ROZDZIAŁ
11
Bezpiecznie
zamknięta wewnątrz
Tydzień i dwa dni później…
Byłam
w swoim biurze i robiło się późno.
Musiałam
wrócić do domu, przebrać się, a potem spotkać Hop’a i dzieci w Beau Joe na
pizzę.
To
nie było duże, ale było większe niż moja „niespodziane” pojawienie się na
recitalu tanecznym.
Spotykałam
się tam z nimi. Oznaczało to, że nawet dzieci w ich wieku wkrótce zorientują
się, że widywały mnie od czasu do czasu na rodzinnych imprezach Chaosu, a nagle
widzą mnie wszędzie i coś to znaczy.
Nie
denerwowałam się ot tak. Wiedziałam, że mnie lubią.
Ale
lubienie mnie jako Lanie, jakiejś kobiety, którą znał ich tata, i lubienie mnie
jako Lanie, kobiety ich taty, to dwie różne rzeczy.
Więc
chociaż nie byłam zdenerwowana, nadal byłam.
Żeby
wrócić do domu i się przebrać, powinnam wyjść dziesięć minut temu. Ale nowy
klient zabierał dużo czasu, mój dzień umknął mi (z całą uczciwością, działo się
to przed nowym klientem i zdarzało się to często) i zastanawiałam się, ponieważ
Hop miał swoje dzieci na weekend, nad przyjściem w sobotę i nadrobieniem
zaległości.
To
nie byłoby złamanie mojej zasady niepracowania w weekendy, ponieważ już łamałam
nawyk pracy do późnych godzin wieczornych.
Miałam
Hop’a, do którego mogłam iść do domu, zjeść kolację i iść do łóżka. W związku z
tym pozostawanie do późna w biurze straciło swój urok.
Zamykałam
programy na moim komputerze, jednocześnie wkładając rzeczy do torebki, kiedy
wyczułam ruch, więc wyjrzałam przez ścianę okien.
Na
to, co zobaczyłam, oddech zamarł mi w płucach.
Tack
szedł w moją stronę, patrząc na mnie z poważną miną.
Tack
był w moim biurze kilka razy. Zwykle wtedy, gdy planowałam z nim i Tyrą wyjście
na kolację po pracy, co oznaczało, że zawsze prowadził, więc Ty-Ty i ja mogłybyśmy
strzelić jednego, gdybyśmy były w nastroju. Dlatego Tyra zawsze mu towarzyszyła.
Nigdy
nie był tu sam i niezapowiedziany.
Wiedział
o Hop’ie i o mnie.
O
Boże, on wiedział o Hop’ie i o mnie!
Siedziałam
nieruchomo, wpatrując się w niego idącego w moją stronę, moje wnętrzności z
niewytłumaczalnej przyczyny ogarnęła panika.
Jego
wzrok mnie nie opuścił, gdy przeszedł przez otwarte drzwi, ale kiedy wszedł do
środka, przywitał się - „Hej, Lanie”.
„Uch,
hej Tack” - odpowiedziałam - „Wszystko w porządku?”
Zatrzymał
się przed moim biurkiem i odpowiedział - „Ty mi powiedz.”
Zamrugałam.
„Słucham?”
- zapytałam.
„Ty
mi powiedz, Lanie. Wszystko w porządku?”
O
Boże, wiedział. Cholera! Wiedział!
„Ja,
hmmm…”
Boże!
Co
ja miałam powiedzieć?
Tack
podszedł do jednego z moich krzeseł, usiadł na nim i znów na mnie spojrzał.
Jego
głos był łagodny, kiedy powiedział - „Daliśmy trochę czasu, mała. Dużo czasu.
Jakiś czas temu po kolacji u ciebie pomyślałem o tym i stwierdziłem, że nie dam
rady więcej.”
Dobra,
teraz byłam zdezorientowana. To nie brzmiało, jakby wiedział o Hop’ie i o mnie.
„Dałeś
czemu czas?” - zapytałam.
„Tobie”
- odpowiedział.
Właśnie,
teraz byłam naprawdę zdezorientowana.
„Mnie,
na co?” - zapytałam, a on pochylił się w moją stronę, jego oczy były
intensywne, szukające, ale miłe.
„Ty
i Belova” - odpowiedział i poczułam, jak moje wnętrzności znów się ściskają -
„Nie ruszałaś dalej. Minęły lata, a ty nie ruszyłaś dalej. Tyra, nie czuła się
z tym dobrze, mała. Może być wkurzona na mnie, że ci to mówię, bo moja kobieta
nie wie, że to robię, ale musisz wiedzieć. Martwiła się, a kiedy to mówię, mam
na myśli naprawdę martwiła. Po prostu
nie wiedziała, co robić. Nie chciała nic mówić i zdenerwować cię. Nie chciała
nic nie mówić i patrzeć, jak marnujesz swoje życie. Teraz jeszcze bardziej się
martwi, że to zdjęcie zniknęło, co to może oznaczać. A ty nic o tym nie
powiedziałaś.”
Och.
Chodziło
o to zdjęcie.
„Tack…”
- zaczęłam, a on potrząsnął głową.
„Ta
ścieżka, Lanie, ta ścieżka, która prowadzi do uzdrowienia, możesz zostać
zaślepiona, myśląc, że jest tylko jedna ścieżka do wyboru, ale nie jest.
Istnieje wiele różnych ścieżek, ale niektóre z nich nie prowadzą do
uzdrowienia. Prowadzą do innego gówna, które nie jest dobre i, mała, byłaś na
złej.” - Pochylił się do mnie, a jego głos stał się cichszy, bardziej szorstki.
– „Zaufaj mi, wiem, że patrzę, jak przez to przechodzisz i jak moja córka przez
to przechodzi.”
Przełknęłam.
Mniej
więcej rok temu dziewczyna Tacka, Tabby, nagle straciła narzeczonego w wypadku
samochodowym, zaledwie trzy tygodnie przed ślubem. To było tragiczne i Tabby
przybrała odważną minę, ale wszyscy wiedzieli, że cierpi. Jak mogła nie
cierpieć? Ale przy tej odważnej masce trudno było określić, na jakiej ścieżce
była.
Chyba
że byłeś tak spostrzegawczy jak Tack.
Odchylił
się do tyłu i mówił dalej - „To gówno, które ty znosiłaś, Rudzielec, ja,
wszyscy musieliśmy postępować z tobą w białych rękawiczkach. Nie chcę cię
przestraszyć, ale ta ramka zniknęła, oznacza to, że podjęłaś decyzję, decyzję,
o której nie chcesz mówić, więc te rękawiczki spadają.”
„Tack…”
„Musisz
iść dalej… we właściwy sposób.”
„Cóż…”
„Musisz
znaleźć życie poza tym biurem” - wyrzucił rękę, a potem spojrzał na mnie -
„Musisz znaleźć mężczyznę”.
Moje
plecy wyprostowały się - „Tack, naprawdę…”
Nie
przegapił mojej odpowiedzi. Po prostu źle ją zinterpretował.
„Nie
mów do mnie jak kobiety i nie mów, że nie potrzebujesz mężczyzny, żeby cię
dopełnić. To bzdura. Kobieta wygląda jak ty, to cholerne marnotrawstwo. Ale
kobieta, która ma miłość, którą masz do dania, to nie jest strata. To cholerna
szkoda.”
Zamknęłam
usta, bo to było słodkie.
Potem
otworzyłam je, aby mu przypomnieć - „Uh, do twojej wiadomości, nie możesz mówić
od mnie jak kobiety, ponieważ ja jestem
kobietą, więc podejście kobiety jest zbędne.”
Uśmiechnął
- „Po prostu mówię, mam dobrą kobietę i rodzinę, ale to nie znaczy, że nie
zauważam innych dobrych, mała. Jesteś dobra i mężczyzna miałby szczęście, jakby
cię dostał.”
Łał,
to było naprawdę słodkie.
Spojrzałam
mu w oczy, a potem pochyliłam się ku niemu - „Dziękuję za to, że przyszedłeś, by
powiedzieć to, co powiedziałeś i za troskę, Tack, ale obiecuję ci, wszystko
jest w porządku.”
„Pierdoły.”
Zamrugałam,
słysząc jego odpowiedź.
„Wyrzuciłaś
tę ramkę i zamknęłaś się” - zadeklarował.
„Zamknęłam
się w czym?” - zapytałam ponownie zdezorientowana.
„Dni
tutaj, noce tutaj, twoje życie… tutaj…” - uniósł rękę i wskazał na podłogę - „W
tym biurze. Zakopana w twojej pracy. Jasne, wychodzisz ze swoją dziewczyną. Zajmujesz
się sama sobą. Rozpieszczasz naszych synów. Występujesz na Chaosie i śmiejesz
się z braćmi. Ale większość twojego życia to ta praca, Lanie, a to gówno nie
może trwać dalej.”
O
jej.
Jak
to miałam rozegrać?
„Tack,
naprawdę, obiecuję ci, nic mi nie jest.”
„Życie,
które jest pracą, nie jest w porządku. To nie jest nawet pół życia. Lubię to,
co robisz i to jest fajne. Jesteś w tym tak dobra, co jest fajniejsze. Ale
świat jest pełen, mała. Jak jesz tylko z połowy talerza, brakuje ci mięsa i, co
gorsza, brakuje ci deseru.” - zatrzymał się na chwilę, zanim powiedział cicho -
„Musisz żyć swoim życiem, Lanie.”
„Obiecuję
ci, Tack, jestem w porządku.”
„Więc
dlaczego jest po szóstej, a ty nadal jesteś w biurze?” - odparł.
Nie
mogłam mu powiedzieć, że wybieram się na spotkanie z Hop’em i jego dziećmi,
więc nie mogłam mu powiedzieć, że się spóźniam i powinnam była wyjść piętnaście
minut temu. Nie mogłam mu też powiedzieć, że moje życie to nie tylko praca. Już
nie. Były to recitale taneczne. To były pieczone kotlety wieprzowe. To było
słuchanie Hop’a opowiadającego mi historię o zabraniu jednej ze swoich „suk” na
koncert Segera. Naćpała się zanim poszli, zatraciła się w tym klimacie i
rzuciła koszulkę w stronę sceny. Śmiałam się przez to, bo Hopper powiedział mi też,
że nie nosiła stanika i że nie byli w pobliżu sceny, więc Bob ani żaden facet z
zespołu Silver Bullet nie mogli docenić jej gestu.
Musiałam
mu jednak coś powiedzieć. Po prostu nie miałam szansy.
„Rozmawiałem
z Mitch’em i Lucasem. Mają kumpla i mówią, że jest dobrym człowiekiem” - zaczął
Tack.
O
mój Boże. Czy mówił o umówieniu mnie?
Tack
kontynuował - „Nie znam go. Nie chcę stracić jednej z moich dziewczyn z facetem
z policji, ale mówią, że jest dobrym człowiekiem, a ja wierzę im. Oni cię umówią.”
O
mój Boże!
Tack
mnie umawiał!
Fajnie,
że myślał o mnie jako o jednej ze swoich dziewczyn, ale to była katastrofa.
Prawdę
mówiąc znałam Mitcha Lawsona i Brocka Lucasa i lubiłam ich. Obaj byli dobrymi
gliniarzami. Obaj byli dobrymi facetami. Obaj byli przyjaciółmi Tacka. Oni, ich
żony, Mara i Tess oraz ich dzieci często przychodzili na imprezy Chaosu. To
było osobliwe: gliniarze i motocykliści, ale była historia, poważna historia,
która czyniła to nie tylko zrozumiałym, ale wręcz koniecznym. Tak więc, znając
Mitcha i Brocka i wiedząc, że są dobrymi facetami, wiedziałam, że nie umówią
mnie z palantem lub nieudacznikiem.
„Tack…”
- zaczęłam, ale znowu przemówił do mnie i zrobił to wstając.
„Jak
wrócę do domu, porozmawiam o tym z Rudzielcem. Umówi się z Marą i Tess i to ułożą.
Musisz tylko pięknie wyglądać i się pokazać. Pierwsza część jest naturalna.
Ufam, że w drugiej części nie polegniesz.”
Patrzyłam
na niego, gdy stał przed moim biurkiem, a kiedy przestał mówić, zapytałam - „Robisz
to Ty-Ty?”
„Co?”
- zapytał.
„Nie
pozwalasz jej wtrącić ani słowa” - odpowiedziałam, a on wybuchnął śmiechem.
Czekałam
cierpliwie, aż przestanie, myśląc nie po raz pierwszy, że Tyra miała szczęście.
Tack śmiał się głęboko i intensywnie, pochodziło to z jego wnętrza i wyglądał
dobrze, robiąc to. Robił to też bardzo często.
Kiedy
Tack przestał się śmiać, spojrzał na mnie i odpowiedział po prostu - „Tak” - Otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć i znowu zawiodłam w tym przedsięwzięciu. - „Chociaż
tylko wtedy, gdy jest to ważne i gdy jest wrzodem na moim tyłku.”
„Czy
mam wnioskować, że jestem wrzodem na twoim tyłku?” - zapytałam.
„Nie”
- potrząsnął głową z uśmiechem - „Ale skoro mówisz o tym, nie będziesz tego
wywnioskować. Po prostu powiem ci to wprost.”
„Tack…”
„Idź
na randkę, Lanie.”
„Tack!”
- warknęłam, a on pochylił się nad moim biurkiem, kładąc na nim rękę i ponownie
przyszpilając mnie swoimi niebieskimi oczami.
„Zrób
to dla Tyry” - powiedział cicho i zamknęłam się.
Jak
do cholery mam się z tego wydostać?
„Martwi
się” - ciągnął Tack - „Ulecz się, pomóż mojej kobiecie przestać się martwić.
Idź na randkę.”
Zamknęłam
oczy, otworzyłam je i skinęłam głową.
Mam
na myśli: co jeszcze mogłam zrobić?
Tack
uśmiechnął się.
Cholera.
„Dobrze,
cieszę się, że mieliśmy tę rozmowę” - oświadczył - „A Rudzielec będzie
zadowolona, że znowu spróbujesz życia i mam nadzieję, że to się uda albo nie,
ale zaostrzy twój apetyt na odzyskanie tego, czego ci brakuje i będziesz
zadowolona”
To
naprawdę było do bani, że był takim dobrym facetem i robił to dla mnie, a ja
nie mogłam mu powiedzieć, że to wszystko było niepotrzebne i mogli przestać się
martwić.
„No
dobrze, jeszcze raz dziękuję, Tack” - powiedziałam.
Wyprostował
się od mojego biurka - „Idź do domu. Zrób coś zabawnego. Cokolwiek. Po prostu
się stąd wypierdalaj” - rozkazał, wyciągając rękę, by wskazać moje biuro.
„Właśnie
wychodziłam” - poinformowałam go i dostałam kolejny uśmiech, zanim podszedł do
moich drzwi.
Zatrzymał
się w nich i odwrócił.
Powinnam
była podnieść moją mentalną tarczę i przygotować się.
Nie
zrobiłam tego.
Więc
kiedy wystrzelił swoje strzały, przeszyły moje ciało.
„Nie
żałuj tego, co zrobiłaś. Nie żałuj podjętych decyzji. Dobrze zrobiłaś. Podążałaś
za swoim sercem, a to nigdy nie jest złe, kochanie. Ale poszło źle i gówno było
ekstremalne. To koniec, Lanie. Już dawno. Idź dalej.”
Nie
zrobiłam dobrze.
Wiedział
o tym. Ja to wiedziałam. Tyra o tym wiedziała.
Po
prostu był miły.
Przebaczenie
jest piękne i to dobre uczucie, gdy ktoś daje ci ten prezent.
Ale
to, że ktoś, kogo skrzywdziłaś, może ci wybaczyć, to jedno.
Czymś
innym było wybaczenie sobie samemu.
Stracono
zbyt wiele. Rzeki tego. Rzeki krwi Ty-Ty na podłodze domu, w którym nigdy nie
byłam, a ona była tylko raz. Ta krew płynęła przeze mnie.
Mogło
to oznaczać, że stracilibyśmy wszystko - Tack i ja.
Ale
w sposób, w jaki ją kochał, głównie Tack.
Wybaczył
mi.
Po
prostu ja sobie nie wybaczyłam.
Nic
mu o tym nie powiedziałam.
Po
prostu powiedziałam - „Okej.”
Pokiwał
głową - „W porządku, kochanie. Dobrej nocy.”
„Tobie
też. Powiedz Ty-Ty, że przesyłam hej.”
„Zrobi
się. Później.”
„Później,
Tack.”
Podniósł
rękę, żeby otworzyć drzwi, a potem patrzyłam, jak wychodzi z mojego biura,
myśląc, że moja najlepsza przyjaciółka po raz kolejny miała szczęście.
Z
drugiej strony, tak samo jak Tack.
Spojrzałam
na zegar na moim komputerze i zdałam sobie sprawę, że żeby zdążyć na pizzę, nie
będę mogła wrócić do domu i się przebrać.
Wyłączyłam
go, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Hop’a, żeby mu powiedzieć, że mogę się
trochę spóźnić.
Potem
wyszłam z biura, żeby żyć swoim życiem.
*****
Usłyszałam
ryk Harleya. Leżąc na kanapie, czytając i pijąc kieliszek wina po zabawnej
kolacji z Hop’em i jego dziećmi, przyzwyczajona do tego ryku oznaczającego
dobre rzeczy, słuchałam z roztargnieniem, ale z zadowoleniem myśląc o tej
kolacji.
Pomyślałam
o tym, jak łatwy był entuzjazm Molly.
O
tym, jak miło było, gdy mała dziewczynka powiedziała ci, że podoba jej się twój
strój. O tym, że Cody może nie wyglądał jak jego tata, ale zachowywał się
dokładnie tak jak on. O tym, jak Hop zręcznie wylawirował ostrą niechęć Molly
do wszystkiego, co dotyczy kiełbasy, „Sok wycieka z boku, tato!” i żądanie
Cody’ego, abyśmy kupili mięsną, bo „Pizza nie ma znaczenia, jeśli nie ma mięsa”,
kupując dwie pizze Beau Joe i mrucząc „Resztki na tydzień”.
Nie
mylił się, chociaż umniejszał to. Jedna pizza Beau Joe mogłaby nakarmić pół
batalionu.
Tak
więc ten ryk Harleya na zewnątrz nie tylko przypomniał mi o wszystkich dobrych
rzeczach Hop’a i wspaniałym wieczorze z jego dziećmi, kiedy już po wszystkim
wiedziałam, że nie mam się czym denerwować, ale też sprawił, że się uśmiechnęłam.
Nasłuchiwałam,
już nie z roztargnieniem, kiedy ryk ucichł z tyłu mojego domu.
Skierowałam
wzrok z mojej kanapy do przesuwanych szklanych drzwi i byłam zszokowana, widząc
wysokie ciało Hoppera materializujące się tam w ciemności.
„Otwórz,
mała” - zawołał przez szybę, a ja odłożyłam Kindle na bok i wstałam, szybko
podchodząc do drzwi, by je otworzyć.
„Co
ty tutaj robisz?” - spytałam, przesuwając się do tyłu, gdy wślizgnął się do
środka i zamknął drzwi - „Gdzie są dzieci? Czy wszystko w porządku?”
Zwrócił
się do mnie - „Nie wiem. Ty mi powiedz.”
Świetnie.
Miałam
już ten początkowy gambit konwersacyjny od motocyklisty tego wieczoru, kiedy
odwiedził mnie Tack, a sądząc po wyrazie troski i ciekawości na twarzy Hop’a, pomyślałam,
że ten nie spodoba mi się o wiele bardziej.
„O
czym ty mówisz i gdzie są dzieci?” - zapytałam.
„Dzieci
śpią, a Sheila jest z nimi. Pokazałaś się na kolacji, wciąż ubrana w swój strój
do pracy, zachowując się dziwnie, nie patrząc mi w oczy, więc zadzwoniłem do
niej, przyjechała, wskoczyłem na motor i przyciągnąłem tu swój tyłek. Co tam?”
„Nic,
czego nie mogłabym ci powiedzieć przez telefon” - wyjaśniłam - „Nie musiałeś
ciągnąć Sheili do swojego domu.”
„Kiedy
nie patrzysz mi w oczy podczas kolacji, to jest coś, do czego nie przyznasz się
przez telefon. Teraz, Lanie, jeszcze raz. Co tam?”
Zwykle
cieszyłam się, że Hop był człowiekiem, który zwracał na uwagę. Oznaczało to, że
robił rzeczy i mówił rzeczy i, co ważne, powtarzam, robił rzeczy, dobre
rzeczy, ponieważ zwracał uwagę.
Czasami,
tak jak teraz, było to denerwujące.
Zdecydowałam,
że ta dyskusja pójdzie lepiej z winem, więc podeszłam do mojego kieliszka.
Kiedy
już go złapałam i wzięłam łyk, spojrzałam z powrotem na Hop’a i zobaczyłam, że
nie poruszył się poza skrzyżowaniem ramion na piersi. Skórzane kurtki,
szczególnie zniszczone, czarne, motocyklowe z naszywką na plecach, nie
przypadły mi do gustu, jeśli chodzi o chłopaków.
Na
Hopperze grało to jak na nikim innym.
„Lanie”
- ponaglił ostrzegawczo niskim głosem i przestałam doceniać Hop’a w jego kurtce.
„Tack
rozmawiał z Mitch’em i Brock’iem. Umawiają mnie na randkę z gliną” - oznajmiłam.
Zrobiłam
to, ponieważ pomyślałam, że najlepiej będzie po prostu wypuścić to i skończyć.
W
każdym razie to nic wielkiego. Hop musiał wiedzieć, że mi się podobał. Oboje
wiedzieliśmy, że pracujemy nad czymś ważnym. Właśnie jadłam z nim i jego
dziećmi kolację, więc to było jasne.
Dlatego
postanowiłam w drodze do Beau Joe, że po prostu udam się na randkę, a potem
wyjaśnię facetowi, Tackowi i Tyrze, że nie odpowiada mi to, a wyjaśnię
wcześniej mój plan Hop’owi (ale nie podczas kolacji z dziećmi), żeby się nie
martwił. Oznaczało to, że spełnię swój obowiązek wobec Ty-Ty i Tacka, a potem
zacznę robić inne rzeczy, które sprawią, że przestaną się o mnie martwić. Na
przykład wezmę udział w zajęciach kreatywnego pisania wyjaśnienia, że mogę
spotkać kogoś, kiedy nie mam zamiaru tego robić. W każdym razie zajęcia z
kreatywnego pisania byłyby zabawne i zawsze chciałam to zrobić.
Nieważne.
Konkluzja: w końcu wszystko będzie dobrze.
Patrząc
na Hop’a, zdałam sobie sprawę, że nie zgodzi się z moim planem.
„Powtórz?”
- zapytał, a jego ton był przerażający.
Wyciągnęłam
rękę z kieliszkiem, wdzięczna, że był niski, więc wino nie chlupotało - „Martwią
się, że się nie leczę, nie idę dalej po Elliotcie, zakopuję się w pracy, więc
mnie umawiają.”
„Umawiają
cię” - powtórzył wciąż przerażającym głosem.
„Hop,
to nic wielkiego” - powiedziałam mu i patrzyłam, jak szarpie głową.
„Idziesz?”
- teraz nie brzmiał przerażająco. Brzmiał jakby był niedowierzający i bardziej
niż trochę zły.
„To
nic wielkiego. Pójdę i później wyjaśnię, że mnie nie pociągał. Pomyślą, że idę
dalej i wszystko będzie dobrze.”
„Pójdziesz”
- stwierdził Hop.
„Tylko
jedna randka” - zapewniłam go.
„Tylko
jedna randka” - powtórzył za mną Hop.
„Hop…”
Zatrzymałam
się nagle, kiedy pochylił się do mnie i ryknął - „Czy ty zwariowałaś?”
Tak,
zdecydowanie nie zgadzał się z moim planem.
Uniosłam
obie ręce uspokajająco i zaczęłam - „Hop…”
Zrobił
dwa kroki w moją stronę, jego ciało zadrżało, jakby kontrolował swoje ruchy,
ale ledwo, i warknął - „Powiedz mi dokładnie, co się stało”.
Spojrzałam
mu w oczy i wyjaśniłam dokładnie, co się stało.
Hop
trzymał moje, kiedy skończyłam, i zapytał - „A twoim rozwiązaniem tego problemu
jest spotkanie z tym pieprzonym facetem?”
„To
najłatwiejsze rozwiązanie, jakie przychodzi mi do głowy” - powiedziałem mu coś,
co wydawało mi się oczywiste.
„Nie
wiem, Lanie. Przychodzi mi do głowy łatwiejsze” - odparł i nie umknął mi jego
sarkazm.
„Hop,
szczerze, nie…”
Przerwał
mi - „Chcesz poznać moje rozwiązanie?”
Pomyślałam,
że nie chciałam, żeby to powiedział, ale i tak kiwnęłam głową.
„Może,
nie wiem, ale może być łatwiej, mała, po prostu powiedzieć im, że masz życie i
że twoje życie idzie dalej ze mną.” -
położył ręce na biodrach. – „Kurwa, nawet nie wiem, dlaczego od razu nie
powiedziałaś Tackowi tego gówna, kiedy zaproponował ten absurdalny, jebany
pomysł.”
Kiedy
mówił, jego nastrój się pogorszył. Znalazło to odzwierciedlenie w sposobie, w
jaki wypowiadał swoje słowa.
Ale
na jego słowa moje płuca ścisnęły się, więc musiałam zmusić się do krzyku -
„Nie możemy tego zrobić!”
Wyrzucił
ręce w górę - „Dlaczego do cholery nie?”
Wiedziałam,
że był wkurzony. Wiedziałam, dlaczego był wkurzony.
Ale
coś się działo. Coś, co próbowałam zignorować. Coś, co budowało się we mnie tak
ogromne, że nie dało się go zignorować.
Panika.
Czysta,
nieskażona panika.
„Nie
możemy tego zrobić” - powtórzyłam.
„A
dlaczego, kurwa, nie, Lanie?”
„Po
prostu nie możemy” - powiedziałam mu.
„Jaja
sobie robisz?” - zapytał.
„Nie,
nie robię” - odpowiedziałam, to uczucie narastało, czułam odgryzanie od środka.
Ogromne, żarłoczne ukąszenia mnie.
Hop
przyglądał mi się przez chwilę, jego wyraz twarzy się zmienił i mówił ciszej,
kiedy zapytał - „Kiedykolwiek?”
„Kiedykolwiek
co?” - zapytałam z powrotem.
„Nie
chcesz im teraz mówić. Czy kiedykolwiek będziesz chciała im powiedzieć?”
O
Boże.
Jak
mogłam tam stać i jednocześnie być zjadana żywcem?
„Lanie?”
- Hop zawołał, ale po prostu stałam nieruchomo, tracąc całe kawałki siebie na
rzecz mojego potwora - „Łanie!” - Hop uciął, zanim podszedł do mnie, wyciągnął kieliszek
z mojej ręki, odstawił go na bok i owinął palcami moje ramiona.
„Jezu,
mała, co do cholery?”
„Nie,
nigdy. Nigdy nie możemy im o nas powiedzieć” - wyszeptałam, patrząc mu w oczy.
Przesunął
ręce po obu stronach mojej głowy i zbliżył twarz.
Jego
oczy przesunęły się po moich rysach, zanim wymamrotał - „Ma cię. Kurwa, Jezu,
stoję tutaj i patrzę, jak ten potwór rozrywa cię na strzępy.”
„Nie
możemy im powiedzieć” - stwierdziłam.
„Dlaczego?”
- zapytał.
„Nigdy
nie możemy im powiedzieć” - oświadczyłam, mój głos stał się głośniejszy.
„Dlaczego
mała?” - zapytał łagodnym głosem.
„Nie
chcę, żeby wiedzieli” - powiedziałam mu.
„Dlaczego
nie chcesz, żeby wiedzieli, Słonko?” - popchnął.
„Nie
mogą wiedzieć.”
„Lanie,
wypuść to gówno.”
Wpatrywałam
się w jego oczy, czując jego ciepłe dłonie po obu stronach mojej głowy, jego
ciało blisko. a potwór wepchnął rękę w moje gardło i wygrzebał - „Ona mi
powiedziała.”
„Mów
dalej” - zachęcał Hop.
„Żeby
z nim zerwać.”
Hop
zamknął oczy.
„Nie
zrobiłam tego.”
Hop
otworzył oczy.
„Tyra
kazała mi zerwać z Elliottem po tym, jak po raz pierwszy zostaliśmy porwane
przez rosyjską mafię.”
„Dobra,
Lanie, mała, już dobrze, wystarczy. Zamknij to gówno teraz.”
Nie
zamknęłam go. Potwór je wywlekał.
„Nie
słuchałam. Powiedziałam jej na dobre i na złe.”
„Kurwa”
- mruknął, przesuwając się, żeby móc mnie przytulić.
Objęłam
go ramionami i przycisnęłam policzek do jego ramienia.
„Poszło
źle” - szepnęłam.
Hop
nie odpowiedział. Po prostu stał tam, trzymając mnie mocno.
Trzymałam
go w ten sam sposób.
Po
pewnym czasie Hop uścisnął mnie i zapytał - „Jesteś ze mną?”
„Tak”
- odpowiedziałam.
„Rozbiję
to gówno i, lady, zatrzymaj mnie, jeśli się pomylę, ale podjęłaś decyzję w sprawie
swojego mężczyzny, zraniło to twoją dziewczynę i nosisz to gówno przy sobie,
przenosząc je na swojego nowego mężczyznę.”
Nie
myślałam o tym w ten sposób. Właściwie wcale o tym nie myślałam.
„Może”
- powiedziałam do jego ramienia.
„Chcesz
to zakończyć?” - zapytał.
„Co
skończyć?”
„Zakończyć
nas.”
Poczułam,
że całe moje ciało naciąga się tak mocno, że bałam się, że pęknie, pędząc przez
pokój jak zerwana gumka. Odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
„Ty
chcesz?” - mój głos zatrząsł się na tych dwóch słowach.
„Kurwa,
nie” - odpowiedział natychmiast, a ja poczułam, że mam zmarszczone brwi.
„Więc
dlaczego zapytałeś?”
„Ponieważ,
mała, żadne z nas nie chce tego skończyć, a ona jest twoją dziewczyną i Tack
jest moim bratem. Jak, do cholery, będziemy dalej ukrywać to, co przed nimi
mamy?”
Miał
rację.
„Musimy.”
Moje
usta powiedziały to, zanim mój mózg dogonił i patrzyłam, jak jego głowa odwraca
się w bok.
„Lady…”
„Przez
trochę” - dokończyłam, a on wpatrywał się we mnie.
„Chcesz
wiedzieć, że jest to trwałe” - domyślił się.
„Chcę
pozbyć się tego potwora” - wyznałam, przyciskając się bliżej - „Chcę… chcę móc
stawić im czoła i wiedzieć. Wiedzieć, że wierzę. Wiedzieć, że tym razem mam
rację. Po tym, co wydarzyło się ostatnim razem, jak było źle, jak prawie
straciliśmy Ty-Ty, tym razem muszę
wiedzieć. Musi być trwałe. Dla ciebie.
Dla mnie. Żeby Tyra mogła uwierzyć.”
Jego
twarz się zmieniła, przez jego twarz przepłynął niepokój i powiedział -
„Ostatnim razem miałaś rację, mała. On zrobił źle, a ty dobrze.”
Pokręciłam
głową, a Hop patrzył, jak to robię.
Hop
puścił mnie, przesunął nas oboje na kanapę, przytulając mnie mocno do siebie.
Podniosłam nogi i zwinęłam je na kanapie obok siebie, gdy przełożyłam rękę na
jego brzuchu i przycisnęłam czoło do jego szyi.
„Przez
jakiś czas, mała, zatrzymamy to między tobą a mną” - poddał się - „Ale musisz
pamiętać, że wprowadzam cię do życia moich dzieci i nie będę ich prosić, żeby
kłamały. Dzieci mówią gówno i nie są obce Chaosowi. Musisz też mieć świadomość,
że High zabrał mnie tutaj, więc wie, a ja poprosiłem go, żeby się nie odzywał,
ale jeśli to zrobi, nie będę na niego naskakiwał. Więc jeśli ukryjesz to przed
swoją dziewczyną, balansujesz na linie, małą, a im dłużej to potrwa, jeśli się
dowiedzą, zanim się podzielimy, tym więcej będziesz musiała wyjaśniać.”
Kiwnęłam
głową.
Będę
martwić się o to później.
Dużo
później.
„Racja”
- mruknął, a ja przycisnęłam się bliżej.
Zamilkliśmy
i żadne z nas nie złamało ciszy przez dłuższą chwilę.
Wreszcie
Hop się odezwał.
„Nie
wiem, kto wygrał ten potwór czy my” - zadumał się.
Ja
też nie.
Po
prostu wiedziałam, że walka z tym potworem z Hop’em za plecami to zupełnie inne
doświadczenie.
„Wyczułeś,
że coś jest nie tak, zadzwoniłeś do Sheili, żeby została z dziećmi, i przyjechałeś
tutaj, żeby ze mną porozmawiać” - przypomniałam mu.
„Tak”
- zgodził się, a ja podniosłam się, żeby na niego spojrzeć.
„Ten
potwór zawsze mnie gryzie, Słonko, ale myślę, że świetnie sobie poradziłeś.”
Inny
wyraz twarzy przemknął przez jego rysy, ten lepszy. Niespodzianka i
satysfakcja.
Cieszyłam
się tym przez pół sekundy, zanim mnie pocałował.
Kiedy
przerwał pocałunek, zauważyłam - „Nienawidzę tego wspominać, ale musimy wymyślić,
co zrobić z tą konfiguracją.”
„Nie
martw się tym, zajmę się tym.”
Patrzyłam
na niego - „Jak sobie z tym poradzisz?”
„Wymyślę
coś.”
Po
tym, jak Hopper Kincaid wypowiedział te cztery słowa, wiedziałam z pewnością
jedną rzecz, która była zdumiewająca.
On
może to zrobić.
Tak
czy inaczej, Hop coś wymyśli i sprawi, że moje kłopoty znikną.
Tak
bardzo mi się to podobało, że, żeby przekazać, jak bardzo, przycisnęłam czoło
do jego szyi i zakopałam się blisko.
Odpuszczając
tę scenę, przyszła mi do głowy myśl.
„Więc,
hmmm… wzięłam z tej rozmowy, że chcesz, abyśmy byli na wyłączność?” - zapytałam
i poczułam, jak jego ciało napina się, zanim lekko zatrzęsło się ze śmiechu.
„Uch,
tak, mała. Chcę, żebyśmy byli na wyłączność” - potwierdził, a jego słowa
również trzęsły się ze śmiechu.
Dobrze
wiedzieć.
Nie.
Wspaniale wiedzieć.
Zakopałam
się bliżej, zanim powiedziałam mu - „Jeśli jesteśmy na wyłączność, powinieneś
wiedzieć, że biorę tabletki.”
W
jego głosie nie było śmiechu. Wydawał się zaskoczony, kiedy zapytał - „Chcesz
żebym był bez prezerwatyw?”
Odsunęłam
twarz od jego szyi i ponownie na niego spojrzałam - „Nie wiem. Co miałeś na
myśli, mówiąc „gówno się zdarza” tamtej nocy, kiedy się na mnie złościłeś?”
„Oznacza
to, że dla twojego spokoju odwiedzę klinikę.”
Hop
dla mnie odwiedzi klinikę.
Tak,
o tak, po prostu było coraz lepiej.
Uśmiechnęłam
się do niego. Odwzajemnił uśmiech, zanim jego ręka wsunęła się we włosy i
przycisnął moje czoło do swojej szyi. Przytrzymał mnie przez chwilę, zanim
powiedział, że musi wrócić do dzieci.
Pocałował
mnie ponownie i odprowadziłam go do jego motocykla, gdzie go pocałowałam.
Potem
powiedział mi, że nie odjedzie, dopóki nie zobaczy, jak moje zewnętrzne światło
zapala się i gaśnie, wskazując, że jestem bezpiecznie zamknięta w środku.
To
było słodkie i opiekuńcze, więc znów go pocałowałam.
Dziesięć
minut później włączyłam i wyłączyłam światło, wskazując Hopperowi, że jestem
bezpiecznie zamknięta w środku.
Ale
stałam w środku, czując coś, czego nie czułam od bardzo dawna.
Bezpieczna.
Masakra, to jak długo oni się ukrywali? Dziwni ludzie. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję, nie wiem co mam sądzić i tej części, trochę długo się rozwleka :) ale Hop jest jakby pierwszym rozsądnym samcem :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuńNo baba barani łeb hahaha ona ma zamiar ukrywać się ze związkiem do śmierci. Masakra.
OdpowiedzUsuńTroche przesadza i powinna powiedzieć o nich Tackowi. No nic czekamy na kolejny rozdział.