środa, 11 sierpnia 2021

2 - Mamy dzisiejszą noc

 

ROZDZIAŁ 2

Mamy dzisiejszą noc

 

 

Szybowałam w górę, kiedy usłyszałam głos Hop’a, niski i ponury, rozkazujący - „Dosyć, lady, chodź tutaj”.

Nie poszłam tam. Ciągle pracowałam nad jego kutasem ustami, językiem, ssaniem i dłonią, podskakując i głaszcząc, dając z siebie wszystko.

Jego ręce, obie obejmujące moją głowę, poruszyły się, jego palce wbiły się we włosy i powtórzył pół jękiem, pół chrząknięciem - „Lanie, wystarczy. Chodź tu.”

Zignorowałam go i szłam dalej. Popchnąć coś. Chcąc mu to dać. Chcąc doprowadzić go do szaleństwa.

Zadziałało. Wiedziałam to, kiedy jego biodra podniosły się, jego dłonie w moich włosach przyciskały się do dołu, wypełniając moje usta jego kutasem. Jęknęłam przeciwko temu, gdy on jęknął - „Kurwa”.

Wyciągnęłam wszystkie przystanki i dałam mu więcej.

„Niech to diabli” - warknął, jego ręce przeniosły się z moich włosów do moich ramion, a ja straciłam kontrolę nad jego kutasem, ponieważ Hop podciągnął mnie do góry i obrócił nas oboje tak, że byłam na plecach, on był na mnie i wciąż warczał, ale tym razem w moją twarz, nawet gdy wszedł do środka, zanurzając się głęboko, wypełniając mnie, czyniąc mnie całością - „Chodź tutaj”.

Byłam tam, on tam był, a ja, nawiasem mówiąc, dochodziłam.

Zamknęłam oczy, a moja głowa odskoczyła do tyłu, wciskając się w poduszki, ale tylko na chwilę, ponieważ jego ręka wbiła się we włosy, mocno zaciskając pięść.

„Spójrz na mnie” - warknął, wbijając się głęboko, tak głęboko, że wiedziałam, że jutro będę obolała. Obolała w dobry sposób. Obolała, jak byłam bolała codzinnie przez trzynaście dni. Ból, w którym się rozsmakowałam. Ból, którego, kiedy zaczął zanikać, chciałam z powrotem.

Spójrz na mnie, do cholery” - odgryzł się i nawet wciąż dochodząc, szukając swojej dawki, czując, jak narkotyk, którym był, płynie w moich żyłach, otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.

W chwili, gdy to zrobiłam, jego szyja wykręciła się, jego ręka w moich włosach odciągnęła moją głowę do tyłu, schował twarz w moim gardle i jęknął głęboko przy mojej skórze, gdy zanurzył się we mnie do końca i oddał mi to, co ja mu dałam.

Moje ramiona były już wokół niego, ale kiedy to poczuł, owinęłam wokół niego również nogi i zacisnęłam je, trzymając go blisko, gdy schodziłam. Trzymając go blisko, gdy schodził. Czekając na to. Następstwa, słodki trzask, w który smakowałam po haju.

Zamrugałam na sufit, kiedy nie nadeszło. Kiedy nie poczułam łaskotania jego wąsów na mojej skórze. Odżywiania jego ust poruszających się tam. Nektaru sączącego się na mnie z jego języka.

Dowiedziałam, dlaczego, kiedy podniósł głowę, spojrzał na mnie i zobaczyłam, że pomimo tego, że właśnie miał orgazm, Hopper Kincaid był wkurzony.

„Kto teraz musi posprzątać?” - uciął, a ja znów zamrugałam.

O, Boże, nie używał prezerwatywy.

Cholera! Nie używał prezerwatywy!

Jego biodra przycisnęły się do moich i mówił dalej, jego słowa były zwięzłe i wściekłe - „Jak mówię ci, żebyś tu przyszła, Lanie, do cholery…” - zbliżył twarz do mojej - „…chodź tutaj.”

Nigdy nie był na mnie wkurzony i patrząc na jego twarz pociemniałą z gniewu, a nie z głodu, przestraszyłam się tak, że aż mi gacie spadły - chociaż, oczywiście, nie miałam na sobie majtek.

Nadal.

„Hop…” - zaczęłam, ale przerwał mi.

„Jak chcę wejść w twoje usta, Lanie, wchodzę w twoje usta. Najważniejszą wskazówką, że nie chcę, jest to, że mówię ci…” - przerwał, a jego twarz stała się ciemniejsza i bardziej przerażająca - „…chodź tutaj.”

„Ja…” - zaczęłam ponownie, ale znowu mi przerwano.

„Nie słuchałaś.”

„Wiem, ale chodzi o to, że...” - znowu spróbowałam, ale znowu mi się nie udało.

„Chodzi o to, że musisz słuchać. Jak nie, zawozisz mnie tam, dostajesz to, czego chcesz, ale może nie tam, gdzie chcesz. Dochodzę w tobie, Lanie. Wiesz to. Masz dwa tygodnie znajomości tego gówna.”

Nie mylił się.

Zanim zdążyłam powiedzieć słowo, on powiedział.

„Nie dochodzę też na brzuch. Daję to gdzieś w tobie, przyjmiesz to. Prawdę mówiąc, myślę, że pewnej nocy ustaliliśmy, że nie lubisz tego w ustach, więc co do cholery?”

W tym też się nie mylił.

Mój głos był cichy, kiedy powiedziałam mu - „Chciałam, żebyś był dziki”.

„Cóż, miałaś to, mała” - odpalił, po czym odgryzł się z niemałym sarkazmem - „Doskonała robota”.

Gdy poczułam, że nieprzyjemne pulsowanie jego sarkazmu uderzyło mnie prosto w brzuch, wysunął się, stoczył ze mnie i z mojego łóżka.

Przetoczyłam się na bok, podciągnęłam prześcieradło z przodu i podniosłam na łokciu.

„Hop…” - zawołałam, gdy natychmiast pochylił się i złapał swoje dżinsy.

Przekręcił się do mnie, gdy zaczął się ubierać - „Bierzesz pigułki?”

Bojąc się mówić w obliczu jego gniewu, a nie bez znaczenia było to, że wyglądał, jakby przygotowywał się do odejścia, skinęłam głową.

„Dzięki za to Chrystusowi” - mruknął, podciągając dżinsy do bioder i nie zawracając sobie głowy zapinaniem ich, pochylił się, by złapać swoją koszulkę.

Dobra, nie wiedziałam dlaczego, ale to w pewnym sensie zabolało.

Przestałam mówić i patrzyłam, jak się ubiera.

Noc druga z trzynastu, kiedy zostawi mnie przed świtem.

Chwycił skarpetki i buty, przysunął się do łóżka, usiadł z boku, ale na końcu, gdzie nie byłam blisko, i wciągnął je, mówiąc.

„Udostępnię informacje, których wolałbym nie i nie musiałbym, gdybyś nie wyciągała tego gówna. Odkąd to się zaczęło z tobą, to tylko ty.” - szarpnął butem, ale wykręcił szyję, wciąż zgięty w kierunku swoich stóp, i przyszpilił mnie wzrokiem - „Przed tobą, mała, nie wstrzymywałem się. Używam ochrony, ale zdarza się gówno.”

Zacisnęłam usta.

„Jak dziś” - ciągnął.

Moje zęby wyszły, żeby złapać dolną wargę. Jego oczy opadły na nie, jak zawsze, kiedy to robiłam, ale tym razem jego twarz nie stała się łagodna i delikatna ani twarda i głodna. Wyglądał na złego (bardziej).

Potem jego oczy wróciły do moich - „Choć nie tak dobre, co jest do bani, bo spodobało mi się nawet, jak jestem wkurzony jak cholera o to” - skończył, odwrócił się z powrotem do buta i pociągnął go.

W porządku, może to była dobra wiadomość. Podobało mu się.

Wyprostował się z łóżka, odwrócił i spojrzał na mnie z góry.

„Później, Lanie” - burknął.

Wychodził.

Jak zwykle bez słowa wyszedł z mojego pokoju, ale nie jak zwykle, nie naciągał na mnie kołdry, nie otulał, zgasił światła, nie pocałował.

Po prostu… odszedł.

Spojrzałam przez ramię w kierunku drzwi i wpatrywałam się w nie.

Robiłam to przez długi czas.

Hop nie wrócił.

Wciąż się gapiłam.

Hop wciąż nie wrócił.

Kiedy tak się gapiłam, odmówiłam sobie przeanalizowania tego, jak bardzo nie chciałam, żeby zniknął. Odmówiłam sobie przeanalizowania, jak bardzo byłam zaniepokojona tą sceną. Odmówiłam sobie myślenia o tym, jak bardzo mnie denerwowało, że go rozzłościłam. Odmówiłam sobie myślenia o tym, jak niepokojące było to, że był zły, ale nie pozwolił mi mówić, a potem wybiegł, wciąż nie pozwalając mi mówić.

Zamiast tego, aby z powodzeniem nie analizować tego wszystkiego, zsunęłam się z łóżka i przeniosłam się do łazienki, żeby się umyć. Po zrobieniu tego  lekko wyprowadziłam się z łazienki, wzięłam czyste majtki, włożyłam je i wzięłam krótką, jasnoróżową, satynową koszulkę nocną z grubą czarną koronką przy staniku i na dole i naciągnęłam ją.

Wciąż zmuszając się, by nic nie myśleć, podeszłam do łóżka, weszłam, naciągnęłam swoje cholerne kołdry, ułożyłam się cholernie i zgasiłam światło.

Ułożyłam się i wpatrywałam się w ciemność.

Hop był wkurzony.

Hop zniknął.

Hop był typem mężczyzny, który nie pozwalał ci wtrącić słowa, gdy trochę się kłóciłaś, ale też trochę się nie kłóciłaś, ponieważ nie pozwolił ci wmówić śmierdzącego, głupiego słowa.

Hop był typem mężczyzny, który wściekał się na ciebie, bo za dobrze robiłaś loda. Potem wybiegł, ponieważ robiłaś fantastyczne lodziki, które sprawiały, że był tak szalony, że zakopywał się w tobie i zapominał założyć prezerwatywę.

Dlatego dobrze, że Hop zniknął, bo gdyby Hop tam był, wyrzuciłabym go.

„Więc to tyle. Nie masz nic?”

Moje ciało szarpnęło się na łóżku, gdy jego głos dobiegł z drzwi i coś mi przyszło do głowy.

Byłam tak zajęta tym, żeby nie myśleć, że nie usłyszałam braku ryku jego Harleya.

Zapaliłam światło, podniosłam się do siedzenia w łóżku, ramionami do wezgłowia i zobaczyłam, jak od niechcenia opiera się o framugę drzwi. W wyrazie jego twarzy nie było nic od niechcenia.

Wciąż wkurzony, ale teraz bardziej.

„Dwa tygodnie, a ty nic nie masz?” - zapytał.

„Co?” - zapytałam z powrotem.

„Więc to tyle.” - powtórzył, a ja spojrzałam na niego zakłopotana.

„Co tyle?” - zapytałam.

Odepchnął się od futryny, zrobił krok do pokoju, zatrzymał się i położył ręce na biodrach.

Niestety cały jego seksapil znacznie się rozgrzał z tymi rękoma na szczupłych biodrach i przystojną twarz ze złym wyrazem.

Na szczęście nie tylko byłam zakłopotana, ale też wpadałam w złość, więc nie wpłynęło to na mnie tak, jak zwykle.

„Lanie, rzucasz się w gówno, kiedy twój napój musuje. A jak facet, z którym się pieprzysz, wkurza się i odlatuje, nie masz nic? Po prostu wkładasz koszulę nocną, gasisz światło i idziesz spać?”

Poczułam, że moje oczy się rozszerzają, gdy wskazałam - „Hopper, nie dałeś mi szansy, by cokolwiek dać”.

„Nie wykorzystałaś swojej szansy” - odpalił.

„Mówisz poważnie?” - zapytałam, mając nadzieję, że nie.

„Czy wyglądam poważnie?” - zapytał z powrotem, a ja mu się przyjrzałam.

Wyglądał. W rzeczywistości poważnie wyglądał poważnie.

Coś jeszcze mnie uderzyło i poczułam, że moje brwi się złączyły.

„Czy to był test?”

Potrząsnął głową, zdejmując ręce z bioder i skrzyżował ręce na piersi, co było niefortunne, ponieważ ta poza przybrana przez twardziela z tatuażami płomieni na żylastych przedramionach była jeszcze bardziej gorąca.

I to… bardzo.

„Nie. Nie gram w gry” - oznajmił - „Nie chcę wiedzieć, jakiego rodzaju mężczyzn miałaś w swoim łóżku przede mną poza tym, którego znałem, skoro o nim wiem, musisz wiedzieć, rozumiem. Bez obrazy dla zmarłych, ale jeśli nie ukrywał Supermana pod całym tym maniakiem, mała, wiem, że cokolwiek podobało ci się z tego, co dostawałaś od niego, ale to nie to, co dostajesz ode mnie.”

Nie mylił się co do tego.

Hop szedł dalej.

„Ale tak, jak lubiłem to, jednak co wieczór musiałaś się dowiadywać. Więc wiedziałaś, co robisz i wiedziałaś też, że jak powiedziałem „chodź tutaj”, powinnaś przyjść tam. Wiesz, że bierzesz swój czas na zabawę, ale wiesz też, że ja ci go, kurwa, dam. W ten sposób toczę się i to jedyny sposób, w jaki toczę. I na koniec, wiesz, że schodzisz na mnie, więc nie próbuj bzdury, że tego nie robisz. Więc żadnych gier. I tak wyciągnęłaś to gówno, wiedząc, że nie będę się przy tym upierał, więc byłem wkurzony. Potem usiadłem na motorze, myśląc, że nie powinienem ciągnąć tyłka, ale wrócić i rozpracować to, a kiedy podjąłem decyzję, zobaczyłem, że twoje światło zgasło. Nie zadzwoniłaś do mnie. Nie napisałaś do mnie. Nawet nie zawołałaś mojego pieprzonego imienia, kiedy wychodziłem. Jestem tutaj, czy odszedłem, tobie wszystko jedno. Więc znowu zapytam, to tyle?”

Nie byłam do końca pewna, czy zrozumiałam jego pytanie w tym samym czasie, przerażająco, myślałam, że rozumiem.

Poszłam z tym, co myślałam, ale zrobiłam to delikatnie - „Słonko, wiesz, że tego nie mamy”.

Stwierdziłam, że miałam rację, kiedy jego usta zacisnęły się tuż przed otwarciem, by powiedzieć - „A ty wiesz, dwa tygodnie, bez ostygnięcia, kurwa, jeśli już, to nasz ogień płonie jaśniej; to są bzdury.”

O Boże.

„Hop…”

„Albo tak myślałem, dopóki twoje pieprzone światło nie zgasło.”

Patrzył na mnie.

Patrzyłam na niego.

Żadne z nas się nie odzywało.

Tym razem Hop nie złamał tego i trwało to tak długo, że wydawało mi się, że cisza stała się ciężarem i zaczęła mnie obciążać. Ciężkie w taki sposób, że nie mogłam oddychać.

Musiałam oddychać. Musiałam coś wypuścić. Dlatego musiałam się podzielić.

Tylko trochę.

„Nie mam nic do dania, Hop.”

Jego odpowiedź była natychmiastowa - „To też bzdura.”

Potrząsnęłam głową.

Potrząsnął swoją, opuścił ręce z piersi i wszedł głębiej do pokoju, zatrzymując się w nogach łóżka.

„Tyra to zrozumie” - oświadczył, po czym dodał - „…w końcu, a jeśli nie, kogo to obchodzi? My to mamy.”

Poczułam, że mój oddech się zatrzymuje.

My to mamy.

On to ma.

Ja mam to.

Mamy to.

Absolutnie to mieliśmy.

To było dla niego jak narkotyk tak, jak było dla mnie. Był moim crackiem. Ja byłam jego.

Właśnie to przyznał, ale ja już to wiedziałam.

Trzynaście dni; od zmierzchu aż do świtu.

Czułam zapadnięcie się brzucha za każdym razem, gdy odchodził.

Odliczałam minuty do jego powrotu.

Podobało mi się, że to miał. Miałam to. Boże, miałam.

Ale nie mogłam sobie na to pozwolić.

Ja absolutnie nie mogłam sobie na to pozwolić.

„To nie Tyra” - powiedziałam mu.

„Powiedziałaś jej o nas?” - zapytał natychmiast.

Znowu potrząsnęłam głową.

„To Tyra” - stwierdził i miał rację, ale tylko trochę.

„To więcej, Hop” - poinformowałam go.

„Mów” - rozkazał krótko, lekko pochylając się i widocznie tracąc cierpliwość.

„Nie rozumiesz” - powiedziałam cicho i ostrożnie.

„Pieprz mnie, kochanie, poważnie?” - zgrzytnął, a potem wyciągnął rękę w stronę łóżka - „Pokazałaś co potrafisz, żeby doprowadzić mnie do dzikości. Sama mi to powiedziałaś. Dlaczego, Lanie? Dlaczego, do cholery, wyciągasz wszystkie pieprzone triki, żeby mężczyzna był tobą bardziej pijany, kiedy już jest pijany?”

O Boże.

Był mną pijany.

Był.

Pijany.

Mną.

Wiedziałam, ale dobrze było, że powiedział to od razu, bez kłamstw, bez ukrywania się, bez gier.

Mój umysł krzyczał: Nie analizuj tego, Lanie!

„Ja tylko…” - zaczęłam, starając się trzymać.

Trzymać się z dala.

„Nie zaprzeczaj, mała. Pamiętaj, że ty przyszłaś do mnie.”

„Na jedną noc” - przypomniałam mu.

Jego ręce wróciły do bioder, gdy wykrzyknął - „Jezu, to też jest bzdura”.

„Nieprawda, Hop. Powiedziałam ci wtedy dokładnie, jak było” - odpowiedziałam.

„Kłamałaś wtedy i teraz kłamiesz.”

„Nie kłamię.”

„Kłamiesz.”

„Nie kłamię” - warknęłam, ale nie brzmiało to jak w złości. O dziwo, nie kontrolowałam tego i wyszło to na desperackie.

Jego głowa drgnęła. Słyszał to.

Potem mi to dał.

„Szukasz tego, tak samo jak ja. Jeśli tego nie znalazłaś, kurwa, mała, tak samo jak wszyscy.”

Nie, nie, nie szukałam tego. Szukałam, lata temu. Potem pomyślałam, że to znalazłam. Potem to straciłam.

I nawet nie pozwoliłabym sobie myśleć, że szukam.

„Nie szukam” - zaprzeczyłam.

„Poważnie jak cholera, Lanie, to też jest bzdura, gorsza niż reszta, bo nie tylko próbujesz mnie nakarmić tym gównem, ale wciskasz to sobie w pierdolone gardło.”

To musiało się skończyć.

Potrząsnęłam głową - „O co pytałeś wcześniej… przepraszam, Słonko, ale prawda jest taka, że tak, to wszystko.” - wzruszyłam ramionami, mając nadzieję, że nonszalancko - „Nie ma cię, światła gasną.”

Jego oczy zwęziły się w ten przerażający, seksowny sposób i nagle poruszył się i zrobił to szybko. Nie był już w nogach łóżka, ale na nim, kolano na materacu, ramię wokół mojej talii, druga ręka za moją szyją, obie podciągnęły mnie z taką siłą i szybkością, że moje ciało uderzyło w jego.

Wydałam z siebie dźwięk uff, ale to było wszystko, co wydobyłam, zanim jego ręka na mojej szyi poruszyła się, weszła między nas i podciągnęła mi koszulę nocną do brzucha.

Poczułam, że natychmiast stałam się mokra, gdy moje ciało się uspokoiło.

Wpatrywałam się w jego oczy, próbując oddychać, gdy jego ręka na moim brzuchu zsunęła się z powrotem w dół, powoli, lekko. Zadrżałam, ale on nie zaczynał niczego, czegoś wspaniałego, jak wściekły seks w walce, który, miejmy nadzieję, znacznie później mógłby doprowadzić do seksu na pogodzenie bez gniewu.

Mówił coś.

Moje nieruchome ciało zamieniło się w kamień, kiedy jego palce zatrzymały się.

Nie, nie kiedy.

Gdzie.

„Nie możesz tego ukryć” - wyszeptał i poczułam je, łzy spływały, by mnie dusić, gryząc tyły moich oczu, ale nie chciałam ich uronić.

Nie ma mowy.

Nie mogłam mu tego dać.

Nie miałam już tego do dania.

„Od pierwszego razu, mała, widziałem je. Widziałem je wszystkie. Nie możesz ich ukryć” - ciągnął.

Patrzyłam na niego nieruchomo, nic nie mówiąc.

„Tutaj” - przesunął palcami po grzbiecie na moim brzuchu. Moja blizna. Jedna z trzech. Otwarte kulą, powiększone skalpelem - „Tutaj” - przesunął rękę do fałdy biegnącej wzdłuż mojego lewego uda, po czym jego ręka uniosła się.

„I tutaj” - dokończył, unosząc palec do znaku, który szpecił skórę tuż pod moją prawą piersią.

Patrzyłam na niego bez ruchu, nic nie mówiąc.

Spojrzał mi w oczy, gdy jego ręka znów się poruszyła, zsuwając się po moim ramieniu, jego palce owijały się wokół mojej dłoni. Uniósł nasze ręce, wsunął je między nasze ciała i przycisnął moją dłoń płasko do piersi.

Z bijącym sercem.

„To ty żyjesz, Lanie” - szeptał, po czym jego głowa poruszyła się, idąc w moją stronę, jego usta uderzyły w mój bok, jego wąsy mrowiły na mojej skórze, gdy jego usta przesuwały się po moim policzku do mojej szczęki i w dół, do mojej szyi gdzie zatrzymał się i mruknął w mój puls - „Tu też czuję, że żyjesz, lady.”

Zamknęłam oczy, moja dłoń na klatce piersiowej zacisnęła się w pięść, a druga ręka uniosła się i zwinęła w materiał rękawa jego koszulki.

Jego usta i wąsy zsunęły się na skórę tuż pod moim uchem, gdzie stwierdził - „Mam rację. Wiesz to. Ukrywasz się. Otwarcie, Lanie, próbujesz się ukryć. Ukrywasz się przede mną. Ukrywasz się przed wszystkimi. Nie wiem o wszystkich, lady, ale musisz wiedzieć, nie ukryjesz się przede mną.”

Spuściłam głowę, uderzając czołem w jego ramię, i przyznałam - „Nie mogę tego zrobić.”

„Nie chcesz” - odparł.

„Nie mogę” - sparowałam.

„Nie chcesz” - powtórzył.

Wzięłam oddech i zrobiłam to, co musiałam zrobić.

Dla mnie.

Dla mojej ochrony.

Za mojego zdrowia psychicznego.

Powiedziałam - „W porządku, Hopper, nie chcę.”

Poczułam, jak jego wąsy kłują moją szyję mocniej niż zwykle, gdy głęboko wcisnął twarz, zanim podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.

„W porządku, lady, więc nie chcesz. Ale mamy dzisiejszą noc.”

Mieliśmy dzisiaj.

Tę noc.

Tylko dzisiaj.

Mogłabym to zrobić.

Mogłabym dziś się oddać.

Jeszcze jedna noc nie bycia samą. Jeszcze jedna noc nie-bycia-samotną.

Jeszcze jedna noc narkotyku, którym był Hop.

„Mamy dzisiejszą noc” - zgodziłam się.

Jego głowa pochyliła się do przodu, jego czoło spoczęło na moim, gdy zamknął oczy i poczułam, że to od niego, to samo, co czułam głęboko we mnie, a mój żołądek znów się wydrążył w sposób, po którym wiedziałam, że nigdy, przenigdy nie poczuję go pełnym.

I wtedy zdałam sobie sprawę, że naprawdę długo czułam się pusta.

Po prostu nie musiałam wiedzieć, że Hop czuje to samo.

Uświadomiłam sobie to przez około sekundę, zanim jego usta przesunęły się do moich i pocałował mnie - nie mocno, ale głęboko, mokro, długo i niemiłosiernie, rozdzierająco słodko.

Hop przycisnął swój tors do mojego, przepychając mnie na plecy, całując mnie słodko przez cały czas, jego dłonie poruszały się po mnie, pod koszulką nocną, delikatnie szeptały na mojej skórze, sprawiając, że drżałam, powodując mrowienie skóry, a potem to zrobił mi to, czego nigdy mi nie zrobił. Nie spieszył się. Był dokładny. Trwało to wiecznie i było piękne.

Najpiękniejsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam.

Ponad najlepszą, jaką kiedykolwiek miałam.

To było najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.

A to było to, że Hopper Kincaid się ze mną kochał.

Potem, kiedy mój umysł był zamknięty, moje ciało było rozleniwione, nogi owinęłam wokół prześcieradła, a rękoma mocno trzymałam poduszkę, obserwowałam, jak idzie do łazienki, a potem obserwowałam, jak wraca.

Nie chwycił swoich dżinsów.

Nie złapał mnie na kolejną rundę.

Zgasił światło i poczułam, że prześcieradło zostało delikatnie szarpnięte, poduszka wyciągnięta i rzucona na wezgłowie łóżka, jego ciepłe, długie, szczupłe, silne ciało wślizgnęło się do łóżka obok mnie, podciągnął prześcieradło i kołdrę, a na końcu przyciągnął mnie blisko i mocno trzymał.

„Hop…” - wyszeptałam początek sprzeciwu w jego klatkę piersiową, gdzie leżał mój policzek.

Jego ramię zacisnęło się wokół moich pleców i ścisnęło mnie - „Mamy dzisiejszą noc.”

Zamknęłam się.

Ręka Hop’a odnalazła moją, owinęła się wokół niej i podciągnęła do swojej klatki piersiowej, gdzie ją położył, i poczułam, jak jego serce bije, silne i prawdziwe, na wierzchu mojej dłoni.

Zacisnęłam mocno oczy.

„Jest jeszcze jedna rzecz, której chcę od ciebie, Lanie” - powiedział w ciemności, a ja mocniej zamknęłam oczy.

Dałabym mu jedną rzecz. Dałabym mu milion rzeczy. Oddałabym mu wszystko.

Wiedziałam to w kościach.

Nie chodziło o świetny seks.

Chodziło o niego, zakrywającego mnie kołdrą, zanim zgasił światło.

Nie powiedziałam mu tego.

Nic nie powiedziałam.

Hop nie potrzebował tego.

Jego ramię ponownie ścisnęło się i tym razem pozostało mocno - „Te kule przeszyły cię, mała” - powiedział delikatnie i poczułam, jak moje ciało się napina. Jego druga ręka puściła moją, podniosła się i wślizgnęła na bok moich włosów, trzymając moją głowę przy swojej klatce piersiowej, gdy mówił dalej - „Ale nie ty wyciekłaś. Ciągle tu jesteś. Straciłaś krew, Lanie i kogoś, kogo kochałaś. Ale nadal tu jesteś. Daj mi jeszcze jedną rzecz, zanim to się skończy i obiecaj, że spróbujesz to w sobie znaleźć, by o tym pamiętać.”

Żeby przestał mówić, dałam mu to, czego chciał, nawet jeśli to było kłamstwo.

„Obiecuję, Hop.”

„Dobrze” - mruknął, przyciskając lekko rękę do mojej głowy, a następnie wysuwając się z moich włosów, jego dłoń przesuwała się po moim policzku, zanim opadła, i dokończył - „Śpij, lady.”

Śpij, lady.

Zapamiętałam jego głęboki głos owijający się wokół tych miękkich słów, gdy odpowiedziałam - „Okej”.

Mój policzek uniósł się, gdy jego klatka piersiowa uniosła się, by wziąć głęboki oddech.

Moje ciało rozluźniło się, gdy jego klatka piersiowa opadła, kiedy go wypuścił.

Zwracałam na to uwagę i robiłam to, aż zasnęłam i wiedziałam, że zasnęłam, zanim zrobił to Hopper.

Ale spałam głęboko.

Wiedziałam o tym, ponieważ kilka godzin później, kiedy się obudziłam, już go nie było.

*****

Tej nocy siedziałam na kanapie z piętami do krawędzi, kolanami przy piersi, ramionami wokół łydek, brodą do kolan, wpatrując się w to.

Wpatrując się mocno.

Nigdy na to nie patrzyłam. Nawet nie wiedziałam, dlaczego to tam umieściłam. Nie wiedziałam, dlaczego tego nie ukryłam. Nie zapakowałam tego do pudła i wsadziłam z tyłu szafy, żeby, kiedy się przeprowadzę lub kiedy umrę i ktoś przeszuka moje rzeczy, znalazł je i zaczął się zastanawiać: Ciekawe, co to było. Kto to był. A gdyby wiedzieli, zastanowiłby się, dlaczego go trzymałam.

Wpatrywałam się mocno.

Potem moje stopy wysunęły się spode mnie, uderzając o podłogę, gdy wyprostowałam się z kanapy, podeszłam do tego i podniosłam z półki.

Przyniosłam to do twarzy.

Elliott i ja. Ramiona wokół siebie, moja głowa na jego ramieniu.

Uśmiechnięci.

Szczęśliwi.

Wpatrywałam się w zdjęcie.

Przysunęłam je bliżej, moje oczy przesunęły się po jego twarzy w jedynym miejscu, w jakim kiedykolwiek mogło być, zamknięte w ramce, i stwierdziłam, że moje usta szepczą - „Dałeś się zabić, prawie zabiłeś mnie w ten sam sposób, Tyra dostała nożem za … pierdolone … kwiaty.”

Elliott nie miał odpowiedzi.

„Ty pieprzony dupku” - syknęłam.

Elliott nie odpowiedział.

Moje ciało skręciło się, moje ramię poszło za nim, a ramka przeleciała przez pokój, uderzając o ścianę, szkło rozbiło się, zanim ramka spadła, a odłamki uderzyły o ziemię.

Wpatrywałam się w nie przez dłuższą chwilę, zanim podeszłam do torebki, wyjęłam iPoda i podeszłam do stereo. Wepchnęłam małą rzecz na przewodzie prowadzącym do mojego zestawu stereo do małej rzeczy na górze iPoda, włączyłam stereo, pochyliłam głowę i przesunęłam kciukiem po ekranie, aż ją znalazłam.

Bob Seger i Silver Bullet Band: Nine Tonight (live).

Przewinęłam do utworu, wcisnęłam „play” i podeszłam do kanapy, powracając do swojej pozycji, wpatrując się w moje stereo, gdy tłum wiwatował, a potem ucichł, gdy zabrzmiało pianino, a Bob zaczął śpiewać We’ve Got Tonight[1].

Słuchałam słów.

Kiedy piosenka się skończyła, wstałam, wróciłam i odtworzyłam ją ponownie.

Słuchałam słów.

Kiedy to się skończyło, powtórzyłam.

I powtórzyłam.

Ponownie.

I jeszcze raz.

Nie płakałam.

Nie płakałabym.

Nigdy więcej.

Nie miałam tego w sobie.

Nie miałam nic do dania.

Nie tylko nie miałam nic do dania, po prostu nie miałam nic.

I zamierzałam tak to zachować.

Jeśli nie miałaś nic, nie czułabyś więcej bólu, ponieważ nie miałaś nic do stracenia.

 


 

5 komentarzy:

  1. Dziękuję! Biedna Laine... Hop da sobie z nią radę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba pora się obudzić, ona nadal ma własny sen... Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za rozdział :)
    Kolejna książka i kolejna oślica która nie widzi że komus na niej zależy i że zasługuje na miłość.

    OdpowiedzUsuń