ROZDZIAŁ
2
Mamy
dzisiejszą noc
Szybowałam
w górę, kiedy usłyszałam głos Hop’a, niski i ponury, rozkazujący - „Dosyć, lady,
chodź tutaj”.
Nie
poszłam tam. Ciągle pracowałam nad jego kutasem ustami, językiem, ssaniem i dłonią, podskakując i głaszcząc, dając
z siebie wszystko.
Jego
ręce, obie obejmujące moją głowę, poruszyły się, jego palce wbiły się we włosy
i powtórzył pół jękiem, pół chrząknięciem - „Lanie, wystarczy. Chodź tu.”
Zignorowałam
go i szłam dalej. Popchnąć coś. Chcąc mu to dać. Chcąc doprowadzić go do
szaleństwa.
Zadziałało.
Wiedziałam to, kiedy jego biodra podniosły się, jego dłonie w moich włosach przyciskały
się do dołu, wypełniając moje usta jego kutasem. Jęknęłam przeciwko temu, gdy on
jęknął - „Kurwa”.
Wyciągnęłam
wszystkie przystanki i dałam mu więcej.
„Niech
to diabli” - warknął, jego ręce przeniosły się z moich włosów do moich ramion,
a ja straciłam kontrolę nad jego kutasem, ponieważ Hop podciągnął mnie do góry
i obrócił nas oboje tak, że byłam na plecach, on był na mnie i wciąż warczał,
ale tym razem w moją twarz, nawet gdy wszedł do środka, zanurzając się głęboko,
wypełniając mnie, czyniąc mnie całością - „Chodź tutaj”.
Byłam
tam, on tam był, a ja, nawiasem
mówiąc, dochodziłam.
Zamknęłam
oczy, a moja głowa odskoczyła do tyłu, wciskając się w poduszki, ale tylko na
chwilę, ponieważ jego ręka wbiła się we włosy, mocno zaciskając pięść.
„Spójrz
na mnie” - warknął, wbijając się głęboko, tak głęboko, że wiedziałam, że jutro
będę obolała. Obolała w dobry sposób. Obolała, jak byłam bolała codzinnie przez
trzynaście dni. Ból, w którym się rozsmakowałam. Ból, którego, kiedy zaczął
zanikać, chciałam z powrotem.
„Spójrz na mnie, do cholery” - odgryzł
się i nawet wciąż dochodząc, szukając swojej dawki, czując, jak narkotyk,
którym był, płynie w moich żyłach, otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
W
chwili, gdy to zrobiłam, jego szyja wykręciła się, jego ręka w moich włosach
odciągnęła moją głowę do tyłu, schował twarz w moim gardle i jęknął głęboko
przy mojej skórze, gdy zanurzył się we mnie do końca i oddał mi to, co ja mu
dałam.
Moje
ramiona były już wokół niego, ale kiedy to poczuł, owinęłam wokół niego również
nogi i zacisnęłam je, trzymając go blisko, gdy schodziłam. Trzymając go blisko,
gdy schodził. Czekając na to. Następstwa, słodki trzask, w który smakowałam po
haju.
Zamrugałam
na sufit, kiedy nie nadeszło. Kiedy nie poczułam łaskotania jego wąsów na mojej
skórze. Odżywiania jego ust poruszających się tam. Nektaru sączącego się na
mnie z jego języka.
Dowiedziałam,
dlaczego, kiedy podniósł głowę, spojrzał na mnie i zobaczyłam, że pomimo tego,
że właśnie miał orgazm, Hopper Kincaid był wkurzony.
„Kto
teraz musi posprzątać?” - uciął, a ja znów zamrugałam.
O,
Boże, nie używał prezerwatywy.
Cholera!
Nie używał prezerwatywy!
Jego
biodra przycisnęły się do moich i mówił dalej, jego słowa były zwięzłe i
wściekłe - „Jak mówię ci, żebyś tu przyszła, Lanie, do cholery…” - zbliżył
twarz do mojej - „…chodź tutaj.”
Nigdy
nie był na mnie wkurzony i patrząc na jego twarz pociemniałą z gniewu, a nie z
głodu, przestraszyłam się tak, że aż mi gacie spadły - chociaż, oczywiście, nie
miałam na sobie majtek.
Nadal.
„Hop…”
- zaczęłam, ale przerwał mi.
„Jak
chcę wejść w twoje usta, Lanie, wchodzę w twoje usta. Najważniejszą wskazówką,
że nie chcę, jest to, że mówię ci…” - przerwał, a jego twarz stała się ciemniejsza
i bardziej przerażająca - „…chodź tutaj.”
„Ja…”
- zaczęłam ponownie, ale znowu mi przerwano.
„Nie
słuchałaś.”
„Wiem,
ale chodzi o to, że...” - znowu spróbowałam, ale znowu mi się nie udało.
„Chodzi
o to, że musisz słuchać. Jak nie, zawozisz mnie tam, dostajesz to, czego
chcesz, ale może nie tam, gdzie chcesz. Dochodzę w tobie, Lanie. Wiesz to.
Masz dwa tygodnie znajomości tego gówna.”
Nie
mylił się.
Zanim
zdążyłam powiedzieć słowo, on powiedział.
„Nie
dochodzę też na brzuch. Daję to gdzieś w tobie, przyjmiesz to. Prawdę mówiąc,
myślę, że pewnej nocy ustaliliśmy, że nie lubisz tego w ustach, więc co do
cholery?”
W
tym też się nie mylił.
Mój
głos był cichy, kiedy powiedziałam mu - „Chciałam, żebyś był dziki”.
„Cóż,
miałaś to, mała” - odpalił, po czym odgryzł się z niemałym sarkazmem -
„Doskonała robota”.
Gdy
poczułam, że nieprzyjemne pulsowanie jego sarkazmu uderzyło mnie prosto w
brzuch, wysunął się, stoczył ze mnie i
z mojego łóżka.
Przetoczyłam
się na bok, podciągnęłam prześcieradło z przodu i podniosłam na łokciu.
„Hop…”
- zawołałam, gdy natychmiast pochylił się i złapał swoje dżinsy.
Przekręcił
się do mnie, gdy zaczął się ubierać - „Bierzesz pigułki?”
Bojąc
się mówić w obliczu jego gniewu, a nie bez znaczenia było to, że wyglądał,
jakby przygotowywał się do odejścia, skinęłam głową.
„Dzięki
za to Chrystusowi” - mruknął, podciągając dżinsy do bioder i nie zawracając
sobie głowy zapinaniem ich, pochylił się, by złapać swoją koszulkę.
Dobra,
nie wiedziałam dlaczego, ale to w pewnym sensie zabolało.
Przestałam
mówić i patrzyłam, jak się ubiera.
Noc
druga z trzynastu, kiedy zostawi mnie przed świtem.
Chwycił
skarpetki i buty, przysunął się do łóżka, usiadł z boku, ale na końcu, gdzie
nie byłam blisko, i wciągnął je, mówiąc.
„Udostępnię
informacje, których wolałbym nie i nie musiałbym, gdybyś nie wyciągała tego
gówna. Odkąd to się zaczęło z tobą, to tylko ty.” - szarpnął butem, ale
wykręcił szyję, wciąż zgięty w kierunku swoich stóp, i przyszpilił mnie
wzrokiem - „Przed tobą, mała, nie wstrzymywałem się. Używam ochrony, ale zdarza
się gówno.”
Zacisnęłam
usta.
„Jak
dziś” - ciągnął.
Moje
zęby wyszły, żeby złapać dolną wargę. Jego oczy opadły na nie, jak zawsze,
kiedy to robiłam, ale tym razem jego twarz nie stała się łagodna i delikatna
ani twarda i głodna. Wyglądał na złego (bardziej).
Potem
jego oczy wróciły do moich - „Choć nie tak dobre, co jest do bani, bo spodobało
mi się nawet, jak jestem wkurzony jak cholera o to” - skończył, odwrócił się z
powrotem do buta i pociągnął go.
W
porządku, może to była dobra wiadomość. Podobało mu się.
Wyprostował
się z łóżka, odwrócił i spojrzał na mnie z góry.
„Później,
Lanie” - burknął.
Wychodził.
Jak
zwykle bez słowa wyszedł z mojego pokoju, ale nie jak zwykle, nie naciągał na
mnie kołdry, nie otulał, zgasił światła, nie pocałował.
Po
prostu… odszedł.
Spojrzałam
przez ramię w kierunku drzwi i wpatrywałam się w nie.
Robiłam
to przez długi czas.
Hop
nie wrócił.
Wciąż
się gapiłam.
Hop
wciąż nie wrócił.
Kiedy
tak się gapiłam, odmówiłam sobie przeanalizowania tego, jak bardzo nie
chciałam, żeby zniknął. Odmówiłam sobie przeanalizowania, jak bardzo byłam
zaniepokojona tą sceną. Odmówiłam sobie myślenia o tym, jak bardzo mnie
denerwowało, że go rozzłościłam. Odmówiłam sobie myślenia o tym, jak
niepokojące było to, że był zły, ale nie pozwolił mi mówić, a potem wybiegł,
wciąż nie pozwalając mi mówić.
Zamiast
tego, aby z powodzeniem nie analizować tego wszystkiego, zsunęłam się z łóżka i
przeniosłam się do łazienki, żeby się umyć. Po zrobieniu tego lekko wyprowadziłam się z łazienki, wzięłam
czyste majtki, włożyłam je i wzięłam krótką, jasnoróżową, satynową koszulkę
nocną z grubą czarną koronką przy staniku i na dole i naciągnęłam ją.
Wciąż
zmuszając się, by nic nie myśleć, podeszłam do łóżka, weszłam, naciągnęłam
swoje cholerne kołdry, ułożyłam się cholernie i zgasiłam światło.
Ułożyłam
się i wpatrywałam się w ciemność.
Hop
był wkurzony.
Hop
zniknął.
Hop
był typem mężczyzny, który nie pozwalał ci wtrącić słowa, gdy trochę się kłóciłaś,
ale też trochę się nie kłóciłaś, ponieważ nie pozwolił ci wmówić śmierdzącego,
głupiego słowa.
Hop
był typem mężczyzny, który wściekał się na ciebie, bo za dobrze robiłaś loda.
Potem wybiegł, ponieważ robiłaś fantastyczne lodziki, które sprawiały, że był
tak szalony, że zakopywał się w tobie i zapominał założyć prezerwatywę.
Dlatego
dobrze, że Hop zniknął, bo gdyby Hop tam był, wyrzuciłabym go.
„Więc
to tyle. Nie masz nic?”
Moje
ciało szarpnęło się na łóżku, gdy jego głos dobiegł z drzwi i coś mi przyszło
do głowy.
Byłam
tak zajęta tym, żeby nie myśleć, że nie usłyszałam braku ryku jego Harleya.
Zapaliłam
światło, podniosłam się do siedzenia w łóżku, ramionami do wezgłowia i zobaczyłam,
jak od niechcenia opiera się o framugę drzwi. W wyrazie jego twarzy nie było
nic od niechcenia.
Wciąż
wkurzony, ale teraz bardziej.
„Dwa
tygodnie, a ty nic nie masz?” - zapytał.
„Co?”
- zapytałam z powrotem.
„Więc
to tyle.” - powtórzył, a ja spojrzałam na niego zakłopotana.
„Co
tyle?” - zapytałam.
Odepchnął
się od futryny, zrobił krok do pokoju, zatrzymał się i położył ręce na
biodrach.
Niestety
cały jego seksapil znacznie się rozgrzał z tymi rękoma na szczupłych biodrach i
przystojną twarz ze złym wyrazem.
Na
szczęście nie tylko byłam zakłopotana, ale też wpadałam w złość, więc nie
wpłynęło to na mnie tak, jak zwykle.
„Lanie,
rzucasz się w gówno, kiedy twój napój musuje. A jak facet, z którym się
pieprzysz, wkurza się i odlatuje, nie masz nic? Po prostu wkładasz koszulę
nocną, gasisz światło i idziesz spać?”
Poczułam,
że moje oczy się rozszerzają, gdy wskazałam - „Hopper, nie dałeś mi szansy, by
cokolwiek dać”.
„Nie
wykorzystałaś swojej szansy” - odpalił.
„Mówisz
poważnie?” - zapytałam, mając nadzieję, że nie.
„Czy
wyglądam poważnie?” - zapytał z powrotem, a ja mu się przyjrzałam.
Wyglądał.
W rzeczywistości poważnie wyglądał poważnie.
Coś
jeszcze mnie uderzyło i poczułam, że moje brwi się złączyły.
„Czy
to był test?”
Potrząsnął
głową, zdejmując ręce z bioder i skrzyżował ręce na piersi, co było
niefortunne, ponieważ ta poza przybrana przez twardziela z tatuażami płomieni
na żylastych przedramionach była jeszcze bardziej gorąca.
I
to… bardzo.
„Nie.
Nie gram w gry” - oznajmił - „Nie chcę wiedzieć, jakiego rodzaju mężczyzn
miałaś w swoim łóżku przede mną poza tym, którego znałem, skoro o nim wiem, musisz wiedzieć, rozumiem. Bez obrazy dla
zmarłych, ale jeśli nie ukrywał Supermana pod całym tym maniakiem, mała, wiem,
że cokolwiek podobało ci się z tego, co dostawałaś od niego, ale to nie to, co
dostajesz ode mnie.”
Nie
mylił się co do tego.
Hop
szedł dalej.
„Ale
tak, jak lubiłem to, jednak co wieczór musiałaś się dowiadywać. Więc wiedziałaś,
co robisz i wiedziałaś też, że jak powiedziałem „chodź tutaj”, powinnaś przyjść
tam. Wiesz, że bierzesz swój czas na zabawę, ale wiesz też, że ja ci go, kurwa,
dam. W ten sposób toczę się i to jedyny sposób, w jaki toczę. I na
koniec, wiesz, że schodzisz na mnie, więc nie próbuj bzdury, że tego nie
robisz. Więc żadnych gier. I tak wyciągnęłaś to gówno, wiedząc, że nie będę się
przy tym upierał, więc byłem wkurzony. Potem usiadłem na motorze, myśląc, że
nie powinienem ciągnąć tyłka, ale wrócić i rozpracować to, a kiedy podjąłem
decyzję, zobaczyłem, że twoje światło zgasło. Nie zadzwoniłaś do mnie. Nie napisałaś
do mnie. Nawet nie zawołałaś mojego pieprzonego imienia, kiedy wychodziłem.
Jestem tutaj, czy odszedłem, tobie wszystko jedno. Więc znowu zapytam, to tyle?”
Nie
byłam do końca pewna, czy zrozumiałam jego pytanie w tym samym czasie,
przerażająco, myślałam, że rozumiem.
Poszłam
z tym, co myślałam, ale zrobiłam to delikatnie - „Słonko, wiesz, że tego nie
mamy”.
Stwierdziłam,
że miałam rację, kiedy jego usta zacisnęły się tuż przed otwarciem, by
powiedzieć - „A ty wiesz, dwa tygodnie, bez ostygnięcia, kurwa, jeśli już, to
nasz ogień płonie jaśniej; to są bzdury.”
O
Boże.
„Hop…”
„Albo
tak myślałem, dopóki twoje pieprzone światło nie zgasło.”
Patrzył
na mnie.
Patrzyłam
na niego.
Żadne
z nas się nie odzywało.
Tym
razem Hop nie złamał tego i trwało to tak długo, że wydawało mi się, że cisza
stała się ciężarem i zaczęła mnie obciążać. Ciężkie w taki sposób, że nie mogłam
oddychać.
Musiałam
oddychać. Musiałam coś wypuścić. Dlatego musiałam się podzielić.
Tylko
trochę.
„Nie
mam nic do dania, Hop.”
Jego
odpowiedź była natychmiastowa - „To też bzdura.”
Potrząsnęłam
głową.
Potrząsnął
swoją, opuścił ręce z piersi i wszedł głębiej do pokoju, zatrzymując się w
nogach łóżka.
„Tyra
to zrozumie” - oświadczył, po czym dodał - „…w końcu, a jeśli nie, kogo to
obchodzi? My to mamy.”
Poczułam,
że mój oddech się zatrzymuje.
My
to mamy.
On
to ma.
Ja
mam to.
Mamy
to.
Absolutnie
to mieliśmy.
To
było dla niego jak narkotyk tak, jak było dla mnie. Był moim crackiem. Ja byłam
jego.
Właśnie
to przyznał, ale ja już to wiedziałam.
Trzynaście
dni; od zmierzchu aż do świtu.
Czułam
zapadnięcie się brzucha za każdym razem, gdy odchodził.
Odliczałam
minuty do jego powrotu.
Podobało
mi się, że to miał. Miałam to. Boże, miałam.
Ale
nie mogłam sobie na to pozwolić.
Ja
absolutnie nie mogłam sobie na to
pozwolić.
„To
nie Tyra” - powiedziałam mu.
„Powiedziałaś
jej o nas?” - zapytał natychmiast.
Znowu
potrząsnęłam głową.
„To
Tyra” - stwierdził i miał rację, ale tylko trochę.
„To
więcej, Hop” - poinformowałam go.
„Mów”
- rozkazał krótko, lekko pochylając się i widocznie tracąc cierpliwość.
„Nie
rozumiesz” - powiedziałam cicho i ostrożnie.
„Pieprz
mnie, kochanie, poważnie?” - zgrzytnął, a potem wyciągnął rękę w stronę łóżka -
„Pokazałaś co potrafisz, żeby doprowadzić mnie do dzikości. Sama mi to powiedziałaś.
Dlaczego, Lanie? Dlaczego, do cholery, wyciągasz wszystkie pieprzone triki,
żeby mężczyzna był tobą bardziej pijany, kiedy już jest pijany?”
O
Boże.
Był
mną pijany.
Był.
Pijany.
Mną.
Wiedziałam,
ale dobrze było, że powiedział to od razu, bez kłamstw, bez ukrywania się, bez
gier.
Mój
umysł krzyczał: Nie analizuj tego, Lanie!
„Ja
tylko…” - zaczęłam, starając się trzymać.
Trzymać
się z dala.
„Nie
zaprzeczaj, mała. Pamiętaj, że ty przyszłaś do mnie.”
„Na
jedną noc” - przypomniałam mu.
Jego
ręce wróciły do bioder, gdy wykrzyknął - „Jezu, to też jest bzdura”.
„Nieprawda,
Hop. Powiedziałam ci wtedy dokładnie, jak było” - odpowiedziałam.
„Kłamałaś
wtedy i teraz kłamiesz.”
„Nie
kłamię.”
„Kłamiesz.”
„Nie
kłamię” - warknęłam, ale nie brzmiało to jak w złości. O dziwo, nie kontrolowałam
tego i wyszło to na desperackie.
Jego
głowa drgnęła. Słyszał to.
Potem
mi to dał.
„Szukasz
tego, tak samo jak ja. Jeśli tego nie znalazłaś, kurwa, mała, tak samo jak
wszyscy.”
Nie,
nie, nie szukałam tego. Szukałam, lata temu. Potem pomyślałam, że to znalazłam.
Potem to straciłam.
I
nawet nie pozwoliłabym sobie myśleć, że szukam.
„Nie
szukam” - zaprzeczyłam.
„Poważnie
jak cholera, Lanie, to też jest bzdura, gorsza niż reszta, bo nie tylko
próbujesz mnie nakarmić tym gównem, ale wciskasz to sobie w pierdolone gardło.”
To
musiało się skończyć.
Potrząsnęłam
głową - „O co pytałeś wcześniej… przepraszam, Słonko, ale prawda jest taka, że
tak, to wszystko.” - wzruszyłam ramionami, mając nadzieję, że nonszalancko - „Nie
ma cię, światła gasną.”
Jego
oczy zwęziły się w ten przerażający, seksowny sposób i nagle poruszył się i
zrobił to szybko. Nie był już w nogach
łóżka, ale na nim, kolano na materacu, ramię wokół mojej talii, druga ręka za
moją szyją, obie podciągnęły mnie z taką siłą i szybkością, że moje ciało
uderzyło w jego.
Wydałam
z siebie dźwięk uff, ale to było
wszystko, co wydobyłam, zanim jego ręka na mojej szyi poruszyła się, weszła
między nas i podciągnęła mi koszulę nocną do brzucha.
Poczułam,
że natychmiast stałam się mokra, gdy moje ciało się uspokoiło.
Wpatrywałam
się w jego oczy, próbując oddychać, gdy jego ręka na moim brzuchu zsunęła się z
powrotem w dół, powoli, lekko. Zadrżałam, ale on nie zaczynał niczego, czegoś
wspaniałego, jak wściekły seks w walce, który, miejmy nadzieję, znacznie
później mógłby doprowadzić do seksu na pogodzenie bez gniewu.
Mówił
coś.
Moje
nieruchome ciało zamieniło się w kamień, kiedy jego palce zatrzymały się.
Nie,
nie kiedy.
Gdzie.
„Nie
możesz tego ukryć” - wyszeptał i poczułam je, łzy spływały, by mnie dusić,
gryząc tyły moich oczu, ale nie chciałam ich uronić.
Nie
ma mowy.
Nie
mogłam mu tego dać.
Nie
miałam już tego do dania.
„Od
pierwszego razu, mała, widziałem je. Widziałem je wszystkie. Nie możesz ich
ukryć” - ciągnął.
Patrzyłam
na niego nieruchomo, nic nie mówiąc.
„Tutaj”
- przesunął palcami po grzbiecie na moim brzuchu. Moja blizna. Jedna z trzech. Otwarte
kulą, powiększone skalpelem - „Tutaj” - przesunął rękę do fałdy biegnącej
wzdłuż mojego lewego uda, po czym jego ręka uniosła się.
„I
tutaj” - dokończył, unosząc palec do znaku, który szpecił skórę tuż pod moją
prawą piersią.
Patrzyłam
na niego bez ruchu, nic nie mówiąc.
Spojrzał
mi w oczy, gdy jego ręka znów się poruszyła, zsuwając się po moim ramieniu,
jego palce owijały się wokół mojej dłoni. Uniósł nasze ręce, wsunął je między
nasze ciała i przycisnął moją dłoń płasko do piersi.
Z
bijącym sercem.
„To
ty żyjesz, Lanie” - szeptał, po czym jego głowa poruszyła się, idąc w moją
stronę, jego usta uderzyły w mój bok, jego wąsy mrowiły na mojej skórze, gdy
jego usta przesuwały się po moim policzku do mojej szczęki i w dół, do mojej
szyi gdzie zatrzymał się i mruknął w mój puls - „Tu też czuję, że żyjesz, lady.”
Zamknęłam
oczy, moja dłoń na klatce piersiowej zacisnęła się w pięść, a druga ręka
uniosła się i zwinęła w materiał rękawa jego koszulki.
Jego
usta i wąsy zsunęły się na skórę tuż pod moim uchem, gdzie stwierdził - „Mam
rację. Wiesz to. Ukrywasz się. Otwarcie, Lanie, próbujesz się ukryć. Ukrywasz
się przede mną. Ukrywasz się przed wszystkimi. Nie wiem o wszystkich, lady, ale
musisz wiedzieć, nie ukryjesz się przede mną.”
Spuściłam
głowę, uderzając czołem w jego ramię, i przyznałam - „Nie mogę tego zrobić.”
„Nie
chcesz” - odparł.
„Nie
mogę” - sparowałam.
„Nie
chcesz” - powtórzył.
Wzięłam
oddech i zrobiłam to, co musiałam zrobić.
Dla
mnie.
Dla
mojej ochrony.
Za
mojego zdrowia psychicznego.
Powiedziałam
- „W porządku, Hopper, nie chcę.”
Poczułam,
jak jego wąsy kłują moją szyję mocniej niż zwykle, gdy głęboko wcisnął twarz,
zanim podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
„W
porządku, lady, więc nie chcesz. Ale mamy dzisiejszą noc.”
Mieliśmy
dzisiaj.
Tę
noc.
Tylko
dzisiaj.
Mogłabym
to zrobić.
Mogłabym
dziś się oddać.
Jeszcze
jedna noc nie bycia samą. Jeszcze jedna noc nie-bycia-samotną.
Jeszcze
jedna noc narkotyku, którym był Hop.
„Mamy
dzisiejszą noc” - zgodziłam się.
Jego
głowa pochyliła się do przodu, jego czoło spoczęło na moim, gdy zamknął oczy i
poczułam, że to od niego, to samo, co czułam głęboko we mnie, a mój żołądek
znów się wydrążył w sposób, po którym wiedziałam, że nigdy, przenigdy nie poczuję
go pełnym.
I
wtedy zdałam sobie sprawę, że naprawdę długo czułam się pusta.
Po
prostu nie musiałam wiedzieć, że Hop czuje to samo.
Uświadomiłam
sobie to przez około sekundę, zanim jego usta przesunęły się do moich i
pocałował mnie - nie mocno, ale głęboko, mokro, długo i niemiłosiernie, rozdzierająco
słodko.
Hop
przycisnął swój tors do mojego, przepychając mnie na plecy, całując mnie słodko
przez cały czas, jego dłonie poruszały się po mnie, pod koszulką nocną,
delikatnie szeptały na mojej skórze, sprawiając, że drżałam, powodując
mrowienie skóry, a potem to zrobił mi to, czego nigdy mi nie zrobił. Nie
spieszył się. Był dokładny. Trwało to wiecznie i było piękne.
Najpiękniejsza
rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam.
Ponad
najlepszą, jaką kiedykolwiek miałam.
To
było najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam.
A
to było to, że Hopper Kincaid się ze mną kochał.
Potem,
kiedy mój umysł był zamknięty, moje ciało było rozleniwione, nogi owinęłam
wokół prześcieradła, a rękoma mocno trzymałam poduszkę, obserwowałam, jak idzie
do łazienki, a potem obserwowałam, jak wraca.
Nie
chwycił swoich dżinsów.
Nie
złapał mnie na kolejną rundę.
Zgasił
światło i poczułam, że prześcieradło zostało delikatnie szarpnięte, poduszka
wyciągnięta i rzucona na wezgłowie łóżka, jego ciepłe, długie, szczupłe, silne
ciało wślizgnęło się do łóżka obok mnie, podciągnął prześcieradło i kołdrę, a
na końcu przyciągnął mnie blisko i mocno trzymał.
„Hop…”
- wyszeptałam początek sprzeciwu w jego klatkę piersiową, gdzie leżał mój
policzek.
Jego
ramię zacisnęło się wokół moich pleców i ścisnęło mnie - „Mamy dzisiejszą noc.”
Zamknęłam
się.
Ręka
Hop’a odnalazła moją, owinęła się wokół niej i podciągnęła do swojej klatki
piersiowej, gdzie ją położył, i poczułam, jak jego serce bije, silne i
prawdziwe, na wierzchu mojej dłoni.
Zacisnęłam
mocno oczy.
„Jest
jeszcze jedna rzecz, której chcę od ciebie, Lanie” - powiedział w ciemności, a
ja mocniej zamknęłam oczy.
Dałabym
mu jedną rzecz. Dałabym mu milion rzeczy. Oddałabym mu wszystko.
Wiedziałam
to w kościach.
Nie
chodziło o świetny seks.
Chodziło
o niego, zakrywającego mnie kołdrą, zanim zgasił światło.
Nie
powiedziałam mu tego.
Nic
nie powiedziałam.
Hop
nie potrzebował tego.
Jego
ramię ponownie ścisnęło się i tym razem pozostało mocno - „Te kule przeszyły
cię, mała” - powiedział delikatnie i poczułam, jak moje ciało się napina. Jego
druga ręka puściła moją, podniosła się i wślizgnęła na bok moich włosów,
trzymając moją głowę przy swojej klatce piersiowej, gdy mówił dalej - „Ale nie ty
wyciekłaś. Ciągle tu jesteś. Straciłaś krew, Lanie i kogoś, kogo kochałaś. Ale
nadal tu jesteś. Daj mi jeszcze jedną rzecz, zanim to się skończy i obiecaj, że
spróbujesz to w sobie znaleźć, by o tym pamiętać.”
Żeby
przestał mówić, dałam mu to, czego chciał, nawet jeśli to było kłamstwo.
„Obiecuję,
Hop.”
„Dobrze”
- mruknął, przyciskając lekko rękę do mojej głowy, a następnie wysuwając się z
moich włosów, jego dłoń przesuwała się po moim policzku, zanim opadła, i
dokończył - „Śpij, lady.”
Śpij, lady.
Zapamiętałam
jego głęboki głos owijający się wokół tych miękkich słów, gdy odpowiedziałam -
„Okej”.
Mój
policzek uniósł się, gdy jego klatka piersiowa uniosła się, by wziąć głęboki
oddech.
Moje
ciało rozluźniło się, gdy jego klatka piersiowa opadła, kiedy go wypuścił.
Zwracałam
na to uwagę i robiłam to, aż zasnęłam i wiedziałam, że zasnęłam, zanim zrobił
to Hopper.
Ale
spałam głęboko.
Wiedziałam
o tym, ponieważ kilka godzin później, kiedy się obudziłam, już go nie było.
*****
Tej
nocy siedziałam na kanapie z piętami do krawędzi, kolanami przy piersi,
ramionami wokół łydek, brodą do kolan, wpatrując się w to.
Wpatrując
się mocno.
Nigdy
na to nie patrzyłam. Nawet nie wiedziałam, dlaczego to tam umieściłam. Nie
wiedziałam, dlaczego tego nie ukryłam. Nie zapakowałam tego do pudła i wsadziłam
z tyłu szafy, żeby, kiedy się przeprowadzę lub kiedy umrę i ktoś przeszuka moje
rzeczy, znalazł je i zaczął się zastanawiać: Ciekawe, co to było. Kto to był. A
gdyby wiedzieli, zastanowiłby się, dlaczego go trzymałam.
Wpatrywałam
się mocno.
Potem
moje stopy wysunęły się spode mnie, uderzając o podłogę, gdy wyprostowałam się
z kanapy, podeszłam do tego i podniosłam z półki.
Przyniosłam
to do twarzy.
Elliott
i ja. Ramiona wokół siebie, moja głowa na jego ramieniu.
Uśmiechnięci.
Szczęśliwi.
Wpatrywałam
się w zdjęcie.
Przysunęłam
je bliżej, moje oczy przesunęły się po jego twarzy w jedynym miejscu, w jakim
kiedykolwiek mogło być, zamknięte w ramce, i stwierdziłam, że moje usta szepczą
- „Dałeś się zabić, prawie zabiłeś mnie w ten sam sposób, Tyra dostała nożem za
… pierdolone … kwiaty.”
Elliott
nie miał odpowiedzi.
„Ty
pieprzony dupku” - syknęłam.
Elliott
nie odpowiedział.
Moje
ciało skręciło się, moje ramię poszło za nim, a ramka przeleciała przez pokój,
uderzając o ścianę, szkło rozbiło się, zanim ramka spadła, a odłamki uderzyły o
ziemię.
Wpatrywałam
się w nie przez dłuższą chwilę, zanim podeszłam do torebki, wyjęłam iPoda i
podeszłam do stereo. Wepchnęłam małą rzecz na przewodzie prowadzącym do mojego
zestawu stereo do małej rzeczy na górze iPoda, włączyłam stereo, pochyliłam
głowę i przesunęłam kciukiem po ekranie, aż ją znalazłam.
Bob Seger i Silver Bullet Band: Nine Tonight (live).
Przewinęłam
do utworu, wcisnęłam „play” i podeszłam do kanapy, powracając do swojej
pozycji, wpatrując się w moje stereo, gdy tłum wiwatował, a potem ucichł, gdy
zabrzmiało pianino, a Bob zaczął śpiewać We’ve
Got Tonight[1].
Słuchałam
słów.
Kiedy
piosenka się skończyła, wstałam, wróciłam i odtworzyłam ją ponownie.
Słuchałam
słów.
Kiedy
to się skończyło, powtórzyłam.
I
powtórzyłam.
Ponownie.
I
jeszcze raz.
Nie
płakałam.
Nie
płakałabym.
Nigdy
więcej.
Nie
miałam tego w sobie.
Nie
miałam nic do dania.
Nie
tylko nie miałam nic do dania, po prostu nie miałam nic.
I
zamierzałam tak to zachować.
Jeśli
nie miałaś nic, nie czułabyś więcej bólu, ponieważ nie miałaś nic do stracenia.
Dziękuję! Biedna Laine... Hop da sobie z nią radę!
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńChyba pora się obudzić, ona nadal ma własny sen... Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńKolejna książka i kolejna oślica która nie widzi że komus na niej zależy i że zasługuje na miłość.