piątek, 27 sierpnia 2021

14 - Odzyskać go

 

ROZDZIAŁ 14

Odzyskać go

 

 

 

Trzy dni później…

Stałam przy umywalce w łazience Hop’a, ubrana tylko w bieliznę, patrząc na siebie w lustrze, więc nie przegapiłam tego, kiedy Hop w obciętych czarnych dresach wśliznął się za mnie.

Patrzyłam z pewną fascynacją, jak otacza mnie swoimi wytatuowanymi w płomienie ramionami i opuszcza głowę, by dotknąć ustami mojego ramienia.

Jego wąsy połaskotały mnie, poczułam dreszcz na ramieniu i wzdłuż kręgosłupa.

Potrzebował golenia ze cztery dni temu.

Nie powiedziałam mu tego, bo, chociaż potrzebował, to podobało mi się, że był mężczyzną, którego to nie obchodziło.

Uniósł głowę i złapał moje spojrzenie w lustrze.

„Jesteś okej?” - zapytał.

Skinęłam głową.

„Na pewno?” - popchnął.

„Nie” - szepnęłam.

Dzisiaj był ten dzień.

Powiedziałam mu poprzedniego wieczoru, że jestem gotowa. Następnego dnia miałam wyjść z pracy trochę wcześniej, jechać do Ride i porozmawiać z Tyrą.

Odkąd dramat Tabby i Shy’a przycichł, odbyłam kilka rozmów z Tyrą, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku, podczas których opowiedziała mi o tym starciu w Kompleksie oraz tym, że ona i Tabby miały scenę. Ty-Ty źle się czuła, wyciągnęła pochopne wnioski na temat Shy’a i skrzywdziła Tabby, którą uwielbiała. Co więcej, dowiedzieliśmy się, że matka Tabby pokazała się w Chaosie, kiedy nie była potrzebna (a kiedy chłopcy powiedzieli ci, że nie jesteś mile widziana, to każda rozsądna osoba trzymałaby się z daleka), by podzielić się wiadomością, że babcia Tabby zmarła. Chciałam więc również sprawdzić, czy Tabby jest w porządku, bez zawracania głowy Tabby, która miała kilka ciężkich dni.

Więc wybierałam się do Ride, aby zmierzyć puls mojej przyjaciółce.

Miałam też jechać do Ride, żeby porozmawiać z nią o tym, jak się czułam w związku z tym, co spotkało ją z powodu Elliotta, o podjętej przeze mnie decyzji i… Boże… dowiedzieć się, jak ona się z tym czuła.

Na koniec chciałam jej powiedzieć, że Hop i ja byliśmy razem, zakochałam się w nim i miałam nadzieję, że będziemy razem, no cóż… zawsze.

I byłam przerażona.

„Ona cię kocha” - powiedział Hop do mojego odbicia, wciskając swój przód głębiej w moje plecy - „Nie obwinia cię. Ale martwi się o ciebie. To sprawi, że poczuje się lepiej i jakkolwiek ten potwór kręci się w tobie, lady, przysięgam jak cholera, ty też poczujesz się lepiej.”

Miałam nadzieję, że miał rację.

Hop obserwował, jak niepokój porusza się to w moich rysach, a jego ramiona zacieśniły się.

„Mała, poważnie, to były pieprzone lata. Myślisz, że piłaby się z tobą, pozwoliłaby ci spędzać czas ze swoimi chłopcami, czy uczyniłaby cię częścią jej rodziny, gdyby żywiła urazę?”

„To uczucie nie jest logiczne, Hop.”

„To uczucie, mała, nie dotyczy Tyry.”

Zamrugałam.

„Co?”

Spojrzał mi w lustro, pocałował mnie w ramię, po czym znów na mnie spojrzał - „Jak zrobisz ten krok, zajmiemy się resztą później.”

Moje ręce szybko przesunęły się do jego ramion, kiedy wykonał ruch, żeby mnie puścić, więc zatrzymał się.

„O czym mówisz?” - zapytałam.

„Jestem z ciebie dumny” - odpowiedział i to było miłe, ale nie odpowiadało na moje pytanie, więc otworzyłam usta, by mówić, ale on kontynuował, zanim zdążyłam zacząć - „To duży krok. Widzę, że to dla ciebie dużo. Ale w głębi duszy wiesz, że ona cię nie obwinia. Ty obwiniasz siebie. To coś innego do pokonania. Ale, mała, tu chodzi o więcej. Nikt, mężczyzna czy kobieta, nie leży krwawiąc na podłodze z kimś, kogo kocha, leżącym parę metrów dalej i nie wychodzi nienaznaczony. Twoje problemy nie kończą się tutaj, lady. Domyślam się, że skupiasz się na tym, więc nie skupiasz się na tamtym. Więc skupimy się na tym, przejdziemy przez to, a potem pomogę ci się skupić na tamtym. Ale ostatecznie, krok po kroku, pokonamy to gówno.”

„Nie jestem pewna, czy to sprawia, że czuję się lepiej, Hop” - wyznałam.

„I przez jakiś czas nie poczujesz się lepiej, Lanie” - powiedział mi bez ogródek - „Idziesz na bitwę i to cię rozpierdala. Kiedy wychodzisz zwycięzcą, jesteś po prostu zwycięzcą.”

„Okej, to miłe i wszystko, ale muszę przyznać, że teraz naprawdę nie czuję się lepiej. Nie lubię być spierdoloną” - powiedziałam mu, a on się uśmiechnął.

Następnie zapytał - „Gdzie ja jestem?”

Nie zrozumiałam pytania, więc zapytałam - „Co?”

„Gdzie ja jestem?” - powtórzył, a kiedy nadal wyglądałam na zdezorientowaną, kontynuował - „W tej chwili, Lanie, gdzie ja stoję?”

Przesiewało przeze mnie to, co miał na myśli i pozostawiało po sobie ciepło.

„Za moimi plecami” - odpowiedziałam cicho.

„Za twoimi plecami, mała, teraz i zawsze” - odpowiedział, ponownie pocałował mnie w ramię, uścisnął i posłał mi kolejny seksowny uśmiech.

Potem puścił mnie i odszedł.

Spojrzałam na siebie w lustrze.

I poczułam się lepiej.

*****

Nie czułam się lepiej, wchodząc po betonowych schodach, które prowadziły do biura Tyry w Ride.

To uczucie minęło teraz, gdy nadszedł czas.

Tyra była kierownikiem biura w Ride, zanim ona i Tack się pobrali. Poznali się, ponieważ została tam zatrudniona. To znaczy, w weekend przed rozpoczęciem pracy poszła na coś, co uważała za imprezę firmową, ale tak naprawdę było to zwykłe dla Chaosu wypiekanie pieczeni wieprzowej. Tack nalał jej tequili i okrył ją swoją aurą gorącego faceta, twardziela, a ona w ciągu jednej nocy w jego łóżku zakochała się w nim.

Niestety, w tamtym czasie Tack uważał ją po prostu za kawałek dupy i dał to Ty-Ty jasno do zrozumienia. Nie wiedział też, że jest jego nową kierowniczką biura. Kiedy się dowiedział, próbował ją zwolnić, ale straciła rozum. Obudził się, gdy zaserwowała mu charakterek Ty-Ty i od tego momentu zrobił wszystko, by ją wygrać.

Udało mu się.

Reszta była historią.

Myślałam o tym zamiast powtarzać (po raz siedem tysięczny) to, co zamierzałam powiedzieć, kiedy otworzyłam drzwi i weszłam do biura Tyry.

Powitały mnie dwa wielkie uśmiechy.

Elvira tam była.

To było dobre. Elvira może i była szalona, ale była też uczciwa i lojalna. Co więcej, kobieta była patologicznie towarzyska, ale nie chodziło o to, by nie być samą lub zebrać wszystkich przyjaciół, których mogła zdobyć. Chodziło o to, że miała wiele dobroci do przekazania i dawała ją bez wahania. Widziałam, jak zaprzyjaźniała w barze z kobietą na stołku obok niej, której nigdy dotąd nie spotkała, i pobiła przy tym rekord prędkości. Była tak zaraźliwa swoją osobowością i tak oczywiście kimś, kogo chciałabyś poznać.

Hop - wiedziałam, że będzie, skoro obiecał - czekał w Kompleksie, aż do niego przyjdę po tym, jak to się skończy. W przenośni chronił moje plecy z daleka.

Obecność Elviry oznaczała, że będzie miała to z bliska.

„Hej” - zawołałam, zamykając za sobą drzwi.

„Hej, kochanie” - odkrzyknęła Ty-Ty.

„Słuchaj tego” - oznajmiła Elvira na powitanie - „Po wielkim zajściu z Tabby, teraz dowiedzieliśmy się, że Hop ma jakąś sukę, którą przygważdża po cichu, a chłopcy nie chcą powiedzieć, kim ona jest.”

Zatrzymałam się jak wryta i zamrugałam.

O Boże!

„Chciałabym wiedzieć, dlaczego to tajemnica” - powiedziała Tyra do Elviry - „To znaczy, rozumiem, dlaczego Tab i Shy zachowywali swój sekret, ale dlaczego Hop? Nie jest skrytym facetem.” - uśmiechnęła się - „Domyślam się, że jest bibliotekarką.”

Elvira odrzuciła głowę do tyłu i roześmiała się na sam pomysł połączenia Hoppera Kincaida i bibliotekarki.

„Może policjantka” - ciągnęła Ty-Ty drżącym z rozbawienia głosem - „Chłopcy wpadliby w szał, gdyby robił niegrzeczne rzeczy z gliną.”

Elvira, wyraźnie uznając to za szczyt rozbawienia, czego ja nie uznałam, wciąż się śmiała.

„Wiemy tylko, że…” - ciągnęła Tyra - „…nie jest striptizerką w Smithie’s, kelnerką koktajlową, znowu w Smithie’s, ani jedną z tych kobiet, które noszą obciętą koszulkę bez rękawów, która pokazuje dół ich piersi, podczas gdy stoją na podium z nowym motorem na pokazach i robią to, co stare, kupujesz ten motor, może uda ci się położyć taką biker baby jak ja” - roztańczone oczy Tyry zwróciły się do mnie - „Zazwyczaj wyborem Hop’a jest biker baby.”

Oddech uwiązł mi w gardle.

Elvira dalej się śmiała.

„Chociaż to dobrze” - Ty-Ty niestety kontynuowała bełkota - „Takie biker baby to rozumieją, jeśli chodzi o motocyklistów takich jak Hop.”

Mój żołądek się zacisnął.

Co to oznaczało?

„Motocykliści tacy jak Hop?” - Elvira, zawsze zwolenniczka soczystych plotek, natychmiast przestała się śmiać, aby ulepszyć ten fragment i zrobić to, co zawsze robiła. Wyciągnąć to.

„Tak” - powiedziała Tyra - „To dobry facet, lubię go. Poważnie; i wiem, że zabrzmi to szaleńczo, ponieważ, cóż, jakoś czuję, że nie powinnam, ale po prostu lubię. Może dlatego, że Tack go lubi i szanuje. Może dlatego, że wiem, że jest w wielkim konflikcie z bractwem i zrobiłby wszystko dla Tacka, mnie, moich chłopców. Może to tylko dlatego, że jest łagodny i dobrze jak jest w pobliżu. Mimo to, w przeciwieństwie do innych facetów, z Hop’em to walka.”

„To wszystko brzmi dobrze” - zauważyła Elvira - „Dlaczego to walka?”

„Chaos, motocykliści, rzeczy, do których musisz się przyzwyczaić…” - Ty-Ty uniosła ręce i zrobiła cytaty w powietrzu - „…w życiu.”

„Jak co?” - naciskała Elvira.

„Jak rzeczy, którymi nie zamierzam się z tobą dzielić, ponieważ dużo gadasz” – odpowiedziała Tyra, a Elvira odchyliła się do tyłu.

„Nie!” - warknęła i to było całkowite kłamstwo, ale ponieważ świrowałam, nie wydałam szyderczego odgłosu, który normalnie bym wydawała.

Tyra jednak nie świrowała, więc odparła jej.

„Dziewczyno, całkowicie tak.”

Elvira pochyliła się - „Tak, w porządku, ale trzymam to wszystko w rodzinie. Nie biegam z tym do ludzi, do których nie powinnam, i dobrze o tym wiesz, Tyro Allen. Więc daj.”

„Elvira...” - zaczęła Tyra.

„Daj to, dziewczyno. Wiesz, po pierwsze, i tak zrobisz to, bo też lubisz gadać i nie zaprzeczaj, a po drugie, nie pozwolę tego tak zostawić, dopóki tego nie zrobisz i też o tym wiesz, więc… daj.”

Tyra przyglądała się jej i wydawało się, że żadna z nich nie zauważyła, że się nie ruszam i nawet nie weszłam w pełni do pokoju.

„Musisz obiecać, że będziesz trzymać się mocno” - ostrzegła Tyra, poddając się, jak wiedziałam, że zrobi, ponieważ lubiła plotki.

„Pracuję dla komandosa. Wiem, jak trzymać gówno mocno” - odpaliła Elvira.

Tak było. Potwierdzone. Widziałam. Hawk był prawdziwym komandosem.

Tak naprawdę nie zarejestrowałam tego, ponieważ Tyra wyraźnie przyjęła deklarację „praca dla komandosa” jako wskazówkę, że może się podzielić i ponownie mówić.

A to, co powiedziała, rozerwało mnie na strzępy.

„Hop i ja mieliśmy trudny początek, ponieważ kiedy był z Mitzi, widziałam go w jego łóżku w Kompleksie ze zwykłą dziwką biker-groupie o imieniu BeeBee.”

Wzrok mi się zamazał.

„Jasna cholera” - wydyszała Elvira - „Zawsze go lubiłam. To fajny facet. I nigdy w życiu nie myślałam, że to powiem, ale ten jego twardzieli wąs motocyklisty robi takie rzeczy z moją częścią dziewczyny. Nie mogę w to uwierzyć. Zdradzał?”

Tyra skinęła głową i pokój zaczął się kołysać.

„Tack mówi, że to nie jego ani moja sprawa. Chłopcy robią to, co robią. Niektórzy z nich są wierni swoim starszym paniom, inni są… cóż…” - wzruszyła ramionami - „…nie. To niefajne, ale to część tego życia. Właściwie to część życia w ogóle, ponieważ zdrada nie ogranicza się do motocyklistów, a Tack ma rację, to naprawdę nie jest moja sprawa.”

Miałam dziwne wrażenie, że zemdleję, a jednocześnie byłam bardzo czujna i koncentrowałam się na każdym słowie, które powiedziała Ty-Ty.

„Szczerze..” - kontynuowała - „…bez obrazy dla siostrzanej wspólnoty, ale po tym wszystkim, co się wydarzyło i sprawy stały się bardzo brzydkie z Mitzi, Tack nie podzielił się żadnymi szczegółami, ale pojawiała się tu i była totalną suką, jak suka Naomi, więc muszę przyznać, że to był jedyny raz w życiu, kiedy to zrozumiałam. Chociaż powinien był ją uwolnić, zanim przygwoździł biker-groupie, zwłaszcza taką jak BeeBee.”

„To jest to, czego nie rozumiem” - narzekała Elvira - „Chcą popatrzeć, chcą świeżego mięsa, dlaczego najpierw nas nie puszczą? Dlaczego muszą nas trzymać na uwięzi? Chodzi mi o to, czy ci kolesie nie widzieli Fatalnego Zauroczenia? Ulotnej Nadziei? To gówno niszczy kobietę, obie zaangażowane kobiety, na litość boską, i nie jest tak, że mężczyźni o tym nie wiedzą.”

„Czy z Tabby wszystko w porządku?” - wypaliłam i obie ich głowy odwróciły się w moją stronę.

„Słucham?” - spytała Tyra.

„Ja, cóż, przepraszam dziewczyny, ale nie mam dużo czasu. Muszę spotkać się z klientem. Spotkanie w ostatniej chwili. Ale chciałam tu wpaść, Ty-Ty…” - spojrzałam na nią i trzymałam wszystko, co czułam resztkami sił - „…sprawdzić, czy z Tabby wszystko okej po jej babci i, no wiesz, wszystkim.”

„Ona jest okej. W ten weekend wybierają się na pogrzeb. Reszta, cóż, Klub ma dramat, a Klub wygładza dramat, a oni zwykle nie pieprzą, więc wszystko jest w porządku” - odpowiedziała Tyra. Jej oczy zwęziły się na mnie i przytaknęłam - „Czy z tobą okej?” - zapytała.

„Tak, po prostu mam tego klienta w głowie i, no wiesz, wybuch Chaosu, cała ta sprawa z Tabby” - skłamałam - „Ale to dobrze, że wszystko okej.”

„Dziewczyno, na pewno okej?” - zapytała Elvira, a ja spojrzałam na nią, aby zobaczyć, że jej spojrzenia również się na mnie skupiło.

„Ja tylko, tylko…”

Boże, musiałam się stamtąd wydostać.

Spojrzałam z powrotem na Tyrę.

„Wiesz, że Tack mnie odwiedził?”

Widziałam, jak ciało mojej najlepszej przyjaciółki znieruchomiało, zanim odpowiedziała - „Wiem”.

„Ja, no cóż, myślałam o tym i pomyślałam, że jestem gotowa, hmmm… przedyskutować z tobą różne rzeczy. Więc przyszłam tutaj, żeby to zrobić, i oczywiście sprawdzić Tab. Ale będąc tutaj, myślę, że potrzebuję trochę więcej czasu. Tylko, nie wiem, tydzień albo… dwa.”

Jej twarz zmieniła się, stała się łagodna, słodka i wreszcie pełna ulgi.

Kochała mnie.

Martwiła się o mnie.

Była szczęśliwa, że tam byłam, żeby o tym porozmawiać.

Cała Ty-Ty.

Przynajmniej czuła ulgę, ogromną, której niestety ja nie mogłam w pełni poczuć, bo moje serce krwawiło.

„Weź tyle czasu, ile potrzebujesz, kochanie. Zawsze tu jestem” - odpowiedziała.

Zawsze była. Dlaczego o tym nie pamiętałam?

Skinęłam głową.

„Zawsze” - powtórzyła, a ja ponownie kiwnęłam głową.

„Ja też, dziewczyno” - wtrąciła Elvira.

Spojrzałam na nią. Jej twarz była łagodna, słodka i zatroskana.

Ona też się o mnie martwiła.

Cała Elvira.

Kiwnęłam jej też głową.

„Muszę iść” - powiedziałam pospiesznie.

Obie uśmiechnęły się do mnie.

Mój uśmiech był drżący i wiedziałam o tym, wiedziałam, że to widziały, ale nie miałam zbyt wiele siły, by powstrzymać wszystko, co czułam, więc musiałam iść dalej, zanim straciłam opanowanie.

Zrobiłam to, odwracając się i machając niewyraźnie ręką. Moje obcasy stukały na dziedzińcu, kiedy praktycznie biegłam w stronę Kompleksu. Otworzyłam drzwi, weszłam i zobaczyłam Hop’a siedzącego na stołku przy końcu baru. Jego oczy skierowały się prosto na mnie. Uchwycił moją minę, a na jego rysach pojawiło się zmartwienie.

Zszedł ze stołka, a kiedy podeszłam do niego, złapał mnie za rękę i wymamrotał - „Mój pokój”.

Kiwnęłam głową.

Zaprowadził mnie do swojego pokoju. Uwolniłam rękę i przeszłam trzy kroki.

Po zamknięciu drzwi odwrócił się do mnie i zrobił krok w moją stronę.

Cofnęłam się o krok.

Jego brwi złączyły się, a oczy przyglądały się mojej twarzy.

„Jezu, kurwa, nie poszło dobrze z Cherry?” - zapytał z niedowierzaniem.

„Wiem o BeeBee.”

Patrzyłam, jak jego ciało sztywnieje.

To było to.

Zrobił to.

Zdradził Mitzi z kobietą o imieniu BeeBee.

Boże!

„Skończyliśmy” - oświadczyłam - „Koniec” - powtórzyłam - „Nie pieprzę tych, co zdradzają. Nie patrzę na tych, co zdradzają. Nawet nie oddycham tym samym powietrzem…” - oparłam się o niego i skończyłam z sykiem - „…co ci, co zdradzają. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć, Hop. Nigdy więcej nie chcę, żebyś mnie dotknął. Od teraz przestałeś istnieć.”

 Po wygłoszeniu tego pobiegłam.

Wybiegłam z jego pokoju, przez Kompleks i do mojego samochodu.

Problem z tym polegał na tym, że wiedziałam, że biegł za mną.

Nie powiedział ani słowa, ale kiedy uruchomiłam samochód, usłyszałam ryk Harleya i wiedziałam, że to jego. A kiedy jechałam, zobaczyłam go na motocyklu tuż za mną. A kiedy zaparkowałam w garażu, wjechał na mój tylny podjazd.

Więc kiedy przemknęłam przez patio i otworzyłam przesuwane szklane drzwi, nie mogłam ich zamknąć, ponieważ jego ręka była na nich i czułam ciepło jego ciała na moich plecach.

Poddałam się, wbiegłam i odwróciłam się do niego, czując, że rozpadam się w szwach.

Musiał iść.

„Nie możesz tu być, Hop. Nigdy więcej masz tu nie być” - warknęłam.

„Cody nie jest mój.”

Moje ciało zakołysało się po niespodziewanym uderzeniu, które wylądowało tak dokładnie, że musiałam cofnąć stopę, żeby złapać równowagę, żeby nie upaść.

„Tak” - warknął, nie przegapiając mojej reakcji.

„O mój Boże” - wydyszałam.

„Tak” - warknął ponownie - „Nie wiedziałem tego popieprzonego gówna, kiedy pieprzyłem BeeBee i tak, kobieto, pieprzyłem BeeBee, ale Tyra dzieląca się tym gównem jest niefajna. Ona nie wie, dlaczego to zrobiłem, nie wie, co wtedy przeżywałem, co czułem, kiedy to robiłem, nie wie gówna i nie ma prawa wiedzieć gówna, bo to nie jest jej cholerna sprawa.”

„Hop…” - próbowałam się wtrącić, ale nie udało mi się.

Był zły, wściekły. Jego wściekłość wypełniła pokój, utrudniając oddychanie.

I był na fali.

„Ale zanim z tobą skończę, będziesz wiedziała wszystko.”

Zanim ze mną skończy?

„Mieliśmy przerwę, Mitzi i ja” – powiedział - „Wtedy nie wiedziałem, że to przerwa. Myślałem, że to koniec. Zanim to się stało, zaszła w ciążę z Cody’m i nie pozwoliła mi się dotknąć. Ledwo nawet, kurwa, na mnie spojrzała. Próbowałem wszystkiego, nie wpuściła mnie. Dała mi syna, albo myślałem, że dała mi syna. Nie wiedziałem wtedy, że nie był mój. Potem go miała, byłem tym cholernie zachwycony, a ona wciąż mnie mroziła. Gorzej niż wcześniej, znacznie gorzej. Dla mnie - miałem syna, był kurewsko idealny, byłem cholernie szczęśliwy, a moja kobieta co? Zamraża mnie? Nie mogłem tego znieść. Próbowałem. Przegrałem. Spakowałem moje gówno. Wyprowadziłem się. Miałem dość. Lata tego gówna. Lata prób przebicia się. Nie była to łatwa decyzja. Molly, taka kurewsko mała, Cody, tylko dziecko, ale nie mogłem znieść jeszcze jednego dnia jej popieprzonego gówna. Więc wyprowadziłem się.”

 „Słonko…”

„Zamknij się, kobieto. Kupiłaś to, weź to.”

Zamknęłam usta.

Hop spojrzał na mnie gniewnie, zanim kontynuował.

„Zatrzymałem się na terenie Kompleksu, szukając miejsca. BeeBee była dostępna. Nie kochałem się od prawie pieprzonego roku, więc skorzystałem. To nie sprawa Tyry dlaczego. Tacka. Twoja. Nikogo. Wysiadłem. Nie było dobrze. To nie było do dupy. To był jednorazowy koncert, facet, kurwa, dostępna cipa bez zobowiązań. Byłem wolnym agentem, więc czemu, do cholery, nie?”

„Nie sądzę, by Tyra o tym wiedziała” - powiedziałam ostrożnie.

„Mam w dupie, co ona wie lub nie” - odpowiedział.

Zamilkłam.

Hop dalej.

„Niedługo potem Mitzi odezwała się do mnie. Myślałem, że chce spróbować jeszcze raz. Chciała kogoś, kto pomógłby jej z brudnymi pieluchami i spłatą kredytu hipotecznego. Wyciągnęła same słodkości, a ja tak bardzo chciałem mieć rodzinę, żeby obudzić się ze świadomością, że moje dzieci są pod moim dachem, więc pozwoliłem jej. Aż pewnego dnia wróciłem do domu i jakaś kobieta siedzi na naszej werandzie. Nigdy wcześniej nie widziałem tej suki. Zsiadam z motoru, podchodzę do niej, ona patrzy mi prosto w oczy i rozkłada. Wszystko. Wszystko, na co ciężko pracowałem, a Mitzi nigdy mi nie dała. Wszystko, dowiedziałem się od cholernej nieznajomej.”

Kiedy przestał mówić i nie wyglądał, jakby miał zamiar kontynuować, zapytałam - „Czego się dowiedziałeś, Słonko?”

„Dowiedziałam się, dlaczego Mitzi była taką cipą. Zepsuty, zgniły, bezwartościowy kawałek gówna, z którym zmarnowałem pieprzone lata. Kawał gówna, który był matką moich dzieci. Albo jak dowiedziałem się tego dnia, mojej córki. Nie mojego cholernego syna.”

Starałam się nie hiperwentylować i musiałam się na tym tak bardzo skoncentrować, że miałam tylko tyle siły, by kiwać głową.

„Była cheerleaderką” - oznajmił Hop, a ja zamrugałam.

„Co?” - wypchnęłam.

 „Ta suka. Blondyna. Niebieskooka. Idealnie wyćwiczone ciało. Cholerny kucyk we włosach. Była typem cheerleaderki, która będzie trzymać się tego gówna, dni chwały, dopóki nie umrze. Albo myślała, że będzie, dopóki Mitzi nie zniszczyła jej życia.”

Nie zrozumiałam.

Hop nie kazał mi prosić o wyjaśnienie.

„Widzisz, dawniej Mitzi miała coś do rozgrywającego szkolnej drużyny futbolowej w swojej szkole. Pragnęła go. Problem polegał na tym, że spotykał się z główną cheerleaderką. Ale Mitzi chciała tego, czego chciała, więc dała z siebie wszystko, aby to zdobyć. W liceum oznaczało to, że kusiła i była chętna. Ten pieprzony facet wziął to, co dała, trzymał ją na boku i poszedł na powrót do domu i na bal ze swoją grzeczną dziewczyną. Taki był początek i do tego dnia na werandzie to nie miało końca. Mitzi skupiła się na tym gościu. Był wszystkim, czego pragnęła i tak jak ta suka to powiedziała, poszła na całość, żeby go dorwać. To gówno, które powiedziała, nie żartowała.”

Oddychałam głęboko.

Hop wciąż opowiadał swoją historię o zdradzie.

 „Poszedł do college’u, jego dziewczyna poszła do tej samej uczelni, ale nadal trzymał Mitzi na boku. I została tam, dając mu to, czego jego cheerleaderka nie mogła lub nie chciała. Ukończyli szkołę, pobrali się, dostał pracę, zatrzymali Mitzi i żonę, dopóki praca nie przeniosła go do innego stanu. Wtedy Mitzi zdała sobie sprawę, że to może nigdy nie będzie ona, więc musiała mieć plan B. Zabrał żonę, pożegnał się i nie oglądał za siebie.”

Hop przerwał, ponownie skinęłam głową i Hop ciągnął dalej.

„Właśnie wtedy pojawiłem się na tapecie. Dlatego nigdy mnie nie wpuściła. Tęskniąc za tym facetem. Wciąż z nim w kontakcie. Trzymając pochodnię, trzymając się nadziei. Poprowadziła mnie do wspólnego życia, a kiedy sądziła, że dostała szansę, odcięła mnie i poszła po niego. Został przeniesiony z powrotem do Denver po tym, jak mieliśmy Molly i zaczęli ponownie. Pomyślała, że to była dobra wiadomość dla niej, kiedy dowiedziała się, że jego żona nie może mieć dzieci. Ona i ja, rzeczy nie były dobre, nie tęskniłem za zrobieniem z nią kolejnego dziecka, dopóki nie byłbym pewien, że między nami jest trwałe, a nie wyglądało na to, że to się stanie, więc byłem cholernie zaskoczony, że zaszła w ciążę, skoro była na pigułce. Ale gówno się dzieje. Miałem syna. Cieszyłem się, nawet jeśli Mitzi była suką. Mój syn jest moim synem, więc kto by się nie radował?”

„Nikt” - szepnęłam.

„Cholerna racja” - odgryzł się - „Ale widzisz, ta suka na moim ganku powiedziała mi, że Mitzi poszła do jej męża i zagroziła, że opowie jej swoją historię i fakt, że Mitzi ma jego dziecko, jeśli tego z nią nie zerwie. Aby odciąć ją za wczasu, ten facet powiedział swojej żonie całą pieprzoną rzecz. Czując chęć szerzenia tej radości, suka przyszła i podzieliła się tym ze mną. Gówno wieje wysoko, jak to, kurwa, by było, przeprowadziliśmy testy, udowodniły, że Cody nie jest mój.”

Moje serce ścisnęło się tak mocno, ból rozdzierający, wszystko, co mogłam wymusić, to - „Hop”.

„Ale on, kurwa, jest” - warknął Hop - „Ten sukinsyn nie trzymał cholernej ręki Mitzi na porodówce. Ten sukinsyn nie był pierwszym człowiekiem, który owinął ramiona wokół mojego chłopca. Ten skurwysyn nie dał mu pierwszej butelki, nie zmienił pierwszej pieluchy, nie siedział z nim w bujanym fotelu, dopóki nie zasnął. Powiedziałem wszystkim tym dupkom, że zobaczą salę sądową, zanim zabiorą moje dziecko. Facet porozmawiał z żoną, dostał kolejny transfer, radośnie powiedział mi, że zgadza się ze mną, wychowującym jego syna i wyjechali. Mitzi zobaczyła, że ​​rzuciła ciężką artylerię, a facet odpuścił. Skończył z nią, a ona w swojej pokręconej, popieprzonej głowie obwiniała mnie i rzuciła na mnie kupę gówna tak ciężką, że minęły lata, a nadal to cud, że mogę oddychać po tym smrodzie. Potem się obudziła i zobaczyła mnie ze swoimi dziećmi, zobaczyła, co miała i wyrzuciła, spróbowała poukładać ze mną gówno. Powiedziałem jej, że tak daleko mnie to nie interesuje, że to nie było cholernie zabawne, a ponadto, że wyruchała wszystko ze mną lub moimi dziećmi, nie spodobałaby jej się moja odpowiedź. I oto byliśmy.”

Byli tam i, szczerze mówiąc, byłam zaskoczona, że Hop miał w sobie to, by dać tej kobiecie uprzejmość, by ją zignorować i znaleźć krzesło z dala od niej na recitalu tanecznym ich córki.

Poza tym nie wiedziałam, co on zrobi, z nie angażowaniem swoich dzieci. Wiedziałam, że to dalszy wgląd w postać Hoppera Kincaida, że w ogóle oddychał jej powietrzem.

Dla jego dzieci.

Dla obojga jego dzieci, nawet jeśli jedno z nich było, jego zdaniem, nie jego krwi.

„Czy Tyra coś z tego wie?” - zapytałam.

„Nie wiem. Mam to w dupie. W przypadku Cody’ego nie rozpowszechniałem tego gówna. Jeśli chodzi o kogokolwiek, jest mój na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli ktoś spojrzał na niego i zgadł, to zachował to dla siebie. Nie to jest teraz ważne, Lanie. Co ważne, nie wiem, jakie gówno wyrzuciła Tyra ani jak wyszło, przyjęłaś to gówno, przyszłaś do mnie i nie pozwoliłaś mi powiedzieć ani słowa, zanim nas rozerwałaś i stamtąd wyrwałaś.”

Niestety to była prawda.

„Właściwie nie miałam szansy podzielić się czymkolwiek z Tyrą, a w jej obronie Tyra nie chciała się dzielić, ale kiedy weszłam do biura, ona i Elvira plotkowały, wiesz, jaka jest Elvira i wyciągnęła to. Ona o nas nie wie. Nie podzieliła się tym mściwie, Hop. Po prostu…” - przerwałam i skończyłam kiepsko - „…tak wyszło.”

„To dobrze, mała, to odhacza jedną rzecz z twojej listy. Nie musisz się dzielić, bo teraz, po tym gównie, nie ma nas, o których ona musiałaby wiedzieć.”

Poczułam, że moje oczy się rozszerzają, a żołądek opada.

„Hop, ja…”

„Oszczędź sobie” - uciął - „Nie chcę tego słyszeć. Powiedziałaś to, co miałaś do powiedzenia, wydałaś swój pieprzony osąd, po czym, Lanie, wydaje się, że często osądzasz, nawet jeśli wkurzyłaś się, że myślałem, że to zrobisz. Jesteś mistrzem wycofywania się. Spędziłem dużo czasu słuchając, jak to robisz, nawet wkręcając się w pierdolone przeprosiny za to i nie potrzebuję tego gówna w moim życiu.”

„To niesprawiedliwe” - wyszeptałam.

„Nie, niesprawiedliwe jest to, że jesteś ze mną, dokładnie wiesz, kim jestem, a wchodzisz do mojego pokoju i kładziesz na mnie to gówno. Ty, kurwa, wiesz, kobieto, pieprz mnie, do cholery wiesz, że nie jestem takim mężczyzną. A ty masz taką luźną władzę nad swoim dramatem, że nałożyłeś na mnie to gówno. Cóż, skończyłem z twoim cholernym dramatem, Lanie. Cały dzień martwię się o ciebie, jestem cholernie chory, że idziesz na bitwę z tym potworem, idziesz pogadać z Cherry, a potem kładziesz to na mnie? Pochopnie wyciągasz wnioski, mówisz mi prosto w twarz, że już nigdy nie chcesz, żebym cię dotykał?” - potrząsnął głową - „Nie. Nie chcesz moich rąk na sobie, kobieto? Masz to.”

Stałam zamrożona ze strachu, gdy odwrócił się do drzwi i otworzył je, zanim się odwrócił.

„Powiesz komukolwiek jedno słowo o Cody’m, to dopomóż mi Boże, będziesz miała ze mną do czynienia. To moje zadanie. Nic we mnie nie jest twoje. Nigdy więcej.”

I tym, jak każdym słowem, które powiedział odkąd weszliśmy do domu, przeciął mnie, przeszedł przez drzwi, zasunął je i odszedł, nawet nie oglądając się za siebie.

Stałam nieruchomo, próbując z trudem radzić sobie z bólem i wpatrując się w drzwi, myśląc, jak ciężkie musiało to być dla Hop’a.

Jak trudno mu codziennie budzić się i wiedzieć, że jego kobieta go zdradzała i dała syna, którego on chciał, innemu mężczyźnie.

Jak go to nie obchodziło i poszedł na matę, aby zatrzymać syna, który nie był jego, ale był.

Jakie to szczęście, że chociaż biologiczny ojciec Cody’ego Kincaida był totalnym kutasem, Bóg uznał za stosowne wprowadzić Hoppera do jego życia.

 Jak naprawdę, naprawdę musiałam nauczyć się, jak radzić sobie z moim dramatem i nie wyolbrzymiać rzeczy.

Jak teraz znałam definicję cipy.

Jak właśnie zraniłam mojego mężczyznę, zmuszając go do podzielenia się czymś w gniewie, kiedy nie był gotowy.

I na koniec, i najważniejsze, jak do diabła miałam go odzyskać.


 

5 komentarzy:

  1. I ops. Mea culpa. Czuję się winna. Hop wybacz. Dziękuję Monia❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za rozdział.
    No i teraz co jajco hahhaha ona chyba sie nie nauczy żeby rozmawiać a nie z góry zakładać.
    To teraz bedzie musiała się namęczyć żeby go odzyskać.
    CZekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń