ROZDZIAŁ
14
Odzyskać
go
Trzy dni później…
Stałam
przy umywalce w łazience Hop’a, ubrana tylko w bieliznę, patrząc na siebie w
lustrze, więc nie przegapiłam tego, kiedy Hop w obciętych czarnych dresach
wśliznął się za mnie.
Patrzyłam
z pewną fascynacją, jak otacza mnie swoimi wytatuowanymi w płomienie ramionami
i opuszcza głowę, by dotknąć ustami mojego ramienia.
Jego
wąsy połaskotały mnie, poczułam dreszcz na ramieniu i wzdłuż kręgosłupa.
Potrzebował
golenia ze cztery dni temu.
Nie
powiedziałam mu tego, bo, chociaż potrzebował, to podobało mi się, że był
mężczyzną, którego to nie obchodziło.
Uniósł
głowę i złapał moje spojrzenie w lustrze.
„Jesteś
okej?” - zapytał.
Skinęłam
głową.
„Na
pewno?” - popchnął.
„Nie”
- szepnęłam.
Dzisiaj
był ten dzień.
Powiedziałam
mu poprzedniego wieczoru, że jestem gotowa. Następnego dnia miałam wyjść z
pracy trochę wcześniej, jechać do Ride i porozmawiać z Tyrą.
Odkąd
dramat Tabby i Shy’a przycichł, odbyłam kilka rozmów z Tyrą, aby upewnić się,
że wszystko jest w porządku, podczas których opowiedziała mi o tym starciu w Kompleksie
oraz tym, że ona i Tabby miały scenę. Ty-Ty źle się czuła, wyciągnęła pochopne
wnioski na temat Shy’a i skrzywdziła Tabby, którą uwielbiała. Co więcej,
dowiedzieliśmy się, że matka Tabby pokazała się w Chaosie, kiedy nie była
potrzebna (a kiedy chłopcy powiedzieli ci, że nie jesteś mile widziana, to
każda rozsądna osoba trzymałaby się z daleka), by podzielić się wiadomością, że
babcia Tabby zmarła. Chciałam więc również sprawdzić, czy Tabby jest w
porządku, bez zawracania głowy Tabby, która miała kilka ciężkich dni.
Więc
wybierałam się do Ride, aby zmierzyć puls mojej przyjaciółce.
Miałam
też jechać do Ride, żeby porozmawiać z nią o tym, jak się czułam w związku z
tym, co spotkało ją z powodu Elliotta, o podjętej przeze mnie decyzji i… Boże… dowiedzieć się, jak ona się z tym
czuła.
Na
koniec chciałam jej powiedzieć, że Hop i ja byliśmy razem, zakochałam się w nim
i miałam nadzieję, że będziemy razem, no cóż… zawsze.
I
byłam przerażona.
„Ona
cię kocha” - powiedział Hop do mojego odbicia, wciskając swój przód głębiej w
moje plecy - „Nie obwinia cię. Ale martwi się o ciebie. To sprawi, że poczuje
się lepiej i jakkolwiek ten potwór kręci się w tobie, lady, przysięgam jak
cholera, ty też poczujesz się lepiej.”
Miałam
nadzieję, że miał rację.
Hop
obserwował, jak niepokój porusza się to w moich rysach, a jego ramiona
zacieśniły się.
„Mała,
poważnie, to były pieprzone lata. Myślisz, że piłaby się z tobą, pozwoliłaby ci
spędzać czas ze swoimi chłopcami, czy uczyniłaby cię częścią jej rodziny, gdyby
żywiła urazę?”
„To
uczucie nie jest logiczne, Hop.”
„To
uczucie, mała, nie dotyczy Tyry.”
Zamrugałam.
„Co?”
Spojrzał
mi w lustro, pocałował mnie w ramię, po czym znów na mnie spojrzał - „Jak zrobisz
ten krok, zajmiemy się resztą później.”
Moje
ręce szybko przesunęły się do jego ramion, kiedy wykonał ruch, żeby mnie
puścić, więc zatrzymał się.
„O
czym mówisz?” - zapytałam.
„Jestem
z ciebie dumny” - odpowiedział i to było miłe, ale nie odpowiadało na moje
pytanie, więc otworzyłam usta, by mówić, ale on kontynuował, zanim zdążyłam
zacząć - „To duży krok. Widzę, że to dla ciebie dużo. Ale w głębi duszy wiesz,
że ona cię nie obwinia. Ty obwiniasz siebie. To coś innego do pokonania. Ale, mała,
tu chodzi o więcej. Nikt, mężczyzna czy kobieta, nie leży krwawiąc na podłodze
z kimś, kogo kocha, leżącym parę metrów dalej i nie wychodzi nienaznaczony.
Twoje problemy nie kończą się tutaj, lady. Domyślam się, że skupiasz się na
tym, więc nie skupiasz się na tamtym. Więc skupimy się na tym, przejdziemy
przez to, a potem pomogę ci się skupić na tamtym. Ale ostatecznie, krok po
kroku, pokonamy to gówno.”
„Nie
jestem pewna, czy to sprawia, że czuję się lepiej, Hop” - wyznałam.
„I
przez jakiś czas nie poczujesz się lepiej, Lanie” - powiedział mi bez ogródek -
„Idziesz na bitwę i to cię rozpierdala. Kiedy wychodzisz zwycięzcą, jesteś po
prostu zwycięzcą.”
„Okej,
to miłe i wszystko, ale muszę przyznać, że teraz naprawdę nie czuję się lepiej. Nie lubię być spierdoloną” -
powiedziałam mu, a on się uśmiechnął.
Następnie
zapytał - „Gdzie ja jestem?”
Nie
zrozumiałam pytania, więc zapytałam - „Co?”
„Gdzie
ja jestem?” - powtórzył, a kiedy nadal wyglądałam na zdezorientowaną,
kontynuował - „W tej chwili, Lanie, gdzie ja stoję?”
Przesiewało
przeze mnie to, co miał na myśli i pozostawiało po sobie ciepło.
„Za
moimi plecami” - odpowiedziałam cicho.
„Za
twoimi plecami, mała, teraz i zawsze” - odpowiedział, ponownie pocałował mnie w
ramię, uścisnął i posłał mi kolejny seksowny uśmiech.
Potem
puścił mnie i odszedł.
Spojrzałam
na siebie w lustrze.
I
poczułam się lepiej.
*****
Nie
czułam się lepiej, wchodząc po betonowych schodach, które prowadziły do biura
Tyry w Ride.
To
uczucie minęło teraz, gdy nadszedł czas.
Tyra
była kierownikiem biura w Ride, zanim ona i Tack się pobrali. Poznali się,
ponieważ została tam zatrudniona. To znaczy, w weekend przed rozpoczęciem pracy
poszła na coś, co uważała za imprezę firmową, ale tak naprawdę było to zwykłe
dla Chaosu wypiekanie pieczeni wieprzowej. Tack nalał jej tequili i okrył ją
swoją aurą gorącego faceta, twardziela, a ona w ciągu jednej nocy w jego łóżku
zakochała się w nim.
Niestety,
w tamtym czasie Tack uważał ją po prostu za kawałek dupy i dał to Ty-Ty jasno
do zrozumienia. Nie wiedział też, że jest jego nową kierowniczką biura. Kiedy
się dowiedział, próbował ją zwolnić, ale straciła rozum. Obudził się, gdy
zaserwowała mu charakterek Ty-Ty i od tego momentu zrobił wszystko, by ją
wygrać.
Udało
mu się.
Reszta
była historią.
Myślałam
o tym zamiast powtarzać (po raz siedem tysięczny) to, co zamierzałam
powiedzieć, kiedy otworzyłam drzwi i weszłam do biura Tyry.
Powitały
mnie dwa wielkie uśmiechy.
Elvira
tam była.
To
było dobre. Elvira może i była szalona, ale była też uczciwa i lojalna. Co
więcej, kobieta była patologicznie towarzyska, ale nie chodziło o to, by nie
być samą lub zebrać wszystkich przyjaciół, których mogła zdobyć. Chodziło o to,
że miała wiele dobroci do przekazania i dawała ją bez wahania. Widziałam, jak zaprzyjaźniała
w barze z kobietą na stołku obok niej, której nigdy dotąd nie spotkała, i
pobiła przy tym rekord prędkości. Była tak zaraźliwa swoją osobowością i tak
oczywiście kimś, kogo chciałabyś poznać.
Hop
- wiedziałam, że będzie, skoro obiecał - czekał w Kompleksie, aż do niego
przyjdę po tym, jak to się skończy. W przenośni chronił moje plecy z daleka.
Obecność
Elviry oznaczała, że będzie miała to z bliska.
„Hej”
- zawołałam, zamykając za sobą drzwi.
„Hej,
kochanie” - odkrzyknęła Ty-Ty.
„Słuchaj
tego” - oznajmiła Elvira na powitanie - „Po wielkim zajściu z Tabby, teraz
dowiedzieliśmy się, że Hop ma jakąś sukę, którą przygważdża po cichu, a chłopcy
nie chcą powiedzieć, kim ona jest.”
Zatrzymałam
się jak wryta i zamrugałam.
O
Boże!
„Chciałabym
wiedzieć, dlaczego to tajemnica” - powiedziała Tyra do Elviry - „To znaczy,
rozumiem, dlaczego Tab i Shy zachowywali swój sekret, ale dlaczego Hop? Nie
jest skrytym facetem.” - uśmiechnęła się - „Domyślam się, że jest
bibliotekarką.”
Elvira
odrzuciła głowę do tyłu i roześmiała się na sam pomysł połączenia Hoppera
Kincaida i bibliotekarki.
„Może
policjantka” - ciągnęła Ty-Ty drżącym z rozbawienia głosem - „Chłopcy wpadliby
w szał, gdyby robił niegrzeczne
rzeczy z gliną.”
Elvira,
wyraźnie uznając to za szczyt rozbawienia, czego ja nie uznałam, wciąż się
śmiała.
„Wiemy
tylko, że…” - ciągnęła Tyra - „…nie jest striptizerką w Smithie’s, kelnerką
koktajlową, znowu w Smithie’s, ani jedną z tych kobiet, które noszą obciętą
koszulkę bez rękawów, która pokazuje dół ich piersi, podczas gdy stoją na
podium z nowym motorem na pokazach i robią to, co stare, kupujesz ten motor, może uda ci się położyć taką biker baby jak ja”
- roztańczone oczy Tyry zwróciły się do mnie - „Zazwyczaj wyborem Hop’a jest
biker baby.”
Oddech
uwiązł mi w gardle.
Elvira
dalej się śmiała.
„Chociaż
to dobrze” - Ty-Ty niestety kontynuowała bełkota - „Takie biker baby to rozumieją,
jeśli chodzi o motocyklistów takich jak Hop.”
Mój
żołądek się zacisnął.
Co
to oznaczało?
„Motocykliści
tacy jak Hop?” - Elvira, zawsze zwolenniczka soczystych plotek, natychmiast
przestała się śmiać, aby ulepszyć ten fragment i zrobić to, co zawsze robiła.
Wyciągnąć to.
„Tak”
- powiedziała Tyra - „To dobry facet, lubię go. Poważnie; i wiem, że zabrzmi to
szaleńczo, ponieważ, cóż, jakoś czuję, że nie powinnam, ale po prostu lubię.
Może dlatego, że Tack go lubi i szanuje. Może dlatego, że wiem, że jest w
wielkim konflikcie z bractwem i zrobiłby wszystko dla Tacka, mnie, moich
chłopców. Może to tylko dlatego, że jest łagodny i dobrze jak jest w pobliżu.
Mimo to, w przeciwieństwie do innych facetów, z Hop’em to walka.”
„To
wszystko brzmi dobrze” - zauważyła Elvira - „Dlaczego to walka?”
„Chaos,
motocykliści, rzeczy, do których musisz się przyzwyczaić…” - Ty-Ty uniosła ręce
i zrobiła cytaty w powietrzu - „…w życiu.”
„Jak
co?” - naciskała Elvira.
„Jak
rzeczy, którymi nie zamierzam się z tobą dzielić, ponieważ dużo gadasz” –
odpowiedziała Tyra, a Elvira odchyliła się do tyłu.
„Nie!”
- warknęła i to było całkowite kłamstwo, ale ponieważ świrowałam, nie wydałam
szyderczego odgłosu, który normalnie bym wydawała.
Tyra
jednak nie świrowała, więc odparła jej.
„Dziewczyno,
całkowicie tak.”
Elvira
pochyliła się - „Tak, w porządku, ale trzymam to wszystko w rodzinie. Nie
biegam z tym do ludzi, do których nie powinnam, i dobrze o tym wiesz, Tyro
Allen. Więc daj.”
„Elvira...”
- zaczęła Tyra.
„Daj
to, dziewczyno. Wiesz, po pierwsze, i tak zrobisz to, bo też lubisz gadać i nie
zaprzeczaj, a po drugie, nie pozwolę tego tak zostawić, dopóki tego nie zrobisz
i też o tym wiesz, więc… daj.”
Tyra
przyglądała się jej i wydawało się, że żadna z nich nie zauważyła, że się nie
ruszam i nawet nie weszłam w pełni do pokoju.
„Musisz
obiecać, że będziesz trzymać się mocno” - ostrzegła Tyra, poddając się, jak
wiedziałam, że zrobi, ponieważ lubiła plotki.
„Pracuję
dla komandosa. Wiem, jak trzymać gówno mocno” - odpaliła Elvira.
Tak
było. Potwierdzone. Widziałam. Hawk był prawdziwym komandosem.
Tak
naprawdę nie zarejestrowałam tego, ponieważ Tyra wyraźnie przyjęła deklarację „praca
dla komandosa” jako wskazówkę, że może się podzielić i ponownie mówić.
A
to, co powiedziała, rozerwało mnie na strzępy.
„Hop
i ja mieliśmy trudny początek, ponieważ kiedy był z Mitzi, widziałam go w jego
łóżku w Kompleksie ze zwykłą dziwką biker-groupie o imieniu BeeBee.”
Wzrok
mi się zamazał.
„Jasna
cholera” - wydyszała Elvira - „Zawsze go lubiłam. To fajny facet. I nigdy w
życiu nie myślałam, że to powiem, ale ten jego twardzieli wąs motocyklisty robi
takie rzeczy z moją częścią dziewczyny.
Nie mogę w to uwierzyć. Zdradzał?”
Tyra
skinęła głową i pokój zaczął się kołysać.
„Tack
mówi, że to nie jego ani moja sprawa. Chłopcy robią to, co robią. Niektórzy z
nich są wierni swoim starszym paniom, inni są… cóż…” - wzruszyła ramionami - „…nie.
To niefajne, ale to część tego życia. Właściwie to część życia w ogóle,
ponieważ zdrada nie ogranicza się do motocyklistów, a Tack ma rację, to
naprawdę nie jest moja sprawa.”
Miałam
dziwne wrażenie, że zemdleję, a jednocześnie byłam bardzo czujna i koncentrowałam
się na każdym słowie, które powiedziała Ty-Ty.
„Szczerze..”
- kontynuowała - „…bez obrazy dla siostrzanej wspólnoty, ale po tym wszystkim,
co się wydarzyło i sprawy stały się bardzo brzydkie z Mitzi, Tack nie podzielił
się żadnymi szczegółami, ale pojawiała się tu i była totalną suką, jak suka
Naomi, więc muszę przyznać, że to był jedyny raz w życiu, kiedy to zrozumiałam.
Chociaż powinien był ją uwolnić, zanim przygwoździł biker-groupie, zwłaszcza
taką jak BeeBee.”
„To
jest to, czego nie rozumiem” - narzekała Elvira - „Chcą popatrzeć, chcą
świeżego mięsa, dlaczego najpierw nas nie puszczą? Dlaczego muszą nas trzymać
na uwięzi? Chodzi mi o to, czy ci kolesie nie widzieli Fatalnego Zauroczenia? Ulotnej
Nadziei? To gówno niszczy kobietę, obie zaangażowane kobiety, na litość
boską, i nie jest tak, że mężczyźni o tym nie wiedzą.”
„Czy
z Tabby wszystko w porządku?” - wypaliłam i obie ich głowy odwróciły się w moją
stronę.
„Słucham?”
- spytała Tyra.
„Ja,
cóż, przepraszam dziewczyny, ale nie mam dużo czasu. Muszę spotkać się z
klientem. Spotkanie w ostatniej chwili. Ale chciałam tu wpaść, Ty-Ty…” -
spojrzałam na nią i trzymałam wszystko, co czułam resztkami sił - „…sprawdzić,
czy z Tabby wszystko okej po jej babci i, no wiesz, wszystkim.”
„Ona
jest okej. W ten weekend wybierają się na pogrzeb. Reszta, cóż, Klub ma dramat,
a Klub wygładza dramat, a oni zwykle nie pieprzą, więc wszystko jest w porządku”
- odpowiedziała Tyra. Jej oczy zwęziły się na mnie i przytaknęłam - „Czy z tobą
okej?” - zapytała.
„Tak,
po prostu mam tego klienta w głowie i, no wiesz, wybuch Chaosu, cała ta sprawa
z Tabby” - skłamałam - „Ale to dobrze, że wszystko okej.”
„Dziewczyno,
na pewno okej?” - zapytała Elvira, a ja spojrzałam na nią, aby zobaczyć, że jej
spojrzenia również się na mnie skupiło.
„Ja
tylko, tylko…”
Boże,
musiałam się stamtąd wydostać.
Spojrzałam
z powrotem na Tyrę.
„Wiesz,
że Tack mnie odwiedził?”
Widziałam,
jak ciało mojej najlepszej przyjaciółki znieruchomiało, zanim odpowiedziała -
„Wiem”.
„Ja,
no cóż, myślałam o tym i pomyślałam, że jestem gotowa, hmmm… przedyskutować z tobą
różne rzeczy. Więc przyszłam tutaj, żeby to zrobić, i oczywiście sprawdzić Tab.
Ale będąc tutaj, myślę, że potrzebuję trochę więcej czasu. Tylko, nie wiem,
tydzień albo… dwa.”
Jej
twarz zmieniła się, stała się łagodna, słodka i wreszcie pełna ulgi.
Kochała
mnie.
Martwiła
się o mnie.
Była
szczęśliwa, że tam byłam, żeby o tym porozmawiać.
Cała
Ty-Ty.
Przynajmniej
czuła ulgę, ogromną, której niestety ja nie mogłam w pełni poczuć, bo moje
serce krwawiło.
„Weź
tyle czasu, ile potrzebujesz, kochanie. Zawsze tu jestem” - odpowiedziała.
Zawsze
była. Dlaczego o tym nie pamiętałam?
Skinęłam
głową.
„Zawsze”
- powtórzyła, a ja ponownie kiwnęłam głową.
„Ja
też, dziewczyno” - wtrąciła Elvira.
Spojrzałam
na nią. Jej twarz była łagodna, słodka i zatroskana.
Ona
też się o mnie martwiła.
Cała
Elvira.
Kiwnęłam
jej też głową.
„Muszę
iść” - powiedziałam pospiesznie.
Obie
uśmiechnęły się do mnie.
Mój
uśmiech był drżący i wiedziałam o tym, wiedziałam, że to widziały, ale nie miałam
zbyt wiele siły, by powstrzymać wszystko, co czułam, więc musiałam iść dalej,
zanim straciłam opanowanie.
Zrobiłam
to, odwracając się i machając niewyraźnie ręką. Moje obcasy stukały na
dziedzińcu, kiedy praktycznie biegłam w stronę Kompleksu. Otworzyłam drzwi, weszłam
i zobaczyłam Hop’a siedzącego na stołku przy końcu baru. Jego oczy skierowały
się prosto na mnie. Uchwycił moją minę, a na jego rysach pojawiło się
zmartwienie.
Zszedł
ze stołka, a kiedy podeszłam do niego, złapał mnie za rękę i wymamrotał - „Mój
pokój”.
Kiwnęłam
głową.
Zaprowadził
mnie do swojego pokoju. Uwolniłam rękę i przeszłam trzy kroki.
Po
zamknięciu drzwi odwrócił się do mnie i zrobił krok w moją stronę.
Cofnęłam
się o krok.
Jego
brwi złączyły się, a oczy przyglądały się mojej twarzy.
„Jezu,
kurwa, nie poszło dobrze z Cherry?” - zapytał z niedowierzaniem.
„Wiem
o BeeBee.”
Patrzyłam,
jak jego ciało sztywnieje.
To
było to.
Zrobił
to.
Zdradził
Mitzi z kobietą o imieniu BeeBee.
Boże!
„Skończyliśmy”
- oświadczyłam - „Koniec” - powtórzyłam - „Nie pieprzę tych, co zdradzają. Nie
patrzę na tych, co zdradzają. Nawet nie oddycham tym samym powietrzem…” -
oparłam się o niego i skończyłam z sykiem - „…co ci, co zdradzają. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć, Hop. Nigdy więcej
nie chcę, żebyś mnie dotknął. Od teraz przestałeś istnieć.”
Po wygłoszeniu tego pobiegłam.
Wybiegłam
z jego pokoju, przez Kompleks i do mojego samochodu.
Problem
z tym polegał na tym, że wiedziałam, że biegł za mną.
Nie
powiedział ani słowa, ale kiedy uruchomiłam samochód, usłyszałam ryk Harleya i
wiedziałam, że to jego. A kiedy jechałam, zobaczyłam go na motocyklu tuż za
mną. A kiedy zaparkowałam w garażu, wjechał na mój tylny podjazd.
Więc
kiedy przemknęłam przez patio i otworzyłam przesuwane szklane drzwi, nie mogłam
ich zamknąć, ponieważ jego ręka była na nich i czułam ciepło jego ciała na
moich plecach.
Poddałam
się, wbiegłam i odwróciłam się do niego, czując, że rozpadam się w szwach.
Musiał
iść.
„Nie
możesz tu być, Hop. Nigdy więcej masz tu nie być” - warknęłam.
„Cody
nie jest mój.”
Moje
ciało zakołysało się po niespodziewanym uderzeniu, które wylądowało tak
dokładnie, że musiałam cofnąć stopę, żeby złapać równowagę, żeby nie upaść.
„Tak”
- warknął, nie przegapiając mojej reakcji.
„O
mój Boże” - wydyszałam.
„Tak”
- warknął ponownie - „Nie wiedziałem tego popieprzonego gówna, kiedy pieprzyłem
BeeBee i tak, kobieto, pieprzyłem BeeBee, ale Tyra dzieląca się tym gównem jest
niefajna. Ona nie wie, dlaczego to
zrobiłem, nie wie, co wtedy przeżywałem, co czułem, kiedy to robiłem, nie wie
gówna i nie ma prawa wiedzieć gówna, bo to nie jest jej cholerna sprawa.”
„Hop…”
- próbowałam się wtrącić, ale nie udało mi się.
Był
zły, wściekły. Jego wściekłość wypełniła pokój, utrudniając oddychanie.
I
był na fali.
„Ale
zanim z tobą skończę, będziesz wiedziała wszystko.”
Zanim
ze mną skończy?
„Mieliśmy
przerwę, Mitzi i ja” – powiedział - „Wtedy nie wiedziałem, że to przerwa.
Myślałem, że to koniec. Zanim to się stało, zaszła w ciążę z Cody’m i nie
pozwoliła mi się dotknąć. Ledwo nawet, kurwa, na mnie spojrzała. Próbowałem
wszystkiego, nie wpuściła mnie. Dała mi syna, albo myślałem, że dała mi syna.
Nie wiedziałem wtedy, że nie był mój. Potem go miała, byłem tym cholernie
zachwycony, a ona wciąż mnie mroziła. Gorzej niż wcześniej, znacznie gorzej.
Dla mnie - miałem syna, był kurewsko idealny, byłem cholernie szczęśliwy, a moja
kobieta co? Zamraża mnie? Nie mogłem tego znieść. Próbowałem. Przegrałem.
Spakowałem moje gówno. Wyprowadziłem się. Miałem dość. Lata tego gówna. Lata
prób przebicia się. Nie była to łatwa decyzja. Molly, taka kurewsko mała, Cody,
tylko dziecko, ale nie mogłem znieść jeszcze jednego dnia jej popieprzonego
gówna. Więc wyprowadziłem się.”
„Słonko…”
„Zamknij
się, kobieto. Kupiłaś to, weź to.”
Zamknęłam
usta.
Hop
spojrzał na mnie gniewnie, zanim kontynuował.
„Zatrzymałem
się na terenie Kompleksu, szukając miejsca. BeeBee była dostępna. Nie kochałem
się od prawie pieprzonego roku, więc skorzystałem. To nie sprawa Tyry dlaczego.
Tacka. Twoja. Nikogo. Wysiadłem. Nie było dobrze. To nie było do dupy. To był
jednorazowy koncert, facet, kurwa, dostępna cipa bez zobowiązań. Byłem wolnym
agentem, więc czemu, do cholery, nie?”
„Nie
sądzę, by Tyra o tym wiedziała” - powiedziałam ostrożnie.
„Mam
w dupie, co ona wie lub nie” - odpowiedział.
Zamilkłam.
Hop
dalej.
„Niedługo
potem Mitzi odezwała się do mnie. Myślałem, że chce spróbować jeszcze raz.
Chciała kogoś, kto pomógłby jej z brudnymi pieluchami i spłatą kredytu
hipotecznego. Wyciągnęła same słodkości, a ja tak bardzo chciałem mieć rodzinę,
żeby obudzić się ze świadomością, że moje dzieci są pod moim dachem, więc pozwoliłem
jej. Aż pewnego dnia wróciłem do domu i jakaś kobieta siedzi na naszej
werandzie. Nigdy wcześniej nie widziałem tej suki. Zsiadam z motoru, podchodzę
do niej, ona patrzy mi prosto w oczy i rozkłada. Wszystko. Wszystko, na co
ciężko pracowałem, a Mitzi nigdy mi nie dała. Wszystko, dowiedziałem się od
cholernej nieznajomej.”
Kiedy
przestał mówić i nie wyglądał, jakby miał zamiar kontynuować, zapytałam -
„Czego się dowiedziałeś, Słonko?”
„Dowiedziałam
się, dlaczego Mitzi była taką cipą. Zepsuty, zgniły, bezwartościowy kawałek
gówna, z którym zmarnowałem pieprzone lata. Kawał gówna, który był matką moich
dzieci. Albo jak dowiedziałem się tego dnia, mojej córki. Nie mojego cholernego
syna.”
Starałam
się nie hiperwentylować i musiałam się na tym tak bardzo skoncentrować, że
miałam tylko tyle siły, by kiwać głową.
„Była
cheerleaderką” - oznajmił Hop, a ja zamrugałam.
„Co?”
- wypchnęłam.
„Ta suka. Blondyna. Niebieskooka. Idealnie wyćwiczone
ciało. Cholerny kucyk we włosach. Była typem cheerleaderki, która będzie
trzymać się tego gówna, dni chwały, dopóki nie umrze. Albo myślała, że będzie,
dopóki Mitzi nie zniszczyła jej życia.”
Nie
zrozumiałam.
Hop
nie kazał mi prosić o wyjaśnienie.
„Widzisz,
dawniej Mitzi miała coś do rozgrywającego szkolnej drużyny futbolowej w swojej
szkole. Pragnęła go. Problem polegał na tym, że spotykał się z główną
cheerleaderką. Ale Mitzi chciała tego, czego chciała, więc dała z siebie
wszystko, aby to zdobyć. W liceum oznaczało to, że kusiła i była chętna. Ten
pieprzony facet wziął to, co dała, trzymał ją na boku i poszedł na powrót do
domu i na bal ze swoją grzeczną dziewczyną. Taki był początek i do tego dnia na
werandzie to nie miało końca. Mitzi skupiła się na tym gościu. Był wszystkim,
czego pragnęła i tak jak ta suka to powiedziała, poszła na całość, żeby go
dorwać. To gówno, które powiedziała, nie żartowała.”
Oddychałam
głęboko.
Hop
wciąż opowiadał swoją historię o zdradzie.
„Poszedł do college’u, jego dziewczyna poszła
do tej samej uczelni, ale nadal trzymał Mitzi na boku. I została tam, dając mu
to, czego jego cheerleaderka nie mogła lub nie chciała. Ukończyli szkołę,
pobrali się, dostał pracę, zatrzymali Mitzi i żonę, dopóki praca nie przeniosła
go do innego stanu. Wtedy Mitzi zdała sobie sprawę, że to może nigdy nie będzie
ona, więc musiała mieć plan B. Zabrał żonę, pożegnał się i nie oglądał za
siebie.”
Hop
przerwał, ponownie skinęłam głową i Hop ciągnął dalej.
„Właśnie
wtedy pojawiłem się na tapecie. Dlatego nigdy mnie nie wpuściła. Tęskniąc za
tym facetem. Wciąż z nim w kontakcie. Trzymając pochodnię, trzymając się
nadziei. Poprowadziła mnie do wspólnego życia, a kiedy sądziła, że dostała szansę,
odcięła mnie i poszła po niego. Został przeniesiony z powrotem do Denver po
tym, jak mieliśmy Molly i zaczęli ponownie. Pomyślała, że to była dobra
wiadomość dla niej, kiedy dowiedziała się, że jego żona nie może mieć dzieci.
Ona i ja, rzeczy nie były dobre, nie tęskniłem za zrobieniem z nią kolejnego
dziecka, dopóki nie byłbym pewien, że między nami jest trwałe, a nie wyglądało
na to, że to się stanie, więc byłem cholernie zaskoczony, że zaszła w ciążę, skoro
była na pigułce. Ale gówno się dzieje. Miałem syna. Cieszyłem się, nawet jeśli
Mitzi była suką. Mój syn jest moim synem, więc kto by się nie radował?”
„Nikt”
- szepnęłam.
„Cholerna
racja” - odgryzł się - „Ale widzisz, ta suka na moim ganku powiedziała mi, że
Mitzi poszła do jej męża i zagroziła, że opowie jej swoją historię i fakt, że
Mitzi ma jego dziecko, jeśli tego z nią nie zerwie. Aby odciąć ją za wczasu,
ten facet powiedział swojej żonie całą pieprzoną rzecz. Czując chęć szerzenia
tej radości, suka przyszła i podzieliła się tym ze mną. Gówno wieje wysoko, jak
to, kurwa, by było, przeprowadziliśmy testy, udowodniły, że Cody nie jest mój.”
Moje
serce ścisnęło się tak mocno, ból rozdzierający, wszystko, co mogłam wymusić,
to - „Hop”.
„Ale
on, kurwa, jest” - warknął Hop - „Ten
sukinsyn nie trzymał cholernej ręki Mitzi na porodówce. Ten sukinsyn nie był
pierwszym człowiekiem, który owinął ramiona wokół mojego chłopca. Ten skurwysyn
nie dał mu pierwszej butelki, nie zmienił pierwszej pieluchy, nie siedział z
nim w bujanym fotelu, dopóki nie zasnął. Powiedziałem wszystkim tym dupkom, że
zobaczą salę sądową, zanim zabiorą moje dziecko. Facet porozmawiał z żoną,
dostał kolejny transfer, radośnie powiedział mi, że zgadza się ze mną,
wychowującym jego syna i wyjechali. Mitzi zobaczyła, że rzuciła ciężką artylerię, a
facet odpuścił. Skończył z nią, a ona w swojej pokręconej, popieprzonej głowie obwiniała mnie i rzuciła na mnie kupę gówna tak ciężką, że minęły lata, a nadal to cud,
że mogę oddychać po tym
smrodzie. Potem się obudziła i zobaczyła mnie ze swoimi dziećmi, zobaczyła, co
miała i wyrzuciła, spróbowała poukładać ze mną gówno. Powiedziałem jej, że tak
daleko mnie to nie interesuje, że to nie było cholernie zabawne, a ponadto, że
wyruchała wszystko ze mną lub moimi dziećmi, nie spodobałaby jej się moja
odpowiedź. I oto byliśmy.”
Byli
tam i, szczerze mówiąc, byłam zaskoczona, że Hop miał w sobie to, by dać tej
kobiecie uprzejmość, by ją zignorować i znaleźć krzesło z dala od niej na
recitalu tanecznym ich córki.
Poza
tym nie wiedziałam, co on zrobi, z nie angażowaniem swoich dzieci. Wiedziałam,
że to dalszy wgląd w postać Hoppera Kincaida, że w ogóle oddychał jej
powietrzem.
Dla
jego dzieci.
Dla
obojga jego dzieci, nawet jeśli jedno z nich było, jego zdaniem, nie jego krwi.
„Czy
Tyra coś z tego wie?” - zapytałam.
„Nie
wiem. Mam to w dupie. W przypadku Cody’ego nie rozpowszechniałem tego gówna.
Jeśli chodzi o kogokolwiek, jest mój na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli ktoś spojrzał
na niego i zgadł, to zachował to dla siebie. Nie to jest teraz ważne, Lanie. Co
ważne, nie wiem, jakie gówno wyrzuciła Tyra ani jak wyszło, przyjęłaś to gówno,
przyszłaś do mnie i nie pozwoliłaś mi powiedzieć ani słowa, zanim nas rozerwałaś
i stamtąd wyrwałaś.”
Niestety
to była prawda.
„Właściwie
nie miałam szansy podzielić się czymkolwiek z Tyrą, a w jej obronie Tyra nie
chciała się dzielić, ale kiedy weszłam do biura, ona i Elvira plotkowały,
wiesz, jaka jest Elvira i wyciągnęła to. Ona o nas nie wie. Nie podzieliła się
tym mściwie, Hop. Po prostu…” - przerwałam i skończyłam kiepsko - „…tak wyszło.”
„To
dobrze, mała, to odhacza jedną rzecz z twojej listy. Nie musisz się dzielić, bo
teraz, po tym gównie, nie ma nas, o których ona musiałaby wiedzieć.”
Poczułam,
że moje oczy się rozszerzają, a żołądek opada.
„Hop,
ja…”
„Oszczędź
sobie” - uciął - „Nie chcę tego słyszeć. Powiedziałaś to, co miałaś do
powiedzenia, wydałaś swój pieprzony osąd, po czym, Lanie, wydaje się, że często
osądzasz, nawet jeśli wkurzyłaś się, że myślałem, że to zrobisz. Jesteś
mistrzem wycofywania się. Spędziłem dużo czasu słuchając, jak to robisz, nawet
wkręcając się w pierdolone przeprosiny za to i nie potrzebuję tego gówna w moim
życiu.”
„To
niesprawiedliwe” - wyszeptałam.
„Nie,
niesprawiedliwe jest to, że jesteś ze mną, dokładnie wiesz, kim jestem, a wchodzisz
do mojego pokoju i kładziesz na mnie to gówno. Ty, kurwa, wiesz, kobieto,
pieprz mnie, do cholery wiesz, że nie jestem takim mężczyzną. A ty masz taką
luźną władzę nad swoim dramatem, że nałożyłeś na mnie to gówno. Cóż, skończyłem
z twoim cholernym dramatem, Lanie. Cały dzień martwię się o ciebie, jestem
cholernie chory, że idziesz na bitwę z tym potworem, idziesz pogadać z Cherry,
a potem kładziesz to na mnie? Pochopnie wyciągasz wnioski, mówisz mi prosto w
twarz, że już nigdy nie chcesz, żebym cię dotykał?” - potrząsnął głową - „Nie.
Nie chcesz moich rąk na sobie, kobieto? Masz to.”
Stałam
zamrożona ze strachu, gdy odwrócił się do drzwi i otworzył je, zanim się
odwrócił.
„Powiesz
komukolwiek jedno słowo o Cody’m, to dopomóż mi Boże, będziesz miała ze mną do
czynienia. To moje zadanie. Nic we mnie nie jest twoje. Nigdy więcej.”
I
tym, jak każdym słowem, które powiedział odkąd weszliśmy do domu, przeciął
mnie, przeszedł przez drzwi, zasunął je i odszedł, nawet nie oglądając się za
siebie.
Stałam
nieruchomo, próbując z trudem radzić sobie z bólem i wpatrując się w drzwi,
myśląc, jak ciężkie musiało to być dla Hop’a.
Jak
trudno mu codziennie budzić się i wiedzieć, że jego kobieta go zdradzała i dała
syna, którego on chciał, innemu mężczyźnie.
Jak
go to nie obchodziło i poszedł na matę, aby zatrzymać syna, który nie był jego,
ale był.
Jakie
to szczęście, że chociaż biologiczny ojciec Cody’ego Kincaida był totalnym
kutasem, Bóg uznał za stosowne wprowadzić Hoppera do jego życia.
Jak naprawdę, naprawdę musiałam nauczyć się,
jak radzić sobie z moim dramatem i nie wyolbrzymiać rzeczy.
Jak
teraz znałam definicję cipy.
Jak
właśnie zraniłam mojego mężczyznę, zmuszając go do podzielenia się czymś w
gniewie, kiedy nie był gotowy.
I
na koniec, i najważniejsze, jak do diabła miałam go odzyskać.
I ops. Mea culpa. Czuję się winna. Hop wybacz. Dziękuję Monia❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział.
OdpowiedzUsuńNo i teraz co jajco hahhaha ona chyba sie nie nauczy żeby rozmawiać a nie z góry zakładać.
To teraz bedzie musiała się namęczyć żeby go odzyskać.
CZekam na kolejny rozdział :)
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje.
OdpowiedzUsuń