niedziela, 15 sierpnia 2021

6 - Dotrzeć do mnie

 

ROZDZIAŁ 6

Dotrzeć do mnie

 

 

Sześć dni później…

Stałam na końcu łóżka, wpatrując się w spakowaną walizkę, która była gotowa na podróż do Vail. Z wyjątkiem zamknięcia, miałam wszystko gotowe.

Poukładane.

Spojrzałam na zegar na szafce nocnej.

Miałam trzydzieści minut do przyjazdu limuzyny.

Moi rodzice byli w powietrzu, szybko zbliżając się do Międzynarodowego Lotniska Denver (DIA). Wkrótce jechaliśmy do Vail, a mama paplała, a jednocześnie martwiła się o dotarcie do sklepu monopolowego.

A ja…

Ja…

Miałam przerąbane.

Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich sześciu dni nie miałam żadnego planu.

Nie, nie miałam.

Nawet najmniejszego.

*****

W ubiegłą niedzielę, budząc się w hotelu Monaco, zaplątana w moją działkę, natychmiast wzięłam udział w haju. A dokładniej, Hop obudził się w nastroju i nie tracił czasu, by wpłynąć na mój nastrój.

Poranny seks poprowadził do przytulania się, zamawiania obsługi pokoju, brania prysznica, oglądania telewizji, uprawiania seksu, zamawiania większej liczby obsługi pokoju, drzemki, oglądania większej ilości telewizji, zamawiania większej liczby obsługi pokoju, uprawiania seksu, a następnie zasypiania.

Wszystko z Hop’em.

Nawet nie zaprotestowałam.

Po prostu płynęłam z prądem i zasadniczo syciłam się narkotykiem, którym był Hop.

To było fantastycznie.

W poniedziałek rano obudziliśmy się wcześnie, wymeldowaliśmy się, a Hop odwiózł mnie i mój samochód do domu. Pocałował mnie przy drzwiach wejściowych i wyszedł, a ja patrzyłam przez rolety w stylu kolonialnym, jak wskakiwał na siedzenie pasażera czarnego vana prowadzonej przez High’a.

Odjechali.

Nie pozwalałam sobie myśleć o niczym innym, jak tylko o pracy i skorzystaniu z tego, że raz wyprzedziłam terminy.

Wcześnie popołudniu zadzwonił do mnie Hop.

„Tak jak ci mówiłem, mała, mam dzieci w tym tygodniu. Myślałem, że skoro mają dziś koncert, co oznaczało, że wrócą później do domu,  my byśmy mogli zjeść kolację i załatwić mały interes. Ich koncert został odwołany, więc wrócą do domu po szkole. Nie mogę robić kolacji ani biznesu.”

Powiedziałam sobie, że czuję ulgę, ale nawet, gdy sobie to mówiłam, sama sobie nie uwierzyłam.

„Okej, Hop” - powiedziałam.

„Przyjdę jutro, zabiorę cię na lunch”.

O jej.

Musiałam wymyślić plan zakończenia. Lub, dokładniej, kupić sobie czas, aby stworzyć skomplikowany plan, który może faktycznie zadziałać przeciwko atakowi wszystkiego, czym był Hopper Kincaid.

„Nie mogę” - powiedziałam mu - „Mam jutro lunch biznesowy.”

To, na szczęście, była prawda.

„Środa” - odparł natychmiast Hop.

Cholera. W środę nie miałam spotkania na lunch i potrzebowałam dużo więcej czasu, aby stworzyć plan, który byłby tak dopracowany, że faktycznie mógłby zadziałać.

„Pracuję w czasie lunchu” - poinformowałam go. To było kiepskie, ale to było wszystko, co miałam.

„Moja starsza pani nie pracuje podczas lunchu. Dostaje jedzenie do brzucha i je ze swoim staruszkiem. Do zobaczenia w południe.”

To była odpowiedź Hop’a, zanim się rozłączył.

Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w telefon, zanim oddzwoniłam.

Sprytnie, prawdopodobnie wiedząc, dlaczego dzwonię, Hop nie odebrał.

Uch!

Pół godziny później odebrałam telefon od potencjalnego, ogromnego klienta. Mieli pewne problemy z kreatywnością ich obecnej agencji i szukali nowych rozwiązań. Próbowali z wieloma agencjami, w tym mojej, a także mojej starej, która bez przekonania próbowała mnie podciąć, a jednocześnie wystąpiła o połączenie działań, co by się nie wydarzyło. Lubiłam być swoim własnym szefem. Podobała mi się wolność tworzenia bez oddechu na karku. Poza tym moje biura były o wiele cool niż ich biura. Potencjalny klient był silnym uderzającym i miał ogromny budżet reklamowy. Mogło to oznaczać wielkie rzeczy, które obejmowały nie tylko więcej pieniędzy, ale prawdopodobnie więcej klientów. Ta propozycja była dobra. Nie, bajeczna.

Chciałam tej akcji.

To była dobra wiadomość. Zła wiadomość była taka, że chcieli propozycji na czwartek, co przy obecnym obciążeniu pracą było prawie niemożliwe, nawet gdybym przyszła do pracy przed spotkaniem.

Oznaczało to, że we wtorkowe popołudnie, kiedy Hop zadzwonił ponownie, pracowałam do dziesiątej poprzedniego wieczoru i skupiłam się na propozycjach, a nie na planie zakończenia sprawy z Hop’em.

„Jak się masz, lady?” - zapytał, kiedy odebrałam.

„Oszalała, Hop. Mamy potencjalnego nowego klienta i, aby zbudować propozycje, nadążać za innymi rzeczami i móc wylecieć w piątek po południu, aby spotkać się z moimi rodzicami, nie mogę jutro wyjść lunch.” - po tym, jak to przedstawiłam, ściszyłam głos, by dokończyć - „…przykro mi” - i zrobiłam to naprawdę z przykrością.

Mimo, że nie chciałam, musiałam przyznać, że brakowało mi mojej działki.

„To spoko. Przyniosę kanapki do twojego biura.”

Wpatrywałam się w rejestr na biurku.

Dlaczego myślałam, że ujdzie mi na sucho ostatnia wymówka?

„Hop, poważnie. Tu jest szaleństwo.”

„Lanie, poważnie, z twoją pracą, moimi dziećmi i twoimi rodzicami tutaj w ten weekend, mój czas na to, że cię widuję jest skrócony w taki sposób, że tego zbytnio nie lubię, więc przyniosę kanapki, ty popracujesz, ja zobaczę cię i wszystko będzie dobrze.”

„Rozpraszasz mnie” - warknęłam i spotkało się to z ciszą. Kiedy się wydłużała, zawołałam - „Hop?”

„To najmilsza rzecz, jaką mi powiedziałaś” - odpowiedział, a uśmiech w jego głosie wyczułam w okolicy serca - „To znaczy poza tymi, kiedy się z tobą pieprzę” - poprawił się - „I poza tym, kiedy pytałaś mnie, czy chcę cię pieprzyć i całym tym gównem, które powiedziałaś, gdy pierwszy raz poprosiłaś mnie, żebym cię przeleciał” - ciągnął.

Przewróciłam oczami do sufitu.

„Dobrze. Zostawię cię, żebyś wróciła do pracy po tym, jak powiesz mi, jaki rodzaj kanapki lubisz” - stwierdził.

Przewróciłam oczami do komputera - „Ta rozmowa mogłaby potrwać cztery godziny, a jutro w południe nadal będziesz tu z kanapkami, prawda?”

„Tak” - odpowiedział z kolejnym uśmiechem w głosie.

Ty-Ty nie myliła się. Ci chłopcy szli dalej, nawet jeśli tego nie chciałaś. Jak mnie to irytowało i pociągało jednocześnie, nie miałam pojęcia. O tym też nie myślałam, z wyjątkiem irytującej części.

„Zdajesz sobie sprawę, że jesteś trochę palant, kiedy tak robisz, a wiesz, że nie mam czasu na walkę z tobą” - zauważyłam.

„Tak” - odpowiedział, wciąż z uśmiechem w głosie, co oznaczało również brak wyrzutów sumienia.

„Nie obchodzi cię to, prawda?” - poprosiłam o potwierdzenie jego braku wyrzutów sumienia.

„To znaczy, że zjem z tobą lunch, spojrzę ci w oczy, usłyszę twój głos, sprawdzę, czy wszystko w porządku” - przerwał i dodał - „Nie”.

Westchnęłam, podobało mi się, że chciał spojrzeć mi w oczy, usłyszeć mój głos, sprawdzić, czy wszystko w porządku.

Boże.

To było to. Powód, dla którego uznałam jego smugę upartego macho za atrakcyjną.

„Lubię pastrami” - powiedziałam mu.

„Rozumiem” - odpowiedział.

„I indyka. Albo rostbef, ale tylko wtedy, gdy jest na pół surowy i tylko ze szwajcarskim serem na wierzchu. Provolone, jeśli to pastrami. Lubię też Reubena, ale musisz im powiedzieć, żeby rzucili kiszoną kapustę, jeśli wybierzesz tę trasę. Nie lubię klopsików ani niczego, co mogłoby być bałaganiarskie i plamić moje ubrania, z wyjątkiem Reubena. Bez cebuli. Mój personel byłby zmuszony wąchać je przez cały dzień, a to nie jest miłe. Frytki, zwykłe, nic, co mogłoby poplamić moje palce – jak ptysiowe serowe – lub gorące. I ciastko lub brownie by nie zaszkodziło.”

Przestałam mówić i spotkałam się z ciszą.

„Hop?” - zawołałam ponownie.

„Coś jeszcze, piękna?”

Nie było uśmiechu w jego głosie. Wibrował stłumionym śmiechem.

Brzmiało to naprawdę ładnie.

Tak miło, że nie miałam w sobie nic więcej niż szeptanie - „Nie. Myślę, że to wszystko.”

„W porządku, do zobaczenia jutro w południe.”

„Racja, Hop. Baw się dziś wieczorem z dziećmi.”

„Zawsze” - mruknął - „Później, mała.”

„Pa, Hop”.

Rozłączył się, a ja położyłam telefon na biurku w tym samym czasie, kiedy przyszło mi do głowy, że mój personel zobaczy szorstkiego, twardziela, choć gorącego, motocyklistę, który wejdzie i zje ze mną lunch w moim biurze.

Z łatwością wyrzuciłam to z mojego umysłu.

Nie obchodziło mnie to. Wszyscy zastanawiali się też, dlaczego byłam z Elliottem i to też mnie nie obchodziło. Miałam swój sposób na robienie rzeczy. Miałam swój bagaż. Miałam swoje problemy. Miałam swoje demony. Ale miałam niewiele rzeczy, które mnie irytowały, chociaż jedną z nich był każdy, kto oceniał książkę po okładce lub oceniał cokolwiek, w tym każdy, kto mógł osądzać mnie lub moje decyzje.

Nie, miałam wystarczająco dużo w swojej głowie na osądzanie siebie i swoich decyzji. Nie musiałam poświęcać więcej uwagi temu, co myślą o mnie inni.

Więc nie myślałam o tym.

Środa minęła i w biurach panował chaos. Wiedziałam, że czeka mnie kolejna noc do dziesiątej, ale kiedy poczułam, że klimat biura się zmienia - ten unoszący się przez ścianę okien - moje oczy tam powędrowały.

Zobaczyłam, jak Hop idzie w moją stronę, uśmiechnięty, trzymając białą papierową torbę w zgięciu ramienia, torebki frytek widoczne z góry i sześciopak dietetycznych wiśniowych 7Up w drugiej ręce.

Na ten widok biuro, klient, mój personel i wszystko inne wyleciało mi z głowy.

Straciłam się w pracy na dwa i pół dnia, więc łatwo było (tak jakby) nie myśleć o Hop’ie, chyba że leżałam w łóżku, próbując zasnąć bez niego i budząc się nie w jego ramionach.

On tu, w moim biurze - idący w moją stronę, przynoszący mi lunch, był gorący, uśmiechał się seksownie i wszystko dla mnie - był jedyną rzeczą, o której myślałam.

Był jedyną rzeczą we wszechświecie.

Dotarł do moich otwarte drzwi i nie spuszczając ze mnie oczu, przywitał się - „Hej, mała.”

Kopnął butem szklane drzwi. Gdy się zamknęły, nieświadomie odpowiedziałam - „Hej, Słonko.”

Jego oczy i uśmiech stały się cieplejsze. Przeszedł przez biuro i porzucił rzeczy na moim biurku.

„Mam zapas 7Up” - poinformowałam go.

„Teraz masz większy zapas” - poinformował mnie.

Dobra, cholera.

Musiałam to przyznać.

Docierał do mnie.

Hop rozpakował kanapki, wręczył mi moje i torbę zwykłych Ruffles, zerwał zimne 7Up z plastiku i postawił go na moim biurku. Potem usiadł z jedzeniem, tak jak z chińskim, z nogami na biurku, otwartą torbą Doritos na kolanach, kanapką przyłożoną do twarzy i 7Up na krawędzi mojego biurka.

„Pastrami” - mruknął - „Provolone. Kazałem je grillować i bez musztardy. Nic nie powinno zepsuć tej bluzki, lady.” - pochylił głowę do mojej bluzki, jego usta wykrzywiły się z uznaniem - „W torbie są paczki, jeśli chcesz zaszaleć”.

Sięgnęłam po torbę myśląc, że tak, on do mnie dociera.

To znaczy, wszyscy wiedzieli, że kładziesz musztardę na pastrami, ale bardzo niewielu pomyślałoby, żeby ją zatrzymać na wypadek, gdybyś była gotowa poświęcić się, ponieważ miałaś ładną bluzkę.

Przemyślane.

Słodkie.

Myślałam też, że nigdy tego nie mieliśmy: siedzenie, jedzenie, wszystko normalne, bez walki, bez tego, by Hop ratował mnie przed niechcianymi zalotami właściciela monster trucka i nie uprawiamy seksu, nie zamierzamy uprawiać seksu lub po seksie.

Wzięłam kilka paczek musztardy, otworzyłam kanapkę i spuszczałam musztardę, szukając tematów do rozmowy.

W końcu znalazłam.

„Jak dzieci?”

„Dobrze” - powiedział przez usta pełne kanapki. Przeżuł, przełknął i uśmiechnął się do mnie - „Nie mogą się doczekać Vail w ten weekend. Znalazłem miejsce do wypożyczenia. Są podekscytowani.”

„Dobrze” - mruknęłam, zamykając kanapkę, podnosząc ją i gryząc.

Pyszna. Nie wiedziałam, skąd je wziął, ale chciałam się dowiedzieć.

„Przygotowałaś się?” - zapytał, a jego ton głosu sprawił, że spojrzałam na niego.

Przeżułam, połknęłam i zapytałam - „Przygotowałam na co?”

„Weekend” - odpowiedział.

„Nigdy nie jestem przygotowana, Hop” - powiedziałam mu szczerze i wzięłam kolejny kęs.

„Masz dwa dni, Lanie” - powiedział cicho - „Wytrenuj swój umysł, aby myśleć, że będziesz w krainie Boga, u podnóża gór, w miejscu, które jest jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Z dala od tego.” - wyciągnął rękę, aby wskazać biuro - „To, z czym się zmagasz, jest do bani. Tam, gdzie się zmierzysz, nie jest. Spróbuj o tym pomyśleć.”

To była właściwie dobra strategia i nie mogłam się powstrzymać przed uśmiechnięciem się do niego.

„Wytrenuję swój umysł, Hopper.”

„Dobrze, mała” - mruknął z łagodną twarzą i Boże, Boże.

Zdecydowanie do mnie docierał.

Spojrzałam z powrotem na swoją kanapkę, ugryzłam i przeżułam, odkładając ją i sięgnęłam po frytki.

Przełknęłam kęs.

„Więc o co chodzi z ich mamą?”

Tak, to wyszło z moich ust.

„Powtórz?”

To wyszło od Hop’a.

Spojrzałam na niego i cofnęłam się - „Przepraszam, nie moja sprawa”.

„Zapytałem” - stwierdził powoli Hop - „Powtórz?”

„Ja naprawdę…”

„Mała, jeśli masz na myśli Mitzi, to jest twoja sprawa. Masz na myśli Mitzi?”

Patrzyłam na niego.

Czy poważnie, otwarcie, bez wahania zamierzał porozmawiać o swojej byłej?

„Cóż, tak. Miałam na myśli Mitzi, ale nie powinnam była pytać. To nie jest moja sprawa.”

„Pieprzę się, zamierzam dalej się z tobą pieprzyć, chcę wiedzieć więcej o tobie, cieszę się jak cholera, że o mnie zapytałaś, więc to jest twoja sprawa. Odpowiadając na twoje pytanie, sprawa z Mitzi jest taka, że ona jest pieprzoną suką.”

Zamrugałam.

„Nie, cipą” - poprawił się od niechcenia, a moja klatka piersiowa się zapadła.

„To nie jest zbyt miłe” - powiedziałam mu.

„Nie. Ale to prawda” - powiedział mi.

„Kobiety nie lubią tego słowa, Hop” - wychowywałam.

„W takim razie kobiety nie powinny zachowywać się jak cipy” - odparł.

Nie podobało mi się to.

Może do mnie nie docierał.

„To niewiarygodnie surowe” - powiedziałam cicho.

Zdjął buty z mojego biurka, rzucił torbę z frytkami i kanapkę na biurko i pochylił się w moją stronę, kładąc nadgarstki na biurku, poświęcając mi całą swoją uwagę.

„Ona nie jest dobrą kobietą, Lanie. Zawsze była na moim tyłku, kiedy byliśmy razem, twarda jak skóra, ostra jak paznokcie. Nie rozmawiam z nią i jeśli mogę, nie patrzę na nią. Nienawidzę jej.”

„To szorstkie…” - zawahałam się i skończyłam z naciskiem - „…bardziej”.

„Tak, ale to też prawda.”

„Łał, Hop. Nie wiem, co powiedzieć” - odpowiedziałam.

„Nie ma nic do powiedzenia. Nie nie lubię jej. Nienawidzę jej. Nie mogę znieść jej widoku.”

To nie było dobre.

„Jak to, hmmm… wpływa na twoje dzieci?” - spytałam ostrożnie.

„Czują to, wiem o tym i to jest do bani. Dzieci czują wszystko. Nawet jeśli jesteś ostrożny, nie możesz ukryć gówna przed dziećmi. Wsysają jak gąbka. Walczyłem z tym, robiłem, co mogłem, płonąłem wewnątrz za każdym razem, gdy musiałem udawać, że jestem dla niej miły, zdałem sobie sprawę, że nie daję im dobrej lekcji, nie będąc wiernym sobie. Nie jestem dla niej kutasem. Nie staję jej w twarz. Po prostu jej unikam. Ma to dodatkową zaletę, że nie daje jej możliwości stania w mojej twarzy.”

Miałam wrażenie, że wiem, co to znaczy.

„Więc ona też nie jest twoją wielką fanką?”

„Nie była. Nauczyła się. Zajęło to trochę czasu, ale zorientowała się, co miała i co straciła. Próbowałem być przyjaciółmi. Po tym, w jaki sposób mnie pieprzyła, nie byłem. Nie była na tyle głupia, by spróbować wrócić do mnie. Wiedziała, że to nie było, kurwa, w wielkim jebanym stylu. Teraz po prostu mnie unika, tak jak ja jej, ponieważ nie lubi mieć do czynienia z tym, co stworzyła.”

„Co ona miała i, hmmm… straciła?”

Przechylił głowę na bok - „Mała. Mnie.”

Przyglądałam mu się, myśląc, że też wiem, co to znaczy.

„Więc ją kochałeś?” - zapytałam.

„Założyłem z nią rodzinę” - brzmiała jego odpowiedź, która moim zdaniem była odpowiedzią, ale też nie była.

Odpuściłam to.

„Jak poszło nie tak?” - zapytałam, a on pochylił się bardziej w moją stronę.

„Nie masz wystarczająco dużo czasu, abym wyjaśnił wszystkie sposoby, w jakie poszło nie tak, tak bardzo poszło nie tak. Szczerze mówiąc, spędziłem dużo czasu myśląc o tym i nie mam żadnego pieprzonego pojęcia, o czym myślałem, zaczynając z nią. Nigdy nie była słodka. Wyglądała dobrze. Była świetna w łóżku. Nie dotrzyma ci kroku, ale przed tobą była najlepsza, jaką miałem. Ale powiedziałem ci, lubię wyzwania i to była Mitzi. Jej rodzice byli dupkami, oboje nienawidzili swojej córki, nienawidzili życia, które prowadziłem i upewniali się, że oboje o tym wiedzieliśmy. Odstraszało mnie to, bo było tak, jakby Mitzi się tym żywiła, rajcowało ją to. Zbyt późno zorientowałem się, że jednym z powodów, dla których była ze mną, było to, że od razu ich nienawidziła, a może nawet bardziej, i czerpała radość z wpychania mnie prosto w ich dupy.”

To też nie było dobre i sprawiło, że Mitzi brzmiał jak suka w sposób, który skłaniał się do słowa na „c”.

Poczułam, że moje brwi unoszą się na moje pytanie - „Poważnie?”

„Poważne jak cholera. Była buntowniczką po trzydziestce. Nie znalazła swojej drogi. Nie znalazła siebie. Wciąż przypisuję to rodzicom, jakby była nastolatką, która rzucała się w gówno, bo nie podobały im się plakaty zespołów, które miała na ścianach i, powtarzam, robi to po pierdolonej trzydziestce. Suki, które kręcą się wokół motocyklistów, mała, musisz być ostrożny. Ja nie byłem.”

„Co to znaczy?” - zapytałam ostrożnie, widząc, że byłam trochę „suką”, która kręciła się wśród motocyklistów.

„Musiałaś siedzieć z Brick’iem po tym, jak został przerżnięty wystarczająco dużo razy, żeby wiedzieć” - odpowiedział.

Rzeczywiście, siedziałam popijając piwo, podczas gdy Brick strzelał szoty po tym, jak kobieta złamała mu serce, i robiłam to więcej niż wystarczająco razy.

„No tak” - przyznałam.

„Wykorzystują twardziela o miękkim sercu. To właśnie wybierają. Naćpane, wymagające naprawy, nie do naprawienia; w końcu zostaje wyruchany. Są też taki, które mają pomysł na motocyklistów i mają problemy. Myślą, że zostaną przepracowane, rozwalone, zdominowane. Chcą tego gówna i wiem, że pomyślisz, że to wszystko jest powalone, ale to także cholerna prawda. Miałem raz kobietę w moim łóżku, szczerze do Chrystusa, mała, poprosiła mnie, żebym ją uderzył. Uderzył ją. Nie dał jej klapsa, nawet nie z liścia, czego bym nie zrobił, ale ją, kurwa, uderzył. Błagała mnie o to. To gówno wyrzuciło jej tyłek z mojego łóżka.”

„O mój Boże” - wydyszałam, wpatrując się w niego, niezdolna do przyjęcia tej informacji.

„Nie pieprzę ci” - powiedział, wracając do swojej kanapki.

„Ja… to… to szaleństwo” - powiedziałam mu.

Ugryzł i spojrzał na mnie, gdy mruknął - „Tak”.

Skończył żuć, przełknął i kontynuował swoje opowieści o szaleństwie.

„To, co powiedziałaś wczoraj wieczorem o tym, gdzie starsze panie pasują do życia motocyklisty, klubu, a potem motoru i tak dalej, kobiety to przyciąga. Nie myślą o sobie na tyle, by znaleźć mężczyznę, który myśli o nich, że są światem, więc szukają mężczyzny, który dopasuje je trochę blisko szczytu i idą z tym. Myślą, że to dobrze. Inne są tak słabe, że chcą tylko imprezować, naćpać się, uprawiać seks i kłaść wszystko na ramionach swojego staruszka, aby mogły dalej imprezować, naćpać się i uprawiać seks. Gówno jest walnięte. One są skończone. Następna pieczeń wieprzowa, mała, wskażę ci je. Wracają raz za razem z nadzieją, że któryś z braci ich nie odczyta i nie dowie się, co kupuje, jeśli tam pojedzie. Kurewsko szalone.”

„Czy Mitzi była taka?” – zapytałam, wbijając się w moje frytki.

„Nie, Mitzi była tylko suką z misją, bo jej głowa była pomieszana i tego też nie zauważyłem. Nie lubiłem jej rodziców, ponieważ nie lubili mnie, ale poza tym, że są osądzającymi wrzodami na dupie, którzy nienawidzili córki, która ich nienawidziła, są wystarczająco przyzwoitymi ludźmi, którzy, jak sądzę, naprawdę zastanawiali się, co zrobili nie tak ze swoją dziewczyną. A nie mówiąc o tym, że Mitzi zamydliła mi oczy udając, że jest słodką jak cukier. Po prostu nie wiedziałem, co było pod tym wszystkim tak trudnym, ale wiedziałem, że chcę się dowiedzieć. Odkryłem, że trafiałem w miękkie miejsca, które były przyjemne, ciepłe, trwały przez chwilę i pomyślałem, że trafiłem w sedno. Potem twardość znów się zamknęła i nie mogłem oddychać. W końcu nie było żadnych słabych punktów do znalezienia.”

„To brzmi okropnie, Hop” - wyszeptałam.

„To nie było cholernie zabawne, Lanie.” - nie szeptał.

Oblizałam dolną wargę i poświęciłam trochę czasu, zanim powiedziałam mu szczerze i cicho - „Wiesz, ludzie mówią.”

Spojrzał mi w oczy - „Wiem.”

„Nie mówią dużo” - podzieliłam się.

„To też wiem.”

„Ale powiedzieli, że to było brzydkie.”

Wziął oddech, po czym stwierdził - „Tak, było, a to, co to powiedziałem, nad kanapkami w twoim biurze, nie jest nawet połową tego. Powiem ci, bo jesteś ze mną, musisz wiedzieć. Ale powiem, lady, powiem ci, kiedy nadejdzie odpowiedni dla ciebie czas, a to nie teraz. Nie ukrywam przed tobą gówna. Ale na razie musisz wiedzieć, moje dzieci są dobre. Wolałbym, żeby ich życie było bardziej stabilne, ale wracałem do niej więcej niż raz, aby im to dać, i wtedy nie dostałem nic oprócz ciężkiej jazdy. Nie musieli patrzeć, jak ich tata przez to przechodzi. Ale w końcu mnie przeleciała, mała. Nie było ładnie i mnie nie pieprzysz. Możesz być suką. Możesz rozwalić moje jaja. Nie będę z tym w porządku, ale jest wiele, co mężczyzna zrobi dla swoich dzieci. Ale nigdy, przenigdy mnie nie pieprz. Pieprzyła mnie. Radzimy sobie, ograniczając nasz czas we wzajemnej przestrzeni prawie do zera. To działa. Dla ciebie to na razie koniec.”

Kiedy przestał mówić, trzymałam jego oczy.

Potem z wahaniem zapytałam - „Czy… szukasz we mnie miękkich punktów?”

To wtedy patrzył mi w oczy na jeden rytm… dwa… trzy.

Potem odrzucił głowę do tyłu i ryknął śmiechem.

Poczułam, że moje oczy się zwężają.

„Hop” - zawołałam.

Ciągle się śmiał, z pochyloną głową, ręką w górze, machając do mnie, żebym dał mu chwilę.

Tak. Najwyraźniej to, o co zapytałam, było tak zabawne.

„Hop!” - warknęłam. Podniósł głowę i spojrzał na mnie - „Właściwie to mówiłam poważnie” - poinformowałam go.

„Wiem” - wykrztusił.

„Przestań się śmiać!” - przerwałam, krótko i zła, a on nagle się przestał.

Równie gwałtownie zerwał się z krzesła i okrążył moje biurko, a zanim zorientowałam się, co robi, pochylił się do mnie, z rękami po obu stronach mojej głowy tak, że jego twarz była wszystkim, co widziałam.

„Postawiłaś się przed kulami dla swojego narzeczonego” - wyszeptał, a mój oddech ustał - „Mała, ty nie masz żadnych twardych punktów.”

„Ja…”

Jego dłonie na mojej głowie przycisnęły się delikatnie w chwili, gdy jego czoło spoczęło na moim.

„Nie masz, a więc wiedz, że nie dlatego jestem z tobą, czy dlatego cię pragnę, bo jesteś typem kobiety, która zrobiła to dla niego. To, co zrobiłaś, było piękne, ostateczne, ale interesuje mnie to, kim ty jesteś.”

Musiał się zatrzymać.

„Hop, musisz zdjąć ze mnie ręce i cofnąć się”.

„Martwisz się, co pomyślą twoi pracownicy?”

„Nie obchodzi mnie, co myślą” - odparłam - „Ale znowu jesteś słodki, znowu mówisz miłe rzeczy i docierasz do mnie, a ja potrzebuję przerwy i chcę skończyć moją kanapkę.”

„Docieram do ciebie?”

„Cofnij się.”

Jego oczy zatrzymały się na chwilę, zanim wymamrotał - „Docieram do ciebie.”

Przewróciłam oczami.

„Mała” - zawołał.

Wywróciłam oczami.

„Chcesz wiedzieć, która część tego kim jesteś mnie interesuje?”

„Zamierzasz powiedzieć coś miłego?”

„Tak.”

„W takim razie nie.”

Patrzyłam, jak jego oczy się uśmiechają.

Potem zaczął mówić i jak zwykle zrobił to wbrew mojej woli.

„Częścią tego kim jesteś, która mnie interesuje, jest to, że nie obchodzi cię, co myślą. Wchodzę do twojego biura, mówisz „hej, Słonko” i nawet nie mrugniesz. W butach motocyklowych lub garniturze wszystko jedno dla ciebie. A kobieta taka jak ty, tak wspaniała, że większość gwiazd filmowych oddałaby swój lewy orzech tylko po to, żebyś weszła na czerwony dywan na jego ramieniu, córka bankiera, która śpi w niewiarygodnie miękkiej pościeli i jeździ słodką bryczką, na co dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludności nie stać. Teraz, mnie to interesuje.”

Dobra, wróciłam do tego, że do mnie docierał.

„Postanowiłam być nieprzyjazna dla motocyklistów” - oznajmiłam i obserwowałam, jak jego oczy znów się uśmiechają.

„Za późno.”

„Tak sądziłam” - wymamrotałam.

„Dobrze. Skoro tu jestem, pocałuj mnie, dokończymy nasze kanapki, a potem pozwolę ci wrócić do pracy.”

„Hop, mam oddech pastrami.”

„Więc?”

„To może być obrzydliwe.”

Kolejny uśmiech - „To nie będzie obrzydliwe.”

„To będzie obrzydliwe.”

„Pocałuj mnie.”

„Nie.”

„Pocałuj mnie.”

„Nie!”

Hop pochylił głowę i mnie pocałował.

Odwzajemniłam pocałunek.

Puścił mnie, skończyliśmy nasze kanapki i pocałował mnie jeszcze raz, zanim pozwolił mi wrócić do pracy.

Przez całe popołudnie dostawałam spojrzenia i nie obchodziło mnie to, ponieważ normalnie by mnie to nie obchodziło, ale także dlatego, że jedyne o czym mogłam myśleć to był Hop, który do mnie docierał.

I że tak jakby chciałam, żeby następnego dnia przyniósł mi lunch.

I że nie-tak-jakby marzyłam, żeby był tej nocy w moim łóżku.

Niestety, w czwartek wszystko co miałam to był tylko telefon. Byłam zajęta pracą. Hop był zajęty interesami Chaosu i swoimi dziećmi.

Ale w piątek rano, jakieś dwie i pół sekundy po odebraniu telefonu, odwróciłam się do komórki, chwyciłam ją i zadzwoniłam do Hop’a.

„Lady” - odebrał.

Mamy klienta!” - wrzasnęłam.

Mogłam powiedzieć, że uśmiech w jego głosie był ogromny, kiedy odpowiedział - „Dobre wieści, mała”.

Świetne wieści. Wspaniałe wieści. Wieści świąteczne premie dla pracowników” - poprawiłam.

Hop milczał.

Kiedy ta cisza się rozprzestrzeniła, zawołałam - „Hop? Czy cię straciłam?”

„Absolutnie mnie nie straciłaś.”

Żadnego uśmiechu w jego głosie, ale szorstki ton, który komunikował kolosalne rzeczy, sprawił, że moje ciało znieruchomiało.

„Zapracowujesz się na śmierć dla tego klienta, a twoją pierwszą myślą są premie świąteczne dla twojego personelu” - stwierdził.

Nic nie powiedziałam, skoncentrowałam się tylko na oddychaniu i ignorowaniu ciepła spowijającego moje serce.

„Nic twardego, Lanie. Cała miękka” - wyszeptał, tak, że wiedziałam, że to dla niego znaczyło wszystko.

Wszystko.

Znowu nic nie powiedziałam.

„I, kurwa, ale mi się to podoba” - dokończył.

To znaczyło wszystko.

„Hop” - szepnęłam.

„Chciałbym móc świętować. Zrobimy to w przyszłym tygodniu. Tak?”

Zamknęłam oczy.

Potem je otworzyłam i powiedziałam - „Tak”.

Zrobiłam to, ponieważ chciałam świętować, chciałam wiedzieć, jak Hop świętuje i ponieważ do mnie docierał.

„Pozwolę ci iść” - odpowiedział.

Nie chciałam, żeby mnie opuścił. Chciałam jego głosu w moim uchu. Chciałam, żeby ciepło, które mi dał, pozostało blisko mojego serca.

Nie powiedziałam tego.

Powiedziałam - „Okej, Hop.”

„Później, lady.”

„Pa, Słonko.”

Rozłączyliśmy się i bez dużego nowego klienta, na którym mogłabym się skoncentrować, nie byłam w stanie zapomnieć o nim.

Również nie chciałam.

A moje myśli nie koncentrowały się na planowaniu, jak to zakończyć.

Myślałam o tym, jak Hopper Kincaid uczci swoją starszą panią, zdobywającą nowego dużego klienta.

Teraz stałam w sypialni, wpatrując się w moją walizkę i czekałam na weekend z rodzicami, próbując ćwiczyć swoje myśli o Vail, krainie Boga, która była wspaniała.

Nagle wyczułam ruch, którego nie powinno tam być, ponieważ byłam sama w domu, i podskoczyłam, odwracając głowę, by zobaczyć Hop’a wchodzącego do mojego pokoju.

„Co ty tutaj robisz?” - zapytałam, gdy podszedł do mnie.

Dotarł do mnie, jego ręka uniosła się, palce owinęły wokół mojej szyi, kciuk wyciągnięty, którego użył na mojej szczęce, aby odepchnąć moją głowę, gdy pochylił się, a jego usta i wąsy musnęły moje usta.

Kiedy podniósł głowę, odpowiedział - „Chciałem cię zobaczyć, sprawdzić, czy wszystko w porządku i ktoś musi znieść twoją walizkę po schodach.”

To ciepło znów uderzyło w moje serce.

Chciał się ze mną zobaczyć, sprawdzić, czy wszystko w porządku, nie mieszkał na Syberii i nie leciał samolotem, żeby tego dokonać, ale zrobił wszystko, żeby znieść moją walizkę po schodach.

„Mogę nosić walizkę, Hop” - powiedziałam mu.

„Mała, byłaś w hotelu Monaco przez dwie noce, a twoja torba ważyła pół tony.”

Poczułam, jak moje usta wykrzywiają się, gdy powiedziałam - „Nie ważyła pół tony.”

Uśmiechnął się do mnie - „Blisko.”

Odwzajemniłam uśmiech.

Jego dłoń na mojej szyi ścisnęła mnie, gdy jego oczy spoważniały - „Dobrze się czujesz?”

„Kraina Boga” - odpowiedziałam i jego uśmiech wrócił.

„Tak” - mruknął, po czym spojrzał na łóżko, a potem na mnie - „To wszystko?”

Przytaknęłam.

Przyciągnął mnie lekko do siebie, a następnie delikatnie odepchnął z ręką na mojej szyi, zanim puścił mnie i pochylił się do łóżka. Zamknął walizkę, zapiął zamek i ściągnął z łóżka.

Rozejrzałam się po raz ostatni, sprawdzając, czy nie zostały włączone światła lub cokolwiek, o czym mogłam zapomnieć i poszłam za nim na dół.

Rzucił walizkę przy moich frontowych drzwiach i odwrócił się do mnie.

„Pół tony.”

Uśmiechnęłam się do niego - „Blisko.”

Wysunął rękę, chwycił mnie za szyję i przyciągnął do siebie. Odchyliłam głowę do tyłu. Jego opadła. Moje ramiona owinęły się wokół jego ramion. Jego wolne ramię ciasno owinęło się wokół mojej talii. Jego usta złapały moje. Moje otwarły.

I całowaliśmy się, mokro i głęboko, przez długi czas.

Hop ją złamał, odsuwając się trochę - „Wychodzę teraz, zabieram dzieci, ruszam w góry. Napiszę do ciebie rano, gdzie będziemy na śniadanie, żebyś mogła tam zabrać swoich.”

Kiwnęłam głową - „Jedź bezpiecznie.”

„Zawsze, kiedy mam dzieci.”

Ponownie się uśmiechnęłam, a jego oczy opadły na moje usta, zanim wróciły do moich.

„Wciąż do ciebie docieram?” - jego pytanie było ciche jak szept.

Nie.

Szczera odpowiedź była taka, że już do mnie dotarł.

Opuściłam brodę i przycisnęłam twarz do jego gardła.

Jego dłoń z tyłu mojej szyi wsunęła się we włosy, gdy poczułam jego usta na czubku mojej głowy.

„Lubię tą odpowiedź, lady.”

Moje ramiona wokół jego ramion zacisnęły się.

„Kraina Boga, Lanie” - powiedział w moje włosy.

Kiwnęłam głową przy jego gardle - „Kraina Boga”.

Poczułam, jak jego usta opuszczają moje włosy, gdy jego dłoń na mojej głowie ścisnęła mnie. Odebrałam wiadomość, cofnęłam się i spojrzałam na niego.

Hop dotknął ustami moich ust, a potem uniósł je i dotknął nimi mojego czoła. Cofnął się, jego oczy pochwyciły moje, obdarzył mnie seksownym uśmiechem, który zahaczył o zmarszczki po bokach jego oczu, a potem puścił mnie, odwrócił się do drzwi i zniknął za nimi.

Podeszłam do rolety w stylu kolonialnym, uchyliłam je lekko i wyjrzałam, obserwując, jak wsiada na motocykl, przerzuca nogę i odjeżdża.

Przebył całą drogę do mojego domu, aby znieść jedną walizkę po schodach.

I sprawdzić mnie.

Zatrzasnęłam rolety, oparłam o nie czoło i uśmiechnęłam się.


 

8 komentarzy: