piątek, 20 sierpnia 2021

11 - Bezpiecznie zamknięta wewnątrz

 

ROZDZIAŁ 11

Bezpiecznie zamknięta wewnątrz

 

 

Tydzień i dwa dni później…

Byłam w swoim biurze i robiło się późno.

Musiałam wrócić do domu, przebrać się, a potem spotkać Hop’a i dzieci w Beau Joe na pizzę.

To nie było duże, ale było większe niż moja „niespodziane” pojawienie się na recitalu tanecznym.

Spotykałam się tam z nimi. Oznaczało to, że nawet dzieci w ich wieku wkrótce zorientują się, że widywały mnie od czasu do czasu na rodzinnych imprezach Chaosu, a nagle widzą mnie wszędzie i coś to znaczy.

Nie denerwowałam się ot tak. Wiedziałam, że mnie lubią.

Ale lubienie mnie jako Lanie, jakiejś kobiety, którą znał ich tata, i lubienie mnie jako Lanie, kobiety ich taty, to dwie różne rzeczy.

Więc chociaż nie byłam zdenerwowana, nadal byłam.                                                                             

Żeby wrócić do domu i się przebrać, powinnam wyjść dziesięć minut temu. Ale nowy klient zabierał dużo czasu, mój dzień umknął mi (z całą uczciwością, działo się to przed nowym klientem i zdarzało się to często) i zastanawiałam się, ponieważ Hop miał swoje dzieci na weekend, nad przyjściem w sobotę i nadrobieniem zaległości.

To nie byłoby złamanie mojej zasady niepracowania w weekendy, ponieważ już łamałam nawyk pracy do późnych godzin wieczornych.

Miałam Hop’a, do którego mogłam iść do domu, zjeść kolację i iść do łóżka. W związku z tym pozostawanie do późna w biurze straciło swój urok.

Zamykałam programy na moim komputerze, jednocześnie wkładając rzeczy do torebki, kiedy wyczułam ruch, więc wyjrzałam przez ścianę okien.

Na to, co zobaczyłam, oddech zamarł mi w płucach.

Tack szedł w moją stronę, patrząc na mnie z poważną miną.

Tack był w moim biurze kilka razy. Zwykle wtedy, gdy planowałam z nim i Tyrą wyjście na kolację po pracy, co oznaczało, że zawsze prowadził, więc Ty-Ty i ja mogłybyśmy strzelić jednego, gdybyśmy były w nastroju. Dlatego Tyra zawsze mu towarzyszyła.

Nigdy nie był tu sam i niezapowiedziany.

Wiedział o Hop’ie i o mnie.

O Boże, on wiedział o Hop’ie i o mnie!

Siedziałam nieruchomo, wpatrując się w niego idącego w moją stronę, moje wnętrzności z niewytłumaczalnej przyczyny ogarnęła panika.

Jego wzrok mnie nie opuścił, gdy przeszedł przez otwarte drzwi, ale kiedy wszedł do środka, przywitał się - „Hej, Lanie”.

„Uch, hej Tack” - odpowiedziałam - „Wszystko w porządku?”

Zatrzymał się przed moim biurkiem i odpowiedział - „Ty mi powiedz.”

Zamrugałam.

„Słucham?” - zapytałam.

„Ty mi powiedz, Lanie. Wszystko w porządku?”

O Boże, wiedział. Cholera! Wiedział!

„Ja, hmmm…”

Boże!

Co ja miałam powiedzieć?

Tack podszedł do jednego z moich krzeseł, usiadł na nim i znów na mnie spojrzał.

Jego głos był łagodny, kiedy powiedział - „Daliśmy trochę czasu, mała. Dużo czasu. Jakiś czas temu po kolacji u ciebie pomyślałem o tym i stwierdziłem, że nie dam rady więcej.”

Dobra, teraz byłam zdezorientowana. To nie brzmiało, jakby wiedział o Hop’ie i o mnie.

„Dałeś czemu czas?” - zapytałam.

„Tobie” - odpowiedział.

Właśnie, teraz byłam naprawdę zdezorientowana.

„Mnie, na co?” - zapytałam, a on pochylił się w moją stronę, jego oczy były intensywne, szukające, ale miłe.

„Ty i Belova” - odpowiedział i poczułam, jak moje wnętrzności znów się ściskają - „Nie ruszałaś dalej. Minęły lata, a ty nie ruszyłaś dalej. Tyra, nie czuła się z tym dobrze, mała. Może być wkurzona na mnie, że ci to mówię, bo moja kobieta nie wie, że to robię, ale musisz wiedzieć. Martwiła się, a kiedy to mówię, mam na myśli naprawdę martwiła. Po prostu nie wiedziała, co robić. Nie chciała nic mówić i zdenerwować cię. Nie chciała nic nie mówić i patrzeć, jak marnujesz swoje życie. Teraz jeszcze bardziej się martwi, że to zdjęcie zniknęło, co to może oznaczać. A ty nic o tym nie powiedziałaś.”

Och.

Chodziło o to zdjęcie.

„Tack…” - zaczęłam, a on potrząsnął głową.

„Ta ścieżka, Lanie, ta ścieżka, która prowadzi do uzdrowienia, możesz zostać zaślepiona, myśląc, że jest tylko jedna ścieżka do wyboru, ale nie jest. Istnieje wiele różnych ścieżek, ale niektóre z nich nie prowadzą do uzdrowienia. Prowadzą do innego gówna, które nie jest dobre i, mała, byłaś na złej.” - Pochylił się do mnie, a jego głos stał się cichszy, bardziej szorstki. – „Zaufaj mi, wiem, że patrzę, jak przez to przechodzisz i jak moja córka przez to przechodzi.”

Przełknęłam.

Mniej więcej rok temu dziewczyna Tacka, Tabby, nagle straciła narzeczonego w wypadku samochodowym, zaledwie trzy tygodnie przed ślubem. To było tragiczne i Tabby przybrała odważną minę, ale wszyscy wiedzieli, że cierpi. Jak mogła nie cierpieć? Ale przy tej odważnej masce trudno było określić, na jakiej ścieżce była.

Chyba że byłeś tak spostrzegawczy jak Tack.

Odchylił się do tyłu i mówił dalej - „To gówno, które ty znosiłaś, Rudzielec, ja, wszyscy musieliśmy postępować z tobą w białych rękawiczkach. Nie chcę cię przestraszyć, ale ta ramka zniknęła, oznacza to, że podjęłaś decyzję, decyzję, o której nie chcesz mówić, więc te rękawiczki spadają.”

„Tack…”

„Musisz iść dalej… we właściwy sposób.”

„Cóż…”

„Musisz znaleźć życie poza tym biurem” - wyrzucił rękę, a potem spojrzał na mnie - „Musisz znaleźć mężczyznę”.

Moje plecy wyprostowały się - „Tack, naprawdę…”

Nie przegapił mojej odpowiedzi. Po prostu źle ją zinterpretował.

„Nie mów do mnie jak kobiety i nie mów, że nie potrzebujesz mężczyzny, żeby cię dopełnić. To bzdura. Kobieta wygląda jak ty, to cholerne marnotrawstwo. Ale kobieta, która ma miłość, którą masz do dania, to nie jest strata. To cholerna szkoda.”

Zamknęłam usta, bo to było słodkie.

Potem otworzyłam je, aby mu przypomnieć - „Uh, do twojej wiadomości, nie możesz mówić od mnie jak kobiety, ponieważ ja jestem kobietą, więc podejście kobiety jest zbędne.”

Uśmiechnął - „Po prostu mówię, mam dobrą kobietę i rodzinę, ale to nie znaczy, że nie zauważam innych dobrych, mała. Jesteś dobra i mężczyzna miałby szczęście, jakby cię dostał.”

Łał, to było naprawdę słodkie.

Spojrzałam mu w oczy, a potem pochyliłam się ku niemu - „Dziękuję za to, że przyszedłeś, by powiedzieć to, co powiedziałeś i za troskę, Tack, ale obiecuję ci, wszystko jest w porządku.”

„Pierdoły.”

Zamrugałam, słysząc jego odpowiedź.

„Wyrzuciłaś tę ramkę i zamknęłaś się” - zadeklarował.

„Zamknęłam się w czym?” - zapytałam ponownie zdezorientowana.

„Dni tutaj, noce tutaj, twoje życie… tutaj…” - uniósł rękę i wskazał na podłogę - „W tym biurze. Zakopana w twojej pracy. Jasne, wychodzisz ze swoją dziewczyną. Zajmujesz się sama sobą. Rozpieszczasz naszych synów. Występujesz na Chaosie i śmiejesz się z braćmi. Ale większość twojego życia to ta praca, Lanie, a to gówno nie może trwać dalej.”

O jej.

Jak to miałam rozegrać?

„Tack, naprawdę, obiecuję ci, nic mi nie jest.”

„Życie, które jest pracą, nie jest w porządku. To nie jest nawet pół życia. Lubię to, co robisz i to jest fajne. Jesteś w tym tak dobra, co jest fajniejsze. Ale świat jest pełen, mała. Jak jesz tylko z połowy talerza, brakuje ci mięsa i, co gorsza, brakuje ci deseru.” - zatrzymał się na chwilę, zanim powiedział cicho - „Musisz żyć swoim życiem, Lanie.”

„Obiecuję ci, Tack, jestem w porządku.”

„Więc dlaczego jest po szóstej, a ty nadal jesteś w biurze?” - odparł.

Nie mogłam mu powiedzieć, że wybieram się na spotkanie z Hop’em i jego dziećmi, więc nie mogłam mu powiedzieć, że się spóźniam i powinnam była wyjść piętnaście minut temu. Nie mogłam mu też powiedzieć, że moje życie to nie tylko praca. Już nie. Były to recitale taneczne. To były pieczone kotlety wieprzowe. To było słuchanie Hop’a opowiadającego mi historię o zabraniu jednej ze swoich „suk” na koncert Segera. Naćpała się zanim poszli, zatraciła się w tym klimacie i rzuciła koszulkę w stronę sceny. Śmiałam się przez to, bo Hopper powiedział mi też, że nie nosiła stanika i że nie byli w pobliżu sceny, więc Bob ani żaden facet z zespołu Silver Bullet nie mogli docenić jej gestu.

Musiałam mu jednak coś powiedzieć. Po prostu nie miałam szansy.

„Rozmawiałem z Mitch’em i Lucasem. Mają kumpla i mówią, że jest dobrym człowiekiem” - zaczął Tack.

O mój Boże. Czy mówił o umówieniu mnie?

Tack kontynuował - „Nie znam go. Nie chcę stracić jednej z moich dziewczyn z facetem z policji, ale mówią, że jest dobrym człowiekiem, a ja wierzę im. Oni cię umówią.”

O mój Boże!

Tack mnie umawiał!

Fajnie, że myślał o mnie jako o jednej ze swoich dziewczyn, ale to była katastrofa.

Prawdę mówiąc znałam Mitcha Lawsona i Brocka Lucasa i lubiłam ich. Obaj byli dobrymi gliniarzami. Obaj byli dobrymi facetami. Obaj byli przyjaciółmi Tacka. Oni, ich żony, Mara i Tess oraz ich dzieci często przychodzili na imprezy Chaosu. To było osobliwe: gliniarze i motocykliści, ale była historia, poważna historia, która czyniła to nie tylko zrozumiałym, ale wręcz koniecznym. Tak więc, znając Mitcha i Brocka i wiedząc, że są dobrymi facetami, wiedziałam, że nie umówią mnie z palantem lub nieudacznikiem.

„Tack…” - zaczęłam, ale znowu przemówił do mnie i zrobił to wstając.

„Jak wrócę do domu, porozmawiam o tym z Rudzielcem. Umówi się z Marą i Tess i to ułożą. Musisz tylko pięknie wyglądać i się pokazać. Pierwsza część jest naturalna. Ufam, że w drugiej części nie polegniesz.”

Patrzyłam na niego, gdy stał przed moim biurkiem, a kiedy przestał mówić, zapytałam - „Robisz to Ty-Ty?”

„Co?” - zapytał.

„Nie pozwalasz jej wtrącić ani słowa” - odpowiedziałam, a on wybuchnął śmiechem.

Czekałam cierpliwie, aż przestanie, myśląc nie po raz pierwszy, że Tyra miała szczęście. Tack śmiał się głęboko i intensywnie, pochodziło to z jego wnętrza i wyglądał dobrze, robiąc to. Robił to też bardzo często.

Kiedy Tack przestał się śmiać, spojrzał na mnie i odpowiedział po prostu - „Tak” - Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć i znowu zawiodłam w tym przedsięwzięciu. - „Chociaż tylko wtedy, gdy jest to ważne i gdy jest wrzodem na moim tyłku.”

„Czy mam wnioskować, że jestem wrzodem na twoim tyłku?” - zapytałam.

„Nie” - potrząsnął głową z uśmiechem - „Ale skoro mówisz o tym, nie będziesz tego wywnioskować. Po prostu powiem ci to wprost.”

„Tack…”

„Idź na randkę, Lanie.”

„Tack!” - warknęłam, a on pochylił się nad moim biurkiem, kładąc na nim rękę i ponownie przyszpilając mnie swoimi niebieskimi oczami.

„Zrób to dla Tyry” - powiedział cicho i zamknęłam się.

Jak do cholery mam się z tego wydostać?

„Martwi się” - ciągnął Tack - „Ulecz się, pomóż mojej kobiecie przestać się martwić. Idź na randkę.”

Zamknęłam oczy, otworzyłam je i skinęłam głową.

Mam na myśli: co jeszcze mogłam zrobić?

Tack uśmiechnął się.

Cholera.

„Dobrze, cieszę się, że mieliśmy tę rozmowę” - oświadczył - „A Rudzielec będzie zadowolona, że znowu spróbujesz życia i mam nadzieję, że to się uda albo nie, ale zaostrzy twój apetyt na odzyskanie tego, czego ci brakuje i będziesz zadowolona”

To naprawdę było do bani, że był takim dobrym facetem i robił to dla mnie, a ja nie mogłam mu powiedzieć, że to wszystko było niepotrzebne i mogli przestać się martwić.

„No dobrze, jeszcze raz dziękuję, Tack” - powiedziałam.

Wyprostował się od mojego biurka - „Idź do domu. Zrób coś zabawnego. Cokolwiek. Po prostu się stąd wypierdalaj” - rozkazał, wyciągając rękę, by wskazać moje biuro.

„Właśnie wychodziłam” - poinformowałam go i dostałam kolejny uśmiech, zanim podszedł do moich drzwi.

Zatrzymał się w nich i odwrócił.

Powinnam była podnieść moją mentalną tarczę i przygotować się.

Nie zrobiłam tego.

Więc kiedy wystrzelił swoje strzały, przeszyły moje ciało.

„Nie żałuj tego, co zrobiłaś. Nie żałuj podjętych decyzji. Dobrze zrobiłaś. Podążałaś za swoim sercem, a to nigdy nie jest złe, kochanie. Ale poszło źle i gówno było ekstremalne. To koniec, Lanie. Już dawno. Idź dalej.”

Nie zrobiłam dobrze.

Wiedział o tym. Ja to wiedziałam. Tyra o tym wiedziała.

Po prostu był miły.

Przebaczenie jest piękne i to dobre uczucie, gdy ktoś daje ci ten prezent.

Ale to, że ktoś, kogo skrzywdziłaś, może ci wybaczyć, to jedno.

Czymś innym było wybaczenie sobie samemu.

Stracono zbyt wiele. Rzeki tego. Rzeki krwi Ty-Ty na podłodze domu, w którym nigdy nie byłam, a ona była tylko raz. Ta krew płynęła przeze mnie.

Mogło to oznaczać, że stracilibyśmy wszystko - Tack i ja.

Ale w sposób, w jaki ją kochał, głównie Tack.

Wybaczył mi.

Po prostu ja sobie nie wybaczyłam.

Nic mu o tym nie powiedziałam.

Po prostu powiedziałam - „Okej.”

Pokiwał głową - „W porządku, kochanie. Dobrej nocy.”

„Tobie też. Powiedz Ty-Ty, że przesyłam hej.”

„Zrobi się. Później.”

„Później, Tack.”

Podniósł rękę, żeby otworzyć drzwi, a potem patrzyłam, jak wychodzi z mojego biura, myśląc, że moja najlepsza przyjaciółka po raz kolejny miała szczęście.

Z drugiej strony, tak samo jak Tack.

Spojrzałam na zegar na moim komputerze i zdałam sobie sprawę, że żeby zdążyć na pizzę, nie będę mogła wrócić do domu i się przebrać.

Wyłączyłam go, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Hop’a, żeby mu powiedzieć, że mogę się trochę spóźnić.

Potem wyszłam z biura, żeby żyć swoim życiem.

*****

Usłyszałam ryk Harleya. Leżąc na kanapie, czytając i pijąc kieliszek wina po zabawnej kolacji z Hop’em i jego dziećmi, przyzwyczajona do tego ryku oznaczającego dobre rzeczy, słuchałam z roztargnieniem, ale z zadowoleniem myśląc o tej kolacji.

Pomyślałam o tym, jak łatwy był entuzjazm Molly.

O tym, jak miło było, gdy mała dziewczynka powiedziała ci, że podoba jej się twój strój. O tym, że Cody może nie wyglądał jak jego tata, ale zachowywał się dokładnie tak jak on. O tym, jak Hop zręcznie wylawirował ostrą niechęć Molly do wszystkiego, co dotyczy kiełbasy, „Sok wycieka z boku, tato!” i żądanie Cody’ego, abyśmy kupili mięsną, bo „Pizza nie ma znaczenia, jeśli nie ma mięsa”, kupując dwie pizze Beau Joe i mrucząc „Resztki na tydzień”.

Nie mylił się, chociaż umniejszał to. Jedna pizza Beau Joe mogłaby nakarmić pół batalionu.

Tak więc ten ryk Harleya na zewnątrz nie tylko przypomniał mi o wszystkich dobrych rzeczach Hop’a i wspaniałym wieczorze z jego dziećmi, kiedy już po wszystkim wiedziałam, że nie mam się czym denerwować, ale też sprawił, że się uśmiechnęłam.

Nasłuchiwałam, już nie z roztargnieniem, kiedy ryk ucichł z tyłu mojego domu.

Skierowałam wzrok z mojej kanapy do przesuwanych szklanych drzwi i byłam zszokowana, widząc wysokie ciało Hoppera materializujące się tam w ciemności.

„Otwórz, mała” - zawołał przez szybę, a ja odłożyłam Kindle na bok i wstałam, szybko podchodząc do drzwi, by je otworzyć.

„Co ty tutaj robisz?” - spytałam, przesuwając się do tyłu, gdy wślizgnął się do środka i zamknął drzwi - „Gdzie są dzieci? Czy wszystko w porządku?”

Zwrócił się do mnie - „Nie wiem. Ty mi powiedz.”

Świetnie.

Miałam już ten początkowy gambit konwersacyjny od motocyklisty tego wieczoru, kiedy odwiedził mnie Tack, a sądząc po wyrazie troski i ciekawości na twarzy Hop’a, pomyślałam, że ten nie spodoba mi się o wiele bardziej.

„O czym ty mówisz i gdzie są dzieci?” - zapytałam.

„Dzieci śpią, a Sheila jest z nimi. Pokazałaś się na kolacji, wciąż ubrana w swój strój do pracy, zachowując się dziwnie, nie patrząc mi w oczy, więc zadzwoniłem do niej, przyjechała, wskoczyłem na motor i przyciągnąłem tu swój tyłek. Co tam?”

„Nic, czego nie mogłabym ci powiedzieć przez telefon” - wyjaśniłam - „Nie musiałeś ciągnąć Sheili do swojego domu.”

„Kiedy nie patrzysz mi w oczy podczas kolacji, to jest coś, do czego nie przyznasz się przez telefon. Teraz, Lanie, jeszcze raz. Co tam?”

Zwykle cieszyłam się, że Hop był człowiekiem, który zwracał na uwagę. Oznaczało to, że robił rzeczy i mówił rzeczy i, co ważne, powtarzam, robił rzeczy, dobre rzeczy, ponieważ zwracał uwagę.

Czasami, tak jak teraz, było to denerwujące.

Zdecydowałam, że ta dyskusja pójdzie lepiej z winem, więc podeszłam do mojego kieliszka.

Kiedy już go złapałam i wzięłam łyk, spojrzałam z powrotem na Hop’a i zobaczyłam, że nie poruszył się poza skrzyżowaniem ramion na piersi. Skórzane kurtki, szczególnie zniszczone, czarne, motocyklowe z naszywką na plecach, nie przypadły mi do gustu, jeśli chodzi o chłopaków.

Na Hopperze grało to jak na nikim innym.

„Lanie” - ponaglił ostrzegawczo niskim głosem i przestałam doceniać Hop’a w jego kurtce.

„Tack rozmawiał z Mitch’em i Brock’iem. Umawiają mnie na randkę z gliną” - oznajmiłam.

Zrobiłam to, ponieważ pomyślałam, że najlepiej będzie po prostu wypuścić to i skończyć.

W każdym razie to nic wielkiego. Hop musiał wiedzieć, że mi się podobał. Oboje wiedzieliśmy, że pracujemy nad czymś ważnym. Właśnie jadłam z nim i jego dziećmi kolację, więc to było jasne.

Dlatego postanowiłam w drodze do Beau Joe, że po prostu udam się na randkę, a potem wyjaśnię facetowi, Tackowi i Tyrze, że nie odpowiada mi to, a wyjaśnię wcześniej mój plan Hop’owi (ale nie podczas kolacji z dziećmi), żeby się nie martwił. Oznaczało to, że spełnię swój obowiązek wobec Ty-Ty i Tacka, a potem zacznę robić inne rzeczy, które sprawią, że przestaną się o mnie martwić. Na przykład wezmę udział w zajęciach kreatywnego pisania wyjaśnienia, że mogę spotkać kogoś, kiedy nie mam zamiaru tego robić. W każdym razie zajęcia z kreatywnego pisania byłyby zabawne i zawsze chciałam to zrobić.

Nieważne. Konkluzja: w końcu wszystko będzie dobrze.

Patrząc na Hop’a, zdałam sobie sprawę, że nie zgodzi się z moim planem.

„Powtórz?” - zapytał, a jego ton był przerażający.

Wyciągnęłam rękę z kieliszkiem, wdzięczna, że był niski, więc wino nie chlupotało - „Martwią się, że się nie leczę, nie idę dalej po Elliotcie, zakopuję się w pracy, więc mnie umawiają.”

„Umawiają cię” - powtórzył wciąż przerażającym głosem.

„Hop, to nic wielkiego” - powiedziałam mu i patrzyłam, jak szarpie głową.

„Idziesz?” - teraz nie brzmiał przerażająco. Brzmiał jakby był niedowierzający i bardziej niż trochę zły.

„To nic wielkiego. Pójdę i później wyjaśnię, że mnie nie pociągał. Pomyślą, że idę dalej i wszystko będzie dobrze.”

„Pójdziesz” - stwierdził Hop.

„Tylko jedna randka” - zapewniłam go.

„Tylko jedna randka” - powtórzył za mną Hop.

„Hop…”

Zatrzymałam się nagle, kiedy pochylił się do mnie i ryknął - „Czy ty zwariowałaś?

Tak, zdecydowanie nie zgadzał się z moim planem.

Uniosłam obie ręce uspokajająco i zaczęłam - „Hop…”

Zrobił dwa kroki w moją stronę, jego ciało zadrżało, jakby kontrolował swoje ruchy, ale ledwo, i warknął - „Powiedz mi dokładnie, co się stało”.

Spojrzałam mu w oczy i wyjaśniłam dokładnie, co się stało.

Hop trzymał moje, kiedy skończyłam, i zapytał - „A twoim rozwiązaniem tego problemu jest spotkanie z tym pieprzonym facetem?”

„To najłatwiejsze rozwiązanie, jakie przychodzi mi do głowy” - powiedziałem mu coś, co wydawało mi się oczywiste.

„Nie wiem, Lanie. Przychodzi mi do głowy łatwiejsze” - odparł i nie umknął mi jego sarkazm.

„Hop, szczerze, nie…”

Przerwał mi - „Chcesz poznać moje rozwiązanie?”

Pomyślałam, że nie chciałam, żeby to powiedział, ale i tak kiwnęłam głową.

„Może, nie wiem, ale może być łatwiej, mała, po prostu powiedzieć im, że masz życie i że twoje życie idzie dalej ze mną.” - położył ręce na biodrach. – „Kurwa, nawet nie wiem, dlaczego od razu nie powiedziałaś Tackowi tego gówna, kiedy zaproponował ten absurdalny, jebany pomysł.”

Kiedy mówił, jego nastrój się pogorszył. Znalazło to odzwierciedlenie w sposobie, w jaki wypowiadał swoje słowa.

Ale na jego słowa moje płuca ścisnęły się, więc musiałam zmusić się do krzyku - „Nie możemy tego zrobić!”

Wyrzucił ręce w górę - „Dlaczego do cholery nie?”

Wiedziałam, że był wkurzony. Wiedziałam, dlaczego był wkurzony.

Ale coś się działo. Coś, co próbowałam zignorować. Coś, co budowało się we mnie tak ogromne, że nie dało się go zignorować.

Panika.

Czysta, nieskażona panika.

„Nie możemy tego zrobić” - powtórzyłam.

„A dlaczego, kurwa, nie, Lanie?”

„Po prostu nie możemy” - powiedziałam mu.

„Jaja sobie robisz?” - zapytał.

„Nie, nie robię” - odpowiedziałam, to uczucie narastało, czułam odgryzanie od środka. Ogromne, żarłoczne ukąszenia mnie.

Hop przyglądał mi się przez chwilę, jego wyraz twarzy się zmienił i mówił ciszej, kiedy zapytał - „Kiedykolwiek?”

„Kiedykolwiek co?” - zapytałam z powrotem.

„Nie chcesz im teraz mówić. Czy kiedykolwiek będziesz chciała im powiedzieć?”

O Boże.

Jak mogłam tam stać i jednocześnie być zjadana żywcem?

„Lanie?” - Hop zawołał, ale po prostu stałam nieruchomo, tracąc całe kawałki siebie na rzecz mojego potwora - „Łanie!” - Hop uciął, zanim podszedł do mnie, wyciągnął kieliszek z mojej ręki, odstawił go na bok i owinął palcami moje ramiona.

„Jezu, mała, co do cholery?”

„Nie, nigdy. Nigdy nie możemy im o nas powiedzieć” - wyszeptałam, patrząc mu w oczy.

Przesunął ręce po obu stronach mojej głowy i zbliżył twarz.

Jego oczy przesunęły się po moich rysach, zanim wymamrotał - „Ma cię. Kurwa, Jezu, stoję tutaj i patrzę, jak ten potwór rozrywa cię na strzępy.”

„Nie możemy im powiedzieć” - stwierdziłam.

„Dlaczego?” - zapytał.

„Nigdy nie możemy im powiedzieć” - oświadczyłam, mój głos stał się głośniejszy.

„Dlaczego mała?” - zapytał łagodnym głosem.

„Nie chcę, żeby wiedzieli” - powiedziałam mu.

„Dlaczego nie chcesz, żeby wiedzieli, Słonko?” - popchnął.

„Nie mogą wiedzieć.”

„Lanie, wypuść to gówno.”

Wpatrywałam się w jego oczy, czując jego ciepłe dłonie po obu stronach mojej głowy, jego ciało blisko. a potwór wepchnął rękę w moje gardło i wygrzebał - „Ona mi powiedziała.”

„Mów dalej” - zachęcał Hop.

„Żeby z nim zerwać.”

Hop zamknął oczy.

„Nie zrobiłam tego.”

Hop otworzył oczy.

„Tyra kazała mi zerwać z Elliottem po tym, jak po raz pierwszy zostaliśmy porwane przez rosyjską mafię.”

„Dobra, Lanie, mała, już dobrze, wystarczy. Zamknij to gówno teraz.”

Nie zamknęłam go. Potwór je wywlekał.

„Nie słuchałam. Powiedziałam jej na dobre i na złe.”

„Kurwa” - mruknął, przesuwając się, żeby móc mnie przytulić.

Objęłam go ramionami i przycisnęłam policzek do jego ramienia.

„Poszło źle” - szepnęłam.

Hop nie odpowiedział. Po prostu stał tam, trzymając mnie mocno.

Trzymałam go w ten sam sposób.

Po pewnym czasie Hop uścisnął mnie i zapytał - „Jesteś ze mną?”

„Tak” - odpowiedziałam.

„Rozbiję to gówno i, lady, zatrzymaj mnie, jeśli się pomylę, ale podjęłaś decyzję w sprawie swojego mężczyzny, zraniło to twoją dziewczynę i nosisz to gówno przy sobie, przenosząc je na swojego nowego mężczyznę.”

Nie myślałam o tym w ten sposób. Właściwie wcale o tym nie myślałam.

„Może” - powiedziałam do jego ramienia.

„Chcesz to zakończyć?” - zapytał.

„Co skończyć?”

„Zakończyć nas.”

Poczułam, że całe moje ciało naciąga się tak mocno, że bałam się, że pęknie, pędząc przez pokój jak zerwana gumka. Odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

„Ty chcesz?” - mój głos zatrząsł się na tych dwóch słowach.

„Kurwa, nie” - odpowiedział natychmiast, a ja poczułam, że mam zmarszczone brwi.

„Więc dlaczego zapytałeś?”

„Ponieważ, mała, żadne z nas nie chce tego skończyć, a ona jest twoją dziewczyną i Tack jest moim bratem. Jak, do cholery, będziemy dalej ukrywać to, co przed nimi mamy?”

Miał rację.

„Musimy.”

Moje usta powiedziały to, zanim mój mózg dogonił i patrzyłam, jak jego głowa odwraca się w bok.

„Lady…”

„Przez trochę” - dokończyłam, a on wpatrywał się we mnie.

„Chcesz wiedzieć, że jest to trwałe” - domyślił się.

„Chcę pozbyć się tego potwora” - wyznałam, przyciskając się bliżej - „Chcę… chcę móc stawić im czoła i wiedzieć. Wiedzieć, że wierzę. Wiedzieć, że tym razem mam rację. Po tym, co wydarzyło się ostatnim razem, jak było źle, jak prawie straciliśmy Ty-Ty, tym razem muszę wiedzieć. Musi być trwałe. Dla ciebie. Dla mnie. Żeby Tyra mogła uwierzyć.”

Jego twarz się zmieniła, przez jego twarz przepłynął niepokój i powiedział - „Ostatnim razem miałaś rację, mała. On zrobił źle, a ty dobrze.”

Pokręciłam głową, a Hop patrzył, jak to robię.

Hop puścił mnie, przesunął nas oboje na kanapę, przytulając mnie mocno do siebie. Podniosłam nogi i zwinęłam je na kanapie obok siebie, gdy przełożyłam rękę na jego brzuchu i przycisnęłam czoło do jego szyi.

„Przez jakiś czas, mała, zatrzymamy to między tobą a mną” - poddał się - „Ale musisz pamiętać, że wprowadzam cię do życia moich dzieci i nie będę ich prosić, żeby kłamały. Dzieci mówią gówno i nie są obce Chaosowi. Musisz też mieć świadomość, że High zabrał mnie tutaj, więc wie, a ja poprosiłem go, żeby się nie odzywał, ale jeśli to zrobi, nie będę na niego naskakiwał. Więc jeśli ukryjesz to przed swoją dziewczyną, balansujesz na linie, małą, a im dłużej to potrwa, jeśli się dowiedzą, zanim się podzielimy, tym więcej będziesz musiała wyjaśniać.”

Kiwnęłam głową.

Będę martwić się o to później.

Dużo później.

„Racja” - mruknął, a ja przycisnęłam się bliżej.

Zamilkliśmy i żadne z nas nie złamało ciszy przez dłuższą chwilę.

Wreszcie Hop się odezwał.

„Nie wiem, kto wygrał ten potwór czy my” - zadumał się.

Ja też nie.

Po prostu wiedziałam, że walka z tym potworem z Hop’em za plecami to zupełnie inne doświadczenie.

„Wyczułeś, że coś jest nie tak, zadzwoniłeś do Sheili, żeby została z dziećmi, i przyjechałeś tutaj, żeby ze mną porozmawiać” - przypomniałam mu.

„Tak” - zgodził się, a ja podniosłam się, żeby na niego spojrzeć.

„Ten potwór zawsze mnie gryzie, Słonko, ale myślę, że świetnie sobie poradziłeś.”

Inny wyraz twarzy przemknął przez jego rysy, ten lepszy. Niespodzianka i satysfakcja.

Cieszyłam się tym przez pół sekundy, zanim mnie pocałował.

Kiedy przerwał pocałunek, zauważyłam - „Nienawidzę tego wspominać, ale musimy wymyślić, co zrobić z tą konfiguracją.”

„Nie martw się tym, zajmę się tym.”

Patrzyłam na niego - „Jak sobie z tym poradzisz?”

„Wymyślę coś.”

Po tym, jak Hopper Kincaid wypowiedział te cztery słowa, wiedziałam z pewnością jedną rzecz, która była zdumiewająca.

On może to zrobić.

Tak czy inaczej, Hop coś wymyśli i sprawi, że moje kłopoty znikną.

Tak bardzo mi się to podobało, że, żeby przekazać, jak bardzo, przycisnęłam czoło do jego szyi i zakopałam się blisko.

Odpuszczając tę scenę, przyszła mi do głowy myśl.

„Więc, hmmm… wzięłam z tej rozmowy, że chcesz, abyśmy byli na wyłączność?” - zapytałam i poczułam, jak jego ciało napina się, zanim lekko zatrzęsło się ze śmiechu.

„Uch, tak, mała. Chcę, żebyśmy byli na wyłączność” - potwierdził, a jego słowa również trzęsły się ze śmiechu.

Dobrze wiedzieć.

Nie. Wspaniale wiedzieć.

Zakopałam się bliżej, zanim powiedziałam mu - „Jeśli jesteśmy na wyłączność, powinieneś wiedzieć, że biorę tabletki.”

W jego głosie nie było śmiechu. Wydawał się zaskoczony, kiedy zapytał - „Chcesz żebym był bez prezerwatyw?”

Odsunęłam twarz od jego szyi i ponownie na niego spojrzałam - „Nie wiem. Co miałeś na myśli, mówiąc „gówno się zdarza” tamtej nocy, kiedy się na mnie złościłeś?”

„Oznacza to, że dla twojego spokoju odwiedzę klinikę.”

Hop dla mnie odwiedzi klinikę.

Tak, o tak, po prostu było coraz lepiej.

Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech, zanim jego ręka wsunęła się we włosy i przycisnął moje czoło do swojej szyi. Przytrzymał mnie przez chwilę, zanim powiedział, że musi wrócić do dzieci.

Pocałował mnie ponownie i odprowadziłam go do jego motocykla, gdzie go pocałowałam.

Potem powiedział mi, że nie odjedzie, dopóki nie zobaczy, jak moje zewnętrzne światło zapala się i gaśnie, wskazując, że jestem bezpiecznie zamknięta w środku.

To było słodkie i opiekuńcze, więc znów go pocałowałam.

Dziesięć minut później włączyłam i wyłączyłam światło, wskazując Hopperowi, że jestem bezpiecznie zamknięta w środku.

Ale stałam w środku, czując coś, czego nie czułam od bardzo dawna.

Bezpieczna.


 

6 komentarzy:

  1. Masakra, to jak długo oni się ukrywali? Dziwni ludzie. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, nie wiem co mam sądzić i tej części, trochę długo się rozwleka :) ale Hop jest jakby pierwszym rozsądnym samcem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No baba barani łeb hahaha ona ma zamiar ukrywać się ze związkiem do śmierci. Masakra.
    Troche przesadza i powinna powiedzieć o nich Tackowi. No nic czekamy na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń