środa, 1 września 2021

EPILOG - Gofry

 

EPILOG

Gofry

 

 

Hop

Tydzień później…

Zadzwonił telefon i Hop otworzył oczy, czując ciężar żony przyciśnięty do jego boku, ich splątane nogi i jej policzek na jego klatce piersiowej.

Poruszyła się sennie, gdy wyciągnął rękę do stolika nocnego, by chwycić telefon, widząc na budziku, że był wczesny poranek. Prawie noc. Spojrzał na swój wyświetlacz i zobaczył, że dzwoni Tack. Poprzedniego wieczoru zjedli z nim i Cherry kolację, podczas której podzielili się dobrymi wieściami.

Wszystkimi. Tack i Tyra byli z tego powodu szczęśliwi, Tyra w siódmym niebie. Tak bardzo, że Hop nie wiedział, czy była szczęśliwsza z powodu dziecka niż małżeństwa.

To nie miało znaczenia.

Jego kobieta rozpromieniła się podczas kolacji, pokazując pierścionek, dotykając dłonią brzucha, a Hop znowu nie wiedział, czy Lanie jest szczęśliwsza z powodu ich dziecka, czy małżeństwa.

Wszystko to miało znaczenie.

W rodzinie wszystko było dobrze.

Ale telefon w środku nocy nigdy nie był dobrą wiadomością.

Przenigdy.

Przyłożył telefon do ucha i wymamrotał - „Jestem.”

„Zebranie, bracie” - odparł Tack - „Benito.”

Kurwa, pomyślał

„Będę tam za piętnaście minut” - powiedział.

„Później.”

„Później.”

Rzucił telefon na szafkę nocną, gdy poczuł, jak Lanie się przeciąga, wciskając w niego.

„Wszystko w porządku?” - mruknęła sennym i słodkim głosem.

„Tak” - skłamał.

Jego kobieta czuła się dobrze na wszelkie możliwe sposoby. Psychoterapeuta z terapii krótkoterminowej zasugerował terapię długoterminową i Lanie znalazła kogoś, z kim lubiła pracować. Likwidowali kolejne problemy, skoro jego kobieta… nie, jego żona… wychodziła poza ciężkie gówno i dostała narzędzia do radzenia sobie z tym, jak jej myśli i wspomnienia przekręcały się w jej głowie i torturowały ją.

Nadal rzucała dramaty, ale nie były one osadzone w dysfunkcji.

Wracała do domu z pracy i narzekała na gówno, które można było naprawić, a więc w większości było nieważne, ale ważne było dla niej, żeby zrzuciła je z piersi.

Przezabawnie zgubiła opanowanie, gdy w coś wpadła i spaliła swoją pierwszą próbę zrobienia tortu urodzinowego Cody’ego.

I zrzędziła, gdy on tłumił śmiech z wybryków jej matki i ojca; popraw to, jej trzeźwej, poważnie wkurzonej matki i jej kutasa ojca. Lanie i Lis były Drużyną Joellyn przez cały czas, gdy Joellyn wykonywała manewry, by zabrać mężowi wszystko co mogła. Edward cofnął się, mówiąc, że chce ją odzyskać, a żadna z Kobiet Heron nie potrafiła powiedzieć, czy to mówił tak, bo wiedział, że straci ogromną część swojej fortuny, czy, bo ponownie zakochał się w kobiecie, którą poślubił, bo była teraz trzeźwa. Żadnej z nich też to nie obchodziło. To była totalna ofensywa Kobiet Heron, żeby ten śmieć zapłacił.

Hop to uwielbiał i, nawet jeśli zrzędziła, wiedział, że Lanie też. Miała jednego rodzica z powrotem, a na własnej skórze przekonała się, jak cenne jest życie. Nie marnowała tego na niepotrzebną urazę.

Ale interes z Benito Valenzuelą to było coś innego.

Nie pozwoliłby jej się martwić. Nie pozwoliłby jej myśleć o Benito, gdyby mógł to kontrolować.

Więc zamierzał to kontrolować. Nawet gdyby musiał kłamać.

Ale się tym martwił. Jedyną rzeczą, która mogła skłonić ją do cofnięcia się w postępach terapii, było to, gdyby dowiedziała się, jak źle było i jak mogło być coraz gorzej.

„Muszę coś zrobić dla Chaosu” - powiedział, przewracając ją na plecy i pochylając się, by pocałować ją w gardło, ale przygotowując się na jej reakcję.

„Okej, Słonko.”

Okej?

Uniósł głowę i spojrzał na jej zacienioną twarz.

Odwróciła się na bok, podwinęła nogi, ale wyciągnęła szyję, by musnąć ustami jego obojczyk.

Potem ułożyła się z powrotem.

Patrzył na nią.

Kurwa. Ufała mu.

Kurwa. Nie miała nic przeciwko wypuszczaniu go w środku nocy w nieznanych sprawach dla Chaosu.

Hop się uspokoił, pochylił się i ponownie pocałował ją w szyję, gładząc ją po biodrze, a potem włożył rękę pod koszulę nocną na jej brzuch - „Opiekuj się Ellie, kiedy mnie nie będzie.”

„Cieszę się, że mogę zaopiekować się Butchem, kiedy ciebie nie będzie” - wymamrotała sennie, a on poczuł, jak jego usta się wykrzywiają.

Chciał mieć córkę, która wyglądałaby jak jego żona. Jego żona poinformowała go, że chce syna, który wyglądałby jak jej mąż.

Bóg o tym decyduje, ale fajnie było kłócić się o coś, co oznaczało wszystko, wiedząc, że żadne z nich tak naprawdę nie dbało o to, w którą stronę to się potoczy.

Ale „Butch” było nowe.

„Butch?” - zapytał.

„Ty-Ty wzięła wszystkie urocze imiona dla motocyklistów. Nazywam go Butch, dopóki nie wymyślę czegoś innego.”

Kurwa tak, była śpiąca i żartowała.

Ufała mu.

Hop zdusił śmiech i powiedział - „Ellie jest dziewczyną, Lanie.”

„Butch to chłopiec, Hopper.”

„Zobaczymy” - mruknął, pochylając się, by dać żonie kolejnego lekkiego buziaka.

„Tak. Zobaczymy” - odpowiedziała, wtulając się głębiej w łóżko, a on wytoczył się.

Hop ubrał się i wrócił i zastał swoją kobietę śpiącą.

Wyciągnął rękę, naciągnął kołdrę wysoko i opatulił ją. Potem chwycił telefon, zszedł na dół do zamkniętej szafki, wziął nóż, podszedł do sejfu i wydobył pistolet.

Potem wyszedł do swojego garażu i wskoczył na motor.

*****

Nie strzelać! Chaos, nie strzelać!” - Tack ryknął, a Hop, przykucnięty za szpitalnym łóżkiem na cholernym jebanym planie filmowym porno ze wszystkich pieprzonych miejsc, rękami z podniesionymi i opartymi na łóżku szpitalnym, z pistoletem wycelowanym w jednego z ludzi Benito, pozostał nieruchomo, ale trzymał palec na spuście.

Oderwał wzrok od swojego celu, by spojrzeć na Tacka, który zacisnął usta. Jego wzrok był skierowany na Shy’a, któremu krew spływała po szyi, bo właśnie został trafiony przez kulę rykoszetową z pistoletu jednego z facetów Benito.

Tack spojrzał na Benito, a Hop patrzył na swój cel, gdy usłyszał, jak Tack warczy - „Jezu Chryste, jaja ze mnie robisz?”

Byli tam, by uratować najlepszą przyjaciółkę Tabby, Natalie. Tabby była blisko z Natalie od lat. Hop ją znał.

Dziewczyna bywała w Chaosie i widział ją w pobliżu. Była problematyczną osobą w ten smutny sposób, który rozpoznawałeś, patrząc jej w oczy, bo wybrała życiową ścieżkę, by uśmierzyć ból, z którym nie miała odwagi się zmierzyć.

Zostali poinformowani, zanim poszli ją wyciągnąć z debiutu filmowego, że nabrała nawyku uśmierzania bólu.

Potem zagłębiła się w Benito, a on odbierał ją na wymianę. Innymi słowy, miała bardzo aktywną rolę  w jego najnowszym filmie porno.

Nie miała na to wielkiej ochoty, więc zadzwoniła do Tabby po ratunek od Chaosu. Shy poszedł w to dla swojej kobiety i chłopcy wkroczyli.

Strategicznie to nie było dobre. Benito naciskał, Chaos naciskał. Do tej pory udało im się utrzymać Benito, jego dealerów i dziwki z dala od terytorium Chaosu, ale to była ciągła walka. Mimo to działania wojenne nie uległy eskalacji.

Ale dla Tab, dla Shy’a, dla rodziny, każdy mężczyzna się tam stawił.

Tack i Klub przerwali kręcenie porno w środku nocy, domagając się aktorki, która miała zadebiutować i wypadu pieprzonej Elviry - która nie miała absolutnie żadnego pieprzonego interesu, by być tam pod przykrywką dla jakiegoś gówna, nad którym pracował Hawk Delgado - nie działali na dużą skalę z Benito. Sprawy się rozgrzały. Tack odesłał Elvirę dla jej ochrony, a także rekrutów Chaosu, ponieważ nie potrzebowali tego doświadczenia. Jeszcze nie.

Potem zrobiło się goręcej i jeden z ludzi Benito popełnił falstart.

Dosłownie.

„Tack…” - zaczął Benito.

„Twój pieprzony facet strzelał” - uciął Hop.

„Strzał ostrzegawczy, on się zbliżał” - odparł Benito, kiwając głową w stronę Shy’a - „To był rykoszet. Nie chciał zrobić nic złego.”

„Mam to w dupie. Mój brat krwawi, a twój człowiek strzelał” - warknął Tack - „I choć raz w życiu, widząc, że starcie się z tyloma uzbrojonymi mężczyznami, zwróć uwagę. Podchodził do mnie.”

„Przypomnę, że nie zostałeś zaproszony na tę imprezę” - odparł Benito.

„A ja powtórzę to, co powiedziałem pięć pieprzonych razy. Chaos pokryje jej dług. Jest rodziną. Umówiliśmy się dawno temu, stary, rodzina jest niedostępna” - odparł Tack.

„Nie, kiedy są mi winni dużo pieniędzy” - odciął się Benito.

„Jezu, czy ty słuchasz? Chaos pokrywa jej dług” - odparł Tack.

„Wolę moją metodę płatności” - odparł Benito.

„To się nie stanie. Nakłonić jednego z twoich innych ćpunów do zjedzenia cipki, aby się zemścić. Ta dziewczyna należy do Chaosu” - warknął Tack.

Benito pochylił się w stronę Tacka, jego twarz wykrzywiła się ze złości - „Ona nie jest rodziną. Ona nie jest krwią ani starszą panią. Jak zgłaszasz roszczenia do cipki z kaprysu, możesz żądać dowolnego pieprzonego ciała. Kiedy będziesz to robił, żadnych zasad i wszystko dozwolone.”

Cały pokój, już napięty, naelektryzował się. Wszyscy wiedzieli, co to znaczy.

Gdyby doszło do wojny, Benito zagrałby brudno i nie byliby to tylko bracia w okopach.

Hop wyszedł z kucania i podszedł prosto do Benito. Ten koncentrował się na Tacku, więc zbyt późno zareagował na zbliżające się zagrożenie.

Hop go rozbroił i zacisnął dłoń jego na gardle, odpychając go z szybkością i siłą, więc kiedy uderzył o szpitalne łóżko, upadł na plecy. Hop wciąż go ściskał, gdy przykładał pistolet do skroni Benito i niewyraźnie słuchał szamotaniny manewrów otaczających go mężczyzn, którzy stali się podenerwowani po bezpośrednim ataku na Benito.

„Te zasady nigdy się nie zmieniają” - oświadczył Hop - „Twoje starcie jest z Chaosem, skurwysynu. Jak któryś członek naszej rodziny nawet zadrży, bo poczuje, że jesteś blisko, ty zjesz moją kulę.”

Benito spojrzał mu w oczy, ale zawołał - „Tack, odwołaj swojego psa.”

„Powiedz, że mnie zrozumiałeś” - warknął Hop.

„Popełniasz błąd” - syknął Benito.

„Powiedz. Że. Mnie. Zrozumiałeś.” - wycedził Hop.

Poczuł obecność i wiedział, że to Tack, zanim Tack się odezwał.

„Sugeruję, żebyś powiedział, że go rozumiesz, człowieku, bo jak wciągniesz rodzinę w to gówno, które mieszasz, przysięgam na jebanego Boga, że nie zjesz kuli Hop’a, bo to byłoby zbyt szybkie. Obedrę cię żywcem ze skóry, Benito. Nie pomyl się. Krzywdzisz któregokolwiek członka mojej rodziny, mam na myśli cały Chaos, a kropla po kropli będziesz krwawić i krzyczeć.”

Oczy Benito były skierowane ponad ramieniem Hop’a na Tacka. Wydał niski dźwięk w gardle, zanim spojrzał na Hop’a i warknął - „Rozumiem.”

Hop natychmiast go puścił i zrobił dwa kroki dalej.

Benito wygramolił się z łóżka i spojrzał na Hop’a - „Właśnie wypowiedziałeś wojnę.”

„Skurwysynu. Poważnie?” - zapytał Hop - „Mój brat krwawi. Nie podpisaliśmy tego, ale jak przelewasz krew Chaosu, nie wychodzisz z tego gówna bez szwanku. Pięć minut temu już mieliśmy wojnę.”

„Dziesięć kilometrów kwadratowych” - wtrącił Tack i Benito spojrzał na niego.

„Nie rozumiem cię. Możesz mieć całe Denver - to jest do bani, ale możesz je mieć - bez sprzeczki z Chaosem. Musisz tylko trzymać się z daleka od tych dziesięciu kilometrów kwadratowych. Co jest z tobą nie tak?”

„Nie możesz zawłaszczać tego, co nie jest twoje” - odparł Benito.

„Twoja załoga pracuje w Denver od siedmiu lat, skurwysynu. Chaos zawłaszczył to terytorium pieprzone dekady temu. Jak to nie jest nasze?”

„Nic nie jest twoje, czego nie możesz ochronić” - odparł Benito, a Tack pokręcił głową.

„Człowieku, zaufaj mi, wiedza o Chaosie jest rozwodniona. Rozumiem, trzymasz to gówno w górze, myślisz, że nie jesteśmy zagrożeniem, ale posłuchaj mnie, nie chcesz iść z nami na wojnę” - poradził Tack.

„Miękki” - wyszeptał Benito, a jego oczy zabłysły w dziwny sposób, którego Hop nie lubił - „Wszyscy wiedzą, że, jak wyszliście z handlu, wszyscy zmiękliście.”

„Widzę, że tego nie rozumiesz, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie wysiadasz tylko na górze banknotów dwudziestodolarowych, ale człowiek chroniący swój dom nigdy nie staje się miękki.”

„Zobaczymy” - odparł Benito.

„Nie, my zobaczymy” - odpalił Tack - „Jak ty i twoi chłopcy to zrobicie, będziesz pod ziemią, więc nie zobaczysz gówna.”

Benito uśmiechnął się.

Tack spojrzał na Hop’a i potrząsnął głową.

Następnie ruszył do wyjścia, rozkazując - „Chaos, dosiadaj.”

Bracia wyprowadzili się.

Tack złapał Shy’a i Hop’a w drodze na motory - „Spotykamy się. Wcześnie. Wzywam chłopców.”

Hop uniósł brodę. Wiedział, co miał na myśli Tack. Nie marnował czasu na wzywanie posiłków i miał na myśli Hawka Delgado, Brocka Lucasa i Mitcha Lawsona.

Komandosi i gliniarze.

Benito powinien był posłuchać.

Po latach pod przykrywką dla DEA Brock Lucas znał wnętrzności Denver jak własną kieszeń. Żyjąc z brudem, aby przetrwać, nauczył się obejmować dzikość w środku. Mógł być żonaty z ładną piekareczką, która robiła niewiarygodnie dobre babeczki i wychowywali dwóch chłopców, ale nadal był dobry w kontaktowaniu się ze swoją dziką stroną.

Mitch Lawson bez wątpienia udowodnił, że bez względu na to, jak czystym był gliną, chronił plecy Chaosu. Był ostrożny, ale daleki od głupoty i chętny do pójścia na daleko, przez co był godnym sojusznikiem i zaskakująco przerażającym przeciwnikiem.

I było to dyskusyjne, ale Hawk Delgado mógł być funkcjonującym wariatem. Ale wykonywał swoją robotę, bez względu na to, jak paskudna mogła być ta praca. Nie miał nic przeciwko bałaganowi podczas robienia tego i miał za plecami armię komandosów. Dobrze im zapłacił, ale zasłużył sobie na ich lojalność w inny sposób i każdy z nich oddałby życie za swojego przywódcę.

Oczy Tacka zatrzymały się na Shy’u - „Ty i ja teraz do Baldy’ego.”

Shy skinął głową.

Baldy był motocyklistą i lekarzem. Byłby w klubie, gdyby miał czas. Widząc, jak brał gotówkę za swoje usługi, a podbrzusze Denver potrzebowało lekarza częściej niż od czasu do czasu, nie miał czasu.

Shy uścisnął dłoń Hop’owi, po czym skierował się do swojego motocykla.

Hop dopadł Tack’a.

„Kiedy dotknie rodziny, bracie, nie będziesz miał szansy, żeby go oskórować” - ostrzegł Hop - „Lanie nigdy więcej nie poczuje strachu. Nie takiego.”

„Myślę, że dostał tę wiadomość” - odparł Tack.

„Mam nadzieję, że tak, Tack. Przysięgam na Chrystusa, jak on nie...”

Tack uniósł dłoń i zacisnął palce na ramieniu Hop’a - „Spokojnie. Cierpliwości. Natalie nie była Chaosem, dopóki jej nie zdobyliśmy, więc nie ma nic złego w byciu wkurzonym. Zapłacimy pieniądze, na których mu zależy, cofnie się, a kiedy uderzy, nie będzie zabiegał o Armagedon. Jest chciwy, ale nie jest głupi.”

Hop spojrzał w oczy brata. Potem zrobił to, co zawsze robił i nigdy się nie pomylił. Zaufał przyjacielowi, skinął głową i wsiadł na motor.

Zanim wjechał na swój podjazd, dostał wiadomość ze szczegółami spotkania.

Kiedy wsunął się z powrotem do łóżka z żoną, nadal nie była przytomna. Zwinął się w nią, przyciągając ją do siebie, kładąc rękę na jej, wciąż płaskim, brzuchu i wciągnął głęboki wdech.

Czując perfumy Lanie, rozluźnił się, kiedy to odpuścił.

Trzy godziny później obudził się, odtoczył ostrożnie od wciąż śpiącej kobiety, ubrał się i wyszedł.

*****

„Lanie” - mruknął Hop, używając jej imienia, by powiedzieć braciom, że czas wrócić do swoich kobiet.

Tack odwrócił się i skinął głową Hop’owi.

„Racja” - powiedział - „Później, bracia. Uważajcie; jest wcześnie, nie ruszy się tak szybko, ale uważajcie na plecy.”

Hop skinął głową. Shy też.

Wskoczyli na motory i odjechali. Właśnie spotkali się „chłopcy”: Tack i jego dwóch poruczników, Hop i Shy, a także Hawk Delgado, Mitch Lawson i Brock Lucas. Wojna została wypowiedziana. Wezwano posiłki.

Wszyscy się zaangażowali.

Spotkanie było napięte.

Teraz czekali.

Gdy odjeżdżali, Hop krzyknął - „Yo!” i Shy odwrócił głowę, by spojrzeć na swojego brata.

Hop odwrócił głowę na bok. Obaj podjechali do pobocza, zatrzymali się, postawili nogi, a Hop spojrzał przez budynki, w stronę skąd przybyli.

Tack stał nieruchomo.

Był zmartwiony.

Hop zamknął oczy.

Kiedy je otworzył, Hop spojrzał na Shy’a i zobaczył, że Shy spogląda na Tacka.

Wtedy Shy spojrzał na niego - „Przypuszczam, że cztery godziny temu, w skali od jednego do dziesięciu, jak okropne jest to gówno, powiedziałbym, że jedenaście. Teraz chyba dwadzieścia trzy.”

„Może być dwadzieścia pięć” - poprawił Hop.

Usta Shy’a wykrzywiły się.

To był jego brat, Shy Cage. Nigdy nie był na wojnie, ale nadal nie okazywał strachu.

Hop spojrzał z powrotem na Tacka i zobaczył, że siada na swoim motorze.

„Przygotuj się, bracie” - poradził Hop, a potem powiedział - „Jedźmy.”

Shy uniósł podbródek, dodali gazu i pojechali.

*****

„Jezu, co to jest?” - zapytał Hop, wchodząc do kuchni, by zobaczyć swoją kobietę w nieprawdo-kurwa-podobnie niesamowitych dzianinowych spodniach do jogi, które były luźne we właściwych miejscach, ale przyczepiały się do lepszych miejsc, i swobodnej bluzce, która po prostu przylegała do właściwych miejsc, innymi słowy do całego jej tułowia. Jej włosy były w nieładzie na czubku głowy. Nie miała makijażu.

I szczerze mówiąc, nigdy nie wyglądała tak pięknie.

Jego dzieci były z nią w kuchni i wyglądało na to, że wybuchła bomba z ciasta naleśnikowego.

Nie trzeba dodawać, że jego dzieci bez mrugnięcia okiem przyjęły wiadomość, że ich ojciec ma nową żonę i nową siostrę w drodze. Hop nie był zaskoczony. To było dobre, a dzieciaki wsysały zarówno dobre, jak i złe, więc nie miały problemu z zaaklimatyzowaniem się w tym.

Szczególnie Molly. Cody, dzięki Chrystusowi, przyszedł na ten świat osłonięty niewidzialną stalą. Niewiele na niego wpływało. Ale Molly miała na myśli swojego tatę, odkąd potrafiła formułować spójną myśl. Molly nie była blisko z matką, od początku była małą córeczką tatusia. Nie była na tyle dorosła, żeby to przetworzyć, ale to nie znaczyło, że pragnęła swojego starego mężczyzny samego i żegnającego się ze skrawkami dobroci, jaką mogło mu dać życie. Wydawało się, że odprężyła się, kiedy dowiedziała się, że Lanie jest prawnie związana z ojcem, a przychodzi to z dzieckiem. Z drugiej strony jego dziewczyna rozluźniła się, odkąd Lanie się pojawiła.

Tak, dzieciaki całkowicie wchłonęły dobro.

„Uczymy Cody’ego robić gofry, tato!” - Molly krzyknęła z podniecenia.

„Nie wiem dlaczego” - stwierdził Cody, ale zrobił to ze swojej pozycji obsługującej gofrownicę - „Jak będę miał kobietę, to ona wszystko będzie gotowała.”

Hop spojrzał na syna, po czym spojrzał na żonę, by zobaczyć, że jej ciało trzęsie się od cichego śmiechu.

Musiał powstrzymać się od gapienia się, bo cała jego popieprzona noc rozpłynęła się, gdy zobaczył, jak jego kobieta się śmieje.

Ufała mu. Całkowicie mu ufała.

Opuścił ich łóżko w środku nocy, żeby załatwić sprawy Chaosu. Wróciła spać i nadal spała, obudziła się sama i oto była, robiąc gofry z jego dziećmi i śmiejąc się.

Nie niespokojna. Nie przestraszona. Nie nakręcona.

Roześmiana.

Zrobił to. Wyciągnął ją z cienia i wprowadził do światła rodziny.

I pławiła się w tym.

Pozwolił, by to uczucie przeszło przez niego i odwrócił się z powrotem do syna.

„Planujesz wkrótce się wyprowadzić i żyć na kocią łapę, chłopcze?” - zapytał Hop.

„Wkrótce jak skończę szkołę średnią, więc nie muszę nigdy prać, sprzątać ani gotować” - odpowiedział Cody.

Hop powstrzymał śmiech.

Lanie nie zawracała sobie głowy. Zachichotała głośno, więc Hop odwrócił głowę, by zobaczyć, jak jej piękna twarz promienieje szczęściem i robił to, dopóki nie był pewien, że zaraz oślepnie.

„Jesteś głupi” - oświadczyła Molly, a Hop oderwał wzrok od Lanie, by spojrzeć na córkę - „Wszyscy wiedzą, że kobiety nie zajmują się już gotowaniem i sprzątaniem.”

„Lanie robi to dla taty” - odpalił Cody - „I pracuje. I ma super brykę.” - Cody spojrzał na swojego ojca - „Dostanę Lanie, tyle że…” - wykrzywił usta, zmrużył oczy na Lanie, po czym spojrzał na swojego staruszka - „…blondynkę” - dokończył, po czym zastanowił się nad swoim wnioskiem i powiedział do Lanie - „Nie chcę być niegrzeczny. Ty też masz ładne włosy.”

Lanie otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale śmiała się zbyt mocno, żeby to wydobyć.

„Niech ktoś mnie zabije. Mój syn już zamawia sobie kobietę” - mruknął Hop, a Cody spojrzał na niego.

„Kiedy miałeś swoją pierwszą dziewczynę?” - zapytał.

Hop nie zamierzał na to odpowiedzieć. Zamiast tego skupił się na punkcie, którego jego syn nie wspomniał.

„Masz dziewczynę?”

„O rany” - wymamrotała Lanie.

„No pewnie, tato!” - Molly to zdradziła - „Ma trzy.”

„O rany” - powtórzyła Lanie, ale tym razem te dwa słowa zadrżały z rozbawienia.

„Trzy?” - zapytał Hop, unosząc brwi.

Cody podniósł pokrywę gofrownicy, aby sprawdzić postępy przez cały czas mówienia - „Skoro już zdecydowałem się na wczesne wspólne życie, myślę, że muszę teraz zdobyć moje doświadczenie.”

Tym razem Hop stłumił przekleństwo.

Molly krzyknęła - „Obrzydliwe!”

Lanie wciąż się śmiała.

„Synu, spójrz na mnie” - zawołał Hop, a Cody uznał, że gofr jeszcze nie gotowy, więc założył z powrotem pokrywę i spojrzał na tatę - „Jesteś zbyt młody, abym się tym dzielił, ale widząc, jak wychodzisz przed szereg, muszę to rozłożyć. Jak chcesz Lanie, musisz mieć je pojedynczo. Nigdy, słyszysz mnie, chłopcze, nigdy nie kręć dziewczyną. Jak ją oszukasz, będziesz żył ze świadomością zrobienia tego dziewczynie, która na to nie zasługiwała, ale też odpowiesz przede mną. Słyszysz mnie?”

Cody z powagą skinął głową - „Słyszę cię, tato”.

Hop poczuł coś w otoczeniu. Spojrzał na swoją żonę i zobaczył, że już się nie śmieje. Jej twarz była łagodna, oczy ciepłe, a on poczuł to ciepło głęboko, prosto do duszy.

Odwzajemnił spojrzenie, po czym skierował swój wzrok z powrotem na syna.

„Więcej porad” - zaczął - „Możesz zdobyć swoje doświadczenie za około siedem lat. Teraz skoncentruj się na kopaniu piłki lub czymś takim.”

„Już jestem mistrzem w kopaniu piłki” - chwalił się Cody - „Nie potrzebuję w tym żadnych ćwiczeń.”

„Racja, nieważne” - odpowiedział Hop - „Myślę, że mnie rozumiesz”.

Cody przyjrzał mu się, zanim się poddał, mamrocząc - „Rozumiem cię.”

„Dobrze” - stwierdził Hop - „Teraz nakarm mnie. Jestem głodny.”

Cody uśmiechnął się.

Lanie dała mu kubek kawy i pocałowała go w szczękę, po czym skupiła się z powrotem na pilnowaniu gofrów.

Potem wszyscy usiedli przy kuchennym stole; Hopper Kincaid na czele, a jego rodzina wokół, rozmawiając, śmiejąc się, chichocząc, wcinając gofry.

To nie były urodziny. To nie było święto.

To wciąż było jak świętowanie.

I chociaż zaczęło się gówno, to był najlepszy dzień w jego życiu.

Jak każdy dzień po tym, kiedy zdobył miłość Elaine Heron Kincaid.

Ale szczególnie dzień siedem miesięcy później, kiedy żona dała mu drugiego syna.

Nasha Kane’a Kincaida.




następna częśc z serii Chaos na:

https://monique-romans-34.blogspot.com/

i

https://www.wattpad.com/story/376056399-rough-ride-pl

(„Lady Luck”)

"Pani Szczęście"

Kirsten Ashley

Seria Colorado Mountains cz.3 na:

 

https://monique-romans-13.blogspot.com/

 

jeśli lubisz moje tłumaczenia, dowolne dotacje na:

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL








wtorek, 31 sierpnia 2021

18 - Na mojej łasce

 

ROZDZIAŁ 18

Na mojej łasce

  

Pięć miesięcy później…

Skończyłam, schodząc z kulminacji i ocierając się o Hop’a. Trzymał ręce na moich biodrach, palcami wbijał się w moje ciało, mocniej mnie ocierając, gdy jęknął w moją klatkę piersiową.

Siedziałam na nim okrakiem, on siedział, moje palce były w jego włosach, a, gdy doszedł, owinęłam ramiona wokół jego ramion.

Kiedy skończył, przesunął ręce za moje plecy i przesunął ustami i wąsami w górę mojej klatki piersiowej do szyi, gdzie jego usta pracowały.

Pozwoliłam, by słodkie uczucie ust Hop’a poruszało się po mojej skórze i zdecydowałam, że nadszedł czas. Piątkowa noc. Weekend.

Hop był łagodny. Właśnie doszedł. Ja właśnie doszłam. Ja wiedziałam od tygodnia. On musiał wiedzieć.

Musiałam to zrobić teraz.

„Uch… kochanie?” - zawołałam.

„Tutaj, lady” - wymruczał w moją szyję.

„Jak się, hmmm… czujesz?” - zapytałam, szukając potwierdzenia, że dobrze, zanim go rozłożyłam.

Jego głowa odchyliła się do tyłu i zobaczyłam, jak jego usta wykrzywiły się.

„Poważnie pytasz o to gówno?”

Może to było głupie pytanie.

Z drugiej strony moje wiadomości były ogromne i mogły przynieść różne odpowiedzi, a ja chciałam mieć dobrą.

„Cóż…” - zaczęłam.

Owinął ramiona wokół mnie, odpowiadając - „Mój kutas jest zakopany w mokrej, ciasnej cipce mojej kobiety i właśnie doszedłem. Jak myślisz, jak się czuję?”

Dobra, to było głupie pytanie.

„Muszę ci coś powiedzieć” - podzieliłam się.

Zarejestrował wyraz mojej twarzy i przestał się uśmiechać.

„Co?”

No to ruszamy.

„Cóż, pamiętasz, kiedy zaczęłam mieć te bóle głowy i myśleliśmy, że chodzi o to, że miałam iść do psychoterapeuty i poradzić sobie z tym wszystkim, ale kazałeś mi iść do lekarza, a on zrobił kilka testów i powiedział mi, żebym spróbowała odstawić pigułkę na jakiś czas, a potem, potem, były te dwa razy, kiedy coś się, hmmm… podgrzało, a my nie do końca…”

Nie skończyłam, ponieważ Hop ściągnął mnie ze swojego fiuta, rzucił na swoje łóżko wodne i przykrył swoim ciałem. Zanim odzyskałam oddech, obramował moją głowę obiema rękami i zbliżył twarz.

„Mówisz mi, że masz moje dziecko?” - zapytał warcząc.

„Uch… Tak?” - odpowiedziałam, ale wyszło to jak pytanie, na wypadek, gdyby to nie była szczęśliwa wiadomość. Nie mogłam tego stwierdzić po warczeniu ani rzucie ciałem. Pośpieszyłam też z - „Wiem, że to wcześnie. Nie jesteśmy ze sobą długo, ale jestem tego pewna i jestem naprawdę szczęśliwa z powodu tego dziecka i…”

Ponownie nie skończyłam, ponieważ Hopper przewrócił nas i zrobił to dwa razy, testując bez falową pojemność swojego łóżka wodnego, więc skończyliśmy na łóżku, a ja znów leżałam na plecach z ciężarem Hop’a, który mnie przygniatał. Wyciągnął rękę, otworzył szufladę na nocnym stoliku, zaczął grzebać i nagle uniósł moja rękę, i wsunął na mój palec serdeczny oszałamiający, diamentowy kamień na prostej, smukłej obręczy z białego złota.

Wpatrywałam się w pierścionek i przestałam oddychać.

„W Boże Narodzenie, namówiłem Cherry, żeby ci naściemniała, że kupi ci biżuterię i dowiedziałem się jaki jest twój rozmiar pierścionka. Wtedy to kupiłem. Czekałem na dobry czas. Teraz jest kurewsko jasne, że to jest dobry czas” - oświadczył, gdy głęboko oddychałam.

Ale jeszcze nie skończył.

„Wprowadzisz się. Twój dom jest ładny, mała, ale jest fajny na początek. W takim domu nie wychowuje się rodziny. W takim domu mieszkasz sama. Więc wychowamy naszą rodzinę w tym domu. Więc się wprowadzisz i zrobisz to teraz. Na przykład w ten weekend. Ale najlepiej zabierz swoje dziewczyny do pracy. Dostaniesz moje nazwisko, zanim wypchniesz moją córkę, a one mają pracę do wykonania, jak zechcą, żeby ślub był zaplanowany na czas.”

Było tego dużo do omówienia, ale zaczęłam od końca.

„Twoją córkę?”

„Bóg mnie kocha. Udowodniłem to z Molly, Cody’m i tobą. Nie ma mowy, z twoją pięknością, żeby dał mi chłopca, kiedy ty możesz dać ją dziewczynie, a ja będę mógł patrzeć na was obie przez resztę mojego życia.”

O mój Boże.

To było takie piękne!

„Hopper” - szepnęłam.

„A więc to dziewczynka” - oświadczył.

O jej. Był niewiarygodnie słodki, a ja musiałam powiedzieć to, co miałam do powiedzenia.

Ale to był Hop. Spędził miesiące udowadniając, że rozumie, więc wiedziałam, że zrozumie.

„Hop, kochanie” - położyłam dłoń na jego policzku i uśmiechnęłam się drżącym uśmiechem - „Kocham pierścionek. Jest wspaniały. Wprowadzę się. Nie przeszkadza mi to. Jestem szczęśliwa, nie… właściwie zachwycona. To wszystko jest dobre. Ale nie możemy wziąć ślubu.”

Jego brwi ściągnęły się i zapytał - „Powiedz jeszcze raz?”

„Nie możemy wziąć ślubu” - odpowiedziałam ostrożnie.

„Lady, jak chcesz zachować swoje nazwisko dla biznesu, zrób to. Nie obchodzi mnie to. Ale każdy, kto mieszka pod tym dachem, nazywa się Kincaid. Jesteśmy jednostką pod każdym względem, zaczynając od naszej nazwy.”

Boże!

To też było piękne.

Nie ułatwiał tego.

„Hop” - wzięłam oddech, a następnie powiedziałam mu - „To nie to.”

Jego oczy przesunęły się po mojej twarzy na sekundę. Wiedziałam, że ponownie zarejestrował moje spojrzenie, więc poprosił delikatnie - „Powiedz mi, o co chodzi.”

„Nie chcę, żeby ta chwila zepsuła się, ale miałam pierścionek, suknię, całą wielką rzecz zaplanowaną z Elliottem i…”

„Okej.”

Zamrugałam.

„Co?”

„Okej.” - powtórzył.

Czy on się poddawał?

„Nie masz nic przeciwko, że nie będziemy małżeństwem?” - zapytałam z wahaniem.

„Przeżyjesz ze mną resztę życia?”

Moje serce się rozgrzało, ciało zmiękło pod jego i poczułam, jak łzy pieką mnie w oczy - „Absolutnie.”

„Jesteś szczęśliwa z powodu naszego dziecka?”

O tak, ale szczęśliwa to mało powiedziane.

„Szaleńczo” - wyszeptałam, choć nie powiedziałam mu wtedy, że chcę chłopca.

Chłopca, który będzie wyglądał jak on.

Jego usta złagodniały i opuścił czoło na moje.

„W takim razie okej, lady.”

Poddawał się.

„Okej, Hop.”

„Teraz mnie pocałuj.”

Uniosłam głowę i pocałowałam go.

Po pewnym czasie przerwał pocałunek, jego usta przesunęły się po moim policzku do ucha, gdy uniósł rękę, obejmując mój policzek, kciukiem przeciągając po moich ustach.

„Ona nosi moje dziecko” - wyszeptał mi do ucha, a moje ramiona, już wokół niego, zacisnęły się.

„Tak.”

„To mnie uszczęśliwia, Lanie.”

„Dobrze.”

„Uszczęśliwiasz mnie, lady.”

Łza wypłynęła mi z oka, a głos załamał się na powtórzonym - „Dobrze”.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie - „Mam wszystko teraz, zrobiłem dziecko z miłości.”

Zabijał mnie.

„Przestań sprawiać, że płaczę i całuj mnie.”

Hop się uśmiechnął.

To była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.

Potem postąpił zgodnie z rozkazem.

*****

Następnego ranka, o wiele za wcześnie, znalazłam się poderwana łóżka w ubraniach, które podniosłam z podłogi, w RAM’ie Hop’a w drodze po pączki z moim facetem.

Nie miałam pojęcia, dlaczego musiałam jechać. Jeśli Hop chciał pączków, był w stanie iść po nie sam i dobrze wiedział, jakie jest moje zamówienie i zamienniki jeśli by nie mieli tego, czego chciałam, bo w każdy weekend, gdy jego dzieci były w jego domu, w sobotę rano mieliśmy pączki z LaMar.

Nie miałam też pojęcia, dlaczego musiałam wstać tak wcześnie, żeby iść. Była sobota, a tak czy inaczej, LaMar był zaopatrywany na bieżąco przez cały dzień każdego dnia, zwłaszcza w sobotę.

Hop nalegał, więc zwlokłam się z łóżka, ubrałam i oto byliśmy.

Wyglądałam oszołomiona przez okno, popijając kawę z podróżnego kubka, którą Hop wsadził mi w rękę, wychodząc z jego domu i obserwowałam zbliżający się LaMar.

Potem zamrugałam, kiedy go mijaliśmy.

„Minąłeś to, kochanie” - poinformowałam go, patrząc przez ramię i obserwując, jak LaMar maleje w oddali.

„Podaj mi rękę” - powiedział. Bezmyślnie podałam mu rękę i spojrzałam na niego.

„Jedziesz do innego LaMar, czy znalazłeś inną piekarnię?” - zapytałam, mając nadzieję, że jedzie do innego LaMar. Jeśli miałby mnie wywlec z domu, żebym spróbowała innej piekarni, bałam się, że zamienimy słowa.

Sprawy z Hop’em pozostały dobre, świetne, najlepsze, ale to nie znaczyło, że nie walczyliśmy, a LaMar był zdecydowanie warty walki. Gdyby to było tak wcześnie, a ja byłam w świecie nadal z głową w łóżku w ubraniach, które nosiłam dzień wcześniej, nie ryzykowałabym żadnej innej piekarni.

„Wstałem wcześnie, wyszedłem, kupiłem pączki. Są z tyłu” - stwierdził, a ja znów zamrugałam.

Wtedy usłyszałam szczęk kajdanek. Spuściłam głowę i zobaczyłam jedną bransoletkę na sobie i patrzyłam, jak Hop kieruje kolanem, zaciskając drugą bransoletkę na własnym nadgarstku.

Moja głowa podskoczyła do góry i krzyknęłam - „Co robisz?”

„Porywam moją kobietę i zabieram ją do Vegas, by poślubić”.

Otworzyłam usta.

Zatrzasnęłam je, by zapytać - „Co?”

Spojrzał na mnie, a potem z powrotem na drogę - „Mała, uczę się.”

To nie odpowiedziało na moje pytanie. To nawet nie miało sensu!

„Hopper, o czym ty mówisz? Nie możemy jechać do Vegas!”

„Tak, możemy.”

Zmrużyłam na niego oczy - „Myślałam, że nie przeszkadza ci, że się nie pobieramy.”

„Nigdy tego nie powiedziałem.”

„Tak, powiedziałeś.”

„Zapytałaś: Nie masz nic przeciwko, że nie będziemy małżeństwem? Ja zapytałem: Przeżyjesz ze mną resztę życia? Odpowiedziałaś: Absolutnie. Nigdy nie powiedziałem, że jest mi z tym dobrze, bo nie jest. Więc bierzemy ślub w Vegas.”

Patrzyłam na niego, po czym szarpnęłam za nadgarstek, krzycząc - „Jesteś szalony.”

„Zabieram się za dramat przed czasem i robię to za pomocą dramatu” - odparł.

Co?” - wrzasnęłam i jeszcze raz spojrzałam.

„Mała, widziałem to, walczyłem z tobą, trafialiśmy w dramat. Kocham twój dramat, wiesz o tym, ale właśnie dowiedziałem się, że masz w sobie moje dziecko, po prostu włożyłem ci pierścionek na palec, którego, tak przy okazji, nie zdjęłaś.”

Nie zdjęłam.

Nadal go miałam.

Uch!

„Nie chciałem zepsuć tej chwili” - kontynuował - „Padłaś po wczorajszym świętowaniu wieści o dziecku. Kiedy spałaś, postanowiłem zwalczyć dramat dramatem. Rozpocząłem porwanie, które w ciągu najbliższych kilku godzin doprowadzi nas do przekroczenia granicy stanu. Dwa razy.”

„Nadal brzmisz bez sensu, Hop.”

Nagle zjechał z drogi, przestawił SUV’a na neutralny i zwrócił całą swoją uwagę na mnie.

„Masz coś pokręconego tam…” - wskazał na moją głowę - „…o ślubie. Gówno powiedziałaś o małżeństwie. Powiedziałaś, że nie możemy się pobrać, a nie, że nie możemy być małżeństwem.”

„Z technicznego punktu widzenia porywasz mnie?” - krzyknęłam, a on się uśmiechnął.

Potem użył naszych skutych razem dłoni, aby przyciągnąć mnie bliżej i ciągnął dalej.

„Mówiłaś o sukience, pierścionkach, planach. Rozumiem to. Rozumiem dlaczego. Więc nie ma sukienki. Bez kwiatów. Nic wielkiego. Będziemy związani. Żyjemy naszym życiem. Rozumiem, że unikasz wielkiej rzeczy. Jestem mężczyzną. Mi też chodzi o to, żeby nie mieć nic wielkiego. Musisz zrozumieć to, że żadne moje dziecko miłości nie przychodzi na ten świat z jego mamą, która nie nosi mojej obrączki i mojego nazwiska. To się po prostu nie stanie, Lanie. To co się stanie, to jedziemy do Vegas, pobieramy się, wracamy do domu, a ty wprowadzasz się.”

Był szalony.

„A co z dziećmi?”

„Kochają cię. Kochają mnie. Jesteś w moim łóżku każdej nocy, kiedy tam są. Nie ma znaczenia, czy masz ubrania w mojej szafie. Molly będzie wkurzona, że nie dostała sukienki, ale przezwycięży to. Cody poczuje ulgę, że nie musi nosić jakiegoś małpiego garnituru.”

To była prawda. Molly i Cody całkowicie zaakceptowali wprowadzenie Lanie w swoim życiowym koncercie, a Cody straciłby swój mały rozum twardziela na motocyklu, gdyby musiał założyć garnitur.

„Hopper, ja nie…”

„Nie przejmuję się tym, czego ty nie.” - przerwał mi - „Mam pączki na tylnym siedzeniu. Przekąski. Spakowałem ci torbę. Mam pełen bak. I masz dużo czasu, żeby pogodzić się z tym, że przybierasz moje nazwisko. Jak nie, wyciągnę twój tyłek podłączony do mnie, żeby zatankować i będziesz musiała skorzystać z męskiej toalety, bo na pewno nie wejdę do damskiej.”

Moje oczy się rozszerzyły - „Spakowałeś mi torbę?”

Uśmiechnął się - „Jasne, że coś przeoczyłem, ponieważ torba, którą dla ciebie spakowałem waży o wiele mniej niż normalnie. Ale gdybym czegoś zapomniał, możemy to dokupić w Vegas.”

Nienawidziłam, kiedy był rozbawiony, kiedy mnie wkurzał.

„Wprowadzam się i żyjemy długo i szczęśliwie, Hop. Zatrzymuję też pierścionek, ponieważ jest wspaniały. Ale się nie pobieramy.”

„Tak, pobieramy.”

„Nie, nie pobieramy.”

Odwrócił się z powrotem do kierownicy, uruchomił samochód i ruszył z powrotem na drogę, mrucząc - „Zobaczymy”.

„Nie zobaczymy!” - krzyknęłam, szarpiąc za nadgarstek przykuty do jego.

Złapał mnie za rękę i przycisnął do swojego uda - „Nie chcę, żeby moja panna młoda w dniu ślubu miała siniaki na nadgarstku.”

Wrr!

Zamilkłam.

Hop prowadził.

Przeżywałam.

Jechaliśmy w góry, kiedy stwierdziłam - „To nie zadziała, jeśli oboje będziemy robić dramaty, Hopperze Kincaid. Powinieneś być tym łagodnym.”

„Przemyślę to, bo jest fajne” - odpowiedział - „Teraz sięgnij mi pączka, mała.”

Warknęłam i zauważyłam, że Hopper się uśmiechnął.

Ale byłam głodna, a gdybym miała pączki, mogłabym rzucić w niego jednym.

Z trudem, bo mój nadgarstek był przykuty do Hop’a, przekręciłam się na tylne siedzenie i wzięłam pączki. Nie rzuciłam w niego, ponieważ w chwili, gdy je otworzyłam, ich cukierkowa, ciastowata dobroć popłynęła i byłoby zbrodnią zmarnować chociaż jeden.

Podałam Hop’owi jego i zaczęłam wcinać mojego.

„Mała?” - zawołał Hop.

„Na razie nie rozmawiam z tobą” - oznajmiłam z ustami pełnymi pączków.

„Kocham cię bardziej niż życie.”

Boże.

Po prostu mnie zabijał.

Wróciłam do cichego przeżywania.

Ale po tym, co powiedział, robiłam to bez przekonania.

*****

Tej nocy Flamingo Hotel, Vegas…

„O mój Boże” - wydyszałam, wbijając pięty w plecy Hop’a. Moje nadgarstki, przykute do łóżka, szarpnęły się i nagle usta Hop’a nie znajdowały się między moimi nogami.

Zmienił pozycję i poczułam, jak całuje wrażliwą skórę w miejscu, gdzie moja noga stykała się z miednicą, a moja głowa uniosła się, żeby na niego spojrzeć.

Uniósł się na przedramionach, moje nogi wciąż znajdowały się na jego ramionach, a ja dobrze przyjrzałam się nowemu tatuażowi, który był na jego skórze na sercu. Coś, z czym jako niespodzianką wrócił do domu kilka miesięcy temu. To była tarcza, jej zarys był zrobiony z zajebiście długiego łańcucha, a jej wnętrze było napisanym pięknym pismem Dla Mojej Lanie.

Pokochałam ten tatuaż prawie tak samo jak moją tarczę.

Ale w tej chwili nie mogłam myśleć o tym, jak bardzo kochałam jego tatuaż.

„Nie przestawaj” - błagałam.

„Wyjdziesz za mnie?” - zapytał.

Całkowicie mnie zabijał.

„Tak” - stwierdziłam natychmiast, a on uśmiechnął się seksownym uśmiechem.

„Mówisz tak, bo chcesz dojść, czy chcesz wyjść za mnie, bo chcesz moje nazwisko?”

„Oba.”

„Przysięgnij to, Lanie.”

Patrzyłam mu w oczy, nawet kiedy się wierciłam - „Przysięgam, Hop.”

„Kochasz mnie?”

„Dopóki nie umrę.”

Jego twarz zrobiła się łagodna, ale jego usta nakazały - „Powiedz to”.

Ponownie. Zabijał mnie.

„Hop, proszę…”

„Powiedz to, mała.”

„Co powiedzieć?”

„Chcesz moje nazwisko.”

„Rozkuj mnie.”

„Nie. Powiedz to.”

„Chcę cię dotknąć” - powiedziałam cicho i chciałam. Zdecydowanie chciałam go dotknąć, kiedy mu powiem, że chcę jego nazwiska.

„Schowam twarz z powrotem w tej cipce, a potem ją wypieprzę, wszystko z tobą na mojej łasce, mała. Możesz mnie później dotknąć. Powiedz teraz, co chcę usłyszeć.”

Opuściłam głowę z powrotem na łóżko i spojrzałam w sufit, pozwalając żarowi, jaki wywołały jego słowa, przemknąć przez moje ciało. Jednocześnie szybko uporządkowałam swoje myśli.

Był mój, ja byłam jego, on tego chciał. A ja chciałam, żeby miał wszystko, czego chciał.

Żebym mogła odpuścić tę ostatnią rzecz i dać mu ją. W tym samym czasie sama to mieć. Kiedy pozbierałam to, ponownie podniosłam się i spojrzałam na mojego mężczyznę.

„Chcę być twoją żoną. Chcę nosić twoje nazwisko. Chcę, żeby nasz syn miał twoje nazwisko. Chcę wziąć ślub.”

Jego twarz pociemniała, oczy stały się gorące, ale usta wykrzywiły się w uśmieszku, zanim poprawił - „Córka.”

„Syn.”

Potrząsnął głową, a potem patrzyłam, jak zanurza twarz między moimi nogami.

Tak.

Moje pięty wbiły się w jego plecy.

Hop wsunął ręce pod moje pośladki i wciągnął mnie głębiej do ust.

Trzymaj się szczęścia.

Trzymałam. Każdej sekundy.

Nawet gdybym musiała to zrobić tylko nogami.

*****

Następnej nocy…

„Musimy jak najszybciej zjeść razem kolację” - powiedziałam Tyrze z telefonem przy uchu, policzkiem przy piersi Hop’a, moim nagim ciałem splecionym z jego w naszym łóżku w Hotelu Flamingo w Vegas.

Pobraliśmy się z fałszywym Liberace[1].

Oboje byliśmy ubrani w dżinsy.

Po drodze znaleźliśmy obrączkę dla Hop’a w przydrożnym sklepiku (chociaż robiliśmy te zakupy, gdy byłam pod sztucznym przymusem). Była szeroka, srebrna, z grubą hebanową opaską pośrodku. Nie wyglądała jak tradycyjna obrączka ślubna, ale wyglądała jak obrączka motocyklisty. Idealna dla Hop’a.

Kupił mi bukiet czerwonych róż w kaplicy ślubnej fałszywego Liberace.

A kiedy Liberace powiedział Hop’owi, że może pocałować pannę młodą, Hop zanurzył się ze mną w sesji całowania z łukowatymi plecami, aby zakończyć to najlepszą ze wszystkich sesją całowania z języczkiem. Kiedy skończył, wyprostował mnie, przykucnął przede mną, owinął ramiona wokół moich ud, podniósł mnie i ryknął - „To jest moja kobieta!

Wybuchnęłam śmiechem, a jednocześnie wybuchnęłam płaczem. To był najszczęśliwszy moment w moim życiu.

Bez porównania.

Postąpiłam słusznie, poślubiając Hop’a. A dowody sugerowały, że tak samo było z moim mężczyzną.

Liberace powiedział nam, że nikt nigdy tak nie krzyczał po ceremonii. Zrobił to, dając do zrozumienia, że chciałby, aby wszyscy to robili. Liberace ze swoją fioletową fryzurą był również na niektórych naszych zdjęciach ślubnych. Uśmiechał się jak wariat. To było zabawne. Ale nie było wątpliwości, że naprawdę kochał swoją pracę.

Hop miał rację. Sukienka, pierścionek, kwiaty, wszystko to mnie przerażało, bo to właśnie doprowadziło mnie i Elliotta do Kansas City.

Ale dżinsy, róże i Liberace były idealne.

„Wszystko w porządku?” - spytała Tyra.

„Tak” - odpowiedziałam z ogromnym niedopowiedzeniem - „Czy możesz zadzwonić do Tabby i Shy’a i poprosić ich, żeby popilnowali chłopców, żebyście ty i Tack mogli wyjść z nami na kolację?”

„Oczywiście, kochanie.”

„Muszę iść” - powiedziałam jej i musiałam. W niedzielę musiałam zadzwonić do mojej asystentki do domu i powiedzieć jej, że wrócę do biura dopiero we wtorek.

Ale najpierw musiałam się trochę poprzytulać z moim mężem.

„W porządku. Do zobaczenia wkrótce.”

„Dobrze. Pa kochanie.”

„Do widzenia, Lanie.”

Rzuciłam telefon na łóżko, po czym przesunęłam palcami po przedramieniu Hop’a i prześledziłam wzór płomieni. Po jakimś czasie przesunęłam palcem, by śledzić swoją tarczę.

„Nazywam się Lanie Kincaid” - powiedziałam do jego piersi.

„Pewne jak cholera” - odparł Hop, warcząc, a ja uniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Jego przystojna twarz była twarda, zdeterminowana, wyglądał podobnie jak wtedy, gdy mówił o tym, co zrobił, by wydostać Chaos ze złego miejsca, w którym się znajdowali, do dobrego miejsca dla rodziny.

Rodzina.

„Czy jesteś naprawdę szczęśliwy, Hopperze Kincaid?” - zapytałam cicho.

„Abso-kurwa-lutnie, Lanie Kincaid” - stwierdził stanowczo.

Łał. To brzmiało pięknie.

Podniosłam rękę do jego twarzy i przesunęłam kciukiem bok jego wąsów, obserwując, jak się porusza, zanim podniosłam na niego oczy.

„Pierwszy raz od jedenastego roku życia i pierwszy raz w całym moim życiu, będąc całkowicie szczerą i całkowicie świadomą, ja też jestem.”

Podniósł się, obejmując mnie ramionami i obrócił nas tak, że był na górze, a potem mnie pocałował.

„Myślę, że teraz mam pojęcie, jak bardzo mnie teraz kochasz, Hop” - powiedziałam mu, kiedy przerwał pocałunek.

„Dobrze wiedzieć, mała” - powiedział z uśmiechem.

„Dziękuję ci” - szepnęłam.

„To było tak daleko od trudnego, że to nie jest zabawne, lady, ale nie ma za co.”

Uniosłam głowę, przesiewając przez palce jego długie włosy, czując jego korzenny zapach, czując, jak jego zarost łaskocze moją skórę i pocałowałam mojego męża.

To był najlepszy pocałunek w moim życiu. Jak na razie.

Stwierdziłabym, że Hop, jak zawsze, będzie je ulepszał.




[1] Walter Liberace - amerykański pianista, śpiewak i aktor