wtorek, 17 sierpnia 2021

8 - You’ll Accomp’ny Me

 

ROZDZIAŁ 8

You’ll Accomp’ny Me

 

 

Hop i ja siedzieliśmy przy stole w barze dla motocyklistów, który był tak o wiele lepszy niż ten, w którym poznałam Faceta z Monster Truck’a, że to nie było zabawne. To znaczy, to wciąż było szorstkie, ale szorstkie w fajny, zajebisty sposób, a nie w przerażający sposób jak zapowiedź bycia naruszoną.

Dwa dni wcześniej Hop obudził mnie wcześnie w swoim mieszkaniu w Vail pocałunkiem, który doprowadził do przytulania i obmacywania, ale dalej się nie posunęliśmy. Mimo to czułam się miło i było to lepsze niż seks przez telefon, nawet jeśli nie doprowadziło do finału. To dlatego, że dotyczyło to Hop’a, jego rąk, ust, jego szorstkiego, sennego głosu w moim uchu i jego ciała, na którym mogłam położyć ręce i usta. To było fantastyczne.

Wstaliśmy z łóżka, zanim dzieci się obudziły. Byłam w kuchni i robiłam naleśniki, kiedy słodko i sennie schodzili na dół.

Nawiasem mówiąc, Hop dostał ode mnie złote gwiazdki, ponieważ miał maślankę na naleśniki. Te gwiazdki zaczęły świecić, gdy powiedział mi, że nie warto robić naleśników bez maślanki, a ponieważ była to szczera prawda, uznałam to za szczęśliwy znak, że Hopper Kincaid i ja możemy być po prostu bratnimi duszami.

Kiedy czekali na naleśniki, Hop dał dzieciom niejasne wyjaśnienie, dlaczego tam byłam, mówiąc, że moi rodzice musieli jechać wcześniej do domu, a on pomagał, dając mi kolejny dzień w Vail. Dzieci przyjęły to, ale zrobiły to w sposób, w którym wiedziałam, że wyjaśnienia są niepotrzebne. Lubili naleśniki. Lubili przebywać w Vail ze swoim tatą. Polubili mnie. Więc nie miało dla nich znaczenia, dlaczego tam byłam. Po prostu cieszyli się, że mogą płynąć z prądem.

Zrobiliśmy naleśniki, poszliśmy do wioski, zjedliśmy lunch, a potem udaliśmy się do domu. Jadąc na haju, który był Hop’em i jego dziećmi, nie wspominając już o tym, jak Hop przybył mi na ratunek w Dodge’u RAM poprzedniego wieczoru, zapytałam, czy chcą zostać u mnie, kiedy mnie wysadzą, a ja im to zrobię kolację.

Na tę ofertę dostałam dwie entuzjastyczne odpowiedzi z tyłu kabiny i wymianę spojrzeń z seksownym, ciepłym uśmiechem z fotela kierowcy. Uznałam to za głośne poparcie dla mojego pomysłu. Nie próbowałam też powstrzymać się przed przetworzeniem tego, jak miłe to było.

Nie miałam jedzenia, więc wstąpiliśmy do sklepu spożywczego, zanim pojechaliśmy do mojego domu. Hop ciągnął moją walizkę na górę, podczas gdy dzieci na przemian zwiedzały dom i paplały, a ja zrobiłam smażony stek z kurczaka, puree ziemniaczane, gęsty biały sos z mnóstwem papryki i zielonej fasoli. Ponieważ nie miałam czasu, zdradziłam kluczowe ciasto limonkowe i zrobiłam ciasto, którego nauczyła mnie moja babcia „Kiedy jesteś w potrzebie, cukiereczku”. To znaczy, mrożony koncentrat soku z limonki zmieszałam z gotową bitą śmietaną, wrzuciłam do przygotowanych wcześniej kruszonych krakersów graham i schłodziłam. Nie było pierwsza klasa w stosunku do prawdziwego ciasta, ale, jak powiedziała Babcia, robiła to w potrzebie i było dobre, skoro Hop, Molly i Cody zjedli je łapczywie.

Kolacja była kolejnym objawieniem wszystkiego, co związane z Hop’em.

Po zabraniu mojej walizki na górę, podobnie jak jego dzieci, zwiedził mój dom.

Ale w sposobie, w jaki to zrobił, było coś słodkiego i dziwnie głębokiego. Tak bardzo, że moje oczy wędrowały do niego i czułam, że ciepło wokół mojego serca rośnie.

To dlatego, że zauważyłam go trzymającego oprawione w ramkę zdjęcie mnie i Lis. Stałyśmy z profilu, z przyciśniętymi czołami, patrząc sobie w oczy, uśmiechając się szeroko, wyraźnie będąc blisko i kochając się. Kiedy Hop na to patrzył, jego usta były wygięte w seksownym uśmiechu, jego oczy były łagodne, a wyraz jego twarzy przypominał fizyczny dotyk. To samo ze zdjęciem Ty-Ty i mnie, na którym obie byłyśmy w małych czarnych, obie siedzące przy barze, obie trzymające kieliszki martini i śmiejące się tak mocno, że nasze głowy były odrzucone do tyłu. To samo, kiedy przesunął jednym długim palcem po sztucznym futrze wypchanej czarnej pantery, którą miałam na kanapie. Należała do mojej ciotki. Umarła młodo, ale zanim umarła, dała Lis i mnie dużo miłości. Kiedy umarła, ta pantera była jedyną rzeczą, której chciałam. Dostałam to i trzymałam na kanapie, żebym mogła go oglądać każdego dnia.

Mogłam powiedzieć, że Hop nie ukrywał tego, że lubił mieć możliwość lepszego poznania mnie, biorąc pod uwagę rzeczy, które trzymałam wokół siebie.

A mnie podobało się to, że Hop to lubił.

Kolejnym objawieniem było to, że Hop i jego dzieci jedli to, co im ugotowałam. Dzieciakom po prostu to lubiły, były na tyle uprzejme, żeby to powiedzieć, ale ich entuzjazm podczas jedzenia lepiej to wyrażał.

Dla Hop’a, jeśli był test do zdania z nim, a, po sposobie, w jaki jadł to, co ugotowałam, wiedziałam, że go zdałam. Ale to sposób, w jaki patrzył na mnie po trzecim kęsie, wyraz jego twarzy, który skupiał całą moją uwagę, jego usta mruczące - „Dobre jedzenie, mała”, wiedziałam, że to mniej komplement, a bardziej objawienie o mnie, który jemu się podobało.

Bardzo podobało.

I to mi też się podobało.

Z powodu dzieci nie udało nam się obściskiwać, kiedy wyszły. Udało nam się później uprawiać seks przez telefon zaaranżowany przez Hop’a.

Zadzwonił późno. Odebrałam po pierwszym dzwonku.

Otworzył słowami - „Nie będę naciskać, lady. Rozmowa przez telefon nie jest dobrym sposobem na szczerą rozmowę, a chcę, żebyś mi powiedziała, kiedy będziesz gotowa, ale chcę tylko wiedzieć, czy wszystko dobrze?”

Podobało mi się, że nie będzie naciskał, ale nadal chciał się upewnić, że wszystko w porządku.

„Jest dobrze i dziękuję za przybycie na ratunek, i danie mi dobrego dnia, aby odwrócić moją uwagę od myśli.”

„Tak czy inaczej, mała, chronię twoje plecy” - odpowiedział, po czym przeniósł nas z ciężkiego do fantastycznego, kiedy kazał mi objąć moją pierś.

Doprowadził mnie do orgazmu, a potem dał mi ostrzeżenie, zanim się rozłączył - „Teraz znowu jesteś mi coś winna. Jutro wieczorem, lady.”

Oznaczało to, że poszłam spać zrelaksowana, szczęśliwa i nie mogłam się doczekać następnego dnia.

Obudziłam się wypoczęta.

Po weekendzie spędzonym z rodzicami, w trakcie którego doszło do wybuchu z tatą, to był cud.

A wszystko to zawdzięczałam Hopperowi Kincaidowi.

Dlatego wpuszczając go dalej, zadzwoniłam do niego tego dnia z pracy.

Odebrał po jednym dzwonku - „Lady”

„Hej. Wszystko dobrze?” - zapytałam.

„Dzieci odeszły, co nie jest dobre. Zabrałem je do szkoły, żeby przeszły beze mnie widzącego ich mamę, co jest dobre. I mam plany z moją kobietą na dzisiejszy wieczór, a to zdecydowanie jest dobre.”

To była doskonała odpowiedź.

Nie powiedziałam mu tego. Powiedziałam mu - „Muszę znać dress code na dziś”.

„Dress code jest taki, że nosisz to, co chcesz. Będzie dobrze obojętnie, co na siebie włożysz” - powiedział mi.

To też była doskonała odpowiedź.

„Ale jeśli masz na myśli plan…” - ciągnął - „…to idziemy do baru pooglądać zespół, a oni prawdopodobnie nie mają kieliszków do martini.”

Uśmiechnęłam się do telefonu i potwierdziłam - „Wiadomość dotarła.”

Potem zapytałam - „Zespół?”

„Mój kumpel jest głównym wokalistą i głównym gitarzystą zespołu. Zajmuj się tym od dziesięcioleci. Są dobrzy. On i ja spotykamy się podczas przerw. Ty i ja spotkamy się, zanim zagrają i po powrocie do domu.”

To była doskonała odpowiedź.

Dlatego dałam mu swoje niedopowiedzenie - „Brzmi fajnie, Słonko.”

„Pierwsza część będzie fajna. Druga część będzie łał.”

Przypomniałam sobie czym jest „łał” Hop’a.

Zdecydowanie czymś, na co warto czekać.

Znowu uśmiechałam się do telefonu, kiedy powiedziałam - „Muszę wracać do pracy”.

„Odbiorę cię o siódmej” - odpowiedział.

„W takim razie do zobaczenia, Hop.”

„Później, mała.”

„Później, Słonko”.

Rozłączyliśmy się i uśmiechałam się przez cały dzień. Robiłam to nawet z porozumiewawczymi spojrzeniami, które dostawałam od moich pracowników. Cudem to robiłam, nawet po tym, jak zadzwoniłam do mojej siostry, żeby opowiedzieć jej o weekendzie.

Elissa była podekscytowana tym co się stało, wściekła na to, co powiedział do mnie tata, ale szczęśliwa, że w końcu znalazłam podstawę do jasnego określenia zasad.

„I teraz trzymaj się tego, Lanie” - poradziła - „To, czego powinna cię nauczyć ta sprawa z Elliottem, to nie to, czego powinien cię nauczyć tata, ale że życie jest zbyt krótkie, aby znosić takie dysfunkcje. Jeśli tata nie dostał pobudki z całej tej sceny, nic więcej nie możesz zrobić. Wiem, że teraz musisz pracować, ale chcę mieć żelazny czas siostry w twoim kalendarzu, przynajmniej godzinę, żebyś mogła mi opowiedzieć wszystko o tym gościu Hopperze Kincaid. I masz czterdzieści osiem godzin, żeby dopasować mnie do swojego harmonogramu, dziewczyno. Jeśli nie, to polecę do Denver i sama dowiem się o tym facecie. To nie jest tak, że Chaos MC i Sklep i Warsztat Motory i Samochody Ride znajdują się w tajnych bunkrach, więc nie zmuszaj mnie do robienia niczego dramatycznego.”

Oczywiście musiałam powiedzieć mojej siostrze o Hop’ie, żeby dać jej pełen obraz sytuacji z tatą. Oczywiście gen dramatu został odziedziczony po mamie przez nas obie.

„Zadzwonię jutro w porze lunchu” - zapewniłam ją.

„Trzymam cię za słowo” - odpowiedziała - „Teraz wracaj do pracy”.

Rozłączyłyśmy się i wróciłam do pracy. Wiedziałam, że też wróciła do pracy, ale polegało to na robieniu prania, sprzątaniu domu, bieganiu do szkoły i gotowaniu dla czteroosobowej rodziny, więc prawdopodobnie była o wiele bardziej zajęta niż ja.

Później Hop odebrał mnie i zabrał do baru, ale zrobił to wszystko ponownie nie zmuszając mnie do podzielenia się tym, co się stało z tatą.

Z jakiegoś powodu nie byliśmy na jego motocyklu. Jechaliśmy jego RAM’em, więc była okazja do rozmowy w drodze do baru, a także podczas wspólnego posiłku zatwierdzonego-przez-Lanie, składającego się z gorących skrzydełek, smażonych grzybów i faszerowanych ziemniaków. Po prostu nie zmuszał mnie do mówienia. Nie o tym.

Jedliśmy. Piliśmy piwo. Gawędziliśmy. Śmialiśmy się.

Hop, bez moich dramatów, jego dzieci i seksu, był łagodny i zabawny. Wiedziałam o tym, koro znałam go od lat, ale mając to wszystko dla siebie, jego ciało blisko mnie, ocierające się kolana, jego uwagę wyłącznie na mnie, było mi tak dobrze, że trudno było to było przetworzyć. Nie dlatego, że nie pozwalałam sobie na to, tylko dlatego, że nigdy nie miałam dotąd czegoś tak prostego i dobrego.

I właściwego.

Dużo się umawiałam. Miałam więcej niż mój udział w męskiej uwadze. Częstowano mnie eleganckimi restauracjami, najlepszym szampanem i wylewnymi komplementami. Elliott, na swój kujonowy, słodki sposób, dał mi tego wszystkiego w nadmiarze.

Hop nie dawał mi tego.

Ale ta randka była najlepsza ze wszystkich, jakie kiedykolwiek miałam.

Bez porównania.

Czując się bardzo dobrze z tym wszystkim, z resztkami tłustej fety leżącej przed nami, niedawno doniesionymi nowymi piwami, zwróciłam się do Hop’a. Siedzieliśmy obok siebie przy okrągłym stole naprzeciwko pustej teraz sceny, więc kiedy odwróciłam się i pochyliłam, a moja pierś musnęła ramię Hop’a, on natychmiast zwrócił na mnie swoją uwagę.

„Czy mogę cię o coś zapytać?”

„Możesz mnie o wszystko zapytać” - odparł.

Kolejna doskonała odpowiedź.

Uśmiechnęłam się i pochyliłam głębiej, coś, co Hop lubił i wiedziałam o tym, kiedy obrócił się do mnie, podnosząc rękę, by położyć ją na oparciu mojego krzesła, gdy podszedł bliżej.

„Wiesz, że Klub mówi” - zaczęłam i obserwowałam, jak jego twarz się zmienia. Jego wyraz twarzy nie był ostrożny, ale było jasne, że przygotowuje się na to, co powiem dalej.

„Tak” - ponaglił, gdy nic więcej nie powiedziałam.

„Cóż, wszyscy chłopcy mają ksywki” - powiedziałam mu coś, co wiedział - „Ale ty nie. Nazywasz się Hopper, co jest dość… niezwykłe.”

Jego wyraz twarzy się rozjaśnił i zbliżył się do mnie, uśmiechając się - „Chcesz wiedzieć, skąd mam swoje imię.”

„Zawsze byłam ciekawa” - podzieliłam się.

Jego uśmiech stał się większy, a brwi uniesione - „Zawsze?”

Wzięłam oddech.

Potem wpuściłam go dalej.

„Tak. Odkąd się dowiedziałam, że to twoje prawdziwe imię. Zawsze” - potwierdziłam.

Wziął rękę z oparcia mojego krzesła, przesunął palcami po włosach z boku mojej głowy, po czym oparł je z powrotem na moim krześle, wszystko to z uśmiechem, tym razem z aprobatą.

Dopiero potem zaczął.

„Mój tata, gdyby miał wybór, którego nie miał, byłby w MC. Bez wątpienia.”

To było niewiele, a jednak było coś.

„Uh…” - wymamrotałam, starając się mu to przekazać. Uśmiech Hop’a się poszerzył i szarpnął moim krzesłem, więc nasze uda były sklejone, a ja byłam bardzo blisko.

„Moi młodsi bracia mają na imię Jimmy i Teddy” - powiedział mi - „Jimmy jest nauczycielem wf-u w liceum i trenerem koszykówki. Ma byłą żonę, która poślubiła mężczyznę, który zarabia o wiele więcej niż Jimmy i ona nie waha się ucierać mu tym nosa. Mają dwóch chłopców. Teraz ma nową kobietę, która jest gówniana. Traktuje go jak króla, kocha jego dzieci. Więc jego ex może być tak dużą suką, jak chce. Ma dobrze, więc ma to w dupie.”

Kiwnęłam głową, a Hop kontynuował.

„Teddy został uczniem stolarza, został czeladnikiem i jakieś dwa dni później zdecydował, że chce zostać elektrykiem. Poszedł z tym na całość, a teraz odbywa praktykę jako hydraulik. Przez całe życie był niespokojny. Fakt, że miał trzy zawody, ma pięć byłych żon i jest po trzydziestce, zaświadcza o tym gównie.”

Chociaż to wszystko było fascynujące, a zwłaszcza to, jak można było mieć pięć byłych żon i być po trzydziestce, nie wyjaśniało to imienia Hoppera.

„Cóż…” - zaczęłam, a Hop wciąż się do mnie uśmiechał.

„Mówię, że tata wszedł tam, zanim mama zdążyła coś z tym zrobić i nadał mi imię, które jemu się podobało. Wybrane przez niego imię brzmiało jak imię motocyklisty. Hopper, James i Theodore nie pasują do siebie, więc możesz przyjąć, że mama nauczyła się tej lekcji i po mnie nakładała prawo. Mama była dobra w ustanawianiu prawa. Tata był dobry w rozbijaniu jaj. Patrząc wstecz, rozumiem to. Ona była nokautem i nadal jest. Piękna. Ale surowa. Trudna. Apodyktyczna. I czasami wredna. Brał to tak długo, jak mógł, a kiedy mówię, mam na myśli, że jadł to gówno każdego dnia swojego życia, aż nie mógł już tego znieść. Zostawił ją i następnego dnia kupił swojego pierwszego harleya. Teraz ma trzy. Myślę, że to się częściowo we mnie narodziło, częściowo podarowane mi przez mojego staruszka, ponieważ to on zabierał mnie przez cały czas, a nie Jimmy’ego czy Teddy’ego, do sklepów i warsztatów motocyklowych. Rozmawiał ze sprzedawcami, klientami, praktycznie pieprzenie śliniąc się, żałując, że nie żyje swoimi marzeniami. Teraz żyje życiem, którego zawsze chciał, ale nie żyje tak, jak chciał, ponieważ nie ma jej.”

O jejku.

„Więc chcesz powiedzieć, ze wciąż ją kocha?” - zapytałam ostrożnie.

„Tak. Mówię to i mówię, że jabłko nie pada daleko od jabłoni. Jestem bardzo podobny do mojego taty, włączając w to fakt, że znalazłem surową, władczą, twardą jak paznokcie kobietę, o której myślałem, że mogę ją naprawić i uszczęśliwić. W przeciwieństwie do mojego taty, kiedy nie mogłem już jej znieść, ruszyłem dalej. On nie. Podobnie jak ja i Mitzi, moi rodzice nie dogadują się. Dzieje się tak dlatego, że mama nadal chce kontrolować tatę, a on nie jest za tym, ale nadal kocha mamę, więc zawsze ma problem z myśleniem, że może powinien. To nie jest fajne i jest piekłem dla dzieciaków. Tata przyjeżdża dwa lub trzy razy w roku, ale robi to tylko wtedy, gdy słyszy, że mama myśli o przyjechaniu. Więc robi swoje plany, a ona robi się gówniana i wycofuje się. Dzieci widują swojego dziadka, ale nie widziały babci od trzech lat. Cały czas gra z nią w to gówno tylko po to, żeby ją wyruchać, bo jest wkurzony, że ona nie jest tym, czego on potrzebuje. Doprowadza ją tym do szału, a ona wścieka się na mnie, a kiedy on tu jest, muszę słuchać jego gówna, kiedy krzyczy o przyklejaniu się do niej. To szaleństwo i wrzód na tyłku.”

Brzmiało to jak wrzód na tyłku.

„To nie jest zbyt miłe” - zauważyłam, ponownie ostrożnie.

„Nie” - zgodził się Hop - „Ale nie mogę w sobie znaleźć stwierdzenia, że na to nie zasługuje. Najlepszym dniem w moim dotychczasowym życiu był dzień, w którym ją zostawił. Rozwaliła mu jaja, a on to wziął, ale to nie znaczyło, że nie poddał się bez walki. Walczyli cały pieprzony czas. Rano, południe i noc. Głośno. Podstępnie. Mówiłem ci, że dzieciaki ssą gówno jak gąbka. Z tym wszystkim Jimmy, Teddy i ja nie musieliśmy tego zlizywać. Zostało nam wepchnięte do gardeł. Po jego odejściu nadal była suką, ale przynajmniej nie musieliśmy słuchać, jak nasza matka i ojciec wdzierają się na siebie przez cały pieprzony czas. To była ulga.”

Owinęłam palcami jego udo i powiedziałam cicho - „To nie brzmi jak zabawne dorastanie.”

„Nie było” - potwierdził Hop - „Tata jest dobrym facetem, ale w końcu chłopcy dorastają, patrzą na swojego staruszka i mogą zrobić jedną z dwóch rzeczy. Mieć coś, co chcą naśladować lub przestraszyć się do cholery, że dorosną tak jak on. Jim, Ted i ja, to ostatnie. Jim, tak jak ja, spieprzył i ruszył dalej. Teddy jest tak zajęty przeprowadzkami, że jeszcze się nie uspokoił, więc ciągle pieprzy. Nie jest to wielka spuścizna od żadnego z moich rodziców, aby dać swoim chłopcom. Szczerze mówiąc, mała, gdyby nie byli tak dobrymi dziadkami, skończyłbym z całym tym ich pieprzeniem. Ale kochają Molly i Cody’ego. Moje dzieci i dzieci Jimmy’ego nie mają żadnego gówna, którym nas traktowano, i chcę, aby moje dzieci tak nadal miały. Więc nawet jeśli gryzą się nawzajem i to przypomina mi to nieszczęśliwe czasy, to znoszę to, bo dzieci muszą mieć dziadków, którzy kochają ich bezwarunkowo, a nie żyć w mgle nienawiści do ich mamy i taty wiszącej nad każdą cholerną rzeczą.”

„To sprawia, że jest mi smutno nie tylko z powodu ciebie, ale także z powodu Molly i Cody’ego” - przyznałam, a gdy słowa opuściły moje usta, jego dłoń zacisnęła się na moim karku i pochylił się, by był wszystkim, co mogłam zobaczyć.

„Dlatego robisz naleśniki z maślanki, a gdy nadchodzi okazja na weekend w górach, wskakujesz w to. Dlatego, kiedy piękna kobieta proponuje, że zrobi kolację, natychmiast to przyjmujesz, bo chcesz być z tą kobietą, ale chcesz też, aby twoje dzieci były w pobliżu piękna i dobroci domowego posiłku. Dlatego, kiedy ostatnią rzeczą, którą chcesz zrobić, to grać w pieprzony Pictionary, robisz to, bo nie pamiętasz ani jednego dobrego czasu w swoim życiu, który dotyczyłby obojga twoich rodziców i nie skończyłby się brzydkimi słowami lub walką. Dlatego jak się śmieją i słyszysz, że to beztroskie, żywisz się tym gównem, bo wiesz, że wiedzą, że nienawidzisz ich matki, ale wciąż mają w sobie to, by śmiać się naprawdę, głęboko, z ich pieprzonego serca. Więc nawet jeśli to gówno jest gównem, a oni wiedzą o tym tak samo jak ty, nie przeniknęło to do ich krwi, czego się bałeś jak cholera, i cieszysz się z tego.”

Kiedy Hop skończył mówić, gapiłam się na niego i nie oddychałam.

Jedyne, co mogłam zrobić, to przyjąć to i pozwolić, by każde z jego słów, głębia miłości, jaką miał dla swoich dzieci, zagościło prosto w mojej duszy.

Musiałam to robić przez jakiś czas, bo poczułam, jak jego palce napinają się na mojej szyi i zawołał - „Lanie?”

Wzięłam wdech i powiedziałam mu wprost - „Jesteś dobrym człowiekiem, Hopperze Kincaid.”

Jego wyraz twarzy znów się zmienił, zdziwienie przeniknęło, a potem pojawiło się ciepło.

„To bije na głowę ciebie mówiącą mi, że cię rozpraszam, jako najmilszą rzecz, jaką kiedykolwiek mi powiedziałaś” - odpowiedział.

Zamknęłam oczy.

„Mała” - zawołał.

Otworzyłam oczy, a jego ręka wsunęła się we włosy.

„Podobało mi się, że zapytałaś. Podobało mi się, że byłaś ciekawa. Lubiłem się dzielić. Chcę, żebyś poznała moją historię, ale chcę, żebyś zaczerpnęła z tego, co ci powiedziałem, że nie nauczyłem się od mojego taty, który przez to przechodził. Nauczyłem się tego, przechodząc przez to sam. Ale nauczyłem się tego, Lanie. Kiedy muszę pokonać tego potwora w tobie, to nie przebijam się przez twardy lód z nadzieją, że znajdę ciepły rdzeń. Kobiety kręcą gówno w głowach, nawet kiedy mówisz niewinne gówno. Nie przekręcaj tego. Znasz wiele powodów, dla których siedzę tu teraz z tobą. Powiem ci jeszcze jeden, a chodzi o to, że byłaś w pobliżu. Obserwowałem cię. Znam cię. I wiem, że jesteś typem kobiety, która może siedzieć w barze, jeść gówniane jedzenie, pić piwo, śmiać się i dobrze się bawić bez żadnych gier i bzdur. Dobra noc. Spokojna noc.” - uśmiechnął - „Zajęło mi trochę czasu, aby to zrozumieć, ale teraz, kiedy to mam, tego się spodziewałem. Coś, o czym wiedziałem, że bardzo mi się spodoba.” - jego ręka wsunęła się z powrotem na moją szyję, zanim wyszeptał - „I podoba się.”

Nie miałam pojęcia, co na to odpowiedzieć, więc po prostu odpowiedziałam chrapliwym - „Okej.”

Jego powtórzone „Okej” nie było zadyszane, ale zrobiłam się bardziej dysząca, a to dlatego, że jego ręka na mojej szyi wywierała nacisk, jego oczy opadły na moje usta i wiedziałam, że zamierza mnie pocałować.

Nie myliłam się.

W szorstkim, ale fajnym barze, z pyszną mieszanką piwa i chmielu na języku, Hopper Kincaid pocałował mnie tak, jak zawsze - dokładnie i pięknie.

Odwzajemniłam pocałunek, tak, jak zawsze go całowałam - szczęśliwa i oszołomiona.

Odsunął się, ale nawet gdy to zrobił, jego ręka ześlizgnęła się z mojej szyi na szczękę, a kciuk wysunął się i zrobił to, co czasami robił po naszym seksie (lub przed lub, co mogło się zdarzyć, w trakcie). Przesuwał się po moich ustach, wywierając nacisk, pociągając moją dolną wargę, gdy uważnie obserwował moje usta.

Było coś w tym surowym, ale intymnym geście, czego nie do końca rozumiałam, ale podobało mi się. Zawłaszczał. To było tak, jakby mnie brał przez dotyk i wzrok.

Nie, nie przygarniając mnie, piętnując. Moje usta były jego. Nikogo innego. Hoppera Kincaida. I robiąc to, poza moimi ustami, brał wszystko, co było mną, stawiając swoje roszczenia w tak intymnym miejscu, tak jak moje usta, było też jego.

Ja.

Cała ja.

Jego.

Poczułam, jak ciepło ogarnia moje serce, a jednocześnie poczułam łaskotanie w kręgosłupie, a czubek mojego języka wysunął się lekko, smakując sól jego kciuka.

Jego oczy obserwowały mój język, zanim spojrzał mi w oczy. Jego kciuk odsunął się, a opuszki jego palców wbiły się, gdy szarpnął mnie do siebie, tym razem mocno. Jego usta uderzające o moje, znowu Hop pocałował mnie tak, jak często całował, dokładnie, pięknie, ale też głęboko, mokro, szorstko i długo.

A ja odwzajemniłam pocałunek, tak jak zawsze go całowałam. Szczęśliwie i w oszołomieniu, ale tym razem bardziej jedno i drugie.

Pocałunek zakończył się dopiero, gdy usłyszeliśmy dźwięki grającego na żywo (głośnego) zespołu rockowego, które nagle rozbiły się w naszą stronę. Na dźwięk wiwatów tłumu usta Hop’a opuściły moje i oboje zwróciliśmy się w stronę sceny.

Pięciu mężczyzn, wszyscy w wieku Hop’a i moim, blisko (ale nie do końca) wspaniałości Hop’a (z wyjątkiem perkusisty, który niestety nie był aż tak przystojny, ale jego maniakalny uśmiech i wyraźny talent do uderzeń, co nadrabiało to w krótkim czasie w ogromny sposób), było na scenie kołysząc się jak diabli.

W ciągu pierwszych kilku nut tłum oszalał, zwłaszcza kobiety - których wiek wahał się od zbyt młodych, by być w barze, do takich, które albo miały dziesięć dekad więcej niż ja, albo potrzebowały więcej kremu nawilżającego - które tańczyły z przodu.

Podczas pierwszych dwóch piosenek zdałam sobie sprawę, że tak bardzo interesowałam się Hop’em, że nie zauważyłam, że to nie był jakiś zespół grający na żywo w miejscowym barze motocyklowym, ale ogrom ciał zajął wkrótce falującą przestrzeń przed sceną, co oznaczało, że ten zespół był wielką atrakcją.

Był powód, dlaczego.

Zespół nie był dobry. Był fantastyczny.

Tak fantastyczny, że zastanawiałam się, dlaczego grają w lokalnym barze motocyklowym. Jedynym powodem, dla którego mogłam wymyślić, było to, że muzyka, którą grali z łatwością i czystą, pęczniejącą dobrocią rocka, była w całości coverami.

Na szczęście scena była wysoko, więc masa ciał z przodu nie ograniczała naszego widoku. Chociaż każdy mięsień mojego ciała krzyczał, żebym wstała i ruszyła w rytm, śpiewała głośno i cieszyła się tą atmosferą, ramię Hop’a wokół mojego krzesła trzymało mnie zakotwiczoną, przygarbioną do niego, stukającą w rytm palcami u nogi.

Ale robiłam to z uśmiechem.

Dopiero po piątej piosence główny wokalista zatrzymał muzykę, aby przemówić do mikrofonu.

„Ci z was, którzy byli z nami od lat, wiedzą, że szesnaście lat temu straciliśmy najlepszego frontmana w biznesie. Dziś wieczorem wrzeszczcie na niego, może tu przyjdzie i pokaże ci, jak to robiliśmy. Caid! Dlaczego nie wsadzisz tu swojego tyłka?”

Uznałam to za mylące - nie tylko przez ścianę dźwięków tłumu, która zakończyła to ogłoszenie, ale także fakt, że główny wokalista wydawał się patrzeć bezpośrednio na Hop’a.

Uderzyło mnie, że „Caid” to Hop, kiedy usłyszałam, jak mamrocze - „Kurwa, gówno”.

Część starszego kontyngentu groupies zaczęła skandować - „Caid, Caid, Caid!”

Mimo to byłam oszołomiona, kiedy Hop pochylił się do mnie i wymamrotał mi do ucha - „Wrócę, mała” - zanim wyprostował się z krzesła i okrążył stół.

„O mój Boże” - szepnęłam do nikogo, patrząc, jak Hop przedziera się przez tłum, który klepie go po plecach, oklaskuje i śledzi go oczami.

Zrobił duży krok w górę na scenę, a ja patrzyłam, jak przytula się do wokalisty, po czym wymienia uścisk dłoni z basistą i unosi podbródek pianiście, klawiszowcowi i perkusiście. Facet, który wyglądał na pomoc techniczną, wbiegł na scenę z gitarą.

„O mój Boże” - powtórzyłam, gdy Hop spojrzał na gitarę, po czym owinął dłoń wokół gryfu i uniósł pas przez głowę.

Hop grał na gitarze.

Hop był w zespole rockowym.

O mój Boże!

Patrzył w dół, brzdąkając na instrumencie, jakby się do tego przyzwyczajał, kiedy pracownik obsługi wręczył mu wtyczkę do wzmacniacza, a on wepchnął ją do gitary.

Z tłumu podniósł się kolejny wiwat.

Zamierzał śpiewać.

I grać.

Hopper Kincaid, twardziel motocyklista i gorący facet, zamierzał zaśpiewać i zagrać z zespołem rockowym.

Nie byłam zaskoczona, gdy od razu poczułam, że moje majtki stają się mokre (lub bardziej mokre, biorąc pod uwagę, że jego ostatni pocałunek rozpoczął tę akcję).

Obserwowałam, jak Hop prowadzi krótką szeptaną pogawędkę z głównym wokalistą. Prowadzący entuzjastycznie pokiwał głową, uśmiechając się jak wariat, po czym odwrócił się do swojego zespołu i krzyknął coś, czego nie słyszałam.

Hop podszedł do mikrofonu, który był z przodu i na środku.

Znowu przestałam oddychać.

„Muszę zrobić to jeszcze raz, sprawię, że to się będzie liczyło” - mruknął do mikrofonu, jego głos dochodził przez głośniki bardziej szorstki i seksowny niż kiedykolwiek, a tłum znów oszalał. Zaczął brzdąkać, a moje serce przestało bić, kiedy skończył - „To dla Lanie”.

Kiedy basista włączył się, moja ręka rzuciła się, by owinąć się wokół krawędzi stołu, aby utrzymać się, mimo że siedziałam, z oczami przyklejonymi do Hop’a, który zaczął śpiewać o cygańskim wietrze i szkarłatnym niebie tym jego groźnym, seksownym głosem, a jego oczy były utkwione w moich.

Potem Hopper Kincaid, twardziel motocyklista i gorący facet, zaśpiewał prosto do mnie You’ll Accomp’ny Me Boba Segera.

Prosto.

Do.

Mnie.

Słowa, które słyszałam raz po raz (a ostatnio niezliczoną ilość razy) wychodziły z jego pięknych ust i uderzały prosto we mnie.

Znakomity ból.

Taki, jaki chciałaś czuć każdego dnia przez resztę swojego życia. To był ból posiadania w końcu czegoś, czego chciałaś.

Czegoś, za czym tęskniłaś. Tęskniłaś odkąd masz wspomnienia. Coś, w co życie nauczyło cię wierzyć, że nigdy nie będziesz miała. Coś, jeśli żyłaś bez tego, pozostawiało pustkę w twojej duszy, o której wiedziałaś, że nigdy nie zostanie wypełniona. Coś, bez czego wiedziałaś, że nigdy nie będziesz cała.

To było coś, czego potrzebowałaś.

To było tak samo potrzebne jak oddech.

To było wymagane, aby cię ukończyć.

I odkryłam w ciągu tych czterech minut, gdy Hopper śpiewał dla mnie, że, kiedy to dostałam, wypełniło mnie to tak mocno, że myślałam, że pęknę, ale to było tak cenne, że zrobiłabym wszystko, aby utrzymać to i nie stracić ani kropli.

Ani jednej kropli.

To właśnie dał mi Hop, mówiąc mi słowami Boba Segera dokładnie, co do mnie czuje.

I co zamierzał z tym zrobić.

Kiedy skończył, każdy centymetr mojej skóry mrowił, oczy piekły od powstrzymywania łez, a palce bolały od trzymania stołu.

I, kiedy skończył, nie miałam pojęcia, co robić. Jak przekazać to, co czułam. Jak mu powiedzieć, co powinien wiedzieć.

Ale byłam Lanie Heron i, nawet jeśli mój umysł był poruszony pięknem tego, co właśnie dał mi Hop, moje ciało wiedziało dokładnie, co robić.

Więc wyprostowałam się z krzesła. Włożyłam jeden but na wysokim obcasie na siedzenie, podciągnęłam się i odwróciłam do Hop’a. Potem uniosłam palce obu rąk do ust i wyrzuciłam je w stronę dobrego mężczyzny, przystojnego mężczyzny…

Mojego mężczyzny.

Potem krzyknęłam jak groupie - „Jesteś gównem, Hopper Kincaid!

To była właściwa rzecz. To dało mi tak seksowny uśmiech, że byłam prawie pewna, że rozpuścił moje majtki (i majtki większości kobiet na widowni), zanim poszedł za playlistą Nine Tonight (na żywo), zwrócił się do swojego przyjaciela. Poruszył ustami i przeszli prosto do Hollywood Nights.

Tańczyłam na krześle, dopóki bramkarz nie powiedział mi, że muszę zejść.

Hop skończył pierwszy set ze swoimi chłopakami, a potem cały zespół dołączył do nas na drinka podczas obu przerw.

Hop trzymał mnie tak blisko, kiedy rozmawiał ze swoimi kumplami, że praktycznie leżałam na jego kolanach.

Później, patrząc wstecz, nie miałam pojęcia, czy nawet powiedziałam słowo. Ale pamiętam, że uśmiechałam się tak szeroko i tak długo, że następnego ranka bolała mnie twarz.

Tak jak powiedziałam.

Znakomity ból.

 


 


7 komentarzy: