdzie jego usta przestały działać.
Przycisnęłam
usta do jego szyi, posmakowałam, a następnie przeniosłam je do jego ucha.
Zaciskając
mocno oczy, wąchając go, czując, jak mnie obejmuje i wypełnia, wiedziałam, że
nadszedł czas.
Dał
tak wiele, że nie mogłam się już powstrzymywać przed oddaniem.
„Myślę,
że podoba mi się moja tarcza” - wyszeptałam, a jego ciało stwardniało w moich
kończynach.
Ale
nie skończyłam.
„Dziękuję,
Hopperze Kincaid. Walizki. Kanapki. Chińszczyzna. Kraina Boga. Słodkie
dzieciaki. Wczoraj nie położyłam się spać pogrążona w emocjonalnym wyczerpaniu.
Położyłam się spać, nie mogąc się doczekać spotkania z tobą. To cud, Słonko, i
musisz wiedzieć, że doceniam to, że dokonałeś tego cudu.”
Nie
ruszał się, nie mówił; jego usta pozostały na mojej szyi, ale nie ślizgały się,
nie smakowały, nie lizały. Jego kutas pozostał osadzony, ale jego biodra nawet
nie drgnęły.
Nie
wiedziałam, co z tym zrobić. Myślałam, że spodoba mu się to, co powiedziałam, ale
jego brak aktywności nie powiedział, że nie, ale też nie powiedział, że tak.
Przesunęłam
głowę, próbując się cofnąć, ale jego ręka nacisnęła się do przodu, utrzymując
mnie tam, gdzie byłam.
„Hop?”
- zawołałam niepewnie.
„Jestem
tam” - mruknął w moją szyję.
Tak.
O tak.
Był
tam.
Westchnęłam,
poruszyłam się tak, że mój nos tracił jego płatek ucha i dałam mu więcej.
„O
tak. Obecnie na więcej niż jeden sposób.”
Jego
głowa cofnęła się, puścił moją i przykuł mój wzrok.
Złapałam
oddech na to, co zobaczyłam w jego.
„W
takim razie nie dziękuj mi, lady. Dałaś mi to, wszystko było tego warte.” - moje
zęby wyszły, żeby musnąć wargę, jego oczy opadły na nie i pozostały tam, kiedy
kazał - „Pocałuj mnie mocno, póki wciąż jestem w tobie, a potem musimy wrócić
do dzieci.”
„Okej,
Słonko” - zgodziłam się, przycisnęłam usta do jego, pocałowałam go mocno, gdy
wepchnął mnie w ścianę i przycisnął biodra do moich, co sprawiło, że wydałam
miękki jęk w jego język, zanim zakończył pocałunek, załagodził mnie z powrotem,
wyślizgnął się ze mnie i postawił mnie na nogi.
Trzymałam
się, kiedy moje drżące nogi dochodziły do siebie.
Hop
też.
„Stabilna?”
- zapytał. Spojrzałam mu w oczy i skinęłam głową.
Byłam.
Stabilna.
Być
może.
Wreszcie.
Wzięłam
oddech. Pochylił się, żeby pocałować moją skroń, a potem powoli puścił.
Poszłam
do majtek i dżinsów.
Hop
poszedł do toalety.
Opierałam
się o ścianę i z niemałym trudem wciągałam dżinsy przez buty, kiedy Hop
przykucnął u moich stóp, wyciągając ręce, żeby mi pomóc.
Naciągnęłam
dżinsy z powodzeniem na buty i wyprostowałam się.
On
też to zrobił i objął mnie ramieniem w talii, gdy szarpałam je by zapiąć i zapiąć pasek.
„Um…
nie jestem fanką założenia ich z powrotem po tym, jak były na podłodze w
publicznej toalecie” - wymamrotałam, lekko kręcąc majtkami w palcach - „A ja
nie mam torebki.”
Oczy
Hop’a pociemniały, ale nie powiedział ani słowa, chwycił moje majtki i wsunął
je do przedniej kieszeni.
Na
wiedzę, że moje majtki są w kieszeni dżinsów Hop’a, uda mi zadrżały.
„Tak
więc wiesz…” - zaczęłam, czując się nagle zdenerwowana - „…nigdy wcześniej nie
uprawiałam seksu w publicznej toalecie.”
„Tak
więc wiesz…” - odparł Hop z uśmiechem - „…ja też nie.”
„Uh…
okej” - wymamrotałam, z trudem utrzymując jego uśmiechnięte oczy i chcąc
spojrzeć na jego ramię. Zamiast tego podniosłam ręce, żeby je tam położyć.
„Seks
w kabinie ze zdzirą, tak” - ciągnął, a moja głowa szarpnęła się - „Dwa razy” -
kontynuował i poczułam, jak moje usta się rozchylają - „Chociaż pojedyncza
toaleta dla niepełnosprawnych to zdecydowanie sposób, w jaki można wybrać się z
damą. Nigdy nie zrobiłbym cię w kabinie.”
Drażnił
się, więc odprężyłam się.
Nieznacznie.
„Nie
sądzę, żebym mogła zrobić to w kabinie” - podzieliłam się.
„Jak
powiedziałem, nie zrobiłbym cię w kabinie.”
Moje
usta wykrzywiły się - „Dobrze, że się z tym zgadzamy.”
„Tak”
- odpowiedział i przechylił głowę na bok, pytając cicho - „Wszystko dobrze?”
Zrobiłam
ocenę mentalną.
Byłam.
Szokująco,
nie tylko było dobrze. Było bardzo dobrze i to na wiele sposobów.
„Tak”
- odpowiedziałam. Nadeszła jego kolej, by jego usta się wykrzywiły, a potem przysunął
się do mnie, żeby mnie pocałować.
Kiedy
skończył, zaprowadził mnie do drzwi, a ja zapytałam - „Więc to prawda? Dwa
razy?”
„Tak
to prawda.”
Łał.
„Motocykliści
nie mają granic” - powiedział, odblokowując
drzwi, ale ich nie otworzył, więc spojrzałam na niego - „Kurewsko się cieszę,
że moja kobieta też tego nie robi, mała. Myślę, że kiedy zacząłem pieprzyć cię przy
ścianie około minuty po tym, jak mnie tu wciągnęłaś, doszłaś do wniosku, że pomyślałem,
że to było gorące, ale na wypadek, gdybyś to przegapiła… to było gorące.”
Wpatrywałam
się w jego oczy.
Hop
wpatrywał się w moje, ale nie skończył - „Ciągle stajesz się coraz lepsza.”
On
też to robił.
„Cóż,
dobrze wiedzieć” - zaczęłam cicho - „…że odwzajemniam przysługę”.
Jego
twarz pociemniała, oczy zrobiły mu się gorące i warknął - „Kurwa, nie rób tego
gówna”.
„Co
za gówno?” - spytałam, zakłopotana jego wyrazem twarzy i tonem.
„Zrobiłem
cię przy ścianie w łazience, a jesteś słodka, co sprawia, że chcę tego
ponownie.”
„Myślę,
że dzieci i moi rodzice będą się zastanawiać, gdzie jesteśmy”
„Dlatego
nie możesz robić tego gówna”.
„Dobra,
przestanę być słodka.” - poddałam się.
„Będę
zobowiązany.”
Uśmiechnęłam
się.
Hop
spojrzał na moje usta.
Wpadłam
na niego.
Hop
spojrzał mi w oczy.
„Wyjdziesz
pierwsza, lady. Pójdę za kilka chwil.”
Skinęłam
głową.
Pochylił
głowę i jeszcze raz dotknął moich ust.
Kiedy
podniósł głowę, stanęłam na palcach i oddałam to.
Uścisnął
mnie.
Potem
puścił mnie i wyszłam pierwsza.
Przyszedł
za kilka chwil.
Na
szczęście, zanim wróciliśmy, dzieciaki brały udział w wyścigu w workach, więc
nie miały pojęcia, że odeszliśmy, a moi rodzice dołączyli do nas dopiero
piętnaście minut po naszym powrocie.
Jeśli
chodzi o mnie, stałam w słońcu Kolorado u podnóża wspaniałej góry w sercu krainy
Boga, czując się dobrze. Z poczuciem stabilności. Czując się fantastycznie.
Wreszcie.
*****
„Wychodzę
na spacer” - zawołałam od drzwi przestronnego, dobrze wyposażonego „mieszkania”
z sześcioma sypialniami, którego właścicielami byli przyjaciele moich rodziców.
Obecnie była zajęta przeze mnie, stojącą przy drzwiach w płaszczu, tatę przed
telewizorem, a mamę już w łóżku z jej podporą, mimo że była dopiero ósma
trzydzieści - „Noc jest wspaniała. Prawdopodobnie trochę to potrwa.”
„Lanie!”
- tata odpowiedział i jego głos był bliższy, niż się spodziewałam.
Szedł
w moją stronę.
„Później!”
- krzyknęłam, wymknęłam się, zamknęłam drzwi i popędziłam w botkach w stronę
wioski.
Wyciągnęłam
komórkę z kieszeni, znalazłam SMS-a, który przysłał mi Hopper, i przewinęłam
go. Potem poszłam zgodnie z jego wskazówkami, wychodząc z eleganckiej dzielnicy,
w której mieszkałam z rodzicami, przez wioskę i do gęstszego obszaru
atrakcyjnych mieszkań, w których mieszkał Hop i dzieci.
Znalazłam,
weszłam po otwartych schodach z boku i zapukałam do drzwi.
Kilka
sekund później zostały otwarte.
Molly
spojrzała na mnie, po czym odwróciła się i krzyknęła do mieszkania -
„Nareszcie! Pani Lanie jest tutaj! Teraz możemy zagrać w Pictionary!”
Wbiegła
do mieszkania, zostawiając otwarte drzwi i mnie na zewnątrz.
„Nie
gramy w Pictionary!” - usłyszałam krzyk Cody’ego.
„Gramy!”
- odkrzyknęła Molly.
„Nie
gramy. To gejowskie! - krzyknął Cody.
„Gry
nie mogą być gejowskie, chłopcze. Ludzie są gejami, gry nie, i nie mogą być złe”
- usłyszałam dudnienie Hop’a, ale zbliżało się to w moją stronę, więc weszłam i
zamknęłam drzwi.
„Tata!”
- krzyknął Cody.
„Skończ
to” - ostrzegł Hop, po czym pojawił się w przedpokoju.
Zdjęłam
płaszcz.
Hop,
spoglądający do tyłu do mieszkania, odwrócił do mnie głowę.
Moje
serce się rozgrzało, a usta uśmiechnęły.
Jego
oczy opadły na moje usta, a zęby złapały jego dolną wargę.
Nigdy
nie widziałam, żeby to robił. To był dobry wygląd, więc nogi mi zadrżały, ale
udało mi się utrzymać w pozycji stojącej, gdy Hop dotarł do mnie.
„Sięgam
Pictionary” - krzyknęła Molly, gdy Hop obszedł mnie i wziął mój płaszcz, ale
zrobił to blisko.
Jego
usta dotarły do mojego ucha - „Chciałbym móc cię pocałować.”
Ja
też tego chciałam.
Skręciłam
szyję i złapałam jego wzrok.
Na
jego spojrzenie moje nogi prawie się ugięły.
„Powinniśmy
zagrać w Wii. Mamy Wii, powinniśmy w to zagrać.”
Usłyszałam
deklarację Cody'ego.
„Mamy
w domu konsolę Wii, Cody” - powiedziała mu Molly.
„Więc?”
- zapytał Cody.
„Chociaż
to gówno zabija nastrój” - mruknął Hop, a ja uśmiechnęłam się, wchodząc do ich
mieszkania.
Było
tu przestronnie, ale ciepło, nie architektonicznie.
„Hej,
Cody” - zawołałam.
„Lubisz
Wii?” - odpowiedział.
„Zechcesz
się przywitać?” - Hop zasugerował za mną w sposób, który nie był całkowicie
sugestią.
„Yo,
pani Lanie” - wymamrotał Cody, mądrze przyjmując słabo zawoalowane zamówienie
ojca.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Molly
zmaterializowała się u mojego boku - „Lubisz Pictionary?”
Spojrzałam
na nią - „Tak, ale nie możemy grać.”
Jej
twarz posmutniała - „Dlaczego nie?”
„Ponieważ
granie chłopców przeciwko dziewczynom jest moralnym imperatywem, bo my skopiemy
im tyłki. Jestem kreatywna, zarabiam tak na życie. To oznacza, że nigdy nie
przegrywam w Pictionary” - oznajmiłam.
„Tata
i ja was zabijemy” - oświadczył Cody.
Spojrzałam
na niego i rzuciłam wyzwanie - „Niemożliwe.”
Rzucił
się na oparcie kanapy, uciekając, krzycząc - „Przyniosę Pictionary!”
Moja
praca była skończona, więc przeniosłam się na kanapę i usiadłam.
Już
to było lepsze niż telewizja z tatą.
„Dobra
robota, lady.”
To
wyszeptał mi do ucha Hop. Odwróciłam się.
Był
za kanapą, ale pochylał się do mnie. Złapałam jego uśmiech i oddałam go.
Wyprostował
się i odszedł, podczas gdy Cody wrócił z grą i ukląkł przy stoliku do kawy.
Molly
przyszła, by pomóc mu to rozłożyć.
Wzięłam
głęboki wdech i wypuściłam go, a potem poczułam zimno na ramieniu. Spojrzałam w
dół, zobaczyłam wciśniętą tam butelkę piwa i podniosłam rękę, żeby ją wziąć, a
jednocześnie odchyliłam głowę do tyłu, by uśmiechnąć się do Hop’a z
wdzięcznością.
Uśmiechnął
się, akceptując.
Zdecydowanie
lepiej niż telewizja z tatą.
Kartki
i ołówki zostały wydane, minutnik przygotowany, usadowiliśmy się i zagrałam w
Pictionary z niezłym motocyklistą Hopperem Kincaidem i jego dwójką dzieci.
Najlepsze.
Najlepsze,
jakie kiedykolwiek miałam.
I,
nawiasem mówiąc, Molly i ja skopałyśmy im tyłki.
Trzy
razy.
*****
Hop
i ja staliśmy przed drzwiami jego mieszkania, całując się, ja miałam na sobie
płaszcz, on tylko termiczny henley.
Trwało
to chwilę i nie przerywałam, mając nadzieję, że Hop znał ćwiczenia, szykowania
się jego dzieci do spania i wiedział, ile czasu mamy, by cieszyć się tym, co
robiliśmy.
Nie
przerywałam również dlatego, że nigdy tak się nie całowaliśmy, by nie
prowadziło to donikąd, jak tylko do dobrego smaku i dotyku naszych ciał
ściskanych na zimnie.
To
było wspaniałe.
W
końcu i niestety zerwał połączenie naszych ust, ale nie uścisku.
„Muszę
się upewnić, że w porządku u dzieci” - mruknął.
„Tak”
- mruknęłam w odpowiedzi.
„Muszę
też dać ci powiedzieć, że zanim tu przyszłaś, dostałem telefon od starego
kumpla. Będzie blisko. W Denver po raz pierwszy od jakiegoś czasu. Nie chcę tego
przegapić. Kiedyś byliśmy blisko. Dobrze będzie go zobaczyć, ale mój jedyny termin
to poniedziałek wieczorem.”
To
było rozczarowanie, ale mimo to powiedziałam - „Okej”.
„Chcę,
żebyś pojechała ze mną.”
Patrzyłam
w jego oczy w zewnętrznych światłach.
Podjęłam
decyzję. To nie było świadome tylko intuicyjne.
Idąc
instynktem, dając się prowadzić sercu, szłam do przodu nie myśląc o
konsekwencjach.
Wpuściłam
Hop’a.
Tego
dnia zjadłam śniadanie, spędziłam dzień i grałam w Pictionary z jego dziećmi.
Czy
byłam gotowa na spotkanie ze starym kumplem?
„Chciałabym
to zrobić” - stwierdziłam, zanim mój mózg zdążył dogonić i zrobić coś innego
niż iść z instynktem i dając się prowadzić sercu.
„Dobrze”
- odpowiedział z uśmiechem, po czym jego ramiona zacisnęły się, a jego uśmiech
zniknął - „Zamelduj się rano. Chcę wiedzieć czy wszystko w porządku.”
Przez
długi czas bałam się, dokąd zaprowadzą mnie instynkt i serce, nie słuchałam ich
od lat. Dobrze było wiedzieć, znając Hop’a, że znów mogę im zaufać.
„Zadzwonię.”
„Zrób
to” - mruknął.
Uśmiechnęłam
się.
Dotknął
ustami moich.
Kiedy
podniósł głowę, wyszeptałam - „Lepiej pozwolę ci odejść”
„Nigdy
tego nie rób”
Jego
słowa przepłynęły przeze mnie w sposób, w jaki nie mogłam się powstrzymać od
przyciśnięcia się, przekrzywienia głowy i przyciśnięcia twarzy do jego szyi.
„Czy
jesteś prawdziwy?” - zapytałam jego skórę.
„Mała,
stoisz w moich ramionach” - odpowiedział.
„Proszę,
bądź prawdziwy” - szepnęłam.
„Poczuj
to” - uścisnął mnie - „Jestem prawdziwy, Lanie.”
Wzięłam
wdech, a potem cofnęłam się i spojrzałam na niego.
„Okej,
w takim razie nie pozwolę ci odejść, ale powiem dobranoc.”
„To
przyjmę” - odpowiedział, wykrzywiając usta.
Podeszłam,
żeby dotknąć ich moimi ustami. Pozwolił mi, a potem przesunął się, by pocałować
mnie w czoło.
Puścił
mnie i ruszyłam na schody. Z ręką na poręczy spojrzałam na Hop’a, który stał w
drzwiach.
Hop
obserwował mnie i moje kłopoty, uśmiechnął się do mnie i uniósł podbródek.
Odwzajemniłam
uśmiech i podniosłam rękę, by machnąć.
Jego
uśmiech się powiększył.
Pozwoliłam,
by jego uśmiech mnie karmił, gdy zeskoczyłam z ostatnich kilku schodków i
skierowałam się do wioski.
Było
późno i miałam nadzieję, że wystarczająco późno by moja mama zemdlała i żeby
dołączył do niej mój tata.
Poczułam
się winna, że zostawiłam ich, by zagrać w Pictionary z Hop’em i jego dziećmi.
Ale mama spała pijana na noc, a tata nie był błyskotliwym rozmówcą, wolał gapić
się na telewizor i pozwolić, by ekran wyciszył poczucie winy, jakie powinien
czuć z powodu tego, co jego oszustwa i nielojalność ujawniły na górze w jego
łóżku.
Nie
potrzebował mnie do tego.
Wślizgnęłam
się do drzwi do naszego mieszkania, cicho je zamykając, czując, że dom
odpoczywa i pozwalając, by napięcie, które narosło podczas mojego spaceru,
opadało, sądząc, że dobrze wszystko zaplanowałam. Mogłabym po prostu położyć
się do łóżka, nie mogąc się doczekać, kiedy jutro zamelduję się u Hop’a i
znieść najlepszą część wizyty rodziców. I koniec.
Z
ręką na poręczy i stopą uniesioną, by wejść po schodach do mojego pokoju,
znieruchomiałam, gdy dobiegł mnie głos taty.
„Wiem,
kim on jest dla ciebie”.
Odwróciłam
się u podnóża schodów i zobaczyłam go stojącego z palcami zaciśniętymi wokół
szlifowanego kryształowej szklanki szkockiej. Rzadko pił. Pozwalał mamie pić.
Jego uzależnienie polegało na zdradzie i chętnie sobie na to pozwalał.
„Hej,
tato” - powiedziałam cicho, a mój umysł wirował, szukając właściwego sposobu na
rozegranie tego.
„Myślisz,
że jesteście sprytni, ale nie ukryliście tego. Może twoja matka to przegapiła,
a jego dzieci są za małe, żeby to zrozumieć, ale ja nie przegapiłem” -
oświadczył tata, a ja spojrzałam na niego.
Był
zły.
Ale
ja miałam trzydzieści dziewięć lat i nie potrzebowałam aprobaty ojca, jeśli
chodzi o to, z kim spędzam czas.
Wyprostowałam
więc ramiona i oświadczyłam - „Hop i ja znamy się od dawna. Niedawno zaczęliśmy
się spotkać. Jego dzieci jeszcze nie wiedzą.”
Potrząsnął
głową i zrobił dwa kroki w moją stronę, zanim zatrzymał się i zapytał - „Lanie?
Na serio?"
„Poważnie
co?” - zapytałam z powrotem.
„Poważnie,
nie nauczyłaś się tego, czego nie można było przegapić, kiedy twój ostatni
wybór sprawił, że trafiłaś do intensywną terapię na sześć dni?”
To
był zaciekły cios, który miał wylądować i odnieść wspaniały sukces.
„Tata…”
„A
ten, ten… ten… mężczyzna jest gorszy. O wiele. Mój Boże, kiedy on ostatnio
ścinał włosy?”
„Nie
jestem pewna, czy to, że Hop obcina włosy, czy nie, jest miarą mężczyzny, tato”
- odpowiedziałam.
„Bardzo
się mylisz, Lanie, i wytknę ci to jeszcze raz, nie po raz pierwszy” - odciął
się tato.
Cios
drugi. Bezpośrednie uderzenie.
„Nie
znasz go” - odpowiedziałam.
„Nie
muszę go znać. Jedno spojrzenie na niego i wiem, jakim jest człowiekiem.”
Boże,
nienawidziłam tego od nikogo, a zwłaszcza od mojego ojca.
„Przepraszam,
ale jeśli nie masz jasnowidzenia, coś takiego jest niemożliwe” - odgryzłam się.
„Nie
potrzebuję jasnowidzenia, skoro mam wiek i mądrość, Elaine Heron. Pierwsze z
nich podkrada się do ciebie i nie zdajesz sobie z tego sprawy, że twoje życie
marnieje, a drugie wydaje się ci umykać.”
„Znam
Hoppera od ośmiu lat, a ty znasz go niecały dzień i myślisz, że możesz stać tam
i mówić mi, że znasz go lepiej niż ja?” - zapytałam.
„Możemy
zacząć od tego. Co to za imię Hopper dla mężczyzny?”
Musiałam
przyznać, że w przeciwieństwie do wszystkich innych facetów Chaosu Hop nie miał
pseudonimu, których bracia prawie wyłącznie używali i zawsze mnie to ciekawiło.
Jednym z wielu nieistotnych (ale uznałam za fascynujące) faktów, które
dowiedziałam się o Hop’ie, zanim z nim byłam, było to, że naprawdę nazywał się
Hopper Kincaid. Widząc, że miał już pasujące imię, chłopcy nie zadawali sobie
trudu, by nadać mu kolejne.
I
polubiłam to.
Ale
zastanawiałam się nad tym.
„Nie
wiem” - odpowiedziałam tacie - „Imię, które nadali mu rodzice?”
„To
śmieszne” - wycedził.
„Podoba
mi się jego imię” - odpowiedziałam ostro - „Lubię w nim prawie wszystko.”
Tata
zrobił jeszcze dwa kroki w moją stronę, znów się zatrzymał i syknął - „Lanie,
obudź się. Zrób to teraz, zanim zmarnujesz swoje życie. Nie masz dzieci,
żadnego przyzwoitego mężczyzny do opieki nad tobą, żadnej przyszłości. Zanim
zostaniesz wciągnięta do innego
świata, który w żaden sposób nie jest dla ciebie dobry, przez słabego
człowieka, który wybiera łatwą ścieżkę życia, a ty zapłacisz za jego wybory.”
Jego
słowa, każde z nich…
Nie.
Każda
sylaba uderzała we mnie, cudem łamiąc
coś, co trzymałam razem.
A
kiedy się zepsuło, nie było sposobu, aby powstrzymać to, co trzymałam na
dystans.
Więc
pozwoliłam temu się rozerwać.
„Czy
Papaw poświęcił trochę czasu, zanim umarł, by ostrzec mamę przed tym właśnie” -
ucięłam, a tata szarpnął głową - „Dałeś jej dzieci, ale zabrałeś wszystko inne,
będąc słabym człowiekiem, który wybrał swoje egoistyczne potrzeby zamiast
rodziny. Nie możesz stać i mówić, że Hop nie jest przyzwoity, jednocześnie
zatapiając się w błocie, w które wszedłeś cholernie sam. Wszystko to, podczas
gdy mama pada na górze, zatracając się w butelce, bo nie może pogodzić się z
faktem, że trzy dekady temu straciła męża. Ale ona nie miała odwagi zerwać więzów
i odejść, więc każdego dnia on torturuje ją swoim egoizmem.”
Jego
twarz zmieniła się w kamień, zanim podjął próbę zrobienia czegoś, czego nie
mógł zrobić. Czyli ukryć z powrotem jego odkryte mistyfikacje.
„Nie
wiem, o czym mówisz”
„Tak,
wiesz” - pochyliłam się w jego stronę - „Do kurwy
nędzy wiesz.”
„Pamiętaj,
z kim rozmawiasz i kim jesteś, Elaine. Ten język…”
„Idź
się pieprzyć, tato” - warknęłam, a jego głowa znów szarpnęła.
„Nie
mogę uwierzyć, że odważasz się…”
Zrobiłam
krok w jego stronę i syknęłam - „Uwierz w to!”
Odchyliłam
się i wyciągnęłam obie ręce - „Czy wiesz, że kiedy do niej idziesz, pieprzysz
się nie tylko z mamą. Pieprzysz Lis i mnie. Za każdym razem. Za każdym razem,
gdy do niej idziesz, mówiąc prosto z mostu, nie dbasz ani trochę…” - pochyliłam
się do niego ponownie - „…ani gówno o
żadną z nas.”
„To,
to tutaj, to efekt spędzania czasu z twoją przyjaciółką Tyrą i takimi ludźmi,
jakimi są jej mąż i twój przyjaciel Hopper.”
„Tak”
- zgodziłam się, kiwając głową - „Tak tato. To właśnie tutaj jest efektem
przebywania wśród ludzi lojalnych, przyzwoitych i uczciwych. To właśnie tutaj jest efektem przebywania wśród ludzi,
którzy nie pozwalają innym ludziom sobie mieszać w głowach lub ich robić w
bambuko. To właśnie tutaj jest efekt tego. A za około pięć sekund będzie inny
efekt. Efektem będzie to, że wejdę po schodach i spakuję walizkę. Efektem
będzie to, że stąd wyjdę. Efektem będzie, że jutro będziesz musiał wytłumaczyć
mamie, dokąd poszłam. A potem będzie taki skutek tego, że to ja wyjaśnię mamie i
porozmawiam z nią, jeśli nie zadzwoni do mnie pijana w dupę, ale już nigdy nie
odezwę się do ciebie.”
„Jak
zagrasz w tę grę, tak jak twoja siostra, zostaniesz odcięta” - ostrzegł.
„Nowina,
tato. Tak jak Elissa pragnęłam ojca, który byłby lojalny i wierny mojej matce,
a jeśli nie taki, to żeby mógł przynajmniej pozwolić jej odejść, aby mogła
znaleźć szczęście w sobie lub w kimś innym. Pieniądze, samochody i domy, nic z
tym się nie może równać, więc nie możesz kupić mojej miłości i lojalności i nie
możesz mnie skrzywdzić, zabierając rzeczy, których nigdy nie chciałam.”
„Teraz
tak mówisz, ale…”
„Oszczędź
sobie” - odgryzłam się, podnosząc rękę, a jednocześnie odwracając się i wchodząc
na schody.
„Lanie,
jak wyjdziesz, zrobisz to, to twoja matka będzie zdruzgotana” - zawołał do
moich pleców. Miałam jeszcze cztery stopnie na górę, kiedy odwróciłam się do
niego.
„Masz
rację. Będzie. I to jest do bani. Ale wiesz co? Żyła zdruzgotana naprawdę
długo. Zna zasady.”
Po
tym odwróciłam się ponownie i weszłam po schodach.
Wyszarpnęłam
walizkę, jednocześnie naciskając przyciski na telefonie.
„Lady”
- powitał Hop po jednym dzwonku.
„Ja…
uh, Hop…” - urwałam głównie dlatego, że moje gardło się zamknęło i nie mogłam
wydusić słów z ust.
Usłyszał
to, wyczuł przez Magię Hop’a lub jedno i drugie. Wiedziałam o tym, kiedy
rozkazał cicho - „Mów do mnie.”
Zmusiłam
się do przełknięcia i rzuciłam walizkę na łóżko. „Miałam, hmmm… jakaś
nieprzyjemną sytuację… kiedy wróciłam. Właściwie powiedziałbym, że to było
bardziej jak… ekstremalnie nieprzyjemną.”
Nie
zapytał. Nie zawahał się.
Uciął
tylko - „Spakuj się. Napisz swój adres. Będę tam tak szybko, jak będę mógł.”
Zamarłam
i mocno zamknęłam oczy.
„Lanie?
Słyszysz mnie?” - zawołał Hop.
„Tak”
- wyszeptałam.
Jego
głos był łagodny, kiedy odpowiedział - „Spakuj się, mała.”
„Okej.”
„Najpierw
do mnie napisz. Chcę czekać przy drzwiach, kiedy skończysz.”
„Okej.”
„Do
zobaczenia wkrótce.”
„Okej.”
„Pa,
lady.”
„Pa,
Hop”.
Rozłączyliśmy
się i ruszyłam, przelatując przez pokój, pakując się w pośpiechu.
Już
prawie skończyłam, kiedy tata pojawił się w moich drzwiach.
„Nie
mów ani słowa” - ostrzegłam, nie patrząc na niego.
Nie
posłuchał mojego ostrzeżenia.
„Proszę
zrozum. Zacząłem to na dole, bo się o ciebie martwię, Lanie. Twoja matka i ja
martwimy się. Bardzo się martwimy i to od lat. Byłaś sam przez długi czas i, taka
piękna dziewczyna jak ty, dziewczyna z twoim sercem… Słonko, to po prostu nie
jest naturalne.”
Nie
odpowiedziałam, po prostu pakowałam się dalej.
„Kocham
ją” - wyszeptał i ból przeszył mnie.
„Ani
słowa, tato.”
„Kocham
je obie.”
O
Boże!
Zatrzymałam
się i odwróciłam do niego - „Ani słowa, tato.”
„Czy
możesz sobie to wyobrazić, żyć latami, kochać dwie kobiety, wiedząc, co robisz
im obu?”
„Nie,
nie mogę i nie chcę, a ponadto, co jest z
tobą nie tak, że w ogóle mnie o to pytasz? Jestem twoją córką.”
Skrzywił
się.
Wróciłam
do pakowania.
„Ciebie
też kocham, Lanie” - powiedział cicho, gdy zapinałam walizkę.
Zerwałam
go z łóżka, podeszłam do niego i zatrzymałam się.
„Więc
udowodnij to. Wybierz jedną lub drugą.
Jeśli to mama, znajdź jej pomoc. Ale zrób coś,
tato, bo w taki czy inny sposób skończy się to tragedią. Miałeś dobrą passę,
ale straciłeś przez to jedną córkę, a teraz tracisz kolejną. Dwie tragedie. Nie
zabiegaj o więcej.”
Z
tymi słowami przepchnęłam się obok niego, ciągnąc ze sobą walizkę. Zeszłam po
schodach (ważyła pół tony) złapałam
torebkę ze stolika przy frontowych drzwiach i wyszłam przez nie.
Wskocz
do swojego błyszczącego, czarnego Dodge’a RAM z podwójną kabiną, który pracował
na jałowym biegu przed mieszkaniem moich rodziców.
Pochylił
się i pchnął drzwi w chwili, gdy mnie zobaczył, więc zapaliło się wewnętrzne
światło.
Nie
udało mi się wrzucić walizki na łóżko ciężarówki, bo była zbyt ciężka. Przy
drugim podnoszeniu została złapany w ręce Hop’a, wyrwana z moich i przerzucona,
jakby ważył tyle, co poduszka. Bez wahania odwróciłam się do drzwi samochodu i
kolejnym szarpnięciem wciągnęłam się na siedzenie pasażera.
Kilka
sekund później Hop wciągnął się na miejsce kierowcy.
„Mała…”
„Jedź”
- szepnęłam do pasa, który owinęłam wokół siebie.
„Lanie…”
Odwróciłam
się do niego i krzyknęłam - „Jedź, jedź, jedź!”
Z
oczami przyklejonymi do mnie wrzucił bieg. Patrzył na drogę tylko wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy.
„Porozmawiasz
ze mną?” - zapytał.
„Nie.”
„Nie
podobało mi się zostawianie dzieci, mała. Muszę cię tam zabrać.”
„Okej.”
„Śpisz
ze mną. Wstaniemy wcześnie.”
„Okej.”
„Lanie…”
„Proszę”
- szepnęłam i zamilkłam.
„Masz
znękane oczy, Słonko. To więcej niż to, że twoja mama jest alkoholiczką, a
twoja rodzina żyje w zaprzeczeniu, a to już jest wystarczająco cholernie złe.”
„Tak.”
Więcej
ciszy, gdy czekał, aż się podzielę.
Nie
zrobiłam tego.
Hop
nie naciskał. Zaparkował, podszedł do mnie, wyciągnął walizkę z tyłu i złapał
mnie za rękę. Jego mieszkanie było ciche, kiedy weszliśmy. Nie było mnie długo,
ale najwyraźniej jego dzieci rozbiły się po aktywnym dniu.
I
najwyraźniej Hop odczytał mój nastrój, ponieważ zabrał mnie i moją walizkę
prosto do swojego pokoju i rozkazał - „Przyszykuj się do łóżka. Pozamykam i sprawdzę.
Wrócę.”
Kiwnęłam
głową, zrobiłam jak kazał i szłam z głównej łazienki do jego pokoju, podczas
gdy on ściągał swoją koszulkę.
Poszłam
bezpośrednio do łóżka. Hop poszedł do łazienki i spotkał się ze mną w łóżku po
zgaszeniu światła.
Obrócił
mnie w swoje ramiona.
Zagrzebałam
się tam.
„Dzięki
Bogu, że tu przyjechałeś. Dzięki Bogu. Dzięki Bogu. Dzięki Bogu.” - zaśpiewałam
cicho w jego klatkę piersiową.
Odgarnął
moje włosy i poczułam jego usta na czubku głowy, gdzie szepnął - „Lanie, mów do
mnie.”
Potrząsnęłam
głową.
„Później?”
- zapytał.
„Później”
- odpowiedziałam, z ulgą, że nie musiałam się w to zagłębiać. Nie miałam tego w
sobie.
„Obiecujesz?”
- zapytał.
„Obiecuję”
- odpowiedziałam.
Jego
ręce opuściły moje włosy i zamknął ramiona wokół mnie. Pozwoliłam, by jego
ciepło i siła przeniknęły do mnie, czując, że napięcie i ból są przytłumione.
Nie zniknęły, ale na razie uznałbym to za tępe.
„To
jego.” - Hop powiedział to w ciemność.
„Co?”
- zapytałam.
„Wiedziałem,
jak tylko zobaczyłem aroganckiego, nabijającego się skurwiela.”
Uniosłam
głowę i spojrzałam na niego w ciemności - „Co, Słonko?”
„Ten
potwór w tobie. Mógł po drodze żywić się innym gównem, wzmocnić się i przejąć
kontrolę, ale to twój ojciec zasiadł nasiona, z którego to wyrosło.”
Opuściłam
twarz na jego klatkę piersiową. To był mój sposób na udzielenie odpowiedzi
twierdzącej.
Przyłożył
rękę do tyłu mojej głowy.
„Wystarczająco.
Skończyłem. Śpisz” - rozkazał.
„Okej.”
Jego
ręka przeczesała moje włosy.
Przyłożyłam
policzek do jego klatki piersiowej i trzymałam się jego ciepłego, silnego
ciała.
Jego
palce przeczesywały moje włosy.
Moje
ciało wtopiło się w jego, moje oczy opadły, byłam bliska snu, kiedy szepnęłam -
„Proszę, bądź prawdziwy”.
Jego
dłoń w moich włosach znieruchomiała, owinęła się wokół mojej głowy, a Hop
odszepnął - „Lady, jestem tak prawdziwy, jak to tylko możliwe”.
Zakopałam
się bliżej i zasnęłam z nadzieją, że mówi prawdę.
Nie.
Kochanie, w kawałku w którym wychodzi bohaterka do mieszkania Hopa, masz przypadek autokorekty. Zamiast Lanie, masz Łanie. Dziękuję ❤️ za kolejny rozdział ❤️
OdpowiedzUsuńDzieki
Usuń❤️❤️❤️
UsuńTak czułąm że rodzice coś odstawią :(
OdpowiedzUsuńWażne że na miejscu był Hop by ją złapać.
Dziękuję i czekam na kolejny rozdział
Koszmarne korzenie 🥴 prawda?
UsuńBardzo dziękuje za rozdział. Jestem ciekawa co się wytwinie.
OdpowiedzUsuńDziękuję, czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń