ROZDZIAŁ
18
Na
mojej łasce
Pięć miesięcy później…
Skończyłam,
schodząc z kulminacji i ocierając się o Hop’a. Trzymał ręce na moich biodrach,
palcami wbijał się w moje ciało, mocniej mnie ocierając, gdy jęknął w moją
klatkę piersiową.
Siedziałam
na nim okrakiem, on siedział, moje palce były w jego włosach, a, gdy doszedł,
owinęłam ramiona wokół jego ramion.
Kiedy
skończył, przesunął ręce za moje plecy i przesunął ustami i wąsami w górę mojej
klatki piersiowej do szyi, gdzie jego usta pracowały.
Pozwoliłam,
by słodkie uczucie ust Hop’a poruszało się po mojej skórze i zdecydowałam, że
nadszedł czas. Piątkowa noc. Weekend.
Hop
był łagodny. Właśnie doszedł. Ja właśnie doszłam. Ja wiedziałam od tygodnia. On
musiał wiedzieć.
Musiałam
to zrobić teraz.
„Uch…
kochanie?” - zawołałam.
„Tutaj,
lady” - wymruczał w moją szyję.
„Jak
się, hmmm… czujesz?” - zapytałam, szukając potwierdzenia, że dobrze, zanim go
rozłożyłam.
Jego
głowa odchyliła się do tyłu i zobaczyłam, jak jego usta wykrzywiły się.
„Poważnie
pytasz o to gówno?”
Może
to było głupie pytanie.
Z
drugiej strony moje wiadomości były ogromne i mogły przynieść różne odpowiedzi,
a ja chciałam mieć dobrą.
„Cóż…”
- zaczęłam.
Owinął
ramiona wokół mnie, odpowiadając - „Mój kutas jest zakopany w mokrej, ciasnej
cipce mojej kobiety i właśnie doszedłem. Jak myślisz, jak się czuję?”
Dobra,
to było głupie pytanie.
„Muszę
ci coś powiedzieć” - podzieliłam się.
Zarejestrował
wyraz mojej twarzy i przestał się uśmiechać.
„Co?”
No
to ruszamy.
„Cóż,
pamiętasz, kiedy zaczęłam mieć te bóle głowy i myśleliśmy, że chodzi o to, że
miałam iść do psychoterapeuty i poradzić sobie z tym wszystkim, ale kazałeś mi
iść do lekarza, a on zrobił kilka testów i powiedział mi, żebym spróbowała
odstawić pigułkę na jakiś czas, a potem, potem, były te dwa razy, kiedy coś
się, hmmm… podgrzało, a my nie do
końca…”
Nie
skończyłam, ponieważ Hop ściągnął mnie ze swojego fiuta, rzucił na swoje łóżko
wodne i przykrył swoim ciałem. Zanim odzyskałam oddech, obramował moją głowę
obiema rękami i zbliżył twarz.
„Mówisz
mi, że masz moje dziecko?” - zapytał warcząc.
„Uch…
Tak?” - odpowiedziałam, ale wyszło to jak pytanie, na wypadek, gdyby to nie
była szczęśliwa wiadomość. Nie mogłam tego stwierdzić po warczeniu ani rzucie
ciałem. Pośpieszyłam też z - „Wiem, że to wcześnie. Nie jesteśmy ze sobą długo,
ale jestem tego pewna i jestem naprawdę
szczęśliwa z powodu tego dziecka i…”
Ponownie
nie skończyłam, ponieważ Hopper przewrócił nas i zrobił to dwa razy, testując
bez falową pojemność swojego łóżka wodnego, więc skończyliśmy na łóżku, a ja
znów leżałam na plecach z ciężarem Hop’a, który mnie przygniatał. Wyciągnął
rękę, otworzył szufladę na nocnym stoliku, zaczął grzebać i nagle uniósł moja
rękę, i wsunął na mój palec serdeczny oszałamiający, diamentowy kamień na
prostej, smukłej obręczy z białego złota.
Wpatrywałam
się w pierścionek i przestałam oddychać.
„W
Boże Narodzenie, namówiłem Cherry, żeby ci naściemniała, że kupi ci biżuterię i
dowiedziałem się jaki jest twój rozmiar pierścionka. Wtedy to kupiłem. Czekałem
na dobry czas. Teraz jest kurewsko jasne, że to jest dobry czas” - oświadczył,
gdy głęboko oddychałam.
Ale
jeszcze nie skończył.
„Wprowadzisz
się. Twój dom jest ładny, mała, ale jest fajny na początek. W takim domu nie
wychowuje się rodziny. W takim domu mieszkasz sama. Więc wychowamy naszą
rodzinę w tym domu. Więc się wprowadzisz i zrobisz to teraz. Na przykład w ten
weekend. Ale najlepiej zabierz swoje dziewczyny do pracy. Dostaniesz moje nazwisko,
zanim wypchniesz moją córkę, a one mają pracę do wykonania, jak zechcą, żeby
ślub był zaplanowany na czas.”
Było
tego dużo do omówienia, ale zaczęłam od końca.
„Twoją
córkę?”
„Bóg
mnie kocha. Udowodniłem to z Molly, Cody’m i tobą. Nie ma mowy, z twoją pięknością,
żeby dał mi chłopca, kiedy ty możesz dać ją dziewczynie, a ja będę mógł patrzeć
na was obie przez resztę mojego życia.”
O
mój Boże.
To
było takie piękne!
„Hopper”
- szepnęłam.
„A
więc to dziewczynka” - oświadczył.
O
jej. Był niewiarygodnie słodki, a ja musiałam powiedzieć to, co miałam do
powiedzenia.
Ale
to był Hop. Spędził miesiące udowadniając, że rozumie, więc wiedziałam, że
zrozumie.
„Hop,
kochanie” - położyłam dłoń na jego policzku i uśmiechnęłam się drżącym
uśmiechem - „Kocham pierścionek. Jest wspaniały. Wprowadzę się. Nie przeszkadza
mi to. Jestem szczęśliwa, nie… właściwie zachwycona.
To wszystko jest dobre. Ale nie możemy wziąć ślubu.”
Jego
brwi ściągnęły się i zapytał - „Powiedz jeszcze raz?”
„Nie
możemy wziąć ślubu” - odpowiedziałam ostrożnie.
„Lady,
jak chcesz zachować swoje nazwisko dla biznesu, zrób to. Nie obchodzi mnie to.
Ale każdy, kto mieszka pod tym dachem, nazywa się Kincaid. Jesteśmy jednostką
pod każdym względem, zaczynając od naszej nazwy.”
Boże!
To
też było piękne.
Nie
ułatwiał tego.
„Hop”
- wzięłam oddech, a następnie powiedziałam mu - „To nie to.”
Jego
oczy przesunęły się po mojej twarzy na sekundę. Wiedziałam, że ponownie
zarejestrował moje spojrzenie, więc poprosił delikatnie - „Powiedz mi, o co
chodzi.”
„Nie
chcę, żeby ta chwila zepsuła się, ale miałam pierścionek, suknię, całą wielką
rzecz zaplanowaną z Elliottem i…”
„Okej.”
Zamrugałam.
„Co?”
„Okej.”
- powtórzył.
Czy
on się poddawał?
„Nie
masz nic przeciwko, że nie będziemy małżeństwem?” - zapytałam z wahaniem.
„Przeżyjesz
ze mną resztę życia?”
Moje
serce się rozgrzało, ciało zmiękło pod jego i poczułam, jak łzy pieką mnie w
oczy - „Absolutnie.”
„Jesteś
szczęśliwa z powodu naszego dziecka?”
O
tak, ale szczęśliwa to mało powiedziane.
„Szaleńczo”
- wyszeptałam, choć nie powiedziałam mu wtedy, że chcę chłopca.
Chłopca,
który będzie wyglądał jak on.
Jego
usta złagodniały i opuścił czoło na moje.
„W
takim razie okej, lady.”
Poddawał
się.
„Okej,
Hop.”
„Teraz
mnie pocałuj.”
Uniosłam
głowę i pocałowałam go.
Po
pewnym czasie przerwał pocałunek, jego usta przesunęły się po moim policzku do
ucha, gdy uniósł rękę, obejmując mój policzek, kciukiem przeciągając po moich
ustach.
„Ona
nosi moje dziecko” - wyszeptał mi do ucha, a moje ramiona, już wokół niego,
zacisnęły się.
„Tak.”
„To
mnie uszczęśliwia, Lanie.”
„Dobrze.”
„Uszczęśliwiasz
mnie, lady.”
Łza
wypłynęła mi z oka, a głos załamał się na powtórzonym - „Dobrze”.
Podniósł
głowę i spojrzał na mnie - „Mam wszystko teraz, zrobiłem dziecko z miłości.”
Zabijał
mnie.
„Przestań
sprawiać, że płaczę i całuj mnie.”
Hop
się uśmiechnął.
To
była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.
Potem
postąpił zgodnie z rozkazem.
*****
Następnego
ranka, o wiele za wcześnie, znalazłam się poderwana łóżka w ubraniach, które
podniosłam z podłogi, w RAM’ie Hop’a w drodze po pączki z moim facetem.
Nie
miałam pojęcia, dlaczego musiałam jechać. Jeśli Hop chciał pączków, był w
stanie iść po nie sam i dobrze wiedział, jakie jest moje zamówienie i zamienniki
jeśli by nie mieli tego, czego chciałam, bo w każdy weekend, gdy jego dzieci
były w jego domu, w sobotę rano mieliśmy pączki z LaMar.
Nie
miałam też pojęcia, dlaczego musiałam wstać tak wcześnie, żeby iść. Była
sobota, a tak czy inaczej, LaMar był zaopatrywany na bieżąco przez cały dzień
każdego dnia, zwłaszcza w sobotę.
Hop
nalegał, więc zwlokłam się z łóżka, ubrałam i oto byliśmy.
Wyglądałam
oszołomiona przez okno, popijając kawę z podróżnego kubka, którą Hop wsadził mi
w rękę, wychodząc z jego domu i obserwowałam zbliżający się LaMar.
Potem
zamrugałam, kiedy go mijaliśmy.
„Minąłeś
to, kochanie” - poinformowałam go, patrząc przez ramię i obserwując, jak LaMar
maleje w oddali.
„Podaj
mi rękę” - powiedział. Bezmyślnie podałam mu rękę i spojrzałam na niego.
„Jedziesz
do innego LaMar, czy znalazłeś inną piekarnię?” - zapytałam, mając nadzieję, że
jedzie do innego LaMar. Jeśli miałby mnie wywlec z domu, żebym spróbowała innej
piekarni, bałam się, że zamienimy słowa.
Sprawy
z Hop’em pozostały dobre, świetne, najlepsze,
ale to nie znaczyło, że nie walczyliśmy, a LaMar był zdecydowanie warty walki.
Gdyby to było tak wcześnie, a ja byłam w świecie nadal z głową w łóżku w
ubraniach, które nosiłam dzień wcześniej, nie ryzykowałabym żadnej innej
piekarni.
„Wstałem
wcześnie, wyszedłem, kupiłem pączki. Są z tyłu” - stwierdził, a ja znów
zamrugałam.
Wtedy
usłyszałam szczęk kajdanek. Spuściłam głowę i zobaczyłam jedną bransoletkę na
sobie i patrzyłam, jak Hop kieruje kolanem, zaciskając drugą bransoletkę na
własnym nadgarstku.
Moja
głowa podskoczyła do góry i krzyknęłam - „Co robisz?”
„Porywam
moją kobietę i zabieram ją do Vegas, by poślubić”.
Otworzyłam
usta.
Zatrzasnęłam
je, by zapytać - „Co?”
Spojrzał
na mnie, a potem z powrotem na drogę - „Mała, uczę się.”
To
nie odpowiedziało na moje pytanie. To nawet nie miało sensu!
„Hopper,
o czym ty mówisz? Nie możemy jechać do Vegas!”
„Tak,
możemy.”
Zmrużyłam
na niego oczy - „Myślałam, że nie przeszkadza ci, że się nie pobieramy.”
„Nigdy
tego nie powiedziałem.”
„Tak,
powiedziałeś.”
„Zapytałaś:
Nie masz nic przeciwko, że nie będziemy małżeństwem? Ja zapytałem: Przeżyjesz
ze mną resztę życia? Odpowiedziałaś: Absolutnie. Nigdy nie powiedziałem, że
jest mi z tym dobrze, bo nie jest. Więc bierzemy ślub w Vegas.”
Patrzyłam
na niego, po czym szarpnęłam za nadgarstek, krzycząc - „Jesteś szalony.”
„Zabieram
się za dramat przed czasem i robię to za pomocą dramatu” - odparł.
„Co?” - wrzasnęłam i jeszcze raz spojrzałam.
„Mała,
widziałem to, walczyłem z tobą, trafialiśmy w dramat. Kocham twój dramat, wiesz
o tym, ale właśnie dowiedziałem się, że masz w sobie moje dziecko, po prostu włożyłem
ci pierścionek na palec, którego, tak przy okazji, nie zdjęłaś.”
Nie
zdjęłam.
Nadal
go miałam.
Uch!
„Nie
chciałem zepsuć tej chwili” - kontynuował - „Padłaś po wczorajszym świętowaniu wieści
o dziecku. Kiedy spałaś, postanowiłem zwalczyć dramat dramatem. Rozpocząłem
porwanie, które w ciągu najbliższych kilku godzin doprowadzi nas do przekroczenia
granicy stanu. Dwa razy.”
„Nadal
brzmisz bez sensu, Hop.”
Nagle
zjechał z drogi, przestawił SUV’a na neutralny i zwrócił całą swoją uwagę na
mnie.
„Masz
coś pokręconego tam…” - wskazał na moją głowę - „…o ślubie. Gówno powiedziałaś
o małżeństwie. Powiedziałaś, że nie możemy się pobrać, a nie, że nie możemy być
małżeństwem.”
„Z
technicznego punktu widzenia porywasz mnie?” - krzyknęłam, a on się uśmiechnął.
Potem
użył naszych skutych razem dłoni, aby przyciągnąć mnie bliżej i ciągnął dalej.
„Mówiłaś
o sukience, pierścionkach, planach. Rozumiem to. Rozumiem dlaczego. Więc nie ma
sukienki. Bez kwiatów. Nic wielkiego. Będziemy związani. Żyjemy naszym życiem.
Rozumiem, że unikasz wielkiej rzeczy. Jestem mężczyzną. Mi też chodzi o to,
żeby nie mieć nic wielkiego. Musisz zrozumieć to, że żadne moje dziecko miłości
nie przychodzi na ten świat z jego mamą, która nie nosi mojej obrączki i mojego
nazwiska. To się po prostu nie stanie, Lanie. To co się stanie, to jedziemy do
Vegas, pobieramy się, wracamy do domu, a ty wprowadzasz się.”
Był
szalony.
„A
co z dziećmi?”
„Kochają
cię. Kochają mnie. Jesteś w moim łóżku każdej nocy, kiedy tam są. Nie ma
znaczenia, czy masz ubrania w mojej szafie. Molly będzie wkurzona, że nie
dostała sukienki, ale przezwycięży to. Cody poczuje ulgę, że nie musi nosić
jakiegoś małpiego garnituru.”
To
była prawda. Molly i Cody całkowicie zaakceptowali wprowadzenie Lanie w swoim
życiowym koncercie, a Cody straciłby swój mały rozum twardziela na motocyklu,
gdyby musiał założyć garnitur.
„Hopper,
ja nie…”
„Nie
przejmuję się tym, czego ty nie.” - przerwał mi - „Mam pączki na tylnym
siedzeniu. Przekąski. Spakowałem ci torbę. Mam pełen bak. I masz dużo czasu,
żeby pogodzić się z tym, że przybierasz moje nazwisko. Jak nie, wyciągnę twój
tyłek podłączony do mnie, żeby zatankować i będziesz musiała skorzystać z
męskiej toalety, bo na pewno nie wejdę do damskiej.”
Moje
oczy się rozszerzyły - „Spakowałeś mi torbę?”
Uśmiechnął
się - „Jasne, że coś przeoczyłem, ponieważ torba, którą dla ciebie spakowałem
waży o wiele mniej niż normalnie. Ale gdybym czegoś zapomniał, możemy to dokupić
w Vegas.”
Nienawidziłam,
kiedy był rozbawiony, kiedy mnie wkurzał.
„Wprowadzam
się i żyjemy długo i szczęśliwie, Hop. Zatrzymuję też pierścionek, ponieważ
jest wspaniały. Ale się nie pobieramy.”
„Tak,
pobieramy.”
„Nie,
nie pobieramy.”
Odwrócił
się z powrotem do kierownicy, uruchomił samochód i ruszył z powrotem na drogę,
mrucząc - „Zobaczymy”.
„Nie
zobaczymy!” - krzyknęłam, szarpiąc za nadgarstek przykuty do jego.
Złapał
mnie za rękę i przycisnął do swojego uda - „Nie chcę, żeby moja panna młoda w
dniu ślubu miała siniaki na nadgarstku.”
Wrr!
Zamilkłam.
Hop
prowadził.
Przeżywałam.
Jechaliśmy
w góry, kiedy stwierdziłam - „To nie zadziała, jeśli oboje będziemy robić
dramaty, Hopperze Kincaid. Powinieneś być tym łagodnym.”
„Przemyślę
to, bo jest fajne” - odpowiedział - „Teraz sięgnij mi pączka, mała.”
Warknęłam
i zauważyłam, że Hopper się uśmiechnął.
Ale
byłam głodna, a gdybym miała pączki, mogłabym rzucić w niego jednym.
Z
trudem, bo mój nadgarstek był przykuty do Hop’a, przekręciłam się na tylne
siedzenie i wzięłam pączki. Nie rzuciłam w niego, ponieważ w chwili, gdy je
otworzyłam, ich cukierkowa, ciastowata dobroć popłynęła i byłoby zbrodnią
zmarnować chociaż jeden.
Podałam
Hop’owi jego i zaczęłam wcinać mojego.
„Mała?”
- zawołał Hop.
„Na
razie nie rozmawiam z tobą” - oznajmiłam z ustami pełnymi pączków.
„Kocham
cię bardziej niż życie.”
Boże.
Po
prostu mnie zabijał.
Wróciłam
do cichego przeżywania.
Ale
po tym, co powiedział, robiłam to bez przekonania.
*****
Tej nocy Flamingo Hotel, Vegas…
„O
mój Boże” - wydyszałam, wbijając pięty w plecy Hop’a. Moje nadgarstki, przykute
do łóżka, szarpnęły się i nagle usta Hop’a nie znajdowały się między moimi
nogami.
Zmienił
pozycję i poczułam, jak całuje wrażliwą skórę w miejscu, gdzie moja noga
stykała się z miednicą, a moja głowa uniosła się, żeby na niego spojrzeć.
Uniósł
się na przedramionach, moje nogi wciąż znajdowały się na jego ramionach, a ja
dobrze przyjrzałam się nowemu tatuażowi, który był na jego skórze na sercu.
Coś, z czym jako niespodzianką wrócił do domu kilka miesięcy temu. To była tarcza,
jej zarys był zrobiony z zajebiście długiego łańcucha, a jej wnętrze było
napisanym pięknym pismem Dla Mojej Lanie.
Pokochałam
ten tatuaż prawie tak samo jak moją tarczę.
Ale
w tej chwili nie mogłam myśleć o tym, jak bardzo kochałam jego tatuaż.
„Nie
przestawaj” - błagałam.
„Wyjdziesz
za mnie?” - zapytał.
Całkowicie
mnie zabijał.
„Tak”
- stwierdziłam natychmiast, a on uśmiechnął się seksownym uśmiechem.
„Mówisz
tak, bo chcesz dojść, czy chcesz wyjść za mnie, bo chcesz moje nazwisko?”
„Oba.”
„Przysięgnij
to, Lanie.”
Patrzyłam
mu w oczy, nawet kiedy się wierciłam - „Przysięgam, Hop.”
„Kochasz
mnie?”
„Dopóki
nie umrę.”
Jego
twarz zrobiła się łagodna, ale jego usta nakazały - „Powiedz to”.
Ponownie.
Zabijał mnie.
„Hop,
proszę…”
„Powiedz
to, mała.”
„Co
powiedzieć?”
„Chcesz
moje nazwisko.”
„Rozkuj
mnie.”
„Nie.
Powiedz to.”
„Chcę
cię dotknąć” - powiedziałam cicho i chciałam. Zdecydowanie chciałam go dotknąć,
kiedy mu powiem, że chcę jego nazwiska.
„Schowam
twarz z powrotem w tej cipce, a potem ją wypieprzę, wszystko z tobą na mojej
łasce, mała. Możesz mnie później dotknąć. Powiedz teraz, co chcę usłyszeć.”
Opuściłam
głowę z powrotem na łóżko i spojrzałam w sufit, pozwalając żarowi, jaki
wywołały jego słowa, przemknąć przez moje ciało. Jednocześnie szybko uporządkowałam
swoje myśli.
Był
mój, ja byłam jego, on tego chciał. A ja chciałam, żeby miał wszystko, czego
chciał.
Żebym
mogła odpuścić tę ostatnią rzecz i dać mu ją. W tym samym czasie sama to mieć. Kiedy
pozbierałam to, ponownie podniosłam się i spojrzałam na mojego mężczyznę.
„Chcę
być twoją żoną. Chcę nosić twoje nazwisko. Chcę, żeby nasz syn miał twoje
nazwisko. Chcę wziąć ślub.”
Jego
twarz pociemniała, oczy stały się gorące, ale usta wykrzywiły się w uśmieszku,
zanim poprawił - „Córka.”
„Syn.”
Potrząsnął
głową, a potem patrzyłam, jak zanurza twarz między moimi nogami.
Tak.
Moje
pięty wbiły się w jego plecy.
Hop
wsunął ręce pod moje pośladki i wciągnął mnie głębiej do ust.
Trzymaj się szczęścia.
Trzymałam.
Każdej sekundy.
Nawet
gdybym musiała to zrobić tylko nogami.
*****
Następnej nocy…
„Musimy
jak najszybciej zjeść razem kolację” - powiedziałam Tyrze z telefonem przy
uchu, policzkiem przy piersi Hop’a, moim nagim ciałem splecionym z jego w
naszym łóżku w Hotelu Flamingo w Vegas.
Pobraliśmy
się z fałszywym Liberace[1].
Oboje
byliśmy ubrani w dżinsy.
Po
drodze znaleźliśmy obrączkę dla Hop’a w przydrożnym sklepiku (chociaż robiliśmy
te zakupy, gdy byłam pod sztucznym przymusem). Była szeroka, srebrna, z grubą
hebanową opaską pośrodku. Nie wyglądała jak tradycyjna obrączka ślubna, ale
wyglądała jak obrączka motocyklisty. Idealna dla Hop’a.
Kupił
mi bukiet czerwonych róż w kaplicy ślubnej fałszywego Liberace.
A
kiedy Liberace powiedział Hop’owi, że może pocałować pannę młodą, Hop zanurzył się
ze mną w sesji całowania z łukowatymi plecami, aby zakończyć to najlepszą ze
wszystkich sesją całowania z języczkiem. Kiedy skończył, wyprostował mnie,
przykucnął przede mną, owinął ramiona wokół moich ud, podniósł mnie i ryknął -
„To jest moja kobieta!”
Wybuchnęłam
śmiechem, a jednocześnie wybuchnęłam płaczem. To był najszczęśliwszy moment w
moim życiu.
Bez
porównania.
Postąpiłam
słusznie, poślubiając Hop’a. A dowody sugerowały, że tak samo było z moim
mężczyzną.
Liberace
powiedział nam, że nikt nigdy tak nie krzyczał po ceremonii. Zrobił to, dając
do zrozumienia, że chciałby, aby wszyscy to robili. Liberace ze swoją fioletową
fryzurą był również na niektórych naszych zdjęciach ślubnych. Uśmiechał się jak
wariat. To było zabawne. Ale nie było wątpliwości, że naprawdę kochał swoją
pracę.
Hop
miał rację. Sukienka, pierścionek, kwiaty, wszystko to mnie przerażało, bo to
właśnie doprowadziło mnie i Elliotta do Kansas City.
Ale
dżinsy, róże i Liberace były idealne.
„Wszystko
w porządku?” - spytała Tyra.
„Tak”
- odpowiedziałam z ogromnym niedopowiedzeniem - „Czy możesz zadzwonić do Tabby
i Shy’a i poprosić ich, żeby popilnowali chłopców, żebyście ty i Tack mogli
wyjść z nami na kolację?”
„Oczywiście,
kochanie.”
„Muszę
iść” - powiedziałam jej i musiałam. W niedzielę musiałam zadzwonić do mojej
asystentki do domu i powiedzieć jej, że wrócę do biura dopiero we wtorek.
Ale
najpierw musiałam się trochę poprzytulać z moim mężem.
„W
porządku. Do zobaczenia wkrótce.”
„Dobrze.
Pa kochanie.”
„Do
widzenia, Lanie.”
Rzuciłam
telefon na łóżko, po czym przesunęłam palcami po przedramieniu Hop’a i
prześledziłam wzór płomieni. Po jakimś czasie przesunęłam palcem, by śledzić
swoją tarczę.
„Nazywam
się Lanie Kincaid” - powiedziałam do jego piersi.
„Pewne
jak cholera” - odparł Hop, warcząc, a ja uniosłam głowę, żeby na niego
spojrzeć.
Jego
przystojna twarz była twarda, zdeterminowana, wyglądał podobnie jak wtedy, gdy
mówił o tym, co zrobił, by wydostać Chaos ze złego miejsca, w którym się
znajdowali, do dobrego miejsca dla rodziny.
Rodzina.
„Czy
jesteś naprawdę szczęśliwy, Hopperze Kincaid?” - zapytałam cicho.
„Abso-kurwa-lutnie,
Lanie Kincaid” - stwierdził stanowczo.
Łał.
To brzmiało pięknie.
Podniosłam
rękę do jego twarzy i przesunęłam kciukiem bok jego wąsów, obserwując, jak się
porusza, zanim podniosłam na niego oczy.
„Pierwszy
raz od jedenastego roku życia i pierwszy raz w całym moim życiu, będąc
całkowicie szczerą i całkowicie świadomą, ja też jestem.”
Podniósł
się, obejmując mnie ramionami i obrócił nas tak, że był na górze, a potem mnie
pocałował.
„Myślę,
że teraz mam pojęcie, jak bardzo mnie teraz kochasz, Hop” - powiedziałam mu,
kiedy przerwał pocałunek.
„Dobrze
wiedzieć, mała” - powiedział z uśmiechem.
„Dziękuję
ci” - szepnęłam.
„To
było tak daleko od trudnego, że to nie jest zabawne, lady, ale nie ma za co.”
Uniosłam
głowę, przesiewając przez palce jego długie włosy, czując jego korzenny zapach,
czując, jak jego zarost łaskocze moją skórę i pocałowałam mojego męża.
To
był najlepszy pocałunek w moim życiu. Jak na razie.
Stwierdziłabym,
że Hop, jak zawsze, będzie je ulepszał.
Dziękuje. Hop pomyślał.
OdpowiedzUsuńDziękuję, ale coś za długo jest słodko, czyli szykuje się dramat stulecia, dramat nad dramaty - juz nie mogę się doczekać :)
OdpowiedzUsuńChyba że nie będzie tak źle... Np tak jak z Shirleen
UsuńZ tego co kojarzę to następnym rozdziałem jest epilog 🥺
UsuńGratulacje ❤️ i dziecka i małżeństwa 😁 dziękuję ❤️ słodkie to było. A Hop wymiata. Porwanie😁😁😁👍👍👍
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń