ROZDZIAŁ
8
You’ll
Accomp’ny Me
Hop
i ja siedzieliśmy przy stole w barze dla motocyklistów, który był tak o wiele lepszy
niż ten, w którym poznałam Faceta z Monster Truck’a, że to nie było zabawne. To
znaczy, to wciąż było szorstkie, ale szorstkie w fajny, zajebisty sposób, a nie
w przerażający sposób jak zapowiedź bycia naruszoną.
Dwa
dni wcześniej Hop obudził mnie wcześnie w swoim mieszkaniu w Vail pocałunkiem,
który doprowadził do przytulania i obmacywania, ale dalej się nie posunęliśmy.
Mimo to czułam się miło i było to lepsze niż seks przez telefon, nawet jeśli
nie doprowadziło do finału. To dlatego, że dotyczyło to Hop’a, jego rąk, ust,
jego szorstkiego, sennego głosu w moim uchu i jego ciała, na którym mogłam
położyć ręce i usta. To było fantastyczne.
Wstaliśmy
z łóżka, zanim dzieci się obudziły. Byłam w kuchni i robiłam naleśniki, kiedy
słodko i sennie schodzili na dół.
Nawiasem
mówiąc, Hop dostał ode mnie złote gwiazdki, ponieważ miał maślankę na
naleśniki. Te gwiazdki zaczęły świecić, gdy powiedział mi, że nie warto robić
naleśników bez maślanki, a ponieważ była to szczera prawda, uznałam to za
szczęśliwy znak, że Hopper Kincaid i ja możemy być po prostu bratnimi duszami.
Kiedy
czekali na naleśniki, Hop dał dzieciom niejasne wyjaśnienie, dlaczego tam byłam,
mówiąc, że moi rodzice musieli jechać wcześniej do domu, a on pomagał, dając mi
kolejny dzień w Vail. Dzieci przyjęły to, ale zrobiły to w sposób, w którym
wiedziałam, że wyjaśnienia są niepotrzebne. Lubili naleśniki. Lubili przebywać
w Vail ze swoim tatą. Polubili mnie. Więc nie miało dla nich znaczenia,
dlaczego tam byłam. Po prostu cieszyli się, że mogą płynąć z prądem.
Zrobiliśmy naleśniki, poszliśmy do wioski, zjedliśmy lunch, a potem udaliśmy się do domu. Jadąc na haju, który był Hop’em i jego dziećmi, nie wspominając już o tym, jak Hop przybył mi na ratunek w Dodge’u RAM poprzedniego wieczoru, zapytałam, czy chcą zostać u mnie, kiedy mnie wysadzą, a ja im to zrobię kolację.
Na
tę ofertę dostałam dwie entuzjastyczne odpowiedzi z tyłu kabiny i wymianę
spojrzeń z seksownym, ciepłym uśmiechem z fotela kierowcy. Uznałam to za głośne
poparcie dla mojego pomysłu. Nie próbowałam też powstrzymać się przed
przetworzeniem tego, jak miłe to było.
Nie
miałam jedzenia, więc wstąpiliśmy do sklepu spożywczego, zanim pojechaliśmy do
mojego domu. Hop ciągnął moją walizkę na górę, podczas gdy dzieci na przemian
zwiedzały dom i paplały, a ja zrobiłam smażony stek z kurczaka, puree
ziemniaczane, gęsty biały sos z mnóstwem papryki i zielonej fasoli. Ponieważ
nie miałam czasu, zdradziłam kluczowe ciasto limonkowe i zrobiłam ciasto, którego
nauczyła mnie moja babcia „Kiedy jesteś w potrzebie, cukiereczku”. To znaczy,
mrożony koncentrat soku z limonki zmieszałam z gotową bitą śmietaną, wrzuciłam
do przygotowanych wcześniej kruszonych krakersów graham i schłodziłam. Nie było
pierwsza klasa w stosunku do prawdziwego ciasta, ale, jak powiedziała Babcia,
robiła to w potrzebie i było dobre, skoro Hop, Molly i Cody zjedli je łapczywie.
Kolacja
była kolejnym objawieniem wszystkiego, co związane z Hop’em.
Po
zabraniu mojej walizki na górę, podobnie jak jego dzieci, zwiedził mój dom.
Ale
w sposobie, w jaki to zrobił, było coś słodkiego i dziwnie głębokiego. Tak
bardzo, że moje oczy wędrowały do niego i czułam, że ciepło wokół mojego serca
rośnie.
To
dlatego, że zauważyłam go trzymającego oprawione w ramkę zdjęcie mnie i Lis.
Stałyśmy z profilu, z przyciśniętymi czołami, patrząc sobie w oczy, uśmiechając
się szeroko, wyraźnie będąc blisko i kochając się. Kiedy Hop na to patrzył,
jego usta były wygięte w seksownym uśmiechu, jego oczy były łagodne, a wyraz
jego twarzy przypominał fizyczny dotyk. To samo ze zdjęciem Ty-Ty i mnie, na
którym obie byłyśmy w małych czarnych, obie siedzące przy barze, obie trzymające
kieliszki martini i śmiejące się tak mocno, że nasze głowy były odrzucone do
tyłu. To samo, kiedy przesunął jednym długim palcem po sztucznym futrze
wypchanej czarnej pantery, którą miałam na kanapie. Należała do mojej ciotki.
Umarła młodo, ale zanim umarła, dała Lis i mnie dużo miłości. Kiedy umarła, ta
pantera była jedyną rzeczą, której chciałam. Dostałam to i trzymałam na
kanapie, żebym mogła go oglądać każdego dnia.
Mogłam
powiedzieć, że Hop nie ukrywał tego, że lubił mieć możliwość lepszego poznania
mnie, biorąc pod uwagę rzeczy, które trzymałam wokół siebie.
A
mnie podobało się to, że Hop to lubił.
Kolejnym
objawieniem było to, że Hop i jego dzieci jedli to, co im ugotowałam.
Dzieciakom po prostu to lubiły, były na tyle uprzejme, żeby to powiedzieć, ale
ich entuzjazm podczas jedzenia lepiej to wyrażał.
Dla
Hop’a, jeśli był test do zdania z nim, a, po sposobie, w jaki jadł to, co ugotowałam,
wiedziałam, że go zdałam. Ale to sposób, w jaki patrzył na mnie po trzecim
kęsie, wyraz jego twarzy, który skupiał całą moją uwagę, jego usta mruczące -
„Dobre jedzenie, mała”, wiedziałam, że to mniej komplement, a bardziej
objawienie o mnie, który jemu się
podobało.
Bardzo
podobało.
I
to mi też się podobało.
Z
powodu dzieci nie udało nam się obściskiwać, kiedy wyszły. Udało nam się później
uprawiać seks przez telefon zaaranżowany przez Hop’a.
Zadzwonił
późno. Odebrałam po pierwszym dzwonku.
Otworzył
słowami - „Nie będę naciskać, lady. Rozmowa przez telefon nie jest dobrym sposobem
na szczerą rozmowę, a chcę, żebyś mi powiedziała, kiedy będziesz gotowa, ale
chcę tylko wiedzieć, czy wszystko dobrze?”
Podobało
mi się, że nie będzie naciskał, ale nadal chciał się upewnić, że wszystko w
porządku.
„Jest
dobrze i dziękuję za przybycie na ratunek, i danie mi dobrego dnia, aby
odwrócić moją uwagę od myśli.”
„Tak
czy inaczej, mała, chronię twoje plecy” - odpowiedział, po czym przeniósł nas z
ciężkiego do fantastycznego, kiedy kazał mi objąć moją pierś.
Doprowadził
mnie do orgazmu, a potem dał mi ostrzeżenie, zanim się rozłączył - „Teraz znowu
jesteś mi coś winna. Jutro wieczorem, lady.”
Oznaczało
to, że poszłam spać zrelaksowana, szczęśliwa i nie mogłam się doczekać
następnego dnia.
Obudziłam
się wypoczęta.
Po
weekendzie spędzonym z rodzicami, w trakcie którego doszło do wybuchu z tatą,
to był cud.
A
wszystko to zawdzięczałam Hopperowi Kincaidowi.
Dlatego
wpuszczając go dalej, zadzwoniłam do niego tego dnia z pracy.
Odebrał
po jednym dzwonku - „Lady”
„Hej.
Wszystko dobrze?” - zapytałam.
„Dzieci
odeszły, co nie jest dobre. Zabrałem je do szkoły, żeby przeszły beze mnie widzącego
ich mamę, co jest dobre. I mam plany z moją kobietą na dzisiejszy wieczór, a to
zdecydowanie jest dobre.”
To
była doskonała odpowiedź.
Nie
powiedziałam mu tego. Powiedziałam mu - „Muszę znać dress code na dziś”.
„Dress
code jest taki, że nosisz to, co chcesz. Będzie dobrze obojętnie, co na siebie
włożysz” - powiedział mi.
To
też była doskonała odpowiedź.
„Ale
jeśli masz na myśli plan…” - ciągnął - „…to idziemy do baru pooglądać zespół, a
oni prawdopodobnie nie mają kieliszków do martini.”
Uśmiechnęłam
się do telefonu i potwierdziłam - „Wiadomość dotarła.”
Potem
zapytałam - „Zespół?”
„Mój
kumpel jest głównym wokalistą i głównym gitarzystą zespołu. Zajmuj się tym od
dziesięcioleci. Są dobrzy. On i ja spotykamy się podczas przerw. Ty i ja spotkamy
się, zanim zagrają i po powrocie do domu.”
To
była doskonała odpowiedź.
Dlatego
dałam mu swoje niedopowiedzenie - „Brzmi fajnie, Słonko.”
„Pierwsza
część będzie fajna. Druga część będzie łał.”
Przypomniałam
sobie czym jest „łał” Hop’a.
Zdecydowanie
czymś, na co warto czekać.
Znowu
uśmiechałam się do telefonu, kiedy powiedziałam - „Muszę wracać do pracy”.
„Odbiorę
cię o siódmej” - odpowiedział.
„W
takim razie do zobaczenia, Hop.”
„Później,
mała.”
„Później,
Słonko”.
Rozłączyliśmy
się i uśmiechałam się przez cały dzień. Robiłam to nawet z porozumiewawczymi
spojrzeniami, które dostawałam od moich pracowników. Cudem to robiłam, nawet po
tym, jak zadzwoniłam do mojej siostry, żeby opowiedzieć jej o weekendzie.
Elissa
była podekscytowana tym co się stało, wściekła na to, co powiedział do mnie
tata, ale szczęśliwa, że w końcu znalazłam podstawę do jasnego określenia zasad.
„I
teraz trzymaj się tego, Lanie” - poradziła - „To, czego powinna cię nauczyć ta
sprawa z Elliottem, to nie to, czego powinien cię nauczyć tata, ale że życie
jest zbyt krótkie, aby znosić takie dysfunkcje. Jeśli tata nie dostał pobudki z
całej tej sceny, nic więcej nie możesz zrobić. Wiem, że teraz musisz pracować,
ale chcę mieć żelazny czas siostry w twoim kalendarzu, przynajmniej godzinę,
żebyś mogła mi opowiedzieć wszystko o tym gościu Hopperze Kincaid. I masz
czterdzieści osiem godzin, żeby dopasować mnie do swojego harmonogramu,
dziewczyno. Jeśli nie, to polecę do Denver i sama dowiem się o tym facecie. To
nie jest tak, że Chaos MC i Sklep i Warsztat Motory i Samochody Ride znajdują
się w tajnych bunkrach, więc nie zmuszaj mnie do robienia niczego
dramatycznego.”
Oczywiście
musiałam powiedzieć mojej siostrze o Hop’ie, żeby dać jej pełen obraz sytuacji z
tatą. Oczywiście gen dramatu został odziedziczony po mamie przez nas obie.
„Zadzwonię
jutro w porze lunchu” - zapewniłam ją.
„Trzymam
cię za słowo” - odpowiedziała - „Teraz wracaj do pracy”.
Rozłączyłyśmy
się i wróciłam do pracy. Wiedziałam, że też wróciła do pracy, ale polegało to
na robieniu prania, sprzątaniu domu, bieganiu do szkoły i gotowaniu dla
czteroosobowej rodziny, więc prawdopodobnie była o wiele bardziej zajęta niż
ja.
Później
Hop odebrał mnie i zabrał do baru, ale zrobił to wszystko ponownie nie
zmuszając mnie do podzielenia się tym, co się stało z tatą.
Z
jakiegoś powodu nie byliśmy na jego motocyklu. Jechaliśmy jego RAM’em, więc
była okazja do rozmowy w drodze do baru, a także podczas wspólnego posiłku
zatwierdzonego-przez-Lanie, składającego się z gorących skrzydełek, smażonych
grzybów i faszerowanych ziemniaków. Po prostu nie zmuszał mnie do mówienia. Nie
o tym.
Jedliśmy.
Piliśmy piwo. Gawędziliśmy. Śmialiśmy się.
Hop,
bez moich dramatów, jego dzieci i seksu, był łagodny i zabawny. Wiedziałam o
tym, koro znałam go od lat, ale mając to wszystko dla siebie, jego ciało blisko
mnie, ocierające się kolana, jego uwagę wyłącznie na mnie, było mi tak dobrze,
że trudno było to było przetworzyć. Nie dlatego, że nie pozwalałam sobie na to,
tylko dlatego, że nigdy nie miałam dotąd czegoś tak prostego i dobrego.
I
właściwego.
Dużo
się umawiałam. Miałam więcej niż mój udział w męskiej uwadze. Częstowano mnie
eleganckimi restauracjami, najlepszym szampanem i wylewnymi komplementami.
Elliott, na swój kujonowy, słodki sposób, dał mi tego wszystkiego w nadmiarze.
Hop
nie dawał mi tego.
Ale
ta randka była najlepsza ze wszystkich, jakie kiedykolwiek miałam.
Bez
porównania.
Czując
się bardzo dobrze z tym wszystkim, z resztkami tłustej fety leżącej przed nami,
niedawno doniesionymi nowymi piwami, zwróciłam się do Hop’a. Siedzieliśmy obok
siebie przy okrągłym stole naprzeciwko pustej teraz sceny, więc kiedy
odwróciłam się i pochyliłam, a moja pierś musnęła ramię Hop’a, on natychmiast
zwrócił na mnie swoją uwagę.
„Czy
mogę cię o coś zapytać?”
„Możesz
mnie o wszystko zapytać” - odparł.
Kolejna
doskonała odpowiedź.
Uśmiechnęłam
się i pochyliłam głębiej, coś, co Hop lubił i wiedziałam o tym, kiedy obrócił
się do mnie, podnosząc rękę, by położyć ją na oparciu mojego krzesła, gdy
podszedł bliżej.
„Wiesz,
że Klub mówi” - zaczęłam i obserwowałam, jak jego twarz się zmienia. Jego wyraz
twarzy nie był ostrożny, ale było jasne, że przygotowuje się na to, co powiem
dalej.
„Tak”
- ponaglił, gdy nic więcej nie powiedziałam.
„Cóż,
wszyscy chłopcy mają ksywki” - powiedziałam mu coś, co wiedział - „Ale ty nie.
Nazywasz się Hopper, co jest dość… niezwykłe.”
Jego
wyraz twarzy się rozjaśnił i zbliżył się do mnie, uśmiechając się - „Chcesz
wiedzieć, skąd mam swoje imię.”
„Zawsze
byłam ciekawa” - podzieliłam się.
Jego
uśmiech stał się większy, a brwi uniesione - „Zawsze?”
Wzięłam
oddech.
Potem
wpuściłam go dalej.
„Tak.
Odkąd się dowiedziałam, że to twoje prawdziwe imię. Zawsze” - potwierdziłam.
Wziął
rękę z oparcia mojego krzesła, przesunął palcami po włosach z boku mojej głowy,
po czym oparł je z powrotem na moim krześle, wszystko to z uśmiechem, tym razem
z aprobatą.
Dopiero
potem zaczął.
„Mój
tata, gdyby miał wybór, którego nie miał, byłby w MC. Bez wątpienia.”
To
było niewiele, a jednak było coś.
„Uh…”
- wymamrotałam, starając się mu to przekazać. Uśmiech Hop’a się poszerzył i szarpnął
moim krzesłem, więc nasze uda były sklejone, a ja byłam bardzo blisko.
„Moi
młodsi bracia mają na imię Jimmy i Teddy” - powiedział mi - „Jimmy jest
nauczycielem wf-u w liceum i trenerem koszykówki. Ma byłą żonę, która poślubiła
mężczyznę, który zarabia o wiele więcej niż Jimmy i ona nie waha się ucierać mu
tym nosa. Mają dwóch chłopców. Teraz ma nową kobietę, która jest gówniana.
Traktuje go jak króla, kocha jego dzieci. Więc jego ex może być tak dużą suką,
jak chce. Ma dobrze, więc ma to w dupie.”
Kiwnęłam
głową, a Hop kontynuował.
„Teddy
został uczniem stolarza, został czeladnikiem i jakieś dwa dni później
zdecydował, że chce zostać elektrykiem. Poszedł z tym na całość, a teraz odbywa
praktykę jako hydraulik. Przez całe życie był niespokojny. Fakt, że miał trzy
zawody, ma pięć byłych żon i jest po trzydziestce, zaświadcza o tym gównie.”
Chociaż
to wszystko było fascynujące, a zwłaszcza to, jak można było mieć pięć byłych
żon i być po trzydziestce, nie wyjaśniało to imienia Hoppera.
„Cóż…”
- zaczęłam, a Hop wciąż się do mnie uśmiechał.
„Mówię,
że tata wszedł tam, zanim mama zdążyła coś z tym zrobić i nadał mi imię, które jemu
się podobało. Wybrane przez niego imię brzmiało jak imię motocyklisty. Hopper,
James i Theodore nie pasują do siebie, więc możesz przyjąć, że mama nauczyła
się tej lekcji i po mnie nakładała prawo. Mama była dobra w ustanawianiu prawa.
Tata był dobry w rozbijaniu jaj. Patrząc wstecz, rozumiem to. Ona była nokautem
i nadal jest. Piękna. Ale surowa. Trudna. Apodyktyczna. I czasami wredna. Brał
to tak długo, jak mógł, a kiedy mówię, mam na myśli, że jadł to gówno każdego
dnia swojego życia, aż nie mógł już tego znieść. Zostawił ją i następnego dnia
kupił swojego pierwszego harleya. Teraz ma trzy. Myślę, że to się częściowo we
mnie narodziło, częściowo podarowane mi przez mojego staruszka, ponieważ to on
zabierał mnie przez cały czas, a nie Jimmy’ego czy Teddy’ego, do sklepów i
warsztatów motocyklowych. Rozmawiał ze sprzedawcami, klientami, praktycznie
pieprzenie śliniąc się, żałując, że nie żyje swoimi marzeniami. Teraz żyje
życiem, którego zawsze chciał, ale nie żyje tak, jak chciał, ponieważ nie ma
jej.”
O
jejku.
„Więc
chcesz powiedzieć, ze wciąż ją kocha?” - zapytałam ostrożnie.
„Tak.
Mówię to i mówię, że jabłko nie pada daleko od jabłoni. Jestem bardzo podobny
do mojego taty, włączając w to fakt, że znalazłem surową, władczą, twardą jak
paznokcie kobietę, o której myślałem, że mogę ją naprawić i uszczęśliwić. W
przeciwieństwie do mojego taty, kiedy nie mogłem już jej znieść, ruszyłem
dalej. On nie. Podobnie jak ja i Mitzi, moi rodzice nie dogadują się. Dzieje
się tak dlatego, że mama nadal chce kontrolować tatę, a on nie jest za tym, ale
nadal kocha mamę, więc zawsze ma problem z myśleniem, że może powinien. To nie
jest fajne i jest piekłem dla dzieciaków. Tata przyjeżdża dwa lub trzy razy w
roku, ale robi to tylko wtedy, gdy słyszy, że mama myśli o przyjechaniu. Więc
robi swoje plany, a ona robi się gówniana i wycofuje się. Dzieci widują swojego
dziadka, ale nie widziały babci od trzech lat. Cały czas gra z nią w to gówno
tylko po to, żeby ją wyruchać, bo jest wkurzony, że ona nie jest tym, czego on potrzebuje.
Doprowadza ją tym do szału, a ona wścieka się na mnie, a kiedy on tu jest,
muszę słuchać jego gówna, kiedy krzyczy o przyklejaniu się do niej. To
szaleństwo i wrzód na tyłku.”
Brzmiało
to jak wrzód na tyłku.
„To
nie jest zbyt miłe” - zauważyłam, ponownie ostrożnie.
„Nie”
- zgodził się Hop - „Ale nie mogę w sobie znaleźć stwierdzenia, że na to nie
zasługuje. Najlepszym dniem w moim dotychczasowym życiu był dzień, w którym ją
zostawił. Rozwaliła mu jaja, a on to wziął, ale to nie znaczyło, że nie poddał
się bez walki. Walczyli cały pieprzony czas. Rano, południe i noc. Głośno.
Podstępnie. Mówiłem ci, że dzieciaki ssą gówno jak gąbka. Z tym wszystkim
Jimmy, Teddy i ja nie musieliśmy tego zlizywać. Zostało nam wepchnięte do
gardeł. Po jego odejściu nadal była suką, ale przynajmniej nie musieliśmy
słuchać, jak nasza matka i ojciec wdzierają się na siebie przez cały pieprzony
czas. To była ulga.”
Owinęłam
palcami jego udo i powiedziałam cicho - „To nie brzmi jak zabawne dorastanie.”
„Nie
było” - potwierdził Hop - „Tata jest dobrym facetem, ale w końcu chłopcy
dorastają, patrzą na swojego staruszka i mogą zrobić jedną z dwóch rzeczy. Mieć
coś, co chcą naśladować lub przestraszyć się do cholery, że dorosną tak jak on.
Jim, Ted i ja, to ostatnie. Jim, tak jak ja, spieprzył i ruszył dalej. Teddy
jest tak zajęty przeprowadzkami, że jeszcze się nie uspokoił, więc ciągle pieprzy.
Nie jest to wielka spuścizna od żadnego z moich rodziców, aby dać swoim
chłopcom. Szczerze mówiąc, mała, gdyby nie byli tak dobrymi dziadkami,
skończyłbym z całym tym ich pieprzeniem. Ale kochają Molly i Cody’ego. Moje
dzieci i dzieci Jimmy’ego nie mają żadnego gówna, którym nas traktowano, i
chcę, aby moje dzieci tak nadal miały. Więc nawet jeśli gryzą się nawzajem i to
przypomina mi to nieszczęśliwe czasy, to znoszę to, bo dzieci muszą mieć
dziadków, którzy kochają ich bezwarunkowo, a nie żyć w mgle nienawiści do ich
mamy i taty wiszącej nad każdą cholerną rzeczą.”
„To
sprawia, że jest mi smutno nie tylko z powodu ciebie, ale także z powodu Molly
i Cody’ego” - przyznałam, a gdy słowa opuściły moje usta, jego dłoń zacisnęła
się na moim karku i pochylił się, by był wszystkim, co mogłam zobaczyć.
„Dlatego
robisz naleśniki z maślanki, a gdy nadchodzi okazja na weekend w górach, wskakujesz
w to. Dlatego, kiedy piękna kobieta proponuje, że zrobi kolację, natychmiast to
przyjmujesz, bo chcesz być z tą kobietą, ale chcesz też, aby twoje dzieci były
w pobliżu piękna i dobroci domowego posiłku. Dlatego, kiedy ostatnią rzeczą,
którą chcesz zrobić, to grać w pieprzony Pictionary, robisz to, bo nie
pamiętasz ani jednego dobrego czasu w swoim życiu, który dotyczyłby obojga
twoich rodziców i nie skończyłby się brzydkimi słowami lub walką. Dlatego jak
się śmieją i słyszysz, że to beztroskie, żywisz się tym gównem, bo wiesz, że
wiedzą, że nienawidzisz ich matki, ale wciąż mają w sobie to, by śmiać się
naprawdę, głęboko, z ich pieprzonego serca. Więc nawet jeśli to gówno jest
gównem, a oni wiedzą o tym tak samo jak ty, nie przeniknęło to do ich krwi, czego
się bałeś jak cholera, i cieszysz się z tego.”
Kiedy
Hop skończył mówić, gapiłam się na niego i nie oddychałam.
Jedyne,
co mogłam zrobić, to przyjąć to i pozwolić, by każde z jego słów, głębia
miłości, jaką miał dla swoich dzieci, zagościło prosto w mojej duszy.
Musiałam
to robić przez jakiś czas, bo poczułam, jak jego palce napinają się na mojej
szyi i zawołał - „Lanie?”
Wzięłam
wdech i powiedziałam mu wprost - „Jesteś dobrym człowiekiem, Hopperze Kincaid.”
Jego
wyraz twarzy znów się zmienił, zdziwienie przeniknęło, a potem pojawiło się
ciepło.
„To
bije na głowę ciebie mówiącą mi, że cię rozpraszam, jako najmilszą rzecz, jaką
kiedykolwiek mi powiedziałaś” - odpowiedział.
Zamknęłam
oczy.
„Mała”
- zawołał.
Otworzyłam
oczy, a jego ręka wsunęła się we włosy.
„Podobało
mi się, że zapytałaś. Podobało mi się, że byłaś ciekawa. Lubiłem się dzielić.
Chcę, żebyś poznała moją historię, ale chcę, żebyś zaczerpnęła z tego, co ci
powiedziałem, że nie nauczyłem się od mojego taty, który przez to przechodził.
Nauczyłem się tego, przechodząc przez to sam. Ale nauczyłem się tego, Lanie.
Kiedy muszę pokonać tego potwora w tobie, to nie przebijam się przez twardy lód
z nadzieją, że znajdę ciepły rdzeń. Kobiety kręcą gówno w głowach, nawet kiedy mówisz
niewinne gówno. Nie przekręcaj tego. Znasz wiele powodów, dla których siedzę tu
teraz z tobą. Powiem ci jeszcze jeden, a chodzi o to, że byłaś w pobliżu.
Obserwowałem cię. Znam cię. I wiem, że jesteś typem kobiety, która może
siedzieć w barze, jeść gówniane jedzenie, pić piwo, śmiać się i dobrze się
bawić bez żadnych gier i bzdur. Dobra noc. Spokojna noc.” - uśmiechnął -
„Zajęło mi trochę czasu, aby to zrozumieć, ale teraz, kiedy to mam, tego
się spodziewałem. Coś, o czym wiedziałem, że bardzo mi się spodoba.” - jego
ręka wsunęła się z powrotem na moją szyję, zanim wyszeptał - „I podoba się.”
Nie
miałam pojęcia, co na to odpowiedzieć, więc po prostu odpowiedziałam chrapliwym
- „Okej.”
Jego
powtórzone „Okej” nie było zadyszane, ale zrobiłam się bardziej dysząca, a to
dlatego, że jego ręka na mojej szyi wywierała nacisk, jego oczy opadły na moje
usta i wiedziałam, że zamierza mnie pocałować.
Nie
myliłam się.
W
szorstkim, ale fajnym barze, z pyszną mieszanką piwa i chmielu na języku,
Hopper Kincaid pocałował mnie tak, jak zawsze - dokładnie i pięknie.
Odwzajemniłam
pocałunek, tak, jak zawsze go całowałam - szczęśliwa i oszołomiona.
Odsunął
się, ale nawet gdy to zrobił, jego ręka ześlizgnęła się z mojej szyi na
szczękę, a kciuk wysunął się i zrobił to, co czasami robił po naszym seksie
(lub przed lub, co mogło się zdarzyć, w trakcie). Przesuwał się po moich
ustach, wywierając nacisk, pociągając moją dolną wargę, gdy uważnie obserwował
moje usta.
Było
coś w tym surowym, ale intymnym geście, czego nie do końca rozumiałam, ale
podobało mi się. Zawłaszczał. To było tak, jakby mnie brał przez dotyk i wzrok.
Nie,
nie przygarniając mnie, piętnując. Moje usta były jego. Nikogo innego. Hoppera
Kincaida. I robiąc to, poza moimi ustami, brał wszystko, co było mną, stawiając
swoje roszczenia w tak intymnym miejscu, tak jak moje usta, było też jego.
Ja.
Cała
ja.
Jego.
Poczułam,
jak ciepło ogarnia moje serce, a jednocześnie poczułam łaskotanie w
kręgosłupie, a czubek mojego języka wysunął się lekko, smakując sól jego
kciuka.
Jego
oczy obserwowały mój język, zanim spojrzał mi w oczy. Jego kciuk odsunął się, a
opuszki jego palców wbiły się, gdy szarpnął mnie do siebie, tym razem mocno.
Jego usta uderzające o moje, znowu Hop pocałował mnie tak, jak często całował,
dokładnie, pięknie, ale też głęboko, mokro, szorstko i długo.
A
ja odwzajemniłam pocałunek, tak jak zawsze go całowałam. Szczęśliwie i w
oszołomieniu, ale tym razem bardziej jedno i drugie.
Pocałunek
zakończył się dopiero, gdy usłyszeliśmy dźwięki grającego na żywo (głośnego)
zespołu rockowego, które nagle rozbiły się w naszą stronę. Na dźwięk wiwatów
tłumu usta Hop’a opuściły moje i oboje zwróciliśmy się w stronę sceny.
Pięciu
mężczyzn, wszyscy w wieku Hop’a i moim, blisko (ale nie do końca) wspaniałości
Hop’a (z wyjątkiem perkusisty, który niestety nie był aż tak przystojny, ale
jego maniakalny uśmiech i wyraźny talent do uderzeń, co nadrabiało to w krótkim
czasie w ogromny sposób), było na scenie kołysząc się jak diabli.
W
ciągu pierwszych kilku nut tłum oszalał, zwłaszcza kobiety - których wiek wahał
się od zbyt młodych, by być w barze, do takich, które albo miały dziesięć dekad
więcej niż ja, albo potrzebowały więcej kremu nawilżającego - które tańczyły z
przodu.
Podczas
pierwszych dwóch piosenek zdałam sobie sprawę, że tak bardzo interesowałam się
Hop’em, że nie zauważyłam, że to nie był jakiś zespół grający na żywo w
miejscowym barze motocyklowym, ale ogrom ciał zajął wkrótce falującą przestrzeń
przed sceną, co oznaczało, że ten zespół był wielką atrakcją.
Był
powód, dlaczego.
Zespół
nie był dobry. Był fantastyczny.
Tak
fantastyczny, że zastanawiałam się, dlaczego grają w lokalnym barze
motocyklowym. Jedynym powodem, dla którego mogłam wymyślić, było to, że muzyka,
którą grali z łatwością i czystą, pęczniejącą dobrocią rocka, była w całości
coverami.
Na
szczęście scena była wysoko, więc masa ciał z przodu nie ograniczała naszego
widoku. Chociaż każdy mięsień mojego ciała krzyczał, żebym wstała i ruszyła w
rytm, śpiewała głośno i cieszyła się tą atmosferą, ramię Hop’a wokół mojego
krzesła trzymało mnie zakotwiczoną, przygarbioną do niego, stukającą w rytm
palcami u nogi.
Ale
robiłam to z uśmiechem.
Dopiero
po piątej piosence główny wokalista zatrzymał muzykę, aby przemówić do
mikrofonu.
„Ci
z was, którzy byli z nami od lat, wiedzą, że szesnaście lat temu straciliśmy
najlepszego frontmana w biznesie. Dziś wieczorem wrzeszczcie na niego, może tu
przyjdzie i pokaże ci, jak to robiliśmy. Caid! Dlaczego nie wsadzisz tu swojego
tyłka?”
Uznałam
to za mylące - nie tylko przez ścianę dźwięków tłumu, która zakończyła to
ogłoszenie, ale także fakt, że główny wokalista wydawał się patrzeć
bezpośrednio na Hop’a.
Uderzyło
mnie, że „Caid” to Hop, kiedy usłyszałam, jak mamrocze - „Kurwa, gówno”.
Część
starszego kontyngentu groupies zaczęła skandować - „Caid, Caid, Caid!”
Mimo
to byłam oszołomiona, kiedy Hop pochylił się do mnie i wymamrotał mi do ucha - „Wrócę,
mała” - zanim wyprostował się z krzesła i okrążył stół.
„O
mój Boże” - szepnęłam do nikogo, patrząc, jak Hop przedziera się przez tłum, który
klepie go po plecach, oklaskuje i śledzi go oczami.
Zrobił
duży krok w górę na scenę, a ja patrzyłam, jak przytula się do wokalisty, po
czym wymienia uścisk dłoni z basistą i unosi podbródek pianiście, klawiszowcowi
i perkusiście. Facet, który wyglądał na pomoc techniczną, wbiegł
na scenę z gitarą.
„O
mój Boże” - powtórzyłam, gdy Hop spojrzał na gitarę, po czym owinął dłoń wokół gryfu
i uniósł pas przez głowę.
Hop
grał na gitarze.
Hop był w zespole rockowym.
O
mój Boże!
Patrzył
w dół, brzdąkając na instrumencie, jakby się do tego przyzwyczajał, kiedy
pracownik obsługi wręczył mu wtyczkę do wzmacniacza, a on wepchnął ją do
gitary.
Z
tłumu podniósł się kolejny wiwat.
Zamierzał
śpiewać.
I
grać.
Hopper
Kincaid, twardziel motocyklista i gorący facet, zamierzał zaśpiewać i zagrać z zespołem rockowym.
Nie
byłam zaskoczona, gdy od razu poczułam, że moje majtki stają się mokre (lub
bardziej mokre, biorąc pod uwagę, że jego ostatni pocałunek rozpoczął tę
akcję).
Obserwowałam,
jak Hop prowadzi krótką szeptaną pogawędkę z głównym wokalistą. Prowadzący
entuzjastycznie pokiwał głową, uśmiechając się jak wariat, po czym odwrócił się
do swojego zespołu i krzyknął coś, czego nie słyszałam.
Hop
podszedł do mikrofonu, który był z przodu i na środku.
Znowu
przestałam oddychać.
„Muszę
zrobić to jeszcze raz, sprawię, że to się będzie liczyło” - mruknął do
mikrofonu, jego głos dochodził przez głośniki bardziej szorstki i seksowny niż
kiedykolwiek, a tłum znów oszalał. Zaczął brzdąkać, a moje serce przestało bić,
kiedy skończył - „To dla Lanie”.
Kiedy
basista włączył się, moja ręka rzuciła się, by owinąć się wokół krawędzi stołu,
aby utrzymać się, mimo że siedziałam, z oczami przyklejonymi do Hop’a, który
zaczął śpiewać o cygańskim wietrze i szkarłatnym niebie tym jego groźnym,
seksownym głosem, a jego oczy były utkwione w moich.
Potem
Hopper Kincaid, twardziel motocyklista i gorący facet, zaśpiewał prosto do mnie
You’ll Accomp’ny Me Boba Segera.
Prosto.
Do.
Mnie.
Słowa,
które słyszałam raz po raz (a ostatnio niezliczoną ilość razy) wychodziły z
jego pięknych ust i uderzały prosto we mnie.
Znakomity
ból.
Taki,
jaki chciałaś czuć każdego dnia przez resztę swojego życia. To był ból
posiadania w końcu czegoś, czego chciałaś.
Czegoś,
za czym tęskniłaś. Tęskniłaś odkąd masz wspomnienia. Coś, w co życie nauczyło
cię wierzyć, że nigdy nie będziesz miała. Coś, jeśli żyłaś bez tego, pozostawiało
pustkę w twojej duszy, o której wiedziałaś, że nigdy nie zostanie wypełniona.
Coś, bez czego wiedziałaś, że nigdy nie będziesz cała.
To
było coś, czego potrzebowałaś.
To
było tak samo potrzebne jak oddech.
To
było wymagane, aby cię ukończyć.
I
odkryłam w ciągu tych czterech minut, gdy Hopper śpiewał dla mnie, że, kiedy to
dostałam, wypełniło mnie to tak mocno, że myślałam, że pęknę, ale to było tak
cenne, że zrobiłabym wszystko, aby utrzymać to i nie stracić ani kropli.
Ani
jednej kropli.
To
właśnie dał mi Hop, mówiąc mi słowami Boba Segera dokładnie, co do mnie czuje.
I
co zamierzał z tym zrobić.
Kiedy
skończył, każdy centymetr mojej skóry mrowił, oczy piekły od powstrzymywania
łez, a palce bolały od trzymania stołu.
I,
kiedy skończył, nie miałam pojęcia, co robić. Jak przekazać to, co czułam. Jak
mu powiedzieć, co powinien wiedzieć.
Ale
byłam Lanie Heron i, nawet jeśli mój umysł był poruszony pięknem tego, co
właśnie dał mi Hop, moje ciało wiedziało dokładnie, co robić.
Więc
wyprostowałam się z krzesła. Włożyłam jeden but na wysokim obcasie na
siedzenie, podciągnęłam się i odwróciłam do Hop’a. Potem uniosłam palce obu rąk
do ust i wyrzuciłam je w stronę dobrego mężczyzny, przystojnego mężczyzny…
Mojego
mężczyzny.
Potem
krzyknęłam jak groupie - „Jesteś gównem,
Hopper Kincaid!”
To
była właściwa rzecz. To dało mi tak seksowny uśmiech, że byłam prawie pewna, że
rozpuścił moje majtki (i majtki większości kobiet na widowni), zanim poszedł za
playlistą Nine Tonight (na żywo),
zwrócił się do swojego przyjaciela. Poruszył ustami i przeszli prosto do Hollywood Nights.
Tańczyłam
na krześle, dopóki bramkarz nie powiedział mi, że muszę zejść.
Hop
skończył pierwszy set ze swoimi chłopakami, a potem cały zespół dołączył do nas
na drinka podczas obu przerw.
Hop
trzymał mnie tak blisko, kiedy rozmawiał ze swoimi kumplami, że praktycznie
leżałam na jego kolanach.
Później,
patrząc wstecz, nie miałam pojęcia, czy nawet powiedziałam słowo. Ale pamiętam,
że uśmiechałam się tak szeroko i tak długo, że następnego ranka bolała mnie
twarz.
Tak
jak powiedziałam.
Znakomity
ból.
Słodko. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńdziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńAutokorekta: "Później Hop odebrał mnie mnie ...." dwa razy mnie mnie ;)
CZekam na kolejny rozdział.
Dzięki
Usuń